Łączna liczba wyświetleń

poniedziałek, 8 lipca 2013

BONUSIK

Hej hej, rozdział pojawi się dopiero za tydzień, gdyż jutro wyjeżdżam na działkę, wracam 17go. A że to tak zwana "wieś zabita dechami" nie ma tam wifi :D 

Ale jest pewna zaleta - będę miała mnóstwo czasu, żeby napisać parę rozdziałów naprzód. Także jak tylko wrócę do domku zabieram się za ich dodawanie ;)

A dziś obiecany przeze mnie MEGA GIGA bonus. Trochę zdjęć R5 (źródło - tumblr.com), trochę z Austina&Ally plus gify i quiz. To zaczynamy:)



 


zdjęcia schodowe;)



haha jak ja uwielbiam to zdjęcie xD

Fajna koszulka, Rossy ;)





Tak Rocky, zdecydowanie powinieneś zdjąć koszulkę;)




Moja Elfowa Delly :**


Ah to Rikerowe ciałko:3

i parę gifów z Rockym i Rikerem:





No toż to oczywiste;)


Omnomnom  *__*

Bu!
Riker: "Jezu, co my tu robimy?!"
Rocky: "GDZIE JEST KU*WA POLSKA JA SIĘ PYTAM???!"



Rocky: Ciekawe, czy na policzku też ma łaskotki...Ahahah jednak ma! :D








i rodzinka w komplecie (:  haha mina Delly w ostatnim <3 









a tu trochę zdjęć z A&A :)



Czas na króciutki quiz!  Pytania są naprawdę banalne. Kto odpowie prawidłowo (i jak najszybciej) na wszystkie, będzie przeze mnie "reklamowany" i polecany przez następne trzy rozdziały!


1)  Kto powiedział, że muzyka jest poezją z osobowością?
2) Kto uwielbia jeść GoGurty i ma starszą siostrę, która też jest aktorką?
3) Kto lubi Hello Kitty?
4)  Kto ma dziewczynę o imieniu Kelly?
5) Kto jako jedyny z obsady Austina&Ally nie ma brązowych oczu? 

teraz pytania odnośnie opowiadania:
6) Jaki kolor oczu ma Charlie?
7) Czy to prawda, że Ross kiedyś już chodził z Laurą?
8) Jak ma na nazwisko Alex?
9) Jak Raini najczęściej mówi na Calluma? (mogą być 2 określenia)

10)* Kim według ciebie jest Gemma? 
Wyraź w dwóch zdaniach swoją opinię o tej bohaterce.

* - pytanie dodatkowe


A teraz coś o mnie. Krótko, żeby nie zanudzać;p

1) Trzej ulubieni aktorzy  - Johnny Depp, Andrew Garfield, Logan Lerman 






2) Trzy ulubione zespoły (oprócz R5 oczywiście;)) - Coldplay, The Offspring, The Ting Tings 



3) Trzy ulubione filmy - "Iluzja", "Midnight in Paris", "Bandslam" plus wszystkie części HP i Piratów z karaibów 

4) Nienawidzę żelków. Robi mi się po nich niedobrze O.o  

5) Uwielbiam wszystkie możliwe dania makaronowe i typowe polskie dania typu pierożki :3

6) Jestem uzależniona od: Nutelli, muzyki, seriali, książek przygodowych, wygłupów, tańca, spania, wcinania słodyczy i lenistwa ^^

7) Gram od 5 lat na gitarze klasycznej i od 3 na elektrycznej, a ostatnio wreszcie dostałam w swoje łapy gitarę akustyczną! (ma się te dobre oceny:p)

8) Bardzo lubię pisać opowiadania i wiersze, tworzyć i komponować piosenki oraz tańczyć i drzeć się, kiedy nikogo nie ma w domu ;)   ale z grafiką komputerową jestem do tyłu:( 

9) Od września będę już licealistką. A przyznam, że trochę mi smutno, bo kolega, którego odzwierciedleniem jest postać Charliego, idzie do innej szkoły :( 

10) W wakacje mam zamiar przeczytać 15 książek i codziennie ćwiczyć (haha życzcie mi powodzenia;D)


I to by było na tyle, mam nadzieję, że nie zanudziłam. Zapraszam do brania udziału w quizie.
I jeszcze raz baaaaaardzo dziękuję za wszystkie wyświetlenia i komentarze <3 

Btw, macie jakieś plany na wakacje? Albo postanowienia? (:



PS: Jeśli chodzi o Nogrodę Liebster Blog, dziękuję za nominację, ale zupełnie nie mam pojęcia o co w tym chodzi. Czy to nie jest przypadkiem jakiś fejk? O.o W każdym razie proszę Was bardzo, żebyście mnie nie nominowali do tego typu konkursów, jak nie mam sprawdzonych informcji co to jest. Chyba że ktoś mnie oświeci:D 



kocham Was, kocham Was, kocham Was :**

~`BabyBlue

poniedziałek, 1 lipca 2013

"Is this lady still so perfect to you?"

                                                                    ***

- Znów się widziałeś z tą rudą małpą?!
- Kochanie, po pierwsze żadną małpą, po drugie ona wcale nie jest ruda. Mówiła mi, że często farbuje włosy. 
- Aha! Czyli jednak się z nią spotkałeś!
- Nooo… Ale to czysty przypadek. Przechodziłem obok tego, no… sklepu.
- I „przypadkiem” na nią wpadłeś, tak?
- No mnie więcej.
- Wiesz co, Ross? Wyjdź. Nie chcę tego dłużej słuchać.
- Ale kochanie, o co ci chodzi?
- Ty się jeszcze pytasz?! Wynoś się, powiedziałam. Świeże powietrze dobrze ci zrobi, może wreszcie zaczniesz myśleć!
- Ale… – blondyn urwał bo w tym momencie Laura siłą wypchnęła go za próg i zatrzasnęła mu drzwi przed nosem. Wzruszył ramionami i poszedł przed siebie.


- Więc tak mniej więcej to wszystko wygląda – zakończyła swoją opowieść Alex.
Jessy siedziała bez ruchu w swoim fotelu i  jak zahipnotyzowana wpatrywała się w dziewczynę.  Wreszcie, po chwili milczenia odchrząknęła i  powiedziała:
- No tak, trudna sprawa, trudna. Przyznam szczerze, że nie miałam pojęcia, że Charlie jest w takiej sytuacji. Dlaczego wcześniej mi o tym nie powiedziałaś?
-Nie wiedziałam, do kogo się z tym zwrócić. Chciałam prosić o pomoc rodziców, ale bałam się ich reakcji. Tylko pani mi została.
- Taaak, wszyscy robią ze mnie ostatnią deskę ratunku – mruknęła ironicznie kobieta.
-  To znaczy, że nie zajmie się pani tą sprawą? – w głosie Alex słychać było zawód.
 - Ależ nie. Zrobię wszystko, co w mojej mocy, żeby wesprzeć Charliego. Tylko sęk w tym, że nie wiem, co właściwie mam począć -  przyznała Jessy bezradnie rozkładając ręce, po czym dodała -  Biedny chłopak…
Alex kiwnęła głową i westchnęła ze zrezygnowaniem.
- No nic, dziękuję, że poświęciła mi pani swój czas – wstała i skierowała się do wyjścia.
Naraz Jessy zupełnie niespodziewanie zerwała się z krzesła i prawie wrzasnęła:
- WIEM!!!!
Dziewczyna podskoczyła ze strachu i obróciła się na pięcie.
- Słucham? – spytała, lekko ogłuszona.  Jessy miała głos, i to potężny. Gdyby raz zdarzyło jej się huknąć na kogoś w środku nocy, z pewnością wyrwałaby ze snu całe sąsiedztwo.
- Wiem, co zrobić, dziecino!  - kobieta jakby na potwierdzenie swojej radości, trzasnęła o blat pękatą teczką. Wyszła zza biurka, położyła ręce na ramionach Alex  i pochylając się nad nią, rzekła z uśmiechem - Charlie na jakiś czas zamieszka u nas, w studio.

Tymczasem szatyn wręcz dusił się w małym, schludnym pokoiku Gemmy. Nawet szczerzący się do niego kot wiszący naprzeciwko nie zdołał rozwiać ponurych myśli. Ostatnio coraz częściej zastawał u niej Rossa. Towarzystwo blondyna irytowało go, więc zazwyczaj przepraszał ich i obiecywał dziewczynie, że wpadnie później. Ale nie robił tego, by nie wyjść na idiotę. Już i tak wystarczająco kretyńsko się czuł. Widział jak bardzo różnią się od siebie spojrzenia Gemmy przesyłane jemu i Rossowi. Oczy dziewczyny otwarcie mówiły mu „i po co jeszcze tu jesteś? i tak nie masz przy nim żadnych szans”. Czuł pod skórą, że jest zbyteczny, że nie potrzebnie się narzuca. Ale nie chciał przestać. Gem zbyt silnie na niego działała, nie mógł ot tak po prostu zniknąć z jej życia. Nawet, jeśli tego właśnie pragnęła najbardziej.   
Zrządzenie losu, jeśli tak można nazwać to nieszczęście, nastąpiło dzisiejszego dnia. Charlie, kierując się po schodach w stronę mieszkania rudowłosej, w ostatniej chwili schował się przed schodzącym w dół Rossem (ciekawostka, ukrył się za jakimś marnym krzaczkiem, a blondyn nawet go nie zauważył). To była jego szansa, nie mógł jej zmarnować. Odczekał  parę minut i ze spokojem zapukał do drzwi Gemmy.
- Oo czeeeeeść! – zaszczebiotała, niby ucieszona jego widokiem – Wejdź, proszę.
Po pół godzinie rozmawiania o jakichś bzdetach (największym hobby rudowłosej, jak można się było domyśleć, były zakupy i moda) Charlie ze zdziwieniem stwierdził, że zupełnie skończyły mu się tematy. Nie był w stanie pojąć, jak Ross może niemal codziennie wsłuchiwać się w podobną paplaninę. Wtedy Gemma,  upiwszy łyk herbaty z porcelanowej filiżanki, zaproponowała mu, żeby powiedział coś o sobie. Miał dylemat – czy wtajemniczać ją w swoje osobiste sprawy? Nie do końca darzył ją zaufaniem, ale…dawało to nadzieję, że jego sytuacja diametralnie zmieni jej stosunek wobec niego.
- Moje życie jest.. bardzo skomplikowane – zaczął ostrożnie – Nie mam rodziców, nie mam rodzeństwa.
- Taaaak? I co dalej? – mruknęła Gemma w skupieniu przyglądając się swoim paznokciom.
Ta jej uwaga lekko stropiła szatyna. Puścić takie wyznanie mimo uszu? Albo nie dosłyszała, albo miała w nosie to, co do niej mówił.
- Rodzice zginęli w wypadku – kontynuował Charlie – Zajęła się mną babcia. Mieszkałem w jej domu przez wiele lat.
- Nie żartuj! Wychowuje cię babcia? – wykrzyknęła ni stąd ni zowąd Gem.
- Wychowywała  - podkreślił chłopak.
-  To co ty masz za rodziców, że musiałeś z nią tak długo mieszkać? – spytała rudowłosa patrząc mu niewinnie w oczy.
Szatyn nie mógł uwierzyć własnym uszom.
- Przecież mówiłem ci już – nie mam rodziców, zginęli w wypadku. 
- Mówiłeś? A, może i tak.  – wyglądała na lekko zmieszaną.  Po chwili, położyła rękę na jego ramieniu i  dodała poważnym tonem – Bardzo mi przykro.
  Nagle wstała, wygładziła obcisłą spódniczkę, w którą była ubrana i rzekła tym samym wesołym głosikiem, którym go powitała:
- Muszę na chwilę wyjść, skończyła mi się herbatka. Poczekaj tu na mnie, dobrze?
Charlie powoli skinął głową. Patrzył jak rude bóstwo zakłada botki, kurteczkę i jak zamyka za sobą drzwi.
Wszedł do jej pokoju i od dobrej godziny myślał o tym, co zaszło. Podsumowując – Gemma wyglądała jak zwykle uroczo, ale kompletnie zignorowała fakt, że Charlie jest sierotą. W ogóle go nie słuchała, a potem próbowała ukryć wszystko trzepoczącymi rzęsami i uśmiechem. Alex zachowała się inaczej… Przypomniał sobie jej reakcje i porównał jej zachowanie do zachowania Gem. Bez dwóch zdań, rudowłosa piękność nie popisała się dziś delikatnością...Ale jest taka słodka… Może trzeba przymknąć na to oko?  W końcu każdemu może się zdarzyć…
NIE. Trzeba się otrząsnąć. A przynajmniej na razie dać sobie spokój.  Wrócić do domu, wziąć prysznic. I pomyśleć o sprawach przyziemnych. Zbliżają się święta. Trzeba pomyśleć o dekorowaniu domu, prezentach dla przyjaciół, ubieraniu choinki… Niedługo skończy też 17  lat. Dawno nie widział się z Alex. Może rozmawiała już z kimś w sprawie domu dziecka?

Wstał z zamiarem wyjścia. Przechodząc obok biurka, niechcący zawadził o mały notesik z serduszkiem i napisem „Gem”, który w konsekwencji upadł na podłogę. Charlie podniósł go i jakby od niechcenia otworzył na ostatniej stronie. Zazwyczaj nie był ciekawski i nie lubił wtykać nosa w nie swoje sprawy, ale coś podpowiedziało mu, że warto przeczytać choć jedną stronkę. Może będzie tu notka o nim? Nie mylił się:
„Nie sądziłam, że  ten chłoptaś nadal będzie tu przychodził. No, ale w sumie czemu się tu dziwić, w końcu ja to ja. Działam na niego jak magnes. A przecież robię co mogę, żeby go do siebie zniechęcić. Udaję idiotkę, gadam o wyprzedażach, sukienkach, szpilkach Paris Hilton, a on to dzielnie znosi. Nawet kiedy zupełnie go olewam, nie łapie aluzji.  Doprawdy, już nie wiem, co robić. Plan dotyczył głównie Rossa, a on był tylko dodatkiem. Taką ozdóbką, Jeszcze jednym odznaczeniem za wybitne osiągnięcia. Skąd miałam wiedzieć, ze okaże się takim nieciekawym i nijakim facetem? Za to Ross… Ahh podoba mi się w nim absolutnie każdy szczegół. Zrobię wszystko, żeby pożegnał się raz na zawsze z tą swoją Laurą.”

-Ty podła suko – wyszeptał Charlie, po czym wybiegł z mieszkania Gemmy i pognał w kierunku swojego domu.


Laura przyglądała się sobie w lustrze. Zastanawiała się „co jest ze mną nie tak? czego mi brakuje? co on tak naprawdę w niej widzi?”. No bo co było niezwykłego w Gemmie? Wymuskana lala, z toną makijażu. Rudzielec. Chociaż nie, podobno się farbuje. Rzeczywiście, kiedy pierwszy raz ją zobaczyła, dostrzegła ledwo widoczne blond odrosty na czubku jej głowy. A może Gemma wcale nie jest tą osobą, za którą się podaje?  Ee, to już przesada. Zycie to nie film sensacyjny i takie wypadki się chyba nie zdarzają…


Gem cicho pogwizdując, otwierała drzwi do domu. Była niemal pewna, że Charlie nadal na nią czeka. „Co za żałosny głupek” – pomyślała. Ale spotkało ją rozczarowanie. Zajrzała do kuchni, łazienki, pokojów. Nie ma po nim śladu. W sumie to nawet lepiej, może wreszcie zrozumiał, że nie ma u niej szans. Gemma z zadowoleniem rozsiadła się w fotelu i przymknęła oczy. Coś jednak nie dawało jej spokoju. Rozwarła powieki i spojrzała na biurko. NOTES! Leżał na środku, a nie tak jak zwykle na brzegu biurka. W dodatku był otwarty!  Momentalnie zrobiło jej się gorąco. Proszę, proszę. Nie spodziewała się tego po nim. Czytać cudze notesy! To już jest bezczelne! A co jeśli… wszystkiego się domyślił?  
- Chyba go nie doceniłam – przyznała z obawą Gemma.




***

I już :) Dodałam rozdział, jak zwykle z opóźnieniem, ale paczcie jaki długi wyszedł ^^ 

postaram się następny dodać odrobinę szybciej, plus oczywiście notka bonusowa. 

trzymajcie się! i miłych wakacji:)

~`BabyBlue

niedziela, 23 czerwca 2013

"Is it just an illusion? Or a destiny?"


Rydel siedziała w fotelu i przeglądała stare SMSy od Ratliffa. Zachowała pierwszą w życiu wiadomość, jaką od niego dostała: „Cześć. Riker podał mi twój numer, mam nadzieję, że się nie obrazisz ;) Wpadam do was na próbę dziś po południu. Chętnie poznam ciebie i resztę zespołu. ~`Ellington”.
Blondynka przypomniała sobie, że na początku nie bardzo za nim przepadała. Uważała go za dziwaka i zarozumialca. Z charakteru przypominał Rockiego, może to dlatego chłopcy tak szybko się ze sobą zaprzyjaźnili. Po pewnym czasie i ona się do niego przekonała, stworzyli więc zgraną paczkę.   
Wszystko zmieniło się, kiedy Ell przedstawił im swoją dziewczynę – Kelly. Wtedy Rydel poczuła, że coś jest nie tak, że taki obrót sprawy nie do końca jej pasuje. Nie była świadoma swoich uczuć do kolegi, ale wiedziała, że nie jest jej obojętny. Sprytny Ross od razu wychwycił dziwne zachowanie siostry. Wystarczyła uważna obserwacja, by wywnioskować, że Delly jest zakochana w Ellingtonie. Odbył z nią nie jedną rozmowę. Bez skutku – dziewczyna nadal uparcie twierdziła, że nic nie czuje do Ratliffa. Aż do niedawna. Wyszedł z nią na spacer i spytał o Ella. Tym razem nie zaprzeczyła. ale cicho westchnąwszy, powiedziała „wiesz, że to nie ma sensu”.  

A potem? Potem szczęście się do niej uśmiechnęło. Brunet rozstał się z Kelly. Jeszcze tego samego dnia, kiedy się o tym dowiedziała, zostali „parą”. Zakład obowiązywał przez cały tydzień, więc przez okrągłe 7 dni musieli udawać, że ze sobą chodzą. Z początku nie szło im najlepiej, bo zwyczajnie krępowali się przed przyjaciółmi. Szybko jednak oswoili się z tą małą „zmianą” i obejmowanie się, bądź prawienie sobie komplementów przestało sprawiać im trudność.

Ostatni dzień był przełomowy. Paczka wybrała się do kina na film „Upside Down” (Odwróceni zakochani). Przed seansem postanowili przejść się po okolicy i wstąpić do kawiarenki. Rydel chciała podejść do lady, by zamówić cappuccino. Ubiegł ją Ratliff, mówiąc: „ja to zrobię, kochanie”. Wszyscy, oprócz pary zrobili zbiorowe „awwww”, a kiedy brunet wrócił z napojem, Ross rzucił jakby od niechcenia: „No, siostra. Wypadałoby jakoś podziękować”. Reszta entuzjastycznie poparła blondyna. Delly widząc, co się święci, mruknęła krótkie „dziękuję” i zatopiła się w swoim cappuccino. „Nie, nie. Źle mnie zrozumiałaś. Chodziło mi raczej o takie podziękowanie” – rzekł Ross i pocałował siedzącą obok niego Laurę. Zaróżowiona Rydel zrobiła im małą awanturę i oświadczyła, że tego nie było w umowie, więc nie zamierza spełniać ich zachcianek. Prawie wyszła z kawiarni, jednak przyjaciele w porę ją zatrzymali, przepraszając za swoje zachowanie. Ellington przez cały czas nie odezwał się nawet słowem. W końcu dotarli do kina i zajęli miejsca – para w piątym rzędzie, reszta w siódmym. Przez pięć minut nadawali reklamy. W tym czasie Ratliff i Rydel odbyli rozmowę.
- Nie wiem, co im odbiło z tymi podziękowaniami – zaczęła niepewnie blondyna.
- Tak… Przecież to nie zależy od nich, tylko od nas, prawda?
- No właśnie. Poza tym…to tylko udawanie.
Uśmiech zniknął z twarzy Ratliffa, teraz wyglądał poważnie.
- Coś się stało? – spytała zaniepokojona Rydel.
- Nie, tylko… Nigdy nie przypuszczałem, że kiedyś wplączemy się w taki zakład. No i nigdy nie przypuszczałem, że… - urwał.
-  Że? – blondyna uważnie patrzyła w jego brązowe oczy. Ell powoli zbliżył się do jej twarzy. Odgarnął spadający na czoło dziewczyny kosmyk blond włosów. Delikatnie uniósł jej podbródek i złożył na jej ustach nieśmiały pocałunek.
- Że tak mocno zakocham się w mojej Delly.
Znów ją pocałował. Rydel zamknęła oczy i położyła dłoń na jego policzku. Wtedy w jej głowie pojawiła się natrętna myśl: „Delly…To takie podobne do Kelly. On ją kochał, nie masz prawa tego zmieniać. Nie masz prawa”. Odsunęła się od niego i odwróciła głowę.
- Rydel.. – wyszeptał Ell – Co jest?
- To nie wyjdzie, rozumiesz? Nie chcę być tą, co wszystko psuje. Chcę tylko, żebyś był szczęśliwy.
- Ja już jestem szczęśliwy! – prawie krzyknął Ratliff, przyciągając ją do siebie.
- Nie mów tak, bo to nieprawda – Rydel  wyrwała się z jego objęć i wstała – Proszę, zrób coś dla mnie. Zapomnij o tym zakładzie. Zapomnij o tym, co się tu zdarzyło. Zapomnij o tym, co powiedziałeś. Tak będzie lepiej dla nas obojga – wybiegła z sali najszybciej, jak mogła. Ratliff nie próbował nawet jej zatrzymać. Tkwił w swoim krześle dalej, oszołomiony tym, co usłyszał.  

Do tego czasu nie odezwał się do niej ani słowem. Żałowała tego, co zrobiła. Ale…to było jedyne słuszne wyjście.
Postanowiła pooddychać świeżym powietrzem. Wychodząc z domu, zajrzała mimochodem do poczty. W środku były dwie koperty i jakiś świstek.
- Hmm, zobaczmy… - mruknęła przyglądając się listom – Pierwszy to rachunek za prąd, drugi to zaproszenie do…Klubu Emerytów i Rencistów?  To chyba jakaś pomyłka…o i jeszcze jeden.
Uniosła do oczu małą kartkę. Ktoś napisał na niej tłustym drukiem:

„Panna Rydel Mary Lynch proszona jest o odbiór przesyłki. Daylight Street, 13.
  Termin upływa dnia 21.12 b/r.
  Poczta MiamiMail”

 - 21 grudnia? Kurcze, to dzisiaj! – zorientowała się Rydel.
Kto mógł wysłać jej przesyłkę? I z jakiej okazji? A może to wczesny prezent gwiazdkowy od rodziców? No tak! Przecież mieszkali w Colorado, na pewno na wszelki wypadek wysłali paczki wcześniej, by przyszły idealnie na święta.  No dobrze, to trzeba po nie pójść.
Rydel skoczyła do domu po bluzę i ruszyła w stronę przystanku. Nie miała zielonego pojęcia, gdzie jest ulica Daylight, ale w końcu od czego ma się GPS w komórce.   


*gdzieś w Miami*

- Chłopcze, długo tak tu będziesz stał? Mam wezwać ochronę?
- Nie! Proszę absolutnie nikogo nie wzywać. Co w tym złego, że tu jestem?  W końcu mam do tego prawo, prawda?
- Ale od paru godzin? Na co ty czekasz?
- Na przeznaczenie – odparł chłopak i dumnie uniósł głowę,
Kobieta machnęła ręką i wróciła do swojego zajęcia…
  
***
nie jestem dobra w pisaniu "miłosnych" scenek bo wychodzą masakrycznie puste i przesłodzone -.-   ale mam nadzieje, że są do przeżycia:)

tak trochę dziwnie skończone, ale to po to, żeby utrzymwać Was w napięciu:p 
wróciłam do wątku Rydel i Ella, bo zupełnie o nich zapomnialam, bardzo za to przepraszam. 

i ogólnie przepraszam, że tak późno, ale słowa dotrzymałam - dodałam rozdział W TYM tygodniu ;)

może jutro coś dopiszę, bo w szkole właściwie nic ciekawego nie robimy.
do zobaczenia :)

~`BabyBlue




wtorek, 18 czerwca 2013

Wasza ulubiona notka :D

W Londynie było genialnie! jeśli macie chęć, mogę zamieścić parę fotek pod  następnym rozdziałem;)

a skoro już o nim mowa, obiecuję, że pojawi się w tym tygodniu.
przyznam szczerze - straaaaasznie się rozleniwiłam:p ale już biorę się za siebie.
W wakacje będę miała, że się tak wyrażę, w kij dużo czasu, więc będę regularnie dodawać rozdziały:D

narazie chcę BARDZO BARDZO BARDZO podziękować za ponad 20 000 wyświetleń!!! Nie wiem jak Wy to robicie, ale strasznie Was za to kocham :**

Nie wyobrażacie sobie nawet jaka to przyjemność - wiedzieć, że ktoś odwiedza mój blog i czyta moje opowiadanie. Jeszcze raz dziękuję <3

z tej okazji chciałabym zrobić notkę bonusową. ale to już od Was zależy, co w niej będzie. piszcie, czy wolicie zdjęcia R5 (lub konkretnych osób), gify, quizy czy coś z zupełnie innej beczki typu 10 pytań/10 odpowiedzi.

czekam na Wasze propozycje (:

~`BabyBlue

niedziela, 2 czerwca 2013

"What is going on?!"

                                                                     ***

- Zaraz, zaraz… Nie znasz Gemmy?! – wydusiła z siebie Alex.
- No, nie miałam „przyjemności” jej poznać – rzekła Raini i spojrzała ze zdziwieniem na koleżanki – Serio mówiła, że się kolegujemy?
- Tak. Rzekomo poznałyście się przypadkiem, na premierze „Muppetsów” – prychnęła Laura.
- Jakoś sobie nie przypominam, żebym zapoznawała się z jakąś rudą wiedźmą. Wiem tylko, że kiepsko wspominam tamto miejsce. Kiepsko, to nawet mało powiedziane.
- Tak, tak. Byłaś odcięta od świata na całe trzy dni, wielkie mi halo. Mamy tu poważniejszy problem – odparła zgryźliwie brunetka.
- Spoko, nie denerwuj się tak – Raini była trochę zaskoczona gwałtownością przyjaciółki.
- Słuchajcie, trzeba coś z tym zrobić. Nie możemy pozwolić, żeby jakaś dziunia odbiła nam chłopaków  - zabrała głos Alex.
W tym momencie towarzyszki spojrzały na nią w taki sposób, jakby złapały ją na gorącym uczynku.
- „Nam”? Czyli jednak jest coś na rzeczy między tobą a Charliem? – spytała chytrze czarnowłosa.    
Alex zarumieniła się.
- Nnnie, no co wy. Nie mam czasu zaprzątać sobie głowy chłoptasiami. Przynajmniej na razie. A Charlie to tylko przyjaciel.
- Zawsze tak mówisz – zauważyła Laura – To już się robi nudne.
- Nudne to się robią wasze docinki – Alex wzruszyła ramionami i dodała  – Mówiąc „odbiła nam chłopaków” miałam na myśli chłopaków z naszej paczki, a nie… wybranków serca.
-  Że też na to nie wpadłyśmy – odparła ironicznie Raini.
- Wiecie co, może zamiast się kłócić, chodźmy do studia?  - zaproponowała Laura.
 - Dobry pomysł – podchwyciła Alex - I tak miałam zamiar porozmawiać z Jessy.
- Okej, to zbieramy się – zarządziła Raini i podniosła się z krzesła.

Pół godziny później były już w budynku StarWork Company. Tam, idąc po schodach zderzyły się z pędzącym prosto na nie Calumem.
- Jak ty chodzisz, pajacu?!  - krzyknęła Raini.
- Co? Aa…sorki, Ray. Śpieszę się. Ross prosił, żebym wyprowadził za niego Pixie, bo dziś nie ma czasu.
- Nie ma czasu? Ciekawe... A wiesz, gdzie on teraz jest? – spytała Laura, krzyżując ręce.
- Emm… No, u Charliego przecież – zmieszał się Calum.
Alex uniosła brwi.
- Czyżby? A od kiedy Ross zna jego adres? Bo coś sobie nie przypominam, żeby Charlie kiedykolwiek mu go podawał…
- Przyznaj się, ukrywasz coś przed nami? – spytała Raini, rzucając mu groźne spojrzenia.
- Dziewczyny!  - rudzielec uniósł ręce w geście obrony - Co wy takie agresywne dziś jesteście? Ja nic nie wiem. Mam tylko wyprowadzić pieska na spacer.
- Dobra, dajmy mu spokój – westchnęła Alex – Ten piegus i tak nam nic nie powie.
- Powinienem się obrazić za to przezwisko, ale za bardzo kocham swoje piegi –rzekł dumnie Calum – Swoją  drogą, to dosyć ciekawe. Bo Gemma jest tak samo ruda jak ja i nie ma ani jednego piega…
- COŚ TY POWIEDZIAŁ? – krzyknęły jednocześnie dziewczęta.
Nastolatek natychmiast zatkał sobie usta ręką, po czym wybełkotał coś w stylu „muszę lecieć” i pognał w kierunku wyjścia.
- No proszę, czyli jednak się z nią widuje – powiedziała łamiącym się głosem Laura.
- Spokojnie, to jeszcze nic nie znaczy. Ross ma swój rozum. Za długo o ciebie walczył, żeby ulec pierwszej lepszej pannie – pocieszała ją Raini.
- Zadzwonię do Charliego – rzekła lekko zaniepokojona Alex i powoli wydobyła z kieszeni komórkę. Miała nadzieję, że usłyszy po drugiej stronie słuchawki dobrze jej znany głos. Pięć sygnałów… Cisza…

Wkrótce potem dziewczęta rozeszły się do domów. Alex została w StarWork Company, by porozmawiać z Jessy. Weszła na trzecie piętro i zatrzymała się przed biurem kobiety. Lekko zapukała do drzwi, a gdy otrzymała głośne „proszę!”, nacisnęła klamkę. Jessy siedziała w skórzanym fotelu. Jej biurko wprost uginało się od nawału papierzysk. Alex obawiała się, że sympatyczna kierowniczka nie będzie miała czasu na wysłuchanie tak długiej i skomplikowanej sprawy. Ale na szczęście jej obawy okazały się zbyteczne. Gdy tylko weszła do pokoju, Jessy uniosła głowę i obdarzyła ją szerokim uśmiechem.  
- Alex! Miło cię widzieć, proszę, usiądź.
- Dziękuję – odparła dziewczyna i spoczęła w fotelu przed biurkiem kobiety – Mam do pani pewną sprawę. To może zająć chwilę, a widzę, że ma pani dużo pracy.
- Oj, nie przejmuj się tą koszmarną stertą papierów – machnęła ręką Jessy – przejrzenie ich zleciłam komu innemu. Szkoda tylko, że ten „ktoś” spóźnia się już drugą godzinę. Z nudów zaczęłam przeglądać to i owo. Prawdę mówiąc, jestem ci bardzo wdzięczna, że przerwałaś mi to arcyciekawe zajęcie.
- Nie ma sprawy  - zaśmiała się Alex.
- To o czym chciałaś ze mną pogadać? Zamieniam się w słuch.
Nastolatka spoważniała, wzięła głęboki oddech i zaczęła opowiadać...

***

Króciutki, ale mam wytłumaczenie - jadę na calutki tydzień do Londynu (wyjazd jutro - pobudka o 5 rano -.-) 

 wolałam dodać teraz, bo nie chciałam, żebyście znów czekali 3 tygodnie na następny ;)

trzymajcie się!! :**

~`BabyBlue


niedziela, 26 maja 2013

"Who's that girl? Where's she from? No, she can't be the one that you want"

 Minęło parę dni. Alex wciąż wahała się, czy dzwonić do rodziców w sprawie chwilowego zamieszkania z Charliem. Wiedziała, że szanse na to, że pozwolą jej wprowadzić się do obcego chłopaka są znikome. Obiecała mu jednak, że zrobi co w swojej mocy, by mu pomóc. Jeśli faktycznie za parę tygodni będzie zmuszony przenieść się do domu dziecka, wolała być z nim w tych trudnych chwilach. „Ale czy on też tego chce?”  - zastanawiała się. W końcu ostatnimi czasy miewał bardzo dobry humor. Widywała go rzadko, bo ciągle gdzieś znikał. Podejrzewała, że ma to jakiś związek z tajemniczą dziewczyną, którą poznał przez przypadek. Odwiedza ją? Nieee, on nie byłby do tego zdolny. Przecież ledwo ją zna…

Zawsze w chwilach bezradności dzwoniła do Rydel. Była jej najbliższą przyjaciółką. Oczywiście, lubiła też Laurę, Raini, Caluma i pozostałych  członków R5, ale to właśnie z nią łączyła ją najsilniejsza więź. Delly miała radę na wszystko i była dla niej oparciem.
Alex sięgnęła po telefon.
- Cześć, słońce! Co u ciebie? – blondyna powitała ją głośnym okrzykiem.
- Hej Rydel. No właśnie, co u mnie. Nie za dobrze….
Opowiedziała jej po kolei – o trudnej sytuacji Charliego, o rudej dziewczynie i o dylematach związanych z przeprowadzką.
- Hmm, gdybyśmy nie mieszkali tak daleko, wzięlibyśmy go do siebie na jakiś czas – westchnęła Delly – Ale chyba mam rozwiązanie. Spróbuj porozmawiać z Jessy. Zdaje mi się, że polubiła Charliego.  Jest wpływowa, na pewno będzie potrafiła załatwić co trzeba i nie będzie musiał nigdzie iść.
- Trzeba spróbować – kiwnęła głową Alex – Dzięki za radę, jesteś kochana.
- Wiem to – stwierdziła ze śmiechem blondyna, po czym dodała -  Mała, muszę kończyć. Jeden z moich piekielnych braciszków koniecznie chce mnie wyciągnąć na zakupy do centrum. A łaziliśmy tam dosłownie dzień wcześniej! I to przez pięć godzin! PIĘĆ GODZIN, czy ty to rozumiesz??!
- Ej nie kłam, mówiłem, że cztery! – odezwał się oburzony głos Rockiego.
- Chyba ci zegarek nawalił, stary – dorzucił się Riker.
Alex parsknęła śmiechem.
- Sama widzisz – westchnęła Rydel – Trzymaj się.
- Do zobaczenia, pozdrów ode mnie tych twoich piekielnych braciszków – odpowiedziała nastolatka i się rozłączyła.

 
Tymczasem Laura czytała nowo kupioną książkę, przy okazji pałaszując swój ulubiony „gogurt”. Naraz podskoczyła w miejscu, gdyż w okolicach jej nóg rozległo się ciche popiskiwanie. Aha, czyli Ross znów przestawił jej dzwonek w telefonie! Co za głupek!  Dobrze wiedział, że Laura nienawidzi tego odgłosu i po raz kolejny zrobił jej na złość.
Ale tym razem to nie on dzwonił. Wyświetlił się jakiś nieznany numer.
- Halo?
- Cześć, Laura. Tu Raini.
- Rai, to ty?! Dziewczyno, co się z tobą działo?! Wiesz, jak się martwiłam?
- Tak, domyślam się. Ale nie uwierzysz, co mi się przytrafiło. Jeden wielki KOSZMAR!
- Co takiego się stało? – zaniepokoiła się brunetka.
- A więc zaczęło się od tego, że jakaś blond-świruska niechcący na mnie wpadła i wytrąciła mi z ręki telefon, który wpadł do fontanny. Oczywiście, nie nadawał się do użytku, więc musiałam go oddać do serwisu. Tam bardzo grzecznie powiedzieli mi, że nie da się go już naprawić. Dostałam niezły ochrzan od rodziców, bo telefon był całkiem drogi. Byłam przez to uziemiona w domu. Chciałam do ciebie zadzwonić, ale dopiero dziś przyszedł nowy telefon. Dobrze, że chociaż znam twój numer na pamięć.
- No, ale przecież zawsze mogłaś do mnie napisać na Twitterze – zdziwiła się Laura.
- Nie bardzo. Jakiś wariat włamał się na moje konto i je zablokował. Nie mogę się normalnie zalogować!
-  Kurcze, faktycznie dosyć koszmarne wydarzenie – przyznała ze współczuciem brunetka – a właściwie gdzie była ta fontanna?
-  Przed kinem, gdzie była premiera „Muppetsów”. Pomyśleć, że gdyby nie ta fajtłapa…
- Nie przejmuj się, ważne że już wszystko  porządku. Naprawdę się martwiłam. Nie odzywać się przez tyle dni – to do ciebie niepodobne.
- Jakoś to nadrobimy. Masz czas dziś o czwartej?
- Jasne. Zrobię tylko ćwiczenia, które nam zadali, i możemy się spotkać.
- Ah, ty i ta twoja skrupulatność – westchnęła z politowaniem Rai.
- Ej, po prostu zbliża się koniec semestru i muszę się poprawić z paru przedmiotów – obraziła się Laura.
- Ok., ok, kujonku. To jak? Kawiarnia „Cherry Pie” koło 16stej?
- Mhm. Do zobaczenia – rzuciła dziewczyna i się rozłączyła. 
Kolejny sygnał doszedł tym razem z innej części pokoju. Okazało się, że to komórka Rossa, której zapomniał zabrać ze sobą. Laura z zaciekawieniem spojrzała na ekranik. Nie miała w zwyczaju zaglądać mu do telefonu, bo miała do niego pełne zaufanie, ale coś kazało jej sprawdzić, od kogo była ta wiadomość. Aha! Od Gemmy! Bez namysłu nacisnęła przycisk i przeczytała: „Wczoraj było bardzo miłoJ Może znów do mnie wpadniesz?”
Było MIŁO?! Co to ma do cholery znaczyć?! Nie, miarka się przebrała. Trzeba natychmiast iść do Raini i spytać się, czy przypadkiem nie upadła na głowę. Jak można kolegować się z taką rudą, fałszywą jędzą?! Z Rossem za to czeka ją niezbyt przyjemna rozmowa. Ale to później…


Minęło parę godzin, zbliżała się już szesnasta. Alex właśnie przechadzała się po Newton Street. Postanowiła, że nie będzie dzwonić do rodziców w sprawie mieszkania z Charliem, tylko pójdzie za radą Rydel i porozmawia z Jessy. Jutro z samego rana powie jej o tej przykrej sprawie. Teraz zaś urządziła sobie mały spacerek po okolicy, by wypatrzeć jakiś prezent dla Charliego. Zbliżały się święta i tym samym urodziny szatyna. Podarunek musiał być wyjątkowy, dlatego już teraz uważnie oglądała witryny przyozdobionych girlandami sklepów.   
Minęła kawiarnię „Cherry Pie”, ale zaraz się cofnęła. Siedząca przy oknie dziewczyna wydawała jej się dziwnie znajoma… Podeszła bliżej, udając, że przygląda się wywieszonemu na zewnątrz menu. Czarne loki, błyszcząca bluzka i neonowe paznokcie? To musiała być Raini! Alex czym prędzej weszła do kawiarni.
 - Hej, jak ja cię dawno nie widziałam! – zawołała, witając się z koleżanką.
- Oo, cześć skarbie! – przytuliła ją Raini – Proszę, siadaj. Właśnie czekam na Laurę.
- To nie będę wam przeszkadzać, w końcu to wasze spotkanie – zmieszała się nastolatka.
- Ee, nie wygłupiaj się. We trójkę będzie nawet fajniej.
Raini opowiedziała jej o swojej przygodzie z komórką i problemach z Twitterem. 
- No no – gwizdnęła Alex – Można powiedzieć, że byłaś oderwana od świata na parę dni.
- Żebyś wiedziała!  Wszystko na moją niekorzyść. Zupełnie jakby to sobie ktoś zaplanował – narzekała Rai.
- Bez przesady, nikt by nawet nie próbował z tobą zadzierać, bo by źle skończył – zaśmiała się nastolatka.
W tym momencie podeszła do nich Laura. Miała lekko zaczerwienione oczy, zupełnie jakby przed chwilą płakała.
- Cześć – rzuciła ponuro i usiadła pomiędzy nimi.
- Coś się stało? – Raini z troską spojrzała na brunetkę.
- Taaa. Gemma się stała. Ta ruda małpa kradnie mi chłopaka!
- Czekaj. Powiedziałaś ruda?  - ocknęła się Alex
- Tak. Laska po prostu okręciła sobie tego palanta wokół palca. Zostawił u mnie komórkę. Przyszedł do niego SMS: „Wczoraj było bardzo miło. Może znów do mnie wpadniesz?”. Ross ostatnio cały czas gdzieś znika. Na początku myślałam, że chodzi do Caluma, a on po prostu się z nią potajemnie widuje! I co ja mam zrobić? – Laura coraz bardziej podnosiła głos. W końcu schowała twarz w dłoniach.
- Hej, nie przejmuj się. Być może pocieszy cię fakt, że Charlie też łazi nie wiadomo gdzie. Poznał jakąś dziewczynę, też rudą, i zupełnie oszalał.
- A wiesz, jak ma na imię? – Laura uniosła głowę znad rąk.
- Nie. Ale wyglądała na przebojową pannę. Może troszkę starszą od nas. Dosyć wysoka, miała niebieskie oczy…
- To ta sama! – zawołała brunetka.
- Zaraz, możecie mi wreszcie powiedzieć, o co chodzi? – spytała zdezorientowana Raini.
- No jak to, o co. A raczej, o kogo. Gadamy o twojej koleżance, Gemmie. Podobno poznałyście się niedawno – rzekła Laura.
- Swoją drogą, to chyba za delikatnie ją oceniłaś. Ta laska jest po prostu fałszywa – dodała Alex.
- Dziewczyny – spoważniała Raini -  mogę was zapewnić, i to na sto procent. Nie znam NIKOGO o imieniu Gemma…
 

***

Tym razem nie dodałam miesiąc później, ale tylko 2 tygodnie później ;D 
piszcie swoje opinie w komentarzach, z góry dzięki (;

aha i jeszcze jedno. odeszłam z pewnej grupy aby przekonać się, kto tak naprawdę docenia moje opowiadanie i kto obchodzi się losami Alex, Laury, Rossa itd. 
nie sztuką jest wejść na bloga kogoś, kto Cię o tym zawiadomił i napisać na odwal się  "super" pod nowym rozdziałem, nawet go nie czytając (nie twierdzę oczywiście, że wszyscy tak robicie, ale też nie mam pewności)

najbardziej szanuję tych, którzy z własnej woli sprawdzają od czasu do czasu, czy coś nowego się u mnie nie pojawiło. Jesteście wspaniali :* 

a to piosenka z tytułu:




do zobaczenia!
~`BabyBlue



piątek, 10 maja 2013

"They're lined up shoulder to shoulder. Like dominoes, you keep knocking them over"


***
- Chaaaaaarile! No gdzie jesteś? – jęczała Alex, rozglądając się w poszukiwaniu kolegi. Nareszcie go dojrzała – całego w skowronkach. Niemal pląsał po chodniku, trzymając coś w rękach. W końcu dobiegł do niej i wysapał:
- Prze…pra…szam, że tak długo cze…kałaś
- Nie wierzę  - pokręciła głową nastolatka – Wziąłeś numer od tej laski?
- Adres – poprawił ją chłopak, z dumą prezentując zabazgraną karteczkę.
- A skąd wiesz, że jest prawdziwy?
- Jestem tego pewien. Poza tym, po cholerę podawałaby mi fałszywy adres?
Alex wzruszyła ramionami.
- Hmmm, nie wiem. Może dlatego, że wcale cię nie zna i to trochę nienormalne, by dawała byle jakiemu czubkowi swoje dane?
- Ej, tylko nie czubkowi, dobra? W ogóle, co ty taka niezadowolona, hm? – w tym momencie uderzył się w czoło – Aaaa! No jasne, zapomniałem. Lubisz mnie, więc czujesz się zazdrosna, zgadłem?
- Że co, proszę?! Skąd takie kretyńskie przypuszczenia?
- Pff, to nie przypuszczenia, ja to wiem. No cóż zrobić, zawsze miałem powodzenie – westchnął Charlie, bezradnie rozkładając ręce.
- Idiota – mruknęła cicho Alex i ruszyła przed siebie tak szybko, że szatyn z trudem dotrzymywał jej kroku.

Po paru minutach doszli do budki i kupili po gofrze z bitą śmietaną. W drodze powrotnej dziewczyna prawe nie odzywała się do pałaszującego swój deser Charliego. Zajęta była własnymi rozmyślaniami. Na przykład, zastanawiała się, dlaczego tak dziwnie podziałały na nią słowa chłopaka: „Lubisz mnie, więc czujesz się zazdrosna”. Przecież to bzdura. Owszem, bardzo go lubiła, ale nigdy  nie myślała o nim w „ten” sposób. Traktowała go raczej jako kolegę. Mimo wszystko jednak, było jej przykro, że tak szybko znalazł sobie nową towarzyszkę. To Alex była dla niego podporą, to u niej powinien szukać  wsparcia i pociechy! A nie u jakiejś rudowłosej pięknotki. Postradać rozum dla takiego kogoś, też coś. No, ale nie była o niego zazdrosna. Co to, to nie.

Charlie również milczał. Myślał o tym, że niebo jest dziś niesamowicie niebieskie (zupełnie jak oczy Gemmy), gofry mają jakiś niezwykły smak, a ludzie przechodzący obok niego się uśmiechają. Nie zamartwiał się tym, że Alex się na niego obraziła. Już nie raz tak było i wiedział, że po jakimś czasie jej przejdzie. Postanowił, że skorzysta z szokująco pięknej (jak na grudzień) pogody i przespaceruje się na Sultanby Avenue…


- Halo, Gemma? – wypalił Ross, ze zdenerwowania obgryzając paznokcie. Od jej odejścia minęły dopiero dwie godziny, a już nie mógł się doczekać, by do niej zadzwonić.
- To ty, Ross? Czy coś się stało? – spytała rudowłosa.
Ah, ten jej niski, melodyjny głos!
- Emm…Nie, chciałem tylko spytać, czy dodzwoniłaś się już do Raini.
-Niestety  - westchnęła Gem  - ale i tak ta sprawa jest już nieaktualna. Nie musisz już do niej dzwonić. Przepraszam, że narobiłam kłopotu.
- Nie mów tak. Naprawdę cieszę się, że mogłem cię poznać.
- Dzięki, i nawzajem. Aha, wiesz, ja też mam do ciebie pewną sprawę.
- Tak?
- Chyba zostawiłam u was moją niebieską bransoletkę. Szukałam jej w całym domu, ale nie znalazłam, a pamiętam, że idąc do was, jeszcze ją miałam na ręce.
- Bardzo możliwe, zaraz poszukam – zapewnił Ross, gorączkowo rozglądając się po mieszkaniu Laury. Został u niej na dłużej, żeby przećwiczyć role do ostatniego odcinka drugiego sezonu Austina&Ally.
W końcu jego wzrok przykuł mały przedmiot leżący pod stołem kuchennym. Tak, to właśnie była bransoletka Gemmy. Uszczęśliwiony blondyn krzyknął do słuchawki:
- Znalazłem! Tylko jak mam ci ją oddać?
- To może do mnie wpadniesz? Oczywiście, jeśli masz ochotę…
- Jasne, nie ma problemu.
- Ok, podaję adres – Sultanby Avenue 23, 7/10. Możesz przyjść jeszcze dziś.
- Z chęcią! Właściwie, to nie mam nic do roboty – skłamał Ross – To do zobaczenia!
- Do zobaczenia – rzekła Gemma i rozłączyła się. 
Blondyn czym prędzej włożył do kieszeni bransoletkę. Już miał wychodzić, kiedy na jego drodze pojawiła się Laura.
- Z kim rozmawiałeś? I gdzie idziesz? – spytała, przyglądając się mu badawczo.
- Eeee….Z Calumem. Właśnie do niego idę, miał mi oddać kasę, którą ode mnie wczoraj pożyczył.
- Dobra. Ale wracaj szybko, bo trzeba przećwiczyć role.
Ross wybiegł z domu i jak poparzony pobiegł na przystanek. Pomyślał, że dzięki Bogu, pogoda jest wspaniała (a to już grudzień!) i nie musi brać kurtki.

Brunetka jeszcze przez chwilę patrzyła przez okno. Postanowiła, że spróbuje zadzwonić do Raini. Wybrała jej numer, ale spotkało ją rozczarowanie –  usłyszała automatyczną sekretarkę.
- Co się z nią dzieje? Zawsze ma telefon pod ręką – mruknęła z niezadowoleniem Laura.
  
Tymczasem Charlie odprowadziwszy Alex do hotelu, udał się do domu, by przygotować się do wizyty u Gemmy. Trochę się denerwował, bo ledwo ją znał. Poza tym, nie chciał się napraszać jeszcze tego samego dnia po jej poznaniu. Nic jednak nie mógł poradzić – to po prostu było silniejsze od niego. Przebierał się ze sto razy. Wreszcie nałożył swoją ulubioną koszulę w kratę i jeansy. Przeczesał włosy, wyczyścił buty i sięgnął  po wodę kolońską stojącą na półce w łazience. Kłopot w tym, że przez przypadek wziął bardzo podobnie wyglądającą buteleczkę specyficznie pachnących perfum babci. Skrzywił się, gdy tylko poczuł silny zapach kwiatów. Chciał nawet zmienić koszulkę, ale żadna inna nie przypadła mu do gustu. Przeklinając pod nosem, obficie spryskał się wodą kolońską, by ukryć woń perfum. Nadal odczuwać było lekką nutę kwiatową, ale już nic nie mógł na to poradzić. Dziesięć minut później szedł w stronę mieszkania Gemmy. Postanowił iść na pieszo, bo Sultanby Avenue było tylko parę przecznic od jego domu.  Stanął przed blokiem oznaczonym numerem 23. Odszukał siódemkę na liście nazwisk, ale zawahał się i nie nacisnął guziczka. A co, jeśli Gem uzna go za świra? Albo za napalonego zboczeńca? Albo po prostu nie będzie jej w domu? Albo otworzy mu drzwi jej mama? Albo, co gorsza, tata. Zły tata pozbywający się zalotników jego córeczki w dość drastyczny sposób. Charlie aż zadrżał na samą myśl. Naraz usłyszał kroki i ciche pogwizdywanie. Odwrócił się i jęknął – no gorszego finału tej historii nie mógł się spodziewać! Zbliżał się do niego nie kto inny, jak Ross. Blondyn zauważywszy nastolatka, raptownie przystanął:
- A ty co tu robisz, stary?
- Mógłbym spytać o to samo… stary – zmroził go wzrokiem Charlie.
- Ja tylko odwiedzam koleżankę. Zostawiła u mnie bransoletkę, widzisz? – to mówiąc pokazał mu niebieską błyskotkę. Dobrze wiedział, że Gem była u Laury, a nie u niego, ale miał w końcu okazję utrzeć nosa szatynowi. Musiał z niej skorzystać.
- Uważaj, bo uwierzę, że masz nową „koleżankę”.  – prychnął Charlie.
- Odpowiedz wreszcie. Co tu do cholery robisz? I czemu.. – Ross podszedł parę kroków i pociągnął nosem – pachniesz babskimi perfumami?
- Nie twój interes – burknął nastolatek.
Stali w milczeniu, rzucając sobie groźne spojrzenia. I nie wiadomo, ile czasu by upłynęło, gdyby nie to, że drzwi ni stąd ni zowąd się otworzyły i stanęła w nich Gemma. Trzymała w rękach portmonetkę i wyglądała na zaskoczoną nagłym spotkaniem.
- Gemma! – zawołali jednocześnie chłopcy.
- Ojejj, cześć! To wy się znacie?
Ross ponuro skinął głową, a Charlie mruknął coś w stylu „niestety”.
- Nie spodziewałam się, że przyjdziecie…jednocześnie – zachichotała rudowłosa. Włosy związane miała w koczek. Nosiła krótką, niebieską sukienkę z głębokim dekoltem, która jeszcze bardziej podkreślała barwę jej oczu i odsłaniała długie nogi. Usta pomalowała mocną szminką. Wyglądała wyzywająco, i to zrobiło na chłopcach duże wrażenie – Właśnie wybierałam się do sklepu, żeby kupić jakieś przekąski.
Szatynowi przemknęło przez myśl, że sprzedawca padłby trupem, widząc ją w takim stroju.
- Mogę pójść z tobą, jak chcesz  - zaproponował.
- Chyba miałeś na myśli „możemy pójść z tobą”, kolego? – spytał go Ross i zwrócił się w stronę Gemmy, kładąc jej rękę na ramieniu – Masz śliczną sukienkę.
- Oh, dziękuję – dygnęła dziewczyna i obdarzyła go szerokim uśmiechem.
- I świetne nogi – dodał Charlie. Po chwili dotarło do niego, co powiedział i zaczerwienił się jak burak.
Blondyn posłał mu pogardliwe spojrzenie.
- A wiecie, może jednak nie idźmy do sklepu. Coś tam znajdę w lodówce. Chodźcie. – Gemma otworzyła im drzwi i poprowadziła do swojego mieszkania na drugim piętrze. 

Rozmowa nie bardzo się kleiła. Może to ze względu na to, że ilekroć jeden starał się przypodobać Gemmie, drugi albo wyskakiwał ze złośliwym tekstem, albo próbował przebijać komplement pierwszego. Atmosfera więc była dość napięta. Naraz blondynowi zadzwonił telefon. Charlie skorzystał z okazji i spytał niewinnym głosem:
- Ooo, czyżby dzwoniła twoja DZIEWCZYNA?
- Nieeee? – Ross trochę się zmieszał – To Calum, głąbie.
Przeprosił Gem i wyszedł na chwilę z pokoju.
- Tak kochanie?  No wiem, zasiedziałem się trochę. Taaaak, idę już. Tak, już się zbieram. No Jezu, zaraz będę, nie panikuj. Ja jestem niemiły? To ty się czepiasz, do cholery. NIE KRZYCZĘ! Halo? Halo, skarbie?! – ze zrezygnowaniem schował komórkę do kieszeni. Oczywiście, dzwoniła Laura i robiła mu wyrzuty, że się spóźniał. Wrócił do pokoju.
- No…Nie wiedziałem, że jesteście aż tak blisko z Calumem – wyszczerzył się Charlie.
Ross posłał mu spojrzenie mówiące: „z tobą policzę się później”.
- Przepraszam, Gem. Muszę już lecieć. Bardzo miło się gadało. Aha! Proszę, bo zapomnę – wyjął z kieszeni bransoletkę i podał rudowłosej.
- Nic się nie stało. I dzięki, że się pofatygowałeś przynieść mi moją zgubę – uśmiechnęła się Gemma.
- Drobiazg. To do zobaczenia. Charlie, ty też się zbieraj, mamy pewną sprawę do załatwienia, pamiętasz?
- Co? Jakoś sobie nie przyp.. – urwał, bo Ross prawie siłą wyciągnął go z fotela i wyprowadził za drzwi. Gdy znaleźli się na dworze, blondyn przyparł go do drzewa.
- Co ty sobie wyobrażasz, hę?
- Odchrzań się – odepchnął go Charlie - Mi przynajmniej wolno, a tobie nie bardzo.
-  Nie pozwalaj sobie!
- Bo co? Znów złamiesz mi nos? Ciekawe jak się wytłumaczysz przed swoją laską.
-  To już moja sprawa, jak się wytłumaczę…A ty też chyba do końca wolny nie jesteś. Co z Alex?
- Gówno cię to obchodzi.
- A jednak obchodzi. Bo jak zrobisz jej jakieś świństwo, to się z tobą policzę. Zrozumiałeś?
Po chwili chłopcy rozeszli się – każdy w swoją stronę.
Całej sytuacji przyglądała się Gemma. Z okna swojego pokoju miała świetny widok na podwórko, i tym samym na całe zdarzenie, które przed chwilą zaszło. Trzeba przyznać – miała ubaw. Nie pierwszy raz jacyś chłopcy rywalizowali o jej względy. Schlebiało jej to. A najlepsze jest to, że wszystko wyszło dokładnie tak, jak przewidywała. Oszołomiony jej skromną osobą Charlie jeszcze tego samego dnia ją odwiedził. A Ross? Nie chciała, by to było zbyt proste, dlatego wymyśliła sprytny numer bransoletką. Kiedy Ross wyszedł z kuchni, by porozmawiać z Laurą, skorzystała z okazji i upuściła błyskotkę na podłogę. Nie miała pewności, że blondyn do niej oddzwoni, dlatego musiała mieć jakiś pretekst, żeby zaprosić go do siebie. Podziałało. To, że przyszli jednocześnie, było szczęśliwym zbiegiem okoliczności.
- Teraz się udało. Ale to dopiero początek historii, w której to ja jestem główną bohaterką – westchnęła Gemma. 

 ***
YAAAAY! Napisałam rozdział!!!
Chciałam bardzo przeprosić, że tak długo musieliście czekać, ale zupełnie zapomniałam, że prowadzę tego bloga. 
Wybaczycie?
















piosenki z tytułu chyba nie muszę przedstawiać? ;)

trzymajcie się:*
~`BabyBlue