Łączna liczba wyświetleń

poniedziałek, 4 lutego 2013

"It's time to begin, isn't it?"


*** 
Butelka przez chwilę kręciła się wokół własnej osi. W końcu zwolniła tempo i zatrzymała się przed kolanami Raini.
- O nieeee – jęknęła czarnowłosa wpatrując się z lękiem w chichoczące towarzyszki.
- Umowa to umowa, kochanie – Laura rozłożyła ręce.
- Dobra – westchnęła ze zrezygnowaniem nastolatka – Zadajcie mi ten cios.
- Pytanie, czy wyzwanie? – spytał Ross kryjąc uśmiech.
- Wyzwanie! – odezwał się niespodziewanie Calum.
Raini rzuciła mu zaskoczone spojrzenie.
- Od kiedy to podejmujesz za mnie decyzje, rudzielcu?
- A co w tym złego? W końcu jesteście razem w parze i to wam zadajemy pytanie lub wyznaczamy zadanie – zauważyła Rydel bawiąc się kosmykami włosów.  
- Właśnie. – kiwnęła głową Laura.
– No dobrze, czyli chcecie wyzwanie?  - upewnił się Ross i nie zważając na protesty czarnowłosej, wyrzekł uroczyście – Każde z was ma powiedzieć swojemu towarzyszowi przynajmniej trzy komplementy!
Ellington prychnął z pogardą.
- To ma być wyzwanie?
- A co, znasz może lepsze? – spytał chytrze blondyn.
- No jasne. Chociażby takie: Raini ma powiedzieć Calumowi, że ma piękne włoski, a Calum ma jej podziękować całusem w policzek.
- CO?! – zawołali jednocześnie wyżej wymienieni. Pozostałe towarzystwo wybuchło śmiechem.
- Bardzo dobry pomysł, Ell! – przybiła mu piątkę Rydel.
- Taki jesteś mądry? To może ja ci wymyślę jakieś wredne zadanie?  - obraziła się Raini.
- Czemu nie, dajesz – zaśmiał się Ellington.
- O nie nie, teraz kolej Raini i Caluma. Mają wykonać to, co im zleciłem – stwierdził stanowczo Ross.
Po wielu namowach, z wielkim ociąganiem i narzekaniem para wykonała to,  co do nich należało.
- No to teraz pora na moją zemstę – czarnowłosa klasnęła w dłonie rzucając Ratliffowi złowieszcze spojrzenie – Powiedzmy, że ty i Rydel…. macie udawać przez tydzień, że jesteście parą!
Ryd podskoczyła w miejscu i omal nie wypluła oranżady, którą właśnie piła.
- Ej no, bez żartów – rzekła, patrząc z przestrachem na ucieszonego całym zdarzeniem Rossa.
- Racja, nie mogą tego zrobić – poparła ją Laura – Chociażby dlatego, że Ell ma dziewczynę. Prawda?
Ratliff wyraźnie posmutniał.
- Przepraszam was, zaraz wracam  - rzekł cicho i wstał. Skierował się wyjścia. Przyjaciele już po chwili słyszeli trzask zamykanych drzwi.
- Co mu się stało? – zdziwiła się Raini. Wszyscy oprócz Rydel wzruszyli ramionami. Blondyna wahała się, ale w końcu podjęła tę ważną dla niej decyzję. Wstała bez słowa i podążyła śladem Ellingtona.


Charlie nie mógł się pogodzić ze smutną myślą, że wciąż tracił tych, którzy byli dla niego ważni. Najpierw odeszli rodzice. Tak bardzo żałował, że nie miał nawet okazji z nimi porozmawiać – w końcu, kiedy zginęli w wypadku samochodowym, miał zaledwie dwa lata.
Pozostały tylko stare fotografie i opowieści babci. To ona przez prawie 15 lat zajmowała się małym Charliem – gotowała mu pyszne obiady, pomagała w nauce, szyła ciepłe szaliki. Zawsze miała czas i chęci na to, aby go wysłuchać, toteż często zwierzał się jej ze wszystkich problemów związanych ze szkołą. Dawała mu mądre rady i pocieszała w chwili zwątpienia. To po niej chłopiec odziedziczył poczucie humoru i upór w dążeniu do celu. Teraz także nie miał zamiaru się poddawać. Dobrze wiedział, że zawinił i bardzo trudno będzie mu na nowo zdobyć zaufanie Alex. W głębi serca miał jednak nadzieję, że wszystko się ułoży.
„O miłość trzeba walczyć. To jedyne uczucie warte ogromnego poświęcenia”  - mówiła mu babcia. Tak bardzo brakowało mu jej ciepłego, miękkiego głosu. Brakowało tego, jak każdej nocy przychodziła do niego z kubkiem pysznego kakao by pogadać na zwykle i niezwykłe tematy lub by pożartować z sąsiadów. I tych pysznych naleśników, których robiła cały stos w każdy piątek. I tych wspólnych wyjazdów nad jezioro. I tych śmiesznych i tych smutnych chwil. I słów pocieszeń i kłótni o głupoty. I tych sobót, kiedy grał jej na gitarze, a ona poklaskiwała w rytm piosenki. I tych niedziel kiedy szli do kościoła, by dziękować Bogu za to, że mają siebie…
„Babcia chyba polubiła Alex. Zawsze znała się na ludziach”  - myślał Charlie patrząc z zadumą na rozgwieżdżone niebo. Szkoda, że nie miała okazji jej poznać. Chłopiec podczas pobytu w szpitalu opowiadał jej nie raz o nowo poznanej dziewczynie. Staruszka była wyraźnie uszczęśliwiona, że znalazł miłe towarzystwo. Teraz pewnie też by nie chciała, aby stracił kontakt z Alex. A więc co należy zrobić?
- Trzeba działać – rzekł szatyn i uśmiechnął się do przyjaznego, rozjaśniającego mroki nocy Księżyca.


- Ell? Wszystko w porządku? – spytała cicho Rydel stając obok wysokiego bruneta.
- Tak….Nie – westchnął Ratliff – Nic właściwie nie jest w porządku.
- Czemu tak mówisz? – badała dalej blondynka.
- Bo…bo…  - chłopak przestępował z nogi na nogę – nie powiedziałem wam czegoś ważnego… Rozstałem się z Kelly.
Rydel miała mieszane uczucia. Z jednej strony bardzo współczuła przyjacielowi, z drugiej…odczuwała dziwną ulgę na sercu. Odgoniła od siebie niemiłe myśli i przytuliła towarzysza.
- Nawet nie wiesz, jak mi przykro. A… kiedy dokładnie to się stało?
- Parę tygodni temu – westchnął Ell -  Nie wiem, dlaczego ukrywałem to przed wami. Może po prostu nie mogłem się zdobyć na wyjawienie prawdy?
- Rozumiem. Ja nie mam ci tego za złe, chłopaki też pewnie się na ciebie nie obrażą. Chyba, ze nie chcesz im na razie o tym mówić.
- Sam nie wiem, Rydel. Ciężko mi z tym, ale może kiedy się komuś zwierzę, poczuję się lepiej – Ellington nabrał powietrza w płuca – Chodzi o to, że Kelly mnie zdradziła. Przyłapałem ją na tym, jak całowała się z jakimś starszym od niej facetem. Nawet się tego nie wypierała. Nie przeprosiła. Nie błagała o drugą szanse. Przestała się do mnie odzywać, nie odpisuje na smsy. Tak jakbym zupełnie przestał dla niej istnieć.
W tej chwili głos mu się załamał, a oczy - zaszkliły od łez. Jednak dzielnie powstrzymał się od płaczu  i zagryzł wargi. Rydel położyła dłoń na jego ramieniu.
- Ell – wyszeptała – Ell, spójrz na mnie. Jeszcze  wszystko się ułoży. To, że teraz nie jest najlepiej, nie znaczy, że zawsze tak będzie. Jesteś wspaniałym chłopakiem i kiedyś znajdziesz wspaniałą dziewczynę. Tak do kompletu – dodała i posłała mu krzepiący uśmiech.
- Dzięki za pocieszenie, jesteś taka kochana – Ratliff z całych sił uściskał przyjaciółkę – A co do tego wyzwania… Czemu nie mielibyśmy spróbować? W końcu to tylko zabawa.
- Chodzi ci o udawanie pary? – zmieszała się blondynka – Nie wiem, czy to jest dobry pomysł.
- Daj spokój, to tylko tydzień. Poza tym nie mogę pozwolić na to, żeby Raini miała powody to złośliwości. 
- Racja, ona potrafi człowiekowi dokopać – zaśmiała się Rydel – No dobrze, można spróbować. Ale to nie będzie dla ciebie takie… dziwne?
- Czemu? – mrugnął do niej Ell – I tak nie możemy bez siebie żyć, co nie?
Przyjaciele jeszcze chwilę rozmawiali na ganku.  W końcu wrócili do reszty towarzystwa. Ratliff jeszcze raz opowiedział swoją historię, tym razem już bez niedomówień i łez. Atmosfera się oczyściła – żartom i wygłupom nie było końca. Wszyscy (zwłaszcza Rydel) we wspaniałych nastrojach udali się na spoczynek. Na szczęście dom Laury był  przygotowany na taką ewentualność – starczyło miejsca dla każdego gościa.
 
                                                                          *** 

YAY! Wreszcie napisałam ten rozdział. Nawet nie wiecie, przez ile dni się do niego przymierzałam :D 
ale jestem dumna że wyszedł dosyć długi, bo bałam się, że po przerwie od pisania zabraknie mi pomysłów. 

mam nadzieję, że wam się sposoba. co myślicie o wątku Rydel i Ellingtona? nie macie nic przeciwko? ;)

zapraszam do czytania i proszę o szczere opinie (:
a na koniec piosenka, którą kocham <3 

 pozderki:*
~`BabyBlue

niedziela, 6 stycznia 2013

NOTKA

Chciałam ogłosić, że tymczasowo zawieszam bloga :( i to nie dla tego, że nie mam pomysłów, przeciwnie. mam ich nadal bardzo dużo. jeden powód. całkowity brak CZASU.
w tym tygodniu 3 sprawdziany, 2 kartówki, 2 zaliczenia a mam na głowie jeszcze konkurs z angielskiego i krasomówczy. muszę zrobić 5-ciominutowy film i nauczyć się jakoś wysławiać :p

tragedia, a najgorsze, że z ocenami średnio i muszę sporo poprawić. ( nie to że się jakoś tragicznie uczę, ale 4 z jakiegoś EDB mnie nie zadowala :D)  także sporo pracy przede mną, bardzo przepraszam, że tak wyszło.

wracam pewnie dopiero na ferie (a u mnie zaczynają się najpóźniej)
albo wcześniej, zależy czy odpędzę się od roboty w szkole.



baaaaardzo dziękuję za wszystkie miłe komentarze i wyświetlenia, jesteście kochani :* mam nadzieję, że mnie nie opuścicie  i kiedy wrócę znów będziecie czytać i komentować rozdziały.

na pocieszenie daję parę gifów i obrazków.









czekajcie cierpliwie, bo I"LL BE BACK :D
~`BabyBlue

niedziela, 30 grudnia 2012

"Why does it feel so good but hurt so bad? My mind keeps saying: Run as fast as you can..."


  
                                                                     ***

Tymczasem przyjaciółki miło spędzały czas w domu Laury. Nadszedł czas na grę w „pytanie czy wyzwanie”.  Przyszła kolej na Rydel, właśnie miała zlecić Raini, by przy najbliższej okazji przytuliła  Caluma, gdy nagle głośno zadzwonił czyjś telefon. 
- Eh czekajcie, ktoś się do mnie dobija – rzekła ze znudzeniem Alex, wyjmując z kieszeni komórkę.
- Może to twój kochaś? – spytała niewinnie Laura i zachichotała. Zawtórowały jej Raini i Rydel, która, rzucając Alex pełne dwuznaczności spojrzenia, rysowała w powietrzu serduszka.
Nastolatka zgromiła przyjaciółki wzrokiem, położyła palec na ustach i odebrała połączenie.
- Halo?
- Alex…. – w słuchawce odezwał się cichy, zachrypnięty głos.
- Charlie?
- Tttak…
- Coś się stało? Czemu tak dziwnie mówisz?
- Mmmoja..moja babcia… – jąkał się chłopak – Eh….Proszę, przyjedź do szpitala.
- Co? Co z nią? Charlie! – krzyknęła Alex ale szatyn już zdążył się rozłączyć.  
- Boże.. – szepnęła dziewczyna patrząc w przestrzeń.
- Czy możesz nam wytłumaczyć, o co biega? Coś się komuś stało? – wypytywała ją Raini.
- Wygląda na to, że niestety tak. Muszę jechać do szpitala na Crossing Steet. Natychmiast – postanowiła Alex i skierowała się do wyjścia. Złapała po drodze swoją torebkę i bluzę w pasy
- A może pojedziemy z tobą? – zaofiarowała się Rydel.
– Niee, spoko. Załatwię to sama. Przepraszam, ze tak wyszło. Nie chciałam wam popsuć imprezy.
- No coś ty, nie popsułaś. Charlie cię potrzebuje, więc idziesz mu z pomocą, to zrozumiałe – mrugnęła do niej Laura.
Alex westchnęła z politowaniem, ucałowała na pożegnanie przyjaciółki i pospiesznie wyszła z domu. Skierowała się na najbliższy przystanek. Szczęście jej sprzyjało – po niecałej minucie przyjechał duży autobus linii 238, który zatrzymywał się tuż przed szpitalem. Był niemal całkowicie pusty, więc z czystym sumieniem mogła spocząć na wygodnym siedzeniu. Kwadrans później pojazd zatrzymał się na przystanku „Crossing Street”. Alex zręcznie zeskoczyła ze stopni autobusu i pognała w stronę szpitala.
Rozglądając się uważnie, szukała wzrokiem Charlie’go. Po paru minutach żmudnego poszukiwania stwierdziła, że lepiej będzie do niego zadzwonić.
- Gdzie jesteś? – rzuciła do słuchawki.
- Niedaleko - rozległo się gdzieś w pobliżu Alex. Rozejrzała się ze zdezorientowaniem. I wtedy go zobaczyła – oh, w jakże opłakanym stanie! Spuchnięte, zaczerwienione oczy, z których wyzierała nicość, przeraźliwie biała twarz i drżące usta, na których nie było widać cienia uśmiechu. Zgarbiony, z lekko pochyloną głową. Nie, to przecież nie może być ten sam uroczy i zawsze pogodny Charlie!  To niemożliwe!
Alex powoli podeszła do chłopca i spojrzała w jego oczy. Zazwyczaj tliły się w nich wesołe iskierki, które rozświetlały agrestowy kolor tęczówek. Teraz widziała w nich tylko martwą pustkę. Zdawało się jej, że Charlie nawet nie zauważył, że przed nim stoi, cały czas, jakby w odrętwieniu spoglądał w dal. Bez wahania podeszła jeszcze bliżej. Wspięła się na palce i delikatnie oplotła ramionami szyję chłopca. Szatyn zamknął oczy, położył głowę na barku dziewczyny i mocno objął jej talię. Alex natychmiast wyczuła, że jej towarzysz drży. Poczęła więc gładzić jego włosy i szeptać mu do ucha uspokajające słowa.
- Umarła parę godzin temu – wymamrotał Charlie – a ja nawet nie zdążyłem się z nią pożegnać.  Alex! Alex, wiesz, co to znaczy?!  Zostałem sam na świecie…
- Nie mów tak! To, że odeszła, nie znaczy, że naprawdę cię opuściła, pamiętaj. Zawsze będzie blisko ciebie, już nie ciałem, ale duchem.
- Mówisz tak, bo łatwo ci tak mówić. Masz dom, masz rodziców, dziadków… A ja nie mam już nikogo…
- A ja? – uśmiechnęła się Alex – Wiem, że cholernie trudno jest żyć po stracie kogoś bliskiego.  Rozumiem, co czujesz. A przynajmniej staram się zrozumieć. I bardzo, bardzo ci współczuję.
- Twoje współczucie nie wróci jej życia!
- Nie denerwuj się. Chcę ci pomóc przetrwać te trudne chwile. Tak jak ty mi pomogłeś z… sam wiesz kim. Z tamtym wydarzeniem daliśmy sobie radę, teraz też nam się uda. 
Charlie delikatnie wyswobodził się z uścisku.  
-  Nie zasługuję na twoją pomoc, Alex. Jestem.. ughhh… jestem żałosnym, nic nie wartym gnojkiem, draniem, idio…
- Ciii – przerwała mu nastolatka kładąc palce na jego ustach. Po chwili przybliżyła się do twarzy chłopca, by złożyć na jego wargach pocałunek. Charlie odskoczył w tył, jak oparzony.
- NIE! Proszę, nie rób tego!  - złapał ją za ramiona – Nie rozumiesz?! My nie możemy…
- Dlaczego? – dziwiła się Alex.
- Bo nie powiedziałem ci czegoś ważnego. Zrobiłem coś głupiego i teraz brzydzę się samego siebie….To ja zniszczyłem twoje urodziny.
- CO?! – Alex nie mogła uwierzyć własnym  uszom.    
       


W tym samym czasie Laura, Raini i Rydel kontynuowały zabawę w „pytanie lub wyzwanie”. Zbliżał się już wieczór, ale chichotom, żartom i docinkom nie było końca.  Naraz wszystkie trzy przyjaciółki podskoczyły ze strachem. Ktoś dzwonił do drzwi! Nie spodziewały się żadnych gości, zwłaszcza o tej porze, toteż z pewnym lękiem zeszły po schodach do ganku.
- Yyym. Laura, ty tu jesteś „gospodynią domu”... – zaczęła Raini.
- No i co w związku z tym? – brunetka skrzyżowała ręce.
-  A to że jazda! Szoruj i otwieraj – Rydel odwróciła przyjaciółkę i lekko popchnęła ją w stronę  drzwi.
- Ejj to nie sprawied.. – urwała widząc, że dziewczyny w popłochu schowały się w salonie.
Laura westchnęła i  podeszła do drzwi. Wyjrzała przez lufcik, ale na próżno, nic nie było widać w mrokach wieczoru. Ostrożnie otworzyła zamek i uchyliła drzwi. W progu, nonszalancko oparty o framugę stał wysoki blondyn.
- No cześć, mała.
- Aaa to ty – westchnęła z ulgą Laura – Nieźle nas przestraszyłeś. Ale właściwie, to co tu robisz? To babska impreza.
- No to co? – wzruszył ramionami Ross.
- A to, że dla facetów WSTĘP WZBRONIONY. Także żegnam pana.
-  Jeszcze się nie przywitałaś, kochanie, a już się żegnasz?  - prawił jej wyrzuty.  
Brunetka zrezygnowana podeszła do chłopaka i cmoknęła go w policzek.
- Pffff. Przepraszam, to niby miało być „przywitanie ukochanego”?  - prychnął Ross.
- A niby jak… - Laura nie zdążyła dokończyć zdania. Ross złapał ją za ramiona, mocno przycisnął do drzwi i namiętnie  pocałował.
-  Ross, Ross, Ross. Czy ty zawsze do jasnej cholery musisz mi przerywać?!  - Laura udawała złą, by ukryć jak bardzo podobał się jej ten pocałunek.
- A myślałem, że usłyszę co innego. Cos typu „ Boże, ale ty świetnie całujesz” albo „ No dobra, możesz zostać na imprezie”.
- Ooo, tego drugiego na pewno nie usłyszysz.
- No prooooooooooszę – blondyn starał się ją przekonać robiąc słynną minę skrzywdzonego pieska.
- Nie, nie, tylko nie numer z pieskiem – zaśmiała się dziewczyna.
- Plis, plis pliiiis. Zostałbym tylko na parę minut, żeby się ogrzać. Wiesz jak dziś zimno na dworze?
- Nooo… - Laura zdawała się powoli przekonywać do propozycji Rossa.
- Nie wpuszczaj go! – zawołały jednocześnie  Raini i Rydel wychylając głowy z pokoju.
- DO SALONU!! – ryknęła na nie brunetka, więc obie nastolatki potulnie spełniły jej rozkaz.
Ross starał się zachować powagę, ale przychodziło mu to z niemałym trudem.
- A ty z czego się śmiejesz, co?  - spytała go podejrzliwie Laura.
- A z tego, że… po prostu nie możesz mi się oprzeć – odparł zadowolony blondyn.
- Tak, tak. Wmawiaj to sobie, kochanie  - nastolatka uchyliła nieco szerzej drzwi – To wchodzisz?
- Skoro zapraszasz – mrugnął do niej chłopak i wszedł do środka.
- Lauraaaaaa przecież się umawiałyśmy, nie zapraszamy facetów. A już na pewno nie mojego irytującego braciszka – jęczała Rydel.
- Spoko siostra, dla was też się znajdzie towarzystwo  - uśmiechnął się tajemniczo Ross – O, a gdzie Alex?
- Musiała wyjść, nagły wypadek z Charliem – poinformowała go Raini.
- Ahaa – odparł powoli chłopak – No, w każdym razie. Co robimy?  
- A na co ty się, przepraszam, nastawiasz? Przecież jesteś tu tylko parę minut, a potem spadasz do domu – zauważyła Rydel zajadając się chipsami paprykowymi. 
- Dobra dobra, ale „parę minut” jeszcze nie minęło, prawda? Poza tym, nie poznaję cię – ty jesz chipsy?!
Ryd zastygła ze słoną przekąską w jednej, a z paczką w drugiej ręce.
- Okazyjnie – wzruszyła ramionami i z żalem odstawiła chipsy na miejsce.
Pięć minut później powtórnie odezwał się dzwonek do drzwi.
- Kogo znowu niesie? – jęczała Raini.
- Nie wiem, nie wiem. Trzeba sprawdzić – odparł Ross ukrywając uśmiech.
Laura z ociąganiem podeszła do drzwi wejściowych i pociągnęła za klamkę.
- A wy co tu robicie?!  - krzyknęła widząc przed sobą dwóch chłopców.    



W tym samym czasie Alex wciąż przebywała z Charliem w szpitalu. Znaleźli ustronne miejsce do rozmowy – małe pomieszczenie na końcu korytarza. Wpuścił ich tam lekarz, który poinformował chłopca o śmierci babci. Alex milcząc skierowała pytający wzrok na szatyna.
Charlie nabrał powietrza w płuca i zaczął opowiadać.
- Pewnie zaczniesz mnie nienawidzić, przestaniesz się do mnie odzywać… Bo to, co się zdarzyło…to wszystko moja wina. Zaczęło się od telefonu twojej przyjaciółki.
- Jennifer?!  - zawołała Alex.
- Tak. To moja daleka kuzynka. Wiedziała, w którym hotelu mieszkasz, po co przyjechałaś i kogo poznałaś. Była zazdrosna. Skontaktowała się ze mną i poleciła mi, żebym się z tobą zapoznał. Później dała mi twój numer, żebym mógł znów się z tobą spotkać. A wszystko po to, żebym cię w sobie rozkochał i odciągnął od Rossa…
Alex gwałtownie wstała.
- Czyli to wszystko było jednym wielkim kłamstwem?! Te spotkania, te pocałunki, te rozmowy? Nie, nie wierzę ci!
- Proszę, wysłuchaj mnie do końca! Próbowałem, ale mi nie szło. Cały czas utrzymywałaś ten swój pieprzony dystans, nie umiałem się do ciebie zbliżyć. Wtedy usłyszałem, że zbliżają się twoje urodziny. Stwierdziłem, że to świetna okazja, by wrobić Rossa. Wszystko uzgodniłem z Jennifer. To ja pozwoliłem Pixie zniszczyć prezent, to ja poluzowałem śrubki w napisie i w odpowiednim momencie pociągnąłem za sznurek, żeby baner spadł na ciebie. I wreszcie to ja zniszczyłem tort. Rozumiesz już, dlaczego nie zasługuję na twoją pomoc.
Alex milczała. Wciąż nie mogło do niej dotrzeć, że przez tyle czasu obrażała się na Rossa, chociaż to nie on był winny całemu zdarzeniu.
- Wiesz, dlaczego mówię ci to wszystko? – kontynuował Charlie – Bo wreszcie uświadomiłem sobie, jaką krzywdę ci zrobiłem. I dopiero dziś dotarło do mnie, że niepotrzebnie udawałem. Bo po co udawać, że się kogoś kocha, skoro to najszczersza prawda?
- Przykro mi ale… trudno w to wszystko uwierzyć – odparła po chwili milczenia dziewczyna.
- Rozumiem cię – uśmiechnął się kwaśno szatyn -  W ogóle dziwię się, czemu mi jeszcze nie przywaliłaś w twarz.
  - Bo ci współczuję – westchnęła Alex.
- Więc może to jest właśnie powód, żeby mi uwierzyć? – spytał z nadzieją chłopiec – Bo zostałem sam na świecie. Sam ze swoimi błędami i kłamstwami. Wydaje mi się, że jedyną prawdą jest tylko moje uczucie.
- Charlie, potrafisz pięknie mówić. Ale skąd mam wiedzieć, czy te twoje gwarancje są słuszne? Już raz się zawiodłam, nie chcę znów przechodzić przez to samo.
-  Tylko ty mi zostałaś na świecie, pamiętasz? Bo co mi po zazdrosnej kuzynce…
- Jennifer? – prychnęła Alex – Nigdy by mi czegoś takiego nie zrobiła. Przyjaźnię się z nią od dziecka.
- Tak? Więc dlaczego nie odzywała się do ciebie przez parę miesięcy? Czy tak postępuje prawdziwa przyjaciółka?  - pytał Charlie.

Znów zapadła pomiędzy nimi kłopotliwa cisza. W końcu ich spojrzenia spotkały się. Nieświadomie zaczęli się do siebie przysuwać. Twarze zbliżały się do siebie coraz bardziej i bardziej… Szatyn delikatnie pogłaskał policzek Alex. Zamknęła oczy…
- Nie – wyszeptała i zdjęła z twarzy rękę Charlie’go - Nie mogę.
- Dlaczego? – zasmucił się nastolatek.
- Daj mi czas, muszę to wszystko przemyśleć. Dobrze?
- Jasne – odparł uśmiechając się sztywno.   
    
- Ell! Calum!  - zawołał Ross przybijając piątki kolegom.
- No niee, przyszła jedna małpa to musiały się przywlec jeszcze dwie – westchnęła Raini.
- Sorry, ale to impreza zamknięta. Wypad! – zawołała Laura zamykając przed chłopcami drzwi. Ratliff w porę jednak zablokował je butem.
- Zaraz zaraz. Rossa to wpuściłyście, a nas to już nie? Ładnie to tak?
-  Skoro już musieliście przyjść, to gdzie reszta mojego wspaniałego rodzeństwa? – spytała Rydel.
- Rocky u kolegi, Riker choruje w domu, a Ryland to śmierdzący leń – pospieszył z wyjaśnieniami blondyn.
- Ale akurat Ell mógł przyjść… - odparła powoli Ryd.
- Tak jakoś wyszło – Ross puścił jej oczko i skierował się do salonu.
- Oo, widzę, że ktoś tu grał w „pytanie czy wyzwanie” – ucieszył się Calum widząc pustą butelkę po coli pełniącą rolę wskaźnika.
- Proponuję kontynuację tej gry – zabrał głos Ellington.
- Zgadzam się. Tylko zmieńmy trochę zasady – dodał Ross nie zważając na błagalne spojrzenia siostry -  podzielimy się w pary. Ja będę z Laurą, Raini z Calumem a Rydel z Ratliffem. Może tak być?
- Eej to nie uczciwe! Laura to twoja dziewczyna, więc wam to i tak nie zrobi różnicy – prychnęła Raini.
- Właśnie na tym polega cała zabawa – zachichotał blondyn.
- Dobra, proszę państwa, nie ociągamy się. Raz raz!  - zaklaskała w dłonie Laura – Dobieramy się w pary i zaczynamy!
                                                                              ***
Przepraszam, ze dodaję dopiero teraz, ale przez dwa dni chorowałam. złapałam jakiegoś wrednego wirusa i miałam gorączkę :/ ale teraz lepiej, dlatego podgoniłam to, co miałam napisane i dodaję dzisiaj :)
ogólnie średnio mi się podoba, taki długi i bezsensowny. no ale mam nadzieję, że Wam się spodoba. 
a teraz piosenka którą uwielbiam ( jej fragment zamieściłam też w tytule) <3
pozdrawiam serdecznie i życzę szalonego Slywestra! ;)

zapraszam też na bloga Weroniki :)
http://austin-story-ally.blogspot.com/
~`BabyBlue



sobota, 22 grudnia 2012

"Sorry, but I'll tell you a sad story..."


                                                                    ***
Zbliżała się północ, nasza bohaterka leżała już w łóżku, wspominając miniony wieczór.

„Co za chałowe urodziny” – myślała Alex wpatrując się w sufit. Nie wierzyła, że to, co się wydarzyło było, tak jak to mówił Ross,  tylko nieszczęśliwym wypadkiem. W końcu przed przyjęciem nieźle się ze sobą  pokłócili… A  jeśli to nie przez niego została prawie zgnieciona przez ogromny baner, to niby kto zawinił? Laura? Raini? Calum? Nikogo z rodzeństwa Rossa nie podejrzewała, bo dotychczas nie miała z nimi nawet drobnej sprzeczki. Charlie też raczej nie mógł tego zrobić, bo… on jest inny. Nie zepsułby jej urodzin, nie miałby powodu. O! Chyba właśnie dzwoni. Jak to on, zupełnie niespodziewanie i to o późnej porze.
Alex złapała za komórkę i rzuciła zmęczonym głosem:
- Hallo?
- Cześć, jak tam? – odezwał się Charlie.
- Beznadziejnie.
-  Wiem, trochę głupio wyszło.
- Głupio? Mało powiedziane! Już mogłam przeżyć fakt, że mój prezent został obsikany przez psa. Zniosłam nawet to, że przez ten cholerny baner strasznie boli mnie stopa. Ale nie, Ross musiał jeszcze spieprzyć sprawę z tortem. To już lekka przesada, nie sądzisz? – wybuchła Alex.
- No cóż, chłopak miał zły dzień…  - stwierdził ostrożnie szatyn.
- Ale z nim to tak zawsze, rozumiesz? Najpierw coś schrzani, przeprasza, a potem znów to samo.
- Nie przejmuj się, masz jeszcze mnie. Zawsze do usług – zaśmiał się Charlie.
- Wiem, przynajmniej na ciebie mogę zawsze liczyć – uśmiechnęła się Alex – Jesteś kochany.
- Dzięki. Przez grzeczność nie zaprzeczę.
- Wiedziałam, że to powiesz!
- A widzisz, jak się okazuje nie tylko ja umiem czytać w myślach.   
- A umiesz?  - droczyła się Alex.
- No jasne, że tak – stwierdził chłopak.
- To o czym teraz myślę?
- Raczej o kim, moja droga. Oczywiście o mnie - odrzekł z pewnością w głosie Charlie.  
- Hmm. Powiedzmy, że zgadłeś.
- No to miłych snów, skarbie…. o mnie.
- Miłych snów – zaśmiała się Alex – I..EJ! Jaki znów skarbie?! – rzuciła jeszcze, ale Charlie już zdążył się rozłączyć.
- Eh, co za głupol – stwierdziła dziewczyna i cicho chichocząc rzuciła się na poduszki.

* tydzień później*

- Jak tam sobie radzisz, córeczko?
- Wszystko okej, jestem grzeczna i dobrze się uczę  - powtórzyła  po raz setny Alex. Rodzice dzwonili tylko dwa razy w tygodniu, by nie wydać na dużo pieniędzy na połączenia, ale zazwyczaj tak długo im schodziło na rozmowie z córką, że koszty wyszłyby takie same, jakby dzwonili codziennie.
- A doszedł do ciebie prezent? – spytała Polie.
- Jeszcze nie, ale chyba niedługo powinien przyjść.
- Właściwie to już powinien być – tata Alex wyrwał słuchawkę z rąk żony -  Wysłaliśmy go dokładnie w dniu twoich urodzin. Pewnie znów są jakieś opóźnienia.
- Spokojnie, tato. Nawet jeśli mają jakieś problemy na poczcie, prędzej czy później prezent do mnie dotrze – uspokoiła go Alex – A jak tam u was? Czy nie dzwoniła Jennifer?
- Nie, niestety nie, córeczko. Nadal się nie odzywała.
- Hmm to szkoda. Dzwoniłam do niej z tysiąc razy i nie odbiera. Martwię się.
- Na pewno niedługo zadzwoni, chociażby po to, żeby ci złożyć spóźnione życzenia – stwierdził John – Czy robiłaś imprezę urodzinową?
- Eh tak, przyjaciele zrobili mi małe przyjęcie-niespodziankę – westchnęła dziewczyna.
- A czemu tak posmutniałaś, co? – zmartwiła się Polie, która w końcu odzyskała słuchawkę.
- Bo impreza niezbyt się udała. Z resztą nieważne, długo by opowiadać.
- Ale..
- Muszę już kończyć – przerwała rodzicom Alex – mam zadaną masę zadań z angielskiego i to na jutro. Nieźle nas męczą na tych zajęciach.
Rozłączyła się i położyła komórkę na szafce. Nie lubiła kłamać (bo pracę domową już dawno odrobiła), ale tym razem musiała to zrobić. Inaczej rodzice zamęczyliby ją pytaniami o nieudane przyjęcie. A Alex nie chciała kolejny raz opowiadać tej koszmarnej historii. Na szczęście noga przestała już boleć, nie miała też problemów z dogadaniem się z przyjaciółmi. Tylko Ross… znów przestali się do siebie odzywać. Widywali się tylko na planie i na zajęciach w StarWork Company. Ta niezdrowa relacja była dla Alex bardzo uciążliwa i powoli miała dość pracowania w jednym pomieszczeniu z obrażonym blondynem. Na szczęście humor poprawiały jej Laura, Rydel i Raini. Często się spotykały na „babskie ploteczki”, co bardzo je do siebie zbliżyło.
W tej chwili właśnie, wszystkie cztery przebywały w pięknym domu Laury. Zajadając się chipsami, oglądały jakiś nudny film.
- Błaaaagam, wyłączmy ten chłam, bo już nie mogę – jęczała Alex.
-  Co, czyżbyś nie lubiła romansów?  - spytała z zaciekawieniem Raini.
- Hmm, powiedzmy, że nie jestem w nastroju na kiepskie opowiastki o miłości – odparła zgryźliwie nastolatka.
- A właśnie, skoro już mówimy o miłości… Co u Charlie’go? – rzuciła Rydel unosząc znacząco brwi.
Alex zaczerwieniła się.
- Skąd to pytanie? Przecież my nie jesteśmy razem.
- Aha! Od razu się domyśliłaś, o co mi chodzi. Czyli coś jednak jest na rzeczy – zaśmiała się siostra Rossa.
- Właśnie właśnie, nie wykręcaj się, kochana – poparła ją Laura.
- Słuchajcie, naprawdę. Nie wiem o czym mówicie. Charlie i ja jesteśmy TYLKO przyjaciółmi – tłumaczyła im Alex.
- Jasne jaaasne. To z kim tak wczoraj gadałaś przez telefon?  I z kim SMS-owałaś przez całe sobotnie popołudnie? I wreszcie – kto po ciebie przyszedł pięć razy w poprzednim tygodniu tylko po to, żeby wyciągnąć cię na spacer?  - bombardowały ją pytaniami przyjaciółki.
- No już dobra. Przyznaję, lubię go. Nawet bardzo. ZADOWOLONE?
-  Tak! – Laura, Raini i Rydel przybiły sobie piątki – w końcu się przyznała!
Alex spojrzała na nie z politowaniem i pokręciła głową.

Tymczasem Charlie właśnie wracał z wizyty u kolegi. Kierował swoje kroki do szpitala, by dowiedzieć się, jak się czuje babcia. Ostatnio było z nią coraz lepiej, więc chłopak żył nadzieją, że niedługo wszystko wróci do normy. Długo musiał czekać na poprawę zdrowia babci. Była bardzo schorowana, więc jej pobyt w szpitalu znacznie się przedłużył. Charlie musiał radzić sobie sam – gotował, sprzątał, zajmował się kotem babci, Fredem i  pielęgnował mały, śliczny ogródek. Szło mu to z niemałym trudem, ale dawał sobie radę. W razie czego zawsze mógł liczyć na pomoc życzliwych sąsiadów. Bowiem Charlie miał niezwykły dar zjednywania sobie ludzi. Bardzo łatwo nawiązywał kontakty i zyskiwał nowych przyjaciół. Dzięki temu nigdy nie czuł się samotny, mimo nieobecności babci.

Właśnie kierował się na salę, gdzie leżała chora. Drogę zagrodził mu wysoki, poważnie wyglądający lekarz.
- Pan Charlie Smith?
- Tak, a o co chodzi? – spytał niepewnie chłopak.
- Wnuczek pani Smith, z domu Herstwish?  -  badał dalej mężczyzna.
- Yyy, tak. Czy mogę przejść? Byłem umówiony. - niecierpliwił się  Charlie.
- Czy mógłbyś mi podać numer telefonu rodziców, lub kogoś z twojej rodziny? – nie ustępował lekarz.
- Przepraszam, ale o co panu chodzi? Ja nie mam rodziców, zginęli w wypadku, kiedy miałem dwa lata. Wychowuje mnie babcia i właśnie usiłuję wejść na jej salę.
- Obawiam się, że to nie będzie możliwe – odparł poważnie lekarz.
- Dlaczego?  - zaniepokoił się Charlie – Proszę mnie wpuścić, chcę ją zobaczyć.   
- Nie sądzę, by to był dobry pomysł. Trzeba się uspokoić, ochłonąć.
-  Co z nią? Co z moją babcią?!
- Była bardzo dzielną kobietą.
- Jak to BYŁA? Przecież.. – urwał widząc smutne oczy lekarza.
- Bardzo mi przykro…Pani Herstwish  zmarła dwie godziny temu...

                                                                       ***
trochę smutny rozdział. i to zakończony w średnio fajnym momencie, ale może jeszcze zdążę przed Wiligią dodać inny, weselszy ;) 

mam nadzieję mimo wszystko, ze przypadnie Wam do gustu. miłego czytania i...  Wesołych Świąt ;)

gorąco polecam bloga naszej utalentowanej Weroniki :
http://www.austin-story-ally.blogspot.com/    wchodźcie, bo warto:)

 ~`BabyBlue

Pam para paaaam!

 WYNIKI KONKURSU :)
wzięły w nim udział tylko dwie osoby, co mnie trochę smuci, no, ale. ;)
Ogłaszam wszem i wobec, że dwa pierwsze miejsca zajęły...





















WERONIKA CZURYSZKIEWICZ ORAZ MEGAN!!!

gratuluję dziewczyny :)

Weronice już obiecałam polecanie jej bloga i gify. A co by chciała dostać Megan? (pytam, ponieważ nie mam pojęcia, jakie nagrody mogę Wam zafundować ) :D

a dziś rozdział, więc bądźcie czujni
^^ Wesołych Świąt wszystkim !!
~`BabyBlue







sobota, 15 grudnia 2012

"I'm not a bad guy!"


                                                                 ***

- To… to dla mnie?! To wszystko dla mnie?! – krzyczała radośnie Alex, rozglądając się dookoła. 
Przyjaciele triumfując przybijali sobie  piątki i wymieniali porozumiewawcze spojrzenia.
- Tak, kochana. W końcu dziś są twoje urodziny – uśmiechnęła się Raini.
- Hhhej, Alex – Ross niepewnie podszedł do dziewczyny.
- No hej. Miło, że przyszedłeś. W ogóle świetnie, że wszyscy tu jesteśmy – zaśmiała się nastolatka.
- To może przejdziemy do prezentów? Dam głowę, że już nie możesz wytrzymać, żeby się dowiedzieć, co dostałaś – wyszczerzył zęby Calum.   
- To chyba twój pierwszy dobry pomysł, rudzielcu. Robisz postępy – docięła mu Raini.
 - Dobra dobra, nie gadajmy tyle, solenizantka czeka na prezenty – niecierpliwiła się Laura.
Wszyscy ustawili się w kolejce do Alex, trzymając w rękach upominki.
- Kochanie, życzę ci wszystkiego, co najlepsze – uśmiechnęła się Rydel wręczając nastolatce sporych rozmiarów prezent.
Alex ciekawie zajrzała do torby – Oh! Jakie piękne!
Rydel kupiła jej parę eleganckich, czarnych szpilek z delikatnymi kryształkami, przenośne mini radio, parę różowo-niebieskich słuchawek  oraz ogromną paczkę  z cukierkami.
- Rydel, jesteś wspaniała, nie wiem, co powiedzieć! – wołała Alex z oczarowaniem przyglądając się prezentom.
Po blondynce przyszedł czas na resztę rodzeństwa Rossa, scenarzystów i zaprzyjaźnionych pracowników Star Work Company.  Dostała od nich m.in. fioletową bluzę z napisem „Hug giver”, maskotkę króliczka, dwie książki, płytę R5 ze świątecznym wydaniem, gruby album zapełniony ich wspólnymi zdjęciami i  tonę słodyczy.
Na samym końcu kolejki stał Ross.
- Proszę. Chciałem cię bardzo przeprosić, że…znów zachowałem się jak idiota – powiedział blondyn, wręczając dziewczynie żółtą torbę.
- Oh, nic się nie…zaraz – Alex przysunęła do twarzy torbę i zmarszczyła nos – co tak… osobliwie pachnie?
- O czym ty mówisz? – stropił się Ross.  
- Powąchaj – przysunęła torbę tuż pod jego nos.
- Uh! Zupełnie jak….o nieeeee. PIXIE! Ty podła  małpo!!  Gdzie ona jest?!
- Czemu się tak drzesz? – spytała zdezorientowana Raini.
- Pixie obsikała mój prezent!
- Hola hola, przesadzasz. To grzeczny piesek, nigdy by czegoś takiego nie zrobiła – dodała Laura, kręcąc głową.
Ross bez słowa podał brunetce żółtą torbę.
- Fuuuuj! Zabierz to ode mnie!  - zawołała ze wstrętem, poczuwszy niemiłą woń.  
- A nie wierzyłaś!  - prawił jej wyrzuty blondyn.
- Ale dlaczego to zrobiła? – zastanawiał się Calum – Robi tak tylko, kiedy się bardzo stresuje, albo…
- Kiedy nie zostaje wyprowadzona na spacer – dokończyła Raini. Wszyscy momentalnie spojrzeli się na Rossa.
- No o co wam chodzi? – zapytał ze dziwieniem.
- Dzisiaj była twoja kolej wyprowadzania Pixie, dobrze o tym wiesz. – zauważyła Laura, krzyżując ręce.
- Aha, czyli to wszystko moja wina? Przecież nie zrobiłem tego specjalnie, po prostu wyleciało mi z głowy!
- Spokojnie, ludzie, przecież nic się nie stało. To tylko małe nieporozumienie. Nie kłóćmy się. – próbowała załagodzić spór Alex.
- W sumie to nie musi być wina Rossa, przecież Pixie nie jest, bez obrazy oczywiście, na tyle mądra, żeby wleźć akurat do jego prezentu i na niego nasikać – wtrącił się Rocky.
- Skoro to nie Ross zawinił, to kto? – zastanawiała się Raini.
- Ej, a właściwie gdzie jest Charlie? – spytała się Alex, rozglądając się po pomieszczeniu.
 Przeszła parę kroków, stając pod makietą Sonic Boom. W tym momencie spadła na nią olbrzymia płachta z napisem „ Wszystkiego najlepszego, Alex!”. Była na tyle ciężka, że zwaliła dziewczynę z nóg.
- Boże, pomóżcie jej! – wrzasnęła Laura, rzucając się w stronę przyjaciółki. Po chwili z pomocą Rikera i Rockiego Alex stanęła na nogi.
- No jak? Możesz chodzić?  - spytała Rydel przyglądając się badawczo nastolatce.
Alex wyprostowała się, spróbowała zrobić parę kroków, ale nogi się pod nią ugięły  i znów wylądowała na podłodze.
- Ałaaaaa – syknęła z bólu, łapiąc się za stopę – chyba zwichnęłam kostkę.
- Proszę, przyniosłem trochę lodu. Przyłóż sobie – odezwał się ni stąd, ni zowąd Charlie.
- A co ty tu robisz? Gdzie się podziewałeś? – krzyknęła Laura.
Chłopak wzruszył ramionami.
- Byłem tu z wami przez cały czas.
- Nie przypominam sobie, żebyś składał mi życzenia – stwierdziła Alex, przykładając sobie lód do obolałej stopy.  
 - O, czyli już wręczaliście prezenty solenizantce? Niestety, nie było mnie przy tym. Słyszałem, że kupiono za mało napojów, więc pomyślałem, że dokupię parę butelek w supermarkecie. Niestety, był już zamknięty, więc nic nie załatwiłem – skłamał gładko Charlie.   
 - Hmm zastanawia się, kto tak nieumiejętnie przymocował tę płachtę – Rocky z uwagą przyglądał się rozdartemu banerowi.
- Ross chyba ma dziś zły dzień   - odparła ironicznie Raini – bo to on miał zająć się napisem.
- Przysięgam, że przymocowałem go, jak należy!  - wołał Ross oburzony faktem, że przyjaciółka posądza go coś tak nieodpowiedzialnego.
- Może chociaż tort jest cały, co? – pytała Laura – Miałeś go przywieźć swoim samochodem.
-  Oczywiście, że jest cały. Jechałem bardzo ostrożnie. A jeśli mi nie wierzysz, możemy to  sprawdzić. Chodźmy do spiżarni.
Wszyscy zebrani, łącznie z Alex, wspartą na ramionach Ratliffa i Rikera, udali się do wskazanego przez Rossa miejsca. Na stole stał wysoki karton, w którym znajdowało się pyszne ciasto czekoladowo-truskawkowe  - arcydzieło Stormie.
Blondyn ostrożnie uchylił klapy kartonu i zdjął folię okrywającą tort. Widok przeraził wszystkich – wypiek był w opłakanym stanie. Krem, który wcześniej układał się w ładne serduszka i kolorowy napis, teraz rozjeżdżał się na wszystkie strony. Nadzienie wypłynęło za zewnątrz, a czekoladowa figurka królewny umieszczona na samej górze ciasta była całkowicie zgnieciona.  
- Boże! Ross, coś ty narobił?! – krzyczeli zebrani.
- Cholera jasna, coś musiało go przygnieść w moim bagażniku – chłopak złapał się za głowę - No ale przecież niczego oprócz tortu nie wiozłem!  
- Wiesz co , daruj już sobie te tłumaczenia. Zepsułeś urodziny Alex – mruknął Rocky.
- Tak. Najpierw zapomniałeś wziąć Pixie na spacer, potem  Alex mało co nie została zabita przez płachtę, którą źle przymocowałeś. A na sam koniec spaprałeś sprawę z tortem. No tylko pogratulować zręczności! -  złościła się Jessy.
Ross załamał ręce.
- Nie rozumiem, jak mogło do tego wszystkiego dojść, ale to naprawdę nie moja wina! Chciał..
- Tak, wiem. Chciałeś dobrze. Tylko widzisz, jakimś sposobem twoje „chciałem dobrze” zawsze kończy się katastrofą. – przerwała mu Alex posyłając mu spojrzenie pełne rozczarowania.
-  Dobrze, proszę bardzo, znienawidźcie mnie, przestańcie się do mnie odzywać. Mam to gdzieś, skoro nawet przyjaciele mi nie wierzą – warknął Ross i wbiegł ze spiżarni.
- Hmm, wygląda na to, że impreza odwołana – zauważył z przygnębieniem Calum.
- Taaak. Chodźmy już spać, najlepiej zapomnijmy o dzisiejszym dniu, dobra? – spytała przyjaciół Raini.
Alex jeszcze  raz podziękowała za prezenty i życzenia. Wkrótce potem wszyscy w zepsutych nastrojach rozeszli się do domów.

Prawie wszyscy. Charlie pogwizdując, przechadzał się pustym korytarzem. Po głowie krążyła mu tylko jedna radosna myśl: „Udało się, udało się!” . 
Triumfując, wspominał dzisiejszy dzień. Kiedy patrzył z ukrycia na reakcję Alex na prezent, który dostała od Rossa, z trudem powstrzymał się od wybuchnięcia śmiechem. A już zwłaszcza podobał mu się numer z płachtą. Szkoda tylko Alex, bo teraz chyba nieźle ją boli ta kostka. I pomyśleć, że wrobienie Rossa było tak dziecinnie proste! Wystarczyło tylko odkręcić jedną, dwie śrubki, przymocować do napisu linkę i w odpowiednim momencie mocno pociągnąć. Jeszcze łatwiej poszło z tortem. Musiał pójść do spiżarni jeszcze parę minut przed imprezą. Oczywiście trochę się bał, że zostanie przyłapany na majstrowaniu przy cieście, ale na szczęście jego obawy nie sprawdziły się – wszystko poszło jak z płatka. Teraz pozostaje tylko zadzwonić. Wciągnął komórkę z kieszeni i  wybrał numer.
- No cześć kuzynko. Tak, wszystko poszło zgodnie z planem – rzekł do słuchawki Charlie i uśmiechnął się zwycięsko.    

 ***
Uff nawet nie wiecie jak ciężko mi było napisać ten rozdział :p aż mnie głowa rozbolała, bo cały dzień dziś na komputerze siedzę. ale napisałam, bo nie chciałam zawieść Weroniki, której obiecałam, że dziś dodam.  

wiem, że nienawidzicie Charliego ( po tym rozdzale pewnie nawet jeszcze  bardziej) 
ale obiecuję, że wszystko niedługo się wyjaśni ;) 
Proszę o dużo komentarzy, i dziękuję, za te, które już się pojawiły  :)
i zachęcam do udzaiłu w konkursie, pytania naprawdę nie są trudne
~`BabyBlue :)



piątek, 14 grudnia 2012

Czas na KONKUS! :)


Zadam na rozgrzewkę parę krótkich, prostych pytań dotyczących R5, bądź serialu Austin i Ally: 

1)      Kto jest najstarszy z zespołu R5, a kto najmłodszy? Podaj imiona i daty urodzenia.

2)      W którym odcinku Ally powiedziała do Austina „Kocham cię, kocham cię, kocham cię”?
A. Tickets&Trashbags              B. Secrets&Songbooks       C. Diners&Daters

3)   Podaj ulubione kolory człownków zespołu R5.

4)   Kto w odcinku Rockers&Writers powiedział te słowa: - „Szybciej! Szybciej! Wooolnieeej. Szybciej! Szybciej!” ?

5)  Mam długie, blond włosy. Uwielbiam ubierać się na różowo, często zakładam też skórzane kurtki lub  czarne kozaki. Gdybym tylko mogła mieć zwierzaka, byłby to kot, ponieważ ubóstwiam Hello Kitty J  - o kim mowa?
6) W którym odcinku Austin poznaje uroczą kelnerkę, w której od razu się zakochuje?

noo. proste, prawda? ;) niestety, za te pytania nie można dostać nagrody, to była tylko taka forma „treningu” :p
ale teraz zadam dziesięć pytań dotyczących mojego bloga ( sprawdzę, kto uważnie czyta ;)) 3 osoby, które najszybciej odpowiedzą, zostaną nagrodzoneJ
1)      Jak doszło do spotkania Alex i Rossa?
2)      Co łączyło kiedyś Rossa i Laurę i jak doszło do ich rozstania?
3)      Jak miała na imię mama Alex?

4) „- Ale przyznaj.. Mam w sobie to coś.
 - To coś niewyobrażalnie irytującego? O tak.
- Naprawdę tak uważasz?
- Nie. Jesteś strasznie kochany, wiesz?
- NO. I to chciałem usłyszeć!”     <------- pomiędzy kim toczy się podany dialog?
5) Podaj imię przyjaciółki Alex mieszkającej w Wielkiej Brytanii.
6) Napisz pełne imiona i nazwisko Charlie’go. Gdzie Alex zobaczyła go po raz pierwszy?
7)  W którym rozdziale pojawiło się rodzeństwo Rossa?
8)  Podaj nazwę budynku, w którym kręcone są odcinki Austina i Ally ( tego fikcyjnego, nie prawdziwego ;))
9)  Kiedy Alex wróciła z kolacji, znalazła przyczepioną do drzwi karteczkę. Kto był autorem liściku i o co prosił Alex?
10) Jak myślisz – w kim zakochany jest Charlie? Komu podoba się Laura? W kim zauroczyła się Rydel? Kto jest miłością Rossa?

Odpowiedzi przysyłajcie mi  na mail (tylko się nie śmiejcie ) trolek07@gmail.com albo na Twitterze na @luv_chinchillin  do 21 grudnia. Kompletnie nie mam pomysłu, jakie mogę Wam dać nagrody, więc to do Was będzie należała decyzja, co chcecie dostać (będę się bawiła w Świętego Mikołaja hehe).
jeszcze jedno, bardzo Was proszę, żebyście pod swoimi odpowiedziami dały króciutką opinię na temat mojego bloga (co Wam się podoba, co byście zmieniły, jakie macie pomysły co do ciągu dalszego itp.) . to nie musi być wypracowanie na pięć stron, po prostu dwa, trzy zdania :) z góry dzięki!  
Mam nadzieję, ze chociaż parę osób przystąpi do konkursu ^^
 a teraz trochę gifów. genialne są :D 
   














 hahah, mam zaciesz jak patrzę na tych wariatów :D  
czekam na Wasze odpowiedzi !
~`BabyBlue