Łączna liczba wyświetleń

sobota, 10 listopada 2012

"What's going on?" "Love's happening..."


                                                                ***

Tymczasem na dworze zapadał zmrok. Ross wciąż przebywał z Laurą na sali, pomagając jej w pakowaniu rzeczy. Wciąż nie mógł uwierzyć w to, że znów jest dobrze. Odzyskując Laurę dostał od losu drugą szansę, której tym razem nie zmarnuje.
- Kochanie…
- Tak, Ross?
- Jak dobrze, że cię mam.
Brunetka roześmiała się i  mocno wtuliła się w blondyna.
- Wiesz, że mówisz mi to już ze dwudziesty raz? – wymruczała.
-  Jak dobrze, że cię mam. Dwudziesty pierwszy – uśmiechnął się Ross.
Laura podniosła głowę i utkwiła wzrok w oczach blondyna. Po chwili stanęła na palcach i delikatnie musnęła jego usta . Chłopak natychmiast zrewanżował się jej długim pocałunkiem.
- Nawet nie wiesz, jak mi tego brakowało – westchnęła brunetka.
- Czego?
- Wszystkiego związanego z tobą. Brakowało mi twojego głosu, twoich brązowych oczu, uśmiechu…
-  Urody, doskonałości, ekstrawagancji, bystrości, poczucia humoru… - wyliczał Ross.
- I skromności – dokończyła Laura próbując zachować powagę. Nie wytrzymała i wybuchła głośnym śmiechem.
Naraz chłopakowi przypomniało się spotkanie z Alex na korytarzu szpitalnym. Uśmiech momentalnie znikł z jego twarzy.
- Co się stało, blondi? – spytała z lekkim niepokojem w głosie Laura.
- Eh nic…Wiesz, przed chwilą, jak szedłem po wypis do doktora, spotkałem Alex.
- Oh.. I co z nią?
- Sądziłem, że będzie płakała. Ale nie, widziałem jak rozmawiała jakimś chłopakiem. Co prawda miała zaczerwienione oczy, ale śmiała się.
- No widzisz. Dojdzie do siebie szybciej, niż się spodziewasz.
- Nie masz jej za złe, jak cię nazwała?
- Nie, na pewno nie chciała tak wybuchnąć i teraz tego żałuje. Wpadła po prostu w furię. Nie dziwię się -  ja pewnie zrobiłabym to samo będąc na jej miejscu. Spróbuję z nią porozmawiać.
- Ale chyba nie teraz?
- Ooo, niby czemu?
- Bo teraz jest czas na coś innego – zachichotał Ross.
- Emm. Ross? – Laura ze zdziwieniem uniosła brwi -  O co ci chodzi?
W tej samej chwili brunetka cudem uniknęła spotkania z poduszką, którą rzucił w jej stronę chłopak.
-  Oooo nie. Nie żyjesz, słyszysz?!  - wzięła okrągłą poduszeczkę i cisnęła nią w blondyna.
Niestety, nie trafiła.
- Pff, tylko na tyle cię stać? – Ross złapał kołdrę z łóżka. Laura, nim się spostrzegła, już była ciasno zawinięta w białe posłanie.
- Wyglądasz jak…parówka w hot dogu. – stwierdził chłopak.
Laura szamocząc się na wszystkie strony, próbowała się uwolnić. Ross jednak mocno trzymał obie strony kołdry.
- Uwolnij mnie, głupku!
- Ha! Nie mam zamiaru, skarbie.
- Ross! Ja mam ciężkie obrażenia powypadkowe, a ty mnie męczysz.
- Chyba MIAŁAŚ ciężkie obrażenia powypadkowe. No dobrze, niech ci będzie.  – to mówiąc puścił końce kołdry. Dziewczyna straciła równowagę i wpadła prostu w jego ramiona.
- Mam cię!
- Zooostaw mnie, głupi jesteś.
- Rozumiem, że strzeliłaś focha?
- Tak – brunetka usiadła na skraju łóżka i skrzyżowała ręce. Ross zajął miejsce obok niej.
- No przepraszam. Wiem, jestem trochę dziecinny – schylił się, by ją pocałować, jednak Laura odwróciła głowę udając, że wciąż jeszcze jest zła na niego.
„Jest tylko jeden sposób na to, żeby się rozchmurzyła” – pomyślał Ross. Zbliżył się no niej i zaczął ją łaskotać. Wiedział, że Laura jest bardzo przeczulona i ma łaskotki praktycznie WSZĘDZIE. 
- AAAA, ROSS PRZESTAAAAŃ – wołała dziewczyna machając rekami i  nogami na wszystkie strony.
- A nie będziesz się już obrażać?
- Nnnie!!
- Tak, czy nie?!
- AA, no mówię,  że nie będę!! Wygrałeś! Tylko przestaaań już!!
Ross przestał ją łaskotać i posłał jej triumfalne spojrzenie.
- Wiedziałem, że w końcu ulegniesz.
- Taa. Łaskotki to moja słaba strona.
- Mnie to mówisz?
-Spadaj.
Ross zaśmiał się i nastawił policzek w stronę dziewczyny, pukając w niego palcem wskazującym. Laura przewróciła oczami i  cmoknęła chłopaka.


Było parę minut przed północą, kiedy Alex skończyła rozmowę z Rydel. Gadała z nią bardzo długo, bo było o czym. Poza tym potrzebowała się komuś wyżalić.
Dokładnie opowiedziała koleżance o całym zdarzeniu. Musiała przyznać, lekko zdziwiło ją to, że nie uroniła przy tej rozmowie ani jednej łzy. Tak jakby całe zamieszanie z Rossem powoli przestawało być dla niej ważne… Rydel była smutna, bo bardzo lubiła Alex i życzyła jej jak najlepiej. Ucieszyła się jednak na wieść o Charlim, nazywając go „słodkim ciasteczkiem”.  „Nawet go nie zna, a już opisuje go bezbłędnie” – myślała Alex. To prawda, Charlie był przemiłym chłopcem i było jej trochę żal, że nie dała mu swojego numeru. A przecież jest taka możliwość, że już się nie zobaczą…
Naraz zesztywniała. Zaraz, co to było? Ktoś puka do drzwi? Eee, chyba jej się zdawało…
- Psst. Alex? – usłyszała szept i prawie podskoczyła w miejscu z przerażenia. Po chwili oślepił ją blask latarki. Zmrużyła oczy.
- Kim jesteś?!
- Ciii, nie drzyj się. To ja.
- Jaki ja?
- No jak to, jaki ja. Charlie.
- Co ty tu robisz?! Skąd wiedziałeś gdzie mnie szukać?!
- Hmm. Miałem „przeczucie” – odparł ironicznie chłopak – I błagam, nie wrzeszcz, tak  bo zaraz ktoś przyjdzie i mnie wygoni.
- Taa, przydałoby się .. – mruknęła Alex – mógłbyś łaskawie wyłączyć tę cholerną latarkę?
- A no tak, sorki – stropił się chłopak. Po chwili w pomieszczeniu znów zapanowała ciemność.
- Po co przyszedłeś?
- Żeby pogadać.
- Cóż za idiotyczna odpowiedź.
- Czemu? To takie dziwne?
- Hem wiesz. Biorąc pod uwagę fakt, że jest parę minut po północy, nie widzę powodu, żeby mnie odwiedzać…
- Aha, czyli mam wyjść?
- Nie! Zostań, bo nie odpowiedziałeś na moje poprzednie pytanie.
- Ojj było ich parę…
- Jak mnie znalazłeś?
- Tak trudno się domyślić? Wystarczyło, że zobaczyłem, do której sali weszłaś.
- Ale czego przychodzisz właśnie o tej porze? Jak cię wpuścili?
- Nie rozumiesz. Ja tu mieszkam.
Alex zamurowało z wrażenia. Po chwili wykrzyknęła:
- CO?
- Ciiicho bądź, no. Dobrze, może źle to sformułowałem. Nie mieszkam tu, ale tu PRZEBYWAM.
- Nadal nic nie rozumiem.
- To trochę skomplikowane. Moja babcia, ta z Wielkiej Brytanii, leży na oddziale kardiologii, opiekuję się nią.
- A co na to twoi rodzice?
- Ja.. nie mam rodziców.
- Boże…Przepraszam, nie chciałam…
- Spoko. Skąd miałaś wiedzieć? Nawet ich nie pamiętam, zginęli w wypadku samochodowym jak miałem 2 lata. Zajęła się mną babcia. Właściwie – tu głos lekko się mu załamał – tylko ona mi pozostała. A teraz…
- Rozumiem, przykro mi.  – przerwała mu Alex. Bardzo współczuła Charliemu, ale nie wiedziała, jak może mu pomóc. Powoli wstała z łóżka.
- Gdzie jesteś?  - wyszeptała.
- Tutaj – odezwał się Charlie. Stał tuż przed nią, nie widziała jego sylwetki, ponieważ w pomieszczeniu panował mrok, ale czuła jego przyspieszony oddech. Przytuliła chłopaka z całych sił. Charlie objął talię dziewczyny i położył głowę na jej ramieniu.
- Dziękuję – wyszeptał. Po chwili rozluźnił uścisk i siadł na łóżku.
- To może powiesz mi…dlaczego płakałaś?
Alex westchnęła.
- Nie wiem, czy chcesz tego słuchać.
- Jasne, że chcę. Ja powiedziałem ci o mnie, teraz twoja kolej.
- No dobrze, w dużym skrócie. Ten blondyn, którego widziałeś nazywa się Ross Lynch.
- To ten gość z telewizji?
- Tak. Z serialu.
- Ohoho. No to nieźle trafiłaś.
- Mów za siebie, dobrze? Poznałam go przypadkiem. Właściwie to wlazłam do jego garderoby.
- Ty?! Nie wierzę…
- Ano ja. Znalazł mnie tam, ale nie wezwał ochrony. Zaczęliśmy rozmowę.
- I wtedy się w nim zakochałaś. Zgadłem? – przerwał Charlie.
- Eh nie. Wtedy jeszcze nie. Odprowadził mnie do hotelu, wytłumaczył mnie przed moimi rodzicami. A potem umówiliśmy się na kolejne spotkanie.
- I w tym momencie stwierdziłaś, że się w nim zakochałaś.
- Jesteś nadzwyczaj irytujący.
- He, zabawne. Każdy mi to mówi.
- W sumie nie dziwię się. W każdym razie Ross zaproponował mi wtedy pracę na planie serialu.
- Żartujesz!
- Nie, ale byłam tak samo zdziwiona, jak ty. Miałam zastąpić jakąś dziewczynę, która w ostatniej chwili zrezygnowała z roli.
- I jak ci poszło?
- Chyba dobrze. Scenarzystka była ze mnie zadowolona. Poznałam też Caluma, Raini, Laurę…
- Tę małą brunetkę?
- Widziałeś ją?
- Tak, mało się o nią nie potknąłem.
- Nie przesadzaj, nie jest aż tak niska.
- Nie, w ogóle.
Alex westchnęła i przewróciła oczami.
- Noo.. kontynuuj, proszę.
- Jechaliśmy do szpitala, bo Laura źle się czuła. I wtedy mieliśmy wypadek samochodowy, dlatego wszyscy troje tak czy siak tu trafiliśmy. Rossa odwiedziło jego rodzeństwo. Wtedy poznałam Rydel, jego siostrę. Powiedziała mi, że kiedy mieszkali w Colorado, Ross chodził z Laurą, ale się rozstali, bo musiała wyjechać do Miami. On też tu przyjechał i po latach znów się spotkali na planie serialu.
- Co za historia..
- No wiem, brzmi niewiarygodnie, nie?
- Trochę.
- Wtedy byłam już w nim zakochana i ciężko mi było to znieść, bo… zdawało mi się, że
- On czuje to samo?
- Tak. Niezły jesteś w te zgadywanki.
- Nie zgadłem, po prostu się to wiedziałem.
- Czyli na zmianę jesteś jasnowidzem i bystrzykiem?
- Coś w ten deseń. Mów dalej.
- Łudziłam się, że też mu się podobam, ale wtedy zobaczyłam, że on nadal coś czuje do Laury,. Wtedy usłyszałam ich rozmowę. Że „ja się nie liczę”, że „ważna jest tylko Laura”.
- Co za żałosny…
- Tak, wiem. Idiota.
- Hm, miałem na myśli gorsze określenie, ale niech będzie.
- Domyślasz się, jak się czułam. Najpierw rozpacz, później wściekłość. Wpadłam do środka i krzyczałam, krzyczałam, krzyczałam.
- Rozumiem, że nie masz zamiaru ich przepraszać?
- Przeciwnie, chce z nimi na spokojnie porozmawiać. Ale z każdym osobno, bo to nie na moje nerwy. Już wystarczy, że jutro po południu wylatuję do Londynu.
- Co?!
- Czego się drzesz?
- Nic…Wyjeżdżasz? Czemu mówisz mi o tym dopiero teraz?
- Jakoś nie było okazji.
-Eh Alex, Alex..
- Czyżbyś się smucił z tego powodu?
- Jaa? W życiu.
- To skąd ta melancholia w głosie?
- Bo teraz się będę nudził. Nie będę miał kogo nawiedzać w nocy.
- Zawsze możesz postraszyć Rossa i Laurę – zachichotała Alex.
- To nie to samo.
- Racja. Z resztą jutro tak samo jak ja są wypisani ze szpitala. Ale wiesz, jeszcze nie jest do końca przesądzone, czy wracam do Londynu, czy nie.
- No teraz to zgłupiałem. Najpierw  mówisz, że jedziesz, teraz że zostajesz?
- Nie do końca, Charlie. Teoretycznie miałam mieć przedłużony termin w Miami, bo dyrektor serialu zapłacił za mój pobyt. Mam grać jeszcze w paru odcinkach. A najlepsze, że moi rodzice nic o tym nie wiedzą.
- Tak się spytam z ciekawości. Masz zamiar oznajmić im, że tu zostajesz, PARĘ GODZIN przed odlotem?
- Jasne, czemu nie.
- Ciekawa z ciebie osoba, wiesz?
- Jestem niemal pewna, że się nie zgodzą, ale trzeba próbować.
- Chciałabyś tu zostać?
- Hmm, tak. Mimo, że nie wyobrażam sobie jak na razie wspólnej pracy z Rossem i Laurą.
- Trzymam kciuki. Idę już, bo nagle zachciało mi się spać.
- Aż tak cię zanudziłam?
- Niee, no co ty – zapewnił ją chłopak. Wstał i podszedł do drzwi.
- Ej, tylko się ze mną jutro pożegnaj, jakby co. Dobra? – dodał.
- Jasne – zaśmiała się Alex – Dobranoc, Charlie.
Szatyn uśmiechnął się:
- Mogłabyś to powtórzyć?
- Co?
- To, co przed chwilą powiedziałaś.
- Dobranoc, Charlie.
- Dzięki… lubię, jak wymawiasz moje imię – zniknął za drzwiami, ale po chwili znów się pojawił.
- Alex?
- Tak?
- Dobranoc
-Dobranoc, dobranoc.
Wyszedł, ale po sekundzie wrócił się, dodając:
- Aha, no i miłych snów.
- Eh nawzajem, głuptasie. Idź już.
W tym momencie drzwi zamknęły się za chłopakiem. Alex uśmiechnęła się – ależ on był uroczy! Rozmowa z nim bardzo jej pomogła – dzięki Charliemu zapomniała chociaż na chwilę o bólu, oderwała się od rzeczywistości. I mimo, że opowiedziała mu całą historię związaną z Rossem, nie czuła się ani trochę smutna.
„Tylko co na to wszystko moi rodzice?”  - zmartwiła się dziewczyna.


                                                          ***

Hej, za namową Weroniki postanowiłam napisać następny rozdział i na szczęście dałam radę :) mam nadzieję, ze się spodoba. 
ostatnio spada liczba wyświetleń bloga, trochę mi smutno z tego powodu :c ale ciesze się z każdego komentarza,więc proszę, piszcie ich jak najwięcej.

jeszcze jedno. niezmiernie wkurza mnie to, że archiwum bloga przez to czarne tło jest praktycznie niewidoczne. a jak próbuję zmienić kolor czcionki  na jaśniejszy, automatycznie rozjaśnia mi się tekst w rozdziałach. nie wiem, co robić :( pomoocy, ja to sierota jestem, nie wiem jak to poprawić :D
~`BabyBlue

   

piątek, 9 listopada 2012

"Should I stay or should I go?"


                                                                ***

 Alex biegła przed siebie, ile sił w nogach. Niewypowiedziany ból rozsadzał jej czaszkę a z oczu płynął strumień łez. Zawało jej się, że ma mocny charakter i nic, a tym bardziej nikt  nie jest w stanie jej złamać. Teraz jednak nie mogła sobie poradzić -  cios który otrzymała był zbyt potężny. A najgorsze, że obwiniała za wszystko samą siebie. Czuła się potwornie, bo – co racja, to racja. Ross nigdy jej niczego nie obiecywał. Ale tak bardzo się do niego przywiązała, że nie mogła ot tak po prostu pogodzić się z tym, że chłopak kocha Laurę. Teraz zastanawiało ją tylko jedno. Jak przeżyje rozstanie z nim? Nie łudziła się, że rodzice pozwolą jej przedłużyć pobyt w Miami. Ona sama chyba wolałaby wrócić do Londynu. Bo jak ma pracować na jednym planie z człowiekiem, który ją zranił? Z drugiej strony nie wyobrażała sobie życia bez Rossa. Wspomnień nigdy nie wymaże z pamięci, choćby chciała. Co robić? Zostać, czy wracać? Jak ja sobie ułożę życie?  - zastanawiała się Alex…
- AUUU! – zawył średniego wzrostu szatyn, na którego przed chwilą wpadła. Chyba niechcący kopnęła go w kostkę, bo zabawnie skakał na lewej nodze, łapiąc się za prawą stopę.
- O Jezus, przepraszam! – zawołała Alex na chwilę zapominając o swoich problemach – Nie chciałam cię potrącić, spieszyłam się…
- Ehh, nic mi nie jest, ale…- chłopak podniósł głowę, a na jego twarzy pojawiło się zdumienie – Co ci się stało?
Alex złapała się za głowę. Musiała wyglądać okropnie – czerwone, spuchnięte oczy, łzy i potargane włosy. Natychmiast wyjęła z kieszeni szlafroka chusteczkę i otarła nią twarz.
- Niee, wszystko w porządku. Przepraszam, pewnie cię wystraszył mój wygląd.
  Chłopak uśmiechnął się.
- Spokojnie, widziałem gorsze potwory.
- Hmm. Dzięki.
- Nie zrozum mnie źle. Po prostu mama mojego kolegi pracuje w salonie kosmetycznym. Sama też dosyć często nakłada na siebie tony maseczki.
Alex  roześmiała się i spojrzała z wdzięcznością na szatyna. Miał krótko przystrzyżone włosy, małe usta i zielone oczy w których w tej chwili zapalały się wesołe iskierki. Ubrany był w czarne jeansy i niebieską koszulkę w kratę, Na szyi miał duże słuchawki.        
- Ooo widzisz – śmiejesz się.  Od razu lepiej. A skoro już tak na mnie wpadłaś, mogę wiedzieć, dlaczego płakałaś?
-  Czemu chcesz to wiedzieć?
Chłopak wzruszył ramionami:
 - Po prostu ciekawi mnie wiele rzeczy. Na przykład to, jak masz na imię.
-  Jestem Alex.   
- Nie mieszkasz tutaj, prawda?
- Skąd wiesz?
- Hehe. Zgadywałem.
- A może jesteś jasnowidzem?
- Może, może…
- Próbuj dalej.
- Okej, myślę że mieszkasz w okolicach Londynu.
- To prawda! Jak się tego domyśliłeś?
- Proste, moja babcia stamtąd pochodzi, a Brytyjczycy mają ten swój dziwaczny akcent.
- Hej, nie jest dziwaczny. Nie każdy potrafi się go nauczyć.
- No właśnie, to czyni go dziwacznym. Ale dobrze, bo w jakiś sposób wyróżnia wasz malutki kraj.
- Naprawdę chcesz, żebym ci nastąpiła na drugą stopę?
- A co? Powiedziałem coś nie tak?
- Nie no, skąd!
- Tak też myślałem.
Alex westchnęła i przewróciła oczami.
- Miło się gadało, ale muszę już iść  - odwróciła głowę i zamarła.
Korytarzem szedł nie kto inny jak Ross! Przez chwilę mierzyli się spojrzeniami, w końcu blondyn zniknął za drzwiami jakiejś sali. „Tylko nie płacz, tylko nie płacz!” – przykazała sobie w duchu Alex. Mocno zagryzła wargi.
- Wszystko gra? – spytał szatyn. Spojrzał w stronę zamykających się drzwi, potem skierował wzrok na Alex.
- Ttak, no jasne, że tak – wymamrotała dziewczyna, pochylając głowę.
- Chodzi o tego blondynka, nie?
- CO?!
- Nie musisz nic mówić, rozumiem. Ma inną?
Alex powoli kiwnęła głową.
- No to nie wie, kogo stracił – uśmiechnął się chłopak.
Dziewczyna się rozpogodziła i przestała myśleć o Rossie.
Rozmowę przerwał sygnał SMS dochodzący z kieszeni szlafroka dziewczyny. Była to wiadomość od Rydel:
„No i jak? Wszystko się układa? J Zadzwoń jak będziesz miała czas xx”
- Ehhm, wiesz, muszę już iść – powiedziała Alex patrząc na ekran komórki.
Skierowała się do swojej sali, ale w pewnym momencie zawróciła.
- Zapomniałam spytać, jak masz na imię.
 - Aż tak cię to ciekawi? To spróbuj zgadnąć – chłopak skrzyżował ręce na piersiach i wpatrywał się wyczekująco w dziewczynę.
- Nie wiem, czy to dobry pomysł, kolego. Mam tysiące imion do wyboru.
- Ja jakoś mogłem zgadnąć, skąd jesteś.
- Oh tak, tak. Tego akurat się DOMYŚLIŁEŚ. Po moim akcencie z resztą.
Chłopak westchnął
- Chcesz znać moje imię, czy nie?
- Powiedzmy.
- Podpowiedź. Zaczyna się na literę C.
- Chris? Cedrik? Cesar?
- Cesar?! Hmm, naprawdę jesteś w tym kiepska.
-  No więc? Jam masz na imię?
- Charlie Nicholas Smith – rzekł z dumą chłopak.
-  Charlie? Nicholas? To mi bardzo przypomina opowadanie Dickensa*.
- Tak właśnie było zamierzone. Bo urodziłem się w Wigilię – uśmiechnął się Charlie – W tym roku kończę 16 lat.
- To tak, jak ja.
Naraz komórka Alex znów zaczęła dzwonić.
- Naprawdę, muszę już iść – westchnęła dziewczyna.
- Poczekaj, nie tak prędko – Charlie złapał jej rękę – Skoro chciałaś znać moje imię, to może  od razu ci podam numer?
-  O nie, cwaniaku. Aż tak naiwna to ja nie jestem.
- Czemu miałabyś być?
- A po co mi twój numer?
- Żebyś nie płakała po nocach, że ci go nie dałem – Charlie poruszył  zabawnie brwiami.
- No masz. Kolejny zadufany w sobie chłoptaś.
-  No no, bez przesady. Aż tak nie zadzieram nosa, jak ten blondynek – obruszył się chłopak.
- Może i masz rację – zaśmiała się Alex – Ale i tak nie licz, że ci podam mój numer.
- Chyba raczej ja tobie, moja droga.
- Na jedno wychodzi, mój drogi.
 - Niech ci będzie. Podasz?
- Chciałbyś.
- Żebyś wiedziała, że chciałbym.
- Serio? – Alex rzuciła chłopakowi zdziwione spojrzenie.
- Hej, jak się z kimś fajnie gada, to czemu miałbym pozwolić, żeby kontakt się urwał?
- A nie pomyślałeś o tym, że może ja nie chcę rozwijać tej znajomości?
- Naprawdę nie chcesz? – zasmucił się Charlie.
Zapadło milczenie. Alex przez chwilę myślała nad odpowiedzią. Chłopak wydawał się miły i zabawny. Ale przecież nie może mu od razu zaufać. Po tym, co się wydarzyło w jej życiu, trzeba być ostrożnym…
- Ojj, oczywiście, że chcę. Z resztą, czy tobie ktokolwiek odmówił?
- Hmm – chłopak zmrużył oczy i przystawił palce do ust. – Nie. Jeszcze się nie zdarzyło. To po prostu wrodzony dar przekonywania.
- Zapomniałeś dodać ”urok osobisty” .
- Oczywiście, to też. Nie na darmo nazywają mnie  Charming**.
- Ale jednej osoby nie przekonałeś do końca.
- Kogo?
- Mnie. Nie dam ci numeru.
- Ale…
- Cześć, Charlie!
- Alex! Przecież miałaś nie zrywać kontaktu – stwierdził z wyrzutem w głosie szatyn.
- Ej, jeszcze się spotkamy. Na pewno to czujesz, w końcu jesteś jasnowidzem.
- Pewnych rzeczy się nie da przewidzieć.
- No właśnie. A zagadki są przecież najlepsze – odparła Alex tajemniczo. Odwróciła się i nie zważając na wołanie Charliego wróciła na salę.
Tam wydobyła z kieszeni komórkę. 5 połączeń nieodebrane od mamy, 1 od taty. No jasne. Kurcze, faktycznie dawno do nich nie zdzwoniła. A jutro przecież ma wyjeżdżać z Miami! Może spróbuje ich namówić na przedłużenie pobytu… A co, jeśli się nie zgodzą? Alex sama nie wiedziała, czy chce wracać, czy nie.
Do Jennifer, swojej brytyjskiej przyjaciółki od pewnego czasu nie mogła się dodzwonić, być może dziewczyna wyjechała już na wakacje do dziadków. Z kim pogadać? Naraz na ekranie pojawiła się zielona słuchawka z napisem „RYDEL DZWONI”. Bez wahania nacisnęła przycisk zaczynający rozmowę…
                                                                         
                                                                       ***
* - chodzi o książkę Charlesa (czyli Charliego:)) Dickens'a pt.:"Opowieść Wigilijna". nie wiem, czy ją czytaliście. 
w każdym razie Charlie ma na drugie Nicolas, czyli Mikołaj, bo to imię też kojarzy się ze Świętami :) 

** Charlie kojarzy się ze słowem Charming, a to po angielsku znaczy "uroczy". 


gotowe. nie wiem, czy ten rozdział przypadnie Wam do gustu, bo mnie osobiście średnio się podoba. może to z braku pomysłów? :/

miłego czytania!
~`BabyBlue 

piątek, 2 listopada 2012

"She ain't gon' be able to love you like I will"


                                                                            ***
Laura czuła się na tyle dobrze, że pozwolono jej, tak samo jak Alex, wrócić do domu następnego dnia. Zbliżał się wieczór. Brunetka właśnie siedziała na łóżku i pakowała swoje rzeczy do dużej, szarej torby, gdy niespodziewanie na salę wpadł Ross.
- Hhhej – rzucił dysząc ciężko. Był wyraźnie zmęczony biegiem, padł na najbliższe krzesło.
- Ross?! Co ty tu..
- Laura, musimy pogadać. Teraz, w tej chwili.  
- No dobrze, ale o czym?
- O nas.
Dziewczyna uniosła ze zdumieniem brwi:
- O nas? Myślałam, że ten temat..
- Jaki temat, do cholery?! Traktujesz nasz związek jak jakąś rzecz?
- Ale..
- Pozwól mi skończyć, dobra? Wiem, że tego, co było nie da się naprawić. Schrzaniłem sprawę. Tak, przyznaję –  wtedy, kiedy widzieliśmy się pierwszy raz po naszym rozstaniu, powinienem się do ciebie odezwać, przytulić. A ja zachowałem się jak ostatni debil – udawałem, że nic między nami nie zaszło. A przecież cały czas czułem, że jesteś dla mnie najważniejsza! Że wciąż cię kocham!
- No.. ale jak to? A co z Alex?
- Alex?! Ona jest teraz nieważna. Liczysz się ty. I mam nadzieję, że wybaczysz mi kiedyś moje podłe zachowanie. Hej, co się stało?  - Ross zauważył, że w oczach Laury pojawiły się łzy.    
- Nnnic. Ross, ja… też muszę ci coś powiedzieć. Kiedy rozmawiałeś z Rydel…ja wszystko słyszałam. Tylko udawałam, że śpię.
- Więc mi nie wierzysz?
- No wiesz, mówiłeś w końcu, że Alex jest dla ciebie bardzo ważna.
- Bo przypomina mi ciebie! Uświadomiłem sobie przed chwilą, że być może kiedyś ją bardzo lubiłem, ale tylko dlatego, że jest do ciebie podobna. Nigdy nikogo nie kochałem tak bardzo, jak ciebie! Zrozum to !
Laura nie mogła się powstrzymać i wybuchła płaczem. Były to jednak łzy szczęścia.
- Ross… Sądziłam, że o mnie zapomniałeś, że już nie jestem dla ciebie ważna.
- Byłaś i zawsze będziesz – odparł chłopak i przyciągnął ją do siebie. Delikatnie gładząc jej włosy szeptał jej do ucha -  Już dobrze, już dobrze…
Stali mocno objęci, gdy nagły trzask sprawił, że odskoczyli od siebie i spojrzeli na otworzone gwałtownie drzwi. W progu, z wymierzonym w stronę Ross palcem stała czerwona z wściekłości Alex…

*dziesięć minut wcześniej*

„Ciekawe, jak Ross wytłumaczy się z tej nagłej ucieczki. Gdzie on właściwie polazł? I co ja takiego powiedziałam, że tak dziwnie zareagował?” – myślała Alex. Siedziała na łóżku. Wokół niej walały się ubrania, kosmetyki i parę paczek słodyczy od rodzeństwa chłopaka. A może pójść do Laury? Już dawno powinna z nią poważnie porozmawiać. Tego nie można odkładać, trzeba wyjaśnić sobie parę spraw. A poza tym, wypada sprawdzić, jak się czuje i spytać, kiedy będzie wypisana ze szpitala. Alex skinęła głową, wstała i skierowała się do sali, gdzie leżała Laura. Już miała naciskać klamkę drzwi, gdy usłyszała, że brunetka nie jest sama. Rozmawia z kimś….Tak! To Ross! Zaraz, co on mówi? Alex przytknęła ucho do drzwi i uważnie wsłuchała się w rozmowę:
-  …Tak, przyznaję –  wtedy, kiedy widzieliśmy się pierwszy raz po naszym rozstaniu, powinienem się do ciebie odezwać, przytulić. A ja zachowałem się jak ostatni debil – udawałem, że nic między nami nie zaszło. A przecież cały czas czułem, że jesteś dla mnie najważniejsza! Że wciąż cię kocham!
- No.. ale jak to? A co z Alex?
- Alex?! Ona jest teraz nieważna. Liczysz się ty. I mam nadzieję, że wybaczysz mi kiedyś moje podłe zachowanie…

Nie! NIE! To nie może być prawda! – szeptała gorączkowo Alex. Oczy jej zaszły mgłą, nogi zupełnie zdrętwiały. Serce, jakby na chwilę przestało bić. A w głowie krążyła tylko jedna myśl -  „ ONA jest teraz nieważna. Liczysz się ty”.
Co?! Jak to? Przecież Laura go zostawiła! Rozstali się! Jak to możliwe, że mówią sobie takie rzeczy? Przecież to ona – Alex miała być „tą jedyną”. Kochała Rossa, i sądziła, że on czuje to samo. Boże! Jak to boli! „Jak mogłam być tak głupia i naiwna?! Przecież on tylko się bawił moimi uczuciami. Grał! cały czas GRAŁ. No bo jak to możliwe, że aktor może pokochać kogoś tak żałosnego jak ja?”.  Miała ochotę wybuchnąć głośnym płaczem. Wtedy usłyszała:
- Ross… Sądziłam, że o mnie zapomniałeś, że już nie jestem dla ciebie ważna.
- Byłaś i zawsze będziesz…
I wtedy wezbrała w niej ogromna wściekłość. Zacisnęła z całej siły zęby.
- Nie pozwolę, by ONA mi go zabrała. Mam prawo być szczęśliwa! – z całej siły szarpnęła za klamkę i popchnęła drzwi butem. Wpadła na salę...
- ROSS! – ryknęła na Rossa, wyciągając w jego stronę palec – jak mogłeś! Jak mogłeś postąpić tak podle wobec mnie?! A ty – zwróciła się do  Laury  - jesteś… jesteś największą suką jaką widział ten świat!
- Nie odzywaj się w ten sposób do Laury!  - zawołał Ross, rzucając groźne spojrzenie na Alex.
- Bo co?! Zabrała mi ciebie! Bo było tak dobrze, a ONA wszystko zepsuła!
- Uspokój się, wariatko! Zabrała? O co ci chodzi? Przecież między mną a tobą nic nie zaszło!
- Ale mogło zajść. Widziałam, jak na mnie patrzyłeś…
Ross wybuchnął ironicznym śmiechem.
- I co z tego? Przecież niczego ci nie obiecywałem, więc w czym problem? Musisz po prostu poszukać szczęścia gdzie indziej.
- Ale ja nie chcę, słyszysz?! Zasługuję na to, by być szczęśliwa właśnie z tobą!
- Ale zrozum, wtedy to ja nie byłbym szczęśliwy! Wiem, że to dla ciebie pewien…cios.
- Nic nie wiesz! Zachowałeś się jak ostatni idiota i nie raczysz nawet przeprosić? Nie obchodzą cię ani trochę moje uczucia?
- Obchodzą, ale…
- Nie. Bo teraz oczywiście „liczy się tylko Laura”. Wiesz co, daruj sobie. Sądziłam, że jesteś ze mną szczery, ale ty po prostu masz mnie gdzieś. Nie chcę cię więcej widzieć! – Alex gwałtownie odwróciła się i zniknęła za drzwiami. Laura patrzyła w osłupieniu na Rossa - chłopak pobladł i pochylił głowę.
- Ross, nie przejmuj się. Po prostu…ciężko jej.
- Rozumiem, ma racje, bo zachowałem się beznadziejnie. Laura, ja cały czas popełniam błędy, nie radzę sobie z własnym życiem!      
Brunetka zmarszczyła zabawnie nos.
- Eej, nie przesadzaj. Żyjesz swoimi marzeniami – jesteś aktorem, piosenkarzem, boskim tancerzem, masz wspaniałą rodzinę, przyjaciół.
- Masz rację. Ale zapomniałaś o jednej  osobie – uśmiechnął się Ross.
- Taak? O kim?
- O stojącej przede mną dziewczynie, za którą szaleję.
Laura już miała odpowiedzieć, ale chłopak skutecznie przerwał jej zamiar długim pocałunkiem.

                                                                               ***
nie przesadziłam z tymi wykrzyknikami? ;)
podoba Wam się rozdział?

dziękuję za wszystkie komentarze, jesteście CU-DO-WNI!

~`BabyBlue 


czwartek, 1 listopada 2012

"You gotta have to think about it"


Ross gwałtownie zatrzasnął drzwi i pobiegł w kierunku schodów. Tam o mały włos nie zderzył się z młodą pielęgniarką, trzymającą stos papierów. Dotarł do wyjścia ze szpitala i wyskoczył na ulicę. Musi znaleźć jakieś ciche miejsce, gdzie nikt mu nie przeszkodzi. Trzeba przemyśleć wiele spraw, a  to może zająć trochę czasu. Idąc wąskim chodnikiem spojrzał na znajdujące się po drugiej stronie ulicy wysokie ogrodzenie. Wiedział, ze za nim znajduje się stary, opuszczony park - doskonałe schronienie od zgiełku i szarej, ponurej rzeczywistości. Ross parę lat temu, po przeprowadzce z Colorado często tam przesiadywał. Teraz także zapragnął się znaleźć zacisznym parku. Potrzebował spokoju i wiedział, że tam właśnie go zazna.
Czym prędzej przeszedł więc na drugą stronę ulicy, rozejrzał się dookoła, a gdy spostrzegł, że w otoczeniu nie ma żywego ducha, schylił się i przeszedł przez dziurę w ogrodzeniu. Z niemałym trudem, bo – trzeba przyznać – przez te parę lat urósł i nieco przytył, a otwór był stosunkowo niewielki. W końcu Ross wyprostował się i westchnął. Te wierzby płaczące, których liście delikatnie spływały na starą, spróchniałą ławeczkę, te wciąż kwitnące krzewy białych róż usadzone wokół niej, szeroka alejka czarnych topól…Wszystko pozostało nienaruszone, na swoim miejscu. Chłopak ostrożnie usiadł na ławeczce i zerwał kwiat białej róży z pobliskiego krzewu. Przyglądając się mu analizował minione zdarzenia. Przez ostatnie lata próbował wyrzucić z głowy wszystkie wspomnienia związane z Laurą. A to jedno zdanie Alex przypomniało mu o tym, o czym chciał zapomnieć - o wieczorze tuż przed wyjazdem Laury…Cholera! Czy on ją nadal kocha?! Przecież go zraniła! O czymś tak ważnym jak przeprowadzka do Miami powinna mu powiedzieć od razu, a nie dzień przed odlotem. Wariatka! Gdyby tylko wiedziała, jak trudno mu było przetrwać to rozstanie… Dzień i noc, noc i dzień myślał tylko o niej. Nie mógł jeść, spać. Załamał się. Rydel starała się go pocieszyć, ale Ross czuł, że nigdy specjalnie nie przepadała za jego byłą dziewczyną.

Mówi się, że czas leczy rany. Ale nie da się zapomnieć kogoś takiego jak Laura! Kiedy Ross pierwszy raz zobaczył Alex, od razu poczuł dziwne ukłucie w sercu. Wtedy jeszcze nie wiedział co to jest i  - zakochał się w niej po uszy. Teraz docierało do niego, że Alex spodobała mu się, bo bardzo przypominała mu Laurę! Te same oczy, uśmiech, charakter…
Co teraz?! Rydel powiedziała mu o tym, że Alex jest w nim zakochana. A kogo on kochał? Laurę czy Alex? Laurę czy Alex? Za dużo pytań! A musi przecież dokonać wyboru. Nie chciał zranić Alex, bo bardzo ją cenił. Ale coś się zmieniło, zupełnie przypadkowo. Uświadomił sobie, że Laurę znał dłużej i miał z nią piękne wspomnienia. Popełnił fatalny błąd! Gdy doszło do ich pierwszego spotkania w Miami zachował się tak, jakby nic między nimi nigdy nie zaszło. Był wtedy zbyt dumny, by móc okazać jej swoje uczucia. Teraz bezsilnie załamywał ręce. A przecież mogło być inaczej! Mogli znów być razem. Nie – on wybrał inną drogę. A Alex wywróciła świat Rossa do góry nogami. Trzeba coś zmienić. Tak! Już wie, co ma robić. Wstał, zerwał parę białych róż i  pobiegł w stronę szpitala…

                                                            ***                 
króciutki, ale spookooojnie. jutro (czyli piątek popołudnie lub wieczór) dalsza część ;)
~`BabyBlue


piątek, 19 października 2012

"So confused..."

                                                                         ***

 „Jak on mógł?! Jak mógł mi to zrobić? Po tym wszystkim, co razem przeszliśmy?” – krążyło po głowie Laury. Leżąc nieruchomo z oczami zwróconymi na sufit dokonywała małej retrospekcji. Dobrze pamiętała pierwsze spotkanie z tym uroczym blondynem. Mieli wtedy dwanaście, może trzynaście lat.  Nowa szkoła, zupełnie obcy ludzie. Tułała się po korytarzach, bojąc się odezwać do kogokolwiek. O tak, była wtedy bardzo nieśmiała. Pewnego razu zaspała i wyszła później z domu. Zostały dwie minuty do dzwonka, a sala matematyczna położona była na trzecim piętrze. Spiesząc się, nie zauważyła idącego w przeciwnym kierunku chłopca o jasnych włosach i zderzyła się z nim. Oczywiście wszystkie książki wyleciały jej z rąk. Klnąc w duchu przeprosiła chłopaka i zabrała się do zbierania swoich rzeczy. Wtedy on uśmiechnął się, schylił i zaczął jej pomagać. Uniosła głowę i spojrzała prosto w jego brązowe oczy. Coś ją tknęło,  coś jakby… jej serce zaczęło nagle bić dwa razy szybciej. Wtedy jeszcze nie rozumiała, że była to miłość od pierwszego wejrzenia. Wreszcie wstali, a on, podając jej książki rzekł z typowym dla niego humorem: „Wiesz… Następnym razem mnie ostrzeż, jak znów będziesz chciała na mnie wpaść”. Ten miły, ciepły głos sprawił, że mimowolnie nogi się pod nią ugięły.

Potem Laura dowiedziała się, że sympatyczny chłopak jest z nią w klasie (jak to się stało, że nigdy wcześniej go nie zauważyła?), ma na imię Ross i, tak samo jak ona, nie znosi matematyki. Skończyło się na tym, że oboje porządnie spóźnili się na lekcje, co zostało skwapliwie odnotowane przez ich surową nauczycielkę - panią Grips. Na drugi dzień znów spotkali się w tym samym miejscu (tym razem się ze sobą nie zderzyli). Miłe pogawędki z Rossem, który uznawany był za największe  ciacho klasowe, wkrótce wzbudziły zazdrość koleżanek Laury. Przestały się do niej odzywać, a gdy tylko przechodziła obok nich, wymieniały między sobą złośliwe uwagi. Jeśli chodzi o chłopców (bardzo dziecinnych jak na swój wiek), ogłosili Laurę i Rossa oficjalną „parą klasową”, nazywając ich w skrócie Raura. Rzeczywiście, po paru miesiącach znajomości zaczęli ze sobą chodzić. Było cudownie – trzymali się za ręce, chodzili do kina, restauracji, pokazał jej także uroczy zakątek, który stał się stałym miejscem ich spotkań.
Był to mały zagajnik, pośrodku którego znajdowała się polana pełna kwiatów. Rósł tam rozłożysty dąb dający przyjemny cień latem. Często pod nim przesiadywali, rozmawiali, uczyli się lub po prostu – milczeli wpatrując się w błękit nieba. Zdarzyło się parę razy, że zostawali w zagajniku aż do wieczora, kiedy na niebo powoli wypełzał srebrny księżyc, a tu i ówdzie pojawiały się gwiazdki. Objęci, czuli się w pełni szczęśliwi, że mają siebie. Laura często powtarzała, że nie chce, by nastał poranek. Wolała, by każda chwila spędzona z Rossem trwała wiecznie. On zaś twierdził, że nie wyobraża sobie życia bez niej.

Wszystko zaczęło się psuć w lutym,  kiedy zbliżały się Walentynki. Zazdrosne dziewczyny, które dotychczas nazywały się jej „przyjaciółkami”, uknuły złośliwy plan.  Znalazłszy bluzę Rossa, wsadziły do jednej z kieszeni karteczkę z napisem „Spotkamy się jutro, kochanie? Czekam tam, gdzie zawsze:* ~`Emma”.
W rozmowie z Laurą próbowały ją nabrać, że Ross ją zdradza. Kiedy ona nie uwierzyła, jedna z nich powiedziała:” Nie wierzysz nam? Sprawdź chociażby jego kieszenie… Przekonasz się, że nie jest z tobą szczery i po prostu chce się zabawić twoim kosztem”. Laura wzruszyła ramionami, podeszła do szafki chłopaka, wzięła pierwszą lepszą bluzę i potrząsnęła nią. Z kieszeni wypadły liściki miłosne od różnych dziewczyn podobne treścią do karteczki od ”Emmy”. Uwierzyła! Naprawdę uwierzyła, że Ross ją zdradza! Nie reagowała na jego zaczepki, pytania. Nie odbierała telefonów, nie odpisywała na smsy. Sprawę pogorszył fakt, że pewnego razu przypadkiem zauważyła Rossa obejmującego inną dziewczynę (wtedy jeszcze nie znała Rydel – jego siostry). Czuła się oszukana. Na szczęście w końcu za namową Daphne ( jej najwierniejsza przyjaciółka, na której zawsze mogła polegać)  spotkała się z Rossem i pozwoliła mu wyjaścić nieporozumienie. Długo, długo przepraszał i przekonywał ją, że aferę z liścikami wymyśliły jej zazdrosne koleżanki. Przebaczyła mu, bo mu ufała. 

Parę miesięcy później Laurę spotkał  potężny cios – rodzice powiedzieli, że mają w planach przeprowadzkę do Miami, by jej starsza siostra, Vanessa, kontynuowała naukę w jednej z prestiżowych szkół aktorskich. Dziewczyna nie mogła uwierzyć własnym uszom – po roku szkolnym spędzonym u boku  najcudowniejszego chłopaka na Ziemi miała - ot tak po prostu – zniknąć z jego życia? Nie, to do niej nie przemawiało. Próbowała wszystkiego, by przekonać rodziców do zmiany zdania. Wyznała im,  jak bardzo kocha Rossa i nie wyobraża sobie rozstania z nim. Bez skutku – tata tylko wzruszył ramionami, a mama stwierdziła, że Laura „w Miami na pewno pozna wielu przystojnych chłopców”. 

Długo ukrywała przed Rossem tragiczną wiadomość, ale w końcu nadszedł czas rozstania, nie można było tego dłużej trzymać w tajemnicy. Siedzieli pod starym dębem, dzień chylił się już ku końcowi.
„ Ross, muszę ci coś powiedzieć...Ja..wyjeżdżam na stałe do Miami…Tak bardzo nie chcę się rozstawać, ale rodzice, oni…” „Kiedy masz wyjazd?” – przerwał jej. Czuła w jego głosie napięcie. „Jutro wieczorem” – odpowiedziała. Milcząc, powoli wstał i zaczął nerwowo przechadzać się po polanie. Nagle złapał ją za ramiona i silnie nimi potrząsnął: „Mówisz mi o tym dopiero teraz?! Nie chcę, słyszysz?! Nie puszczę cię nigdzie!”. Dziewczyna wybuchła płaczem:
„Nie rozumiesz?” – szlochała – „Muszę wyjechać! Próbowałam ich przekonać, ale oni się nie zgodzili. Muszę wyjechać!”. Ross nie rozumiał, bo nie chciał zrozumieć. Najwyraźniej nie mogło dotrzeć do niego, że jego dziewczyna wyjeżdża, że to koniec ich związku. Wstał, posłał jej ostatnie spojrzenie i znikł. Nie próbowała nawet za nim biec. Poczuła ostry ból w sercu, jakby ktoś rozkrajał je na połówki. Tak właśnie wyglądało ostatnie spotkanie z Rossem przed jej przeprowadzką. Nie widziała go w dzień wyjazdu, nie odbierał jej telefonów, nie odpisywał. Odezwał się dopiero parę tygodni później. Zadzwonił do niej koło północy. Miał zmieniony, sztywny głos. Żal kolejny raz ścisnął serce Laury, ale wiedziała, że tak musi być – powoli niknie to, co było kiedyś. Później raz, czy dwa razy się spotkali, pisał coraz rzadziej i rzadziej. Ale ona nigdy o nim nie zapomniała, na dobre zagnieździły się w jej pamięci rysy twarzy, głos, urywki rozmów, gesty… 

Kto by pomyślał, ze los będzie dla niej taki łaskawy – po roku spędzonym w Miami poszła za przykładem siostry i sama zaczęła uczyć się aktorstwa. Miała do tego prawdziwą smykałkę, a rodzice z dumą podziwiali, jak się rozwija i odnosi kolejne sukcesy. Pewnego razu zgłosiła się na casting do nowego serialu dla młodzieży  - „Austin&Ally”. Nie zwróciła uwagi na listę pozostałych kandydatów. Po tygodniu Zadzwoniła do niej Jessy i poinformowała ją, że została przyjęta! Cieszyła się jak dziecko, z całą rodziną świętowała owy dzień. Podzieliła się radością z Daphne, z którą stale kontaktowała się przez Skypa. Tydzień później nastał pierwszy dzień pracy na planie serialu. Czas najwyższy, by poznać ludzi, z którymi się będzie współpracowało. Weszła do budynku StarWork Company, podniosła wzrok i… oniemiała z wrażenia! Nieopodal, obok wysokiego rudzielca stał sobowtór Rossa! A przynajmniej tak jej się zdawało, bo trudno byo uwierzyć w to, że on sam dostał rolę w serialu. Zmusiła się do zrobienia paru kroków. Nadal z uwagą przyglądała się blondynowi. Dotarł do jej uszu jakże znajomy głos! „Znasz już może tę dziewczynę, która będzie grała Ally? ” . „ To…jjja” – rzekła powoli Laura. Chłopcy obrócili głowy w jej stronę. Poznał ją!
„Laura?! Co ty tu robisz? Tu, w Miami?”
„Hmm. Już zapomniałeś? Ja tu mieszkam…”
„Nie zapomniałem…nigdy”
Nie podobało jej się pełne swoistej urazy spojrzenie Rossa. W ogóle, zmienił się. Urósł, rysy jego twarzy wyostrzyły się, nie był już tym uroczym trzynastolatkiem, jakim był niegdyś. A najgorszy był ton, z jakim się do niej zwracał – zupełnie obojętny. Jakby to, co zaszło między nimi kiedyś, w ogóle się nie wydarzyło!
Po paru miesiącach wszystko się zmieniło. Nie wrócili do siebie, ale normalnie rozmawiali, żartowali. Zaprzyjaźnili się i dobrze układała im się współpraca na planie. Laura była zszokowana, jak szybko była w stanie przejść na taki układ – stosunki tylko i wyłącznie przyjacielskie. Nie próbowała niczego zmieniać, bo – o dziwo- sama powoli zapominała o łączącym ich kiedyś uczuciu. Poznała miłego chłopca – Codiego. Pracował na planie serialu jako młodszy asystent Jessy i Toma. Ross pozostał wolny, ale w żaden sposób nie był zazdrosny o Laurę. Pomyślała więc, że kiedy i on pozna jakąś dziewczynę, nie wywrze to na niej większego wrażenia. Myliła się. Zjawiła się Alex, a uczucie do Rossa uderzyło w Laurę z podwójną siłą. Nie mogła znieść tych ich żarcików, przekomarzań, sprzeczek. Ross znał Alex ledwo tydzień, a już wyglądał na zakochanego w niej po uszy.
Rozmowa, którą przed chwilą odbył z Rydel, sprawiła jej zawód, bo sądziła, że mimo wszystko wciąż tlą się w nim wspomnienia. Kiedy trzymał jej rękę, mówiąc o starych, dobrych czasach…Teraz jednak pewna była, że miała złudne nadzieje.                    

                                                                                        ***
Alex leżała z przymkniętymi oczami. Właśnie rozmyślała o tym, co powiedziała. Może odrobinę przesadziła? Nie powinna była wspominać mu o Laurze. Zależało jej na Rossie, a nie chciała, by poczuł się urażony. Z drugiej strony zła była na niego za to, że taił przed nią swój związek z brunetką…
Naraz usłyszała delikatne pukanie do drzwi. Po chwili na salę wszedł nie kto inny jak on – wysoki blondyn, obiekt westchnień Alex.
- Hej, śpisz, czy może nie śpisz? – spytał, zamykając ostrożnie drzwi.
- Śpię – burknęła Alex – Co się stało? Przyszedłeś się kłócić?
- Nie. Wręcz przeciwnie – uśmiechnął się Ross – przyszedłem, bo chciałem po prostu porozmawiać.
- Wiesz, że jutro już mnie wypisują?  - przerwała mu Alex – Dzwoniła do mnie mama, przyjadą po mnie z samego rana.
-   To świetnie! Będziemy mogli wreszcie dokończyć kręcenie sceny z tobą i mną.
- Tylko, że – tu Alex westchnęła patrząc w okno – Pojutrze wyjeżdżam. Wracam do Anglii, nie pamiętasz?
- Przecież masz przedłużenie umowy do końca miesiąca! Producenci zapłacili za twój pobyt na planie.
- A co z moimi rodzicami? Mają wrócić beze mnie? Nawet jeszcze z nimi nie rozmawiałam na ten temat.
- Będziesz miała okazję wyjaśnić im całą sytuację jutro, jak po ciebie przyjadą. Powiedz im, że to tylko „eksperyment”. Jeśli się powiedzie, kto wie, może na stałe zostaniesz w Miami – uśmiechnął się Ross.
- Na stałe? Nie znasz moich rodziców?  - zmarszczyła nos Alex – Już się boję ich reakcji.
Ponownie skierowała wzrok na okno i uważnie przyglądając się jasnemu księżycowi, dodała sennie:
- Nie chcę, by nastał poranek…
Ross podskoczył w miejscu. Zaraz, zaraz. Gdzieś już słyszał te słowa…
 „Laura!” – krzyknęło coś w jego głowie.
- Ej, wszystko w porządku? – spytała Alex.       
Za późno. Alex nieświadomie uruchomiła skrywane w pamięci wspomnienia. Polana, noc taka jak dzisiejsza – gwiaździsta, rozjaśniona blaskiem księżyca. On i Laura, przytuleni, szczęśliwi… Próbował odgonić od siebie ten obraz, schować go na powrót tam, gdzie był, zapomnieć. Ale nie mógł.
- Tak, wszystko okej. – odparł ze sztucznym uśmiechem.
- To.. co mi chciałeś powiedzieć, zanim ci zupełnie chamsko przerwałam? – spytała dziewczyna wyczekująco.
- Ja…eem. Chciałem.. – jąkał się Ross.
Spojrzał w oczy Alex. Były koloru orzecha, zupełnie jak oczy Laury! Nie, tego już za wiele.
- Nie mogę  - wykrztusił z siebie i szybko wyszedł, pozostawiając osłupiałą dziewczynę samą.

                                                                    
                                                                   ***
uff ciężki rozdział -  pisałam go nieprzerywanie przez 4 godziny!
Podoba Wam się, jak rozwinęłam wątek? piszcie niżej swoje opinie :) 

z góry dzięki za komentarze, kolejny rozdział za tydzień :]

~`BabyBlue :*



poniedziałek, 15 października 2012

NOTKA II

Sluchajcie, czuję się trochę osaczona. piszecie mi w komentarzach: "Ross ma być z Laurą, bo jak nie (...)" "Dodaj następny rozdział!" "Zrób, żeby Ross był z Laurą!" itp.

kochani, Wasza opinia jest dla mnie b. ważna, ale nie wywołujcie na mnie aż takiej presji! bo przez Was się stresuję :p

naprawdę ciężko spełnić oczekiwania wszystkich, więc nie wymagajcie ode mnie że spełnie wszystkie zachcianki.

spróbujcie mnie zrozumieć, nie chcę być nieuprzejma czy coś, ale po prostu proszę Was, byście trochę przystopowali z pisaniem tego typu komentarzy.

a nowy rozdział pojawi się na weekend :)
~BabyBlue

sobota, 13 października 2012

"She's so in love with you!"



                                                                            ***
Rozmowę dziewczyn przerwał huk dochodzący zza drzwi sali. Już po chwili do pomieszczenia ponownie wpadli bracia Rossa wraz z nim samym.
- Czeeeść!  Nareszcie jesteśmy! – zawołał wesoło Rocky.
- A można wiedzieć gdzie się podziewaliście? – spytała Rydel krzyżując ręce.   
- Ee… Byliśmy..noo – Ryland  niepewnie spojrzał na Rossa.
- Zajrzeliśmy na chwilę do sklepu –wyręczył go blondyn.
Rydel prychnęła:
- Wasze „na chwilę” zajęło prawie godzinę!
- Ojj czepiasz się. Były korki.
- Korki korkami, ale po co właściwie wybieraliście się do sklepu? – spytała podejrzliwie Alex.
Na znak Rossa wszyscy chłopcy złapali za swoje siatki i wręczyli je zdumionej dziewczynie.
- Ttto wszystko dla mnie? – wyjąkała.
- Tak – uśmiechnął się  Ratliff.  
W siatkach znajdował się podobny zestaw rzeczy, które dostała Laura, by, jak to ujęła Stromie „dziewczyny nie zazdrościły sobie nawzajem”.
Alex szeroko się uśmiechając podziękowała każdemu z nich i z ciekawością zajrzała do każdej z siatek.
   
Wkrótce potem zjawiła się zdyszana Stormie wraz z Markiem.
- Alex! Witaj! Jestem Stormie, mama Rossa – na zbiorowe pochrząkiwania reszty rodzeństwa dodała mrukliwie – a także Rockiego, Rydel, Rylanda, Rikera, Ratliffa… Kogoś zapomniałam wymienić?
- Hmm. Chwileczkę, Ratliff nie jest przecież waszym bratem, tylko przyjacielem –zauważyła Alex.
- Ale widujemy go tak często, że stał się prawie członkiem naszej rodziny – odparła ze śmiechem Rydel.
- A gdzie jest Riker? – spytał Ryland rozglądając się dookoła.
- Przez cały czas siedział z Laurą w pokoju?  - uniósł znacząco brwi Rocky.
- Alex, coś się stało? – Ross od samego początku z niepokojem spoglądał na dziewczynę. Zauważył, że miała spuchnięte oczy, jakby jeszcze przed chwilą płakała…
- Wszystko jest okej – zapewniła go Alex wymieniając z Rydel porozumiewawcze spojrzenia.
- Wiecie co, moi drodzy? Czas już na nas. Musimy dać odpocząć naszym pacjentom – stwierdziła Stormie.
- Nieee, jeszcze chwileczkę. Musimy mieć czas, żeby każdy zdążył się pożegnać z Alex i Laurą  - błagał Ryland, który od wejścia do szpitala żył nadzieją, że zostanie poczęstowany chociaż odrobiną owocowych  żelków.
- Dobra, poczekamy na was w samochodzie – odparł Mark i położył rękę na ramieniu żony – Chodź Stormie. Bardzo nam było miło cię poznać, Alex. Trzymaj się!  - uśmiechnął się do dziewczyny.
- Właśnie, musisz nas kiedyś odwiedzić, cukiereczku. Koniecznie! Laura kiedyś przychodziła do nas bardzo często.. – umilkła, gdy zauważyła ostrzegawcze spojrzenie Rossa.
- Widzimy się w samochodzie – dodał jeszcze Mark zwracając się do pozostałych i razem z żoną pospiesznie wyszli z sali.
- Cześć, Alex. Na bank się jeszcze spotkamy  - powiedział Rocky przybijając jej piątkę.
- Do zobaczenia – dodał Ryland patrząc się bardziej na siatki z prezentami ustawione obok  łóżka, niż na Alex. Dziewczyna roześmiała się.
- Gdzie moje maniery! Częstujcie się -  otworzyła siatkę pełną gumowych misiów i poczęstowała nimi każdego.
- Pa, mifo fię fyło pofnać – wymamrotał Ratliff, który właśnie wkładał sobie do ust dwudziestego żelka.
Rydel podeszła do Alex, wzięła obie jej dłonie i mocno je ścisnęła.
- Trzymaj się, kochanie. Gdybyś miała jakiekolwiek problemy, napisz. Karteczka z numerem leży na tej szafeczce – wskazała głową malutki mebel ustawiony obok łóżka. Posłała Alex krzepiące spojrzenie i udała się wraz z chłopcami do pokoju obok, by pożegnać się z Laurą.
Na sali zostali tylko Ross i Alex.
 - Ukrywasz coś przede mną? – odezwał się po chwili milczenia Ross.
- Mogłabym spytać o to samo.
- Nie wiem, o co ci chodzi.
- Naprawdę nie wiesz? A zdawało mi się, że łatwo na to wpaść.
- Dlaczego płakałaś?
- Nie…nie płakałam.
- O, czyżby?! Masz spuchnięte oczy!
- Nie krzycz na mnie. A spuchnięte oczy wcale nie muszą świadczyć o tym, że płakałam.
- To wyjaśnij mi, dlaczego Rydel powiedziała.. zaraz, jak to było: „Gdybyś miała jakiekolwiek problemy, napisz”?
 Alex wzruszyła ramionami.
- Polubiłyśmy się, co w tym złego, że zawsze mogę na nią liczyć, w przeciwieństwie do niektórych?
- Niektórych. Masz na myśli mnie?
- Między innymi.
- Alex, co się ugryzło? Nie ufasz mi?
- Kiedyś ufałam, ale teraz sama nie wiem. Sądziłam, że przyjaźń opiera się na szczerości.
- Przecież jestem wobec ciebie szczery. Co takiego zrobiłem, że odwracasz się ode mnie?
- Nieważne. Idź do Laury, może ona ci coś powie.
Ross spojrzał na Alex ze złością i wyszedł z pomieszczenia trzaskając drzwiami. Alex ukryła twarz w dłoniach…

 W tym czasie bracia i siostra blondyna siedzieli wokół łóżka Laury i rozmawiali przyciszonymi głosami. Okazało się bowiem, że brunetka zasnęła, a przez cały ten czas czuwał przy niej Riker. Kiedy reszta rodzeństwa weszła do sali, położył palec na ustach i kazał im po cichu siąść na pobliskich krzesełkach. Naraz do pomieszczenia wpadł rozzłoszczony Ross.
- Rydel, musimy pogadać.
- Przymknij się, głąbie – syknął Riker – nie widzisz, że Laura śpi?
- Chłopaki, idźcie już do samochodu, co? Zaraz do was dołączę – powiedziała powoli Rydel nie odrywając oczu od Rossa.
Ratliff, Rocky, Ryland i Riker niechętnie podnieśli się z krzeseł i po cichu wyszli z sali.
- O co chodzi? – spytała spokojnie Rydel.
- To ty mi  powiedz – odparł Ross nerwowo przygryzając paznokcie.
- Może trochę jaśniej, braciszku? – westchnęła dziewczyna.
- O czym rozmawiałaś z Alex?
- To już pozostanie między nami.
- Rydel, ja muszę wiedzieć!
- Ciiii, bo obudzisz Laurę.
- Ona mi nie ufa, rozumiesz?
- Kto? Alex?
- Tak, właśnie przed chwilą z nią rozmawiałem. Nie chciała mi powiedzieć, dlaczego płakała.
- A skąd ta pewność, że płakała?
Ross posłał jej ciężkie spojrzenie
- Chyba wiem, co widziałem. Miała zaczerwienione i spuchnięte oczy. Płakała, i to przy tobie.
- A ty naprawdę niczego się nie domyślasz?
- Nie. A tym bardziej nie mogę zrozumieć tego, że powiedziała mi, żebym poszedł do Laury, jeśli nie wiem, o co chodzi.
Rydel przejechała sobie ręką po twarzy.
- Ja nie mooogę. Ross, tak ciężko to zauważyć, że jej się podobasz?
Blondyn zarumienił się.
- Ja? Podobam się Alex?!
- No brawo, bystrzaku.
- Ale.. Dlaczego powiedziała, że nie jestem wobec niej szczery?
- To jasne jak słońce. Nie powiedziałeś jej, że chodziłeś z Laurą. Gdy się o tym dowiedziała, pomyślała, że nadal ze sobą jesteście.
- Przecież to nieprawda!
- Wiem, wytłumaczyłam jej, jak to z wami było. Wtedy Alex opowiedziała mi, jak się poznaliście i przyznała, że cię lubi. Pozostaje mi tylko spytać, czy ty czujesz do niej to samo?
-   Ja.. chyba tak… - plątał się Ross.
- Nie jesteś pewien? A co z Laurą?
- Laura to temat skończony. Zamknięty rozdział.
- Widziałam, jak trzymaliście się za ręce.
- Chciałem ją podnieść na duchu, to chyba nie znaczy, że znów ją kocham?
- A Alex?
- Jest dla mnie bardzo, bardzo ważna. Wiesz, co powiedziała mi na ucho jej mama? „Obiecaj mi tylko, że będziesz się nią opiekował. Ona cię potrzebuje”. Wziąłem to sobie do serca. Znam Alex ledwo dwa tygodnie, a wydaje mi się, jakby była w moim życiu… od zawsze.
Rydel kiwnęła głową i uśmiechnęła się.
- Mam pomysł. Idź teraz do niej i jej to powiedz.
- Dobra! – krzyknął uszczęśliwiony Ross i wyleciał z pomieszczenia. Zaraz jednak wrócił się i uściskał z całych sił siostrę.
- Ałłłaaa puść, bo mnie udusisz – śmiała się Rydel. Już po chwili go nie było. Dziewczyna uśmiechając się, powoli wstała z krzesła i skierowała się do wyjścia. Rzuciła ostatnie spojrzenie na leżącą w łóżku brunetkę i opuściła salę.
 Nikt, nawet ona, nie domyślał się, ze Laura w pewnym momencie obudziła się i od przyjścia Rossa, udając, że śpi, uważnie przysłuchiwała się rozmowom…


                                                                   ***
Ostatnio było mniej komentarzy, ale mam nadzieję, że teraz będzie lepiej ;) 
kochani, nie denerwujcie się, sama jeszcze nie wiem, kto będzie "w związku" z kim. 
Większość osób było za tym, by Ross był z Laurą, ale wierzę, że jeśli (teoretycznie) zrobię inaczej, nie zabijecie mnie i nadal będziecie czytać moje opowiadanie : ] 

podoba Wam się ten rozdział? 
~`BabyBlue :*