Łączna liczba wyświetleń

wtorek, 20 listopada 2012

MINI suplement :)





Tak jak obiecywałam w końcu dodaję mały bonus :p
zacznijmy od wszystkich nieścisłości w moim opowiadaniu (a jest ich parę)

1)     przede wszystkim pogubiłam się trochę w czasie. Kiedy Alex poznała Rossa, został jej tydzień do wyjazdu do Londynu. A wszystkie opisane wydarzenia (wypadek, szpital) trwały najwyżej 5 dni. Ale to może dlatego, że bardziej skupiłam się na bohaterach, niż na czasie akcji. ;)
2)     Stan Laury był dosyć poważny – miała złamane żebra  i zapadła w śpiączkę. Trudno więc wyobrazić sobie, że czuła się na tyle świetnie, by po paru dniach wyjść ze szpitala. to dosyć spory błąd merytoryczny, za który przepraszam. nie chciałam po prostu na bardzo przedłużać ich pobytu w szpitalu, dlatego Laura „cudownie ozdrowiała” :D 
3)     niestety, w opowiadaniu często pojawiały się te same motywy (Charlie zachowaniem trochę przypomina Rossa, a Laura – Alex. niektóre dialogi pomiędzy bohaterami są identyczne). Czasem też nie umiałam zastąpić danego wyrazu dobrym synonimem. Na przykład dla Alex miałam tylko określenie „dziewczyna”, a dla Rossa - „blondyn” „chłopak”, „chłopiec” itp.


Teraz trochę ciekawostek i sprostowań :]
1)     Charlie – wybrałam to imię, bo bardzo podoba mi się piosenka Ani Dąbrowskiej o tym samym tytule. Sam Charlie wyglądem i zachowaniem przypomina mojego kolegę ze szkoły. (a on nawet nie wie, że występuje w tym opowiadaniu) :D
2)     Alex  - nigdy dokładnie nie opisywałam jej wyglądu, ale przypomina mnie. Szczupła, włosy ciemny blond. Tylko kolor oczu mamy inny. Ja mam niebieskie, ona – brązowe.
      Z charakteru też jesteśmy podobne – Alex jest tak samo jak ja złośliwa, wybuchowa i         czasem trochę dziwna ^^
3)     Napisałam, że Austin&Ally kręcony jest w Miami w budynku StarWork Company. Zmyśliłam ten adres, bo  wtedy jeszcze nie wiedziałam, że w rzeczywistości serial filmują w Los Angeles w Kalifornii. to dokładnie ten budynek:
4)      Przyjaciółka Laury, Daphne, jest postacią fikcyjną
5)     Laura nie chodziła z Rossem do jednej szkoły. Właściwie Ross w ogóle nie chodził do szkoły – miał i nadal ma nauczanie indywidualne. Mieszkał razem z rodziną przez parę lat w Colorado, potem się przeprowadzili do Los Angeles.
6)     Ross i Laura NIGDY NIE chodzili ze sobą. Połączyłam ich na potrzebę opowiadania. ale… kto wie czy nie będą razem w prawdziwym życiu, wszystko przed nami ;)
7)     Starsza siostra Laury – Vanessa to postać prawdziwa. także zajmuje się aktorstwem, gra w serialu Without a Trace.
8)     Jaki był główny powód do napisania opowiadania? Hmm, zauważyłam, że mało jest blogów poświęconych serialowi bądź Rossowi. Dziewczyny głównie piszą fun fiction o One Direction albo o Justinie…. Chciałam coś zmienić i zaczęłam pisać J
9)     Czasem zdarzy się jakaś fajna sytuacja, która mnie zainspiruje do napisania kolejnego rozdziału. Również fragmenty niektórych rozmów ze szkoły są wplecione w fabułę ;) 
10)  Bloga mam zamiar poprowadzić do końca tego roku. Mam coraz mnie pomysłów.


kilka fotek:













Rozdział dodam w piątek bądź sobotę :)

pozderki!
~`BabyBlue


niedziela, 18 listopada 2012

Brace yourself. The storm is coming...



                                                              ***

Nastał poranek. Słońce pięło się po niebie coraz wyżej i wyżej. Przez okno pomieszczenia wpadał wąziutki strumień światła, który brutalnie zakuł w oczy śpiącą Alex. Przewróciła się na plecy i ziewnęła przeciągle. Powoli otworzyła oczy i spojrzała w sufit. A więc nastał już ten sądny dzień. Ciekawe, kiedy przyjadą jej rodzice. Zapowiadali, że pojawią się w szpitalu z samego rana. Która to może być godzina? Dziewiąta? Dziewczyna uniosła się z posłania, by poszukać telefonu ukrytego w szufladzie. Wstała i leniwie podeszła do nocnej szafeczki...
- Szukasz komórki? – Alex krzyknęła ze strachu i obejrzała się. W otwartych drzwiach stał nie kto inny jak Charlie!
- O Jezus Chrystus, Charlie!! Co ty tu robisz?!
- Odwiedzam cię, nie widać?
- Przestraszyłeś mnie!
- No widzę, niezły tchórz z ciebie.
- Nieprawda – nagle Alex uprzytomniła sobie, że miała na sobie tylko skąpą piżamkę składającą się z kusej bluzeczki  w miśki i różowych majtek. Spodnie zdjęła wczoraj w nocy, bo było jej za gorąco. Czerwieniąc się, natychmiast wskoczyła pod pierzynę.
- Coś się stało? – spytał chłopak, a zaraz potem wybuchł gromkim śmiechem.
- Coś cię bawi? – odpowiedziała pytaniem na pytanie Alex, krzyżując ręce. 
- Hmm, niee, skąd.
- Świetnie. A więc – co tu robisz?
- Już mówiłem, odwiedzam cię – Charlie uśmiechnął się i usiadł na łóżku obok Alex.
-  A konkretnie?
- Nie ma konkretów.
- No nie, czyżby tęsknota?
- Raczej zaspokajanie twoich potrzeb.
- Słucham?!
Charlie złączył ręce i wziął głęboki oddech.
-  Pozwól, że ci wszystko wytłumaczę. Przyszedłem do ciebie, bo nie chciałem, żebyś do końca życia wyrzucała sobie, że się ze mną nie pożegnałaś.
- Skąd wiesz, że w ogóle będę się z tobą żegnać?
- A jak myślisz, co powiedzą twoi rodzice, jak im zaproponujesz przedłużenie pobytu?
- Pewnie się nie zgodzą. Będzie awantura – westchnęła Alex.
- No właśnie. A znając ciebie, nie ośmieliłabyś się przyjść do mnie, więc cię wyręczyłem.
- Haha, możesz to powtórzyć? Że niby JA bym się „nie ośmieliła przyjść” do CIEBIE?
- Dokładnie.
- A skąd te głupie wnioski?
- A z tego, że przecież za mną szalejesz.
- Zaraz… CO? Charlie, co ty wygadujesz?
- Cicho!! Chyba ktoś idzie – zawołał chłopak i skoczył w kierunku drzwi. Nie zauważył stojącego przy łóżku plecaka i runął na ziemię, ciągnąc za sobą Alex. Dziewczyna zamachała rękami i spadła na chłopaka.
Do pomieszczenia wszedł Ross
- Alex?! – wybałuszył oczy ze zdziwienia.
Dziewczyna natychmiast zeszła z Charliego i zerwała się na równe nogi.
- Ross! Heeej. Co tam słychać? – spytała jak gdyby nigdy nic, poprawiając fryzurę.
- Emm., jja…to może przyjdę później – jąkał się blondyn patrząc to na nią, to na Charliego.
- Ależ my nic..  – zaczęła dziewczyna, ale Rossa już nie było. Alex spojrzała ze wściekłością na towarzysza.
- Wielkie dzięki, idioto.
- Ale co ja takiego zrobiłem?
- Jeszcze się pytasz? Najpierw robisz u mnie odwiedziny po północy, później męczysz mnie z samego rana. A teraz przez ciebie zbłaźniłam się na oczach Rossa!
- No błagam, nie mów, że jeszcze lecisz na tego blondynka.
- A co ci do tego? To moje życie i będę sobie leciała na kogo chce.
- No akurat przed chwilą to poleciałaś na mnie…
-  Nie łap mnie za słówka, dobrze?
- He, to musiał wyglądać dosyć dwuznacznie. Ja leżałem na podłodze, a ty - na mnie – stwierdził chłopak, nieźle ubawiony.
- Coś taki zadowolony?
- Bo mam pewność, że teraz mnie zapamiętasz.
- Bynajmniej nie mam zamiaru. A jeśli już, to będę miała same koszmarne wspomnienia z tobą.
- Na szczęście to jeszcze da się zmienić – stwierdził chłopak. Zbliżył się do Alex i niespodziewanie pocałował ją prosto w usta. Zszokowana dziewczyna nie zdążyła nawet zareagować- Charlie już zniknął z pola widzenia.


W tym samym czasie Ross wrócił na salę do Laury. Brunetka siedziała na łóżku. W rękach trzymała Ipoda i raz po raz postukiwała obcasami w rytm muzyki dochodzącej ze słuchawek. Zauważywszy Rossa uśmiechnęła się i wyciągnęła słuchawkę z ucha.
- No i? Rozmawiałeś z nią?
- Hmm, jakby to ująć. Chciałem z nią porozmawiać, ale była „zajęta”.
- A co konkretnego robiła? – spytała Laura pakując Ipoda do torebki.
- Leżała na jakimś chłopaku.
Brunetka gwałtownie zerwała się z miejsca.
- CO?
- To, co mówię. Wszedłem. Patrzę-  na podłodze leży chłopak. Na nim – Alex.
- Myślisz, że oni…
-  Nie sądzę. Czy nie są na to za młodzi?
- Ross, nie wiem jak z tym chłopakiem, ale Alex jest tylko o rok młodsza od nas – zauważyła Laura znacząco unosząc brew.
- Nie myślisz chyba, że… - zaczął Ross.
- A dlaczego nie?
- Ale ona go nawet nie zna!
- Czy to był ten sam chłopak, z którym rozmawiała na korytarzu?
- Tak, to on.
- No właśnie, czyli go zna.
- Ale to nie zmienia faktu, że…
- Jest już duża i sama zdecyduje, co dla niej najlepsze? – uśmiechnęła się Laura.
- Eh, że też zawsze musisz mieć ostatnie słowo – westchnął Ross.
- Taka już jestem, skarbie. Ale postaram się to zwalczyć.
- Nie! Nie próbuj nawet!
- Dlaczego? – spytała zaczepnie Laura.
Ross przyciągnął ją do siebie i spojrzał głęboko w jej duże, brązowe oczy.
-  Bo dla mnie jesteś idealna. Nawet jeśli masz jakieś wady. No a przecież ich nie masz, bo jesteś idealna.
- Oj, potrafisz powiedzieć komplement dziewczynie – zaśmiała się brunetka i pocałowała chłopaka.
- To była nagroda? – spytał z zadowoleniem blondyn.
- Tak
- Chyba muszę częściej prawić ci komplementy.
Zaśmiali się oboje.
Stali w milczeniu, przytuleni do siebie. Naraz Ross szepnął Laurze do ucha:
- Obiecaj mi, że już nigdy mnie nie opuścisz.
- Nie opuszczę – rzekła dziewczyna – bo za bardzo cię kocham.
- Nieprawda. To ja cię kocham najbardziej na świecie i nie ma dyskusji – uciął Ross.
Laura nic nie odpowiedziała, tylko cicho chichocząc, objęła mocniej chłopaka.


Tymczasem Alex, tkwiła nieruchomo w tym samym miejscu. Wciąż nie docierało do niej, to, co zdarzyło się dosłownie przed chwilą. Charlie ją pocałował! Co za bezczelny… Nie miała nawet pomysłu, jak go nazwać. Cham? Idiota? W gruncie rzeczy była na niego bardzo zła, ale z drugiej strony… co to był za pocałunek! Krótki i elektryzujący, jakby przez ich wargi przebiegła iskra. Alex zadygotała na same jego wspomnienie. Niesamowite uczucie!

Tylko…dlaczego on to zrobił? Z czystej bezczelności? A może po prostu przewidział to, że się już nie zobaczą, i działał pod wpływem impulsu?   Tak czy inaczej, osiągnął swój cel – teraz na pewno tak szybko o nim nie zapomni. Z zamyślenia wyrwało ją pukanie do drzwi. Po chwili otworzyły się i w progu stanęli jej rodzice.
„Czas rozpętać piekiełko”  - pomyślała Alex i przełknęła ślinę.

***
Podoba Wam się? bo odnoszę wrażenie że te rozdziały są coraz bardziej tandetne i pompatyczne... brakuje mi pomysłów :( 

dodam niedługo notkę bonusową ( tę na którą głosowałyście w ankiecie). mam nadzieję, ze pod tym rozdziałem pojawi się trochę komentarzy :]  
Have a Rossome week!
~`BabyBlue

 


   

sobota, 10 listopada 2012

"What's going on?" "Love's happening..."


                                                                ***

Tymczasem na dworze zapadał zmrok. Ross wciąż przebywał z Laurą na sali, pomagając jej w pakowaniu rzeczy. Wciąż nie mógł uwierzyć w to, że znów jest dobrze. Odzyskując Laurę dostał od losu drugą szansę, której tym razem nie zmarnuje.
- Kochanie…
- Tak, Ross?
- Jak dobrze, że cię mam.
Brunetka roześmiała się i  mocno wtuliła się w blondyna.
- Wiesz, że mówisz mi to już ze dwudziesty raz? – wymruczała.
-  Jak dobrze, że cię mam. Dwudziesty pierwszy – uśmiechnął się Ross.
Laura podniosła głowę i utkwiła wzrok w oczach blondyna. Po chwili stanęła na palcach i delikatnie musnęła jego usta . Chłopak natychmiast zrewanżował się jej długim pocałunkiem.
- Nawet nie wiesz, jak mi tego brakowało – westchnęła brunetka.
- Czego?
- Wszystkiego związanego z tobą. Brakowało mi twojego głosu, twoich brązowych oczu, uśmiechu…
-  Urody, doskonałości, ekstrawagancji, bystrości, poczucia humoru… - wyliczał Ross.
- I skromności – dokończyła Laura próbując zachować powagę. Nie wytrzymała i wybuchła głośnym śmiechem.
Naraz chłopakowi przypomniało się spotkanie z Alex na korytarzu szpitalnym. Uśmiech momentalnie znikł z jego twarzy.
- Co się stało, blondi? – spytała z lekkim niepokojem w głosie Laura.
- Eh nic…Wiesz, przed chwilą, jak szedłem po wypis do doktora, spotkałem Alex.
- Oh.. I co z nią?
- Sądziłem, że będzie płakała. Ale nie, widziałem jak rozmawiała jakimś chłopakiem. Co prawda miała zaczerwienione oczy, ale śmiała się.
- No widzisz. Dojdzie do siebie szybciej, niż się spodziewasz.
- Nie masz jej za złe, jak cię nazwała?
- Nie, na pewno nie chciała tak wybuchnąć i teraz tego żałuje. Wpadła po prostu w furię. Nie dziwię się -  ja pewnie zrobiłabym to samo będąc na jej miejscu. Spróbuję z nią porozmawiać.
- Ale chyba nie teraz?
- Ooo, niby czemu?
- Bo teraz jest czas na coś innego – zachichotał Ross.
- Emm. Ross? – Laura ze zdziwieniem uniosła brwi -  O co ci chodzi?
W tej samej chwili brunetka cudem uniknęła spotkania z poduszką, którą rzucił w jej stronę chłopak.
-  Oooo nie. Nie żyjesz, słyszysz?!  - wzięła okrągłą poduszeczkę i cisnęła nią w blondyna.
Niestety, nie trafiła.
- Pff, tylko na tyle cię stać? – Ross złapał kołdrę z łóżka. Laura, nim się spostrzegła, już była ciasno zawinięta w białe posłanie.
- Wyglądasz jak…parówka w hot dogu. – stwierdził chłopak.
Laura szamocząc się na wszystkie strony, próbowała się uwolnić. Ross jednak mocno trzymał obie strony kołdry.
- Uwolnij mnie, głupku!
- Ha! Nie mam zamiaru, skarbie.
- Ross! Ja mam ciężkie obrażenia powypadkowe, a ty mnie męczysz.
- Chyba MIAŁAŚ ciężkie obrażenia powypadkowe. No dobrze, niech ci będzie.  – to mówiąc puścił końce kołdry. Dziewczyna straciła równowagę i wpadła prostu w jego ramiona.
- Mam cię!
- Zooostaw mnie, głupi jesteś.
- Rozumiem, że strzeliłaś focha?
- Tak – brunetka usiadła na skraju łóżka i skrzyżowała ręce. Ross zajął miejsce obok niej.
- No przepraszam. Wiem, jestem trochę dziecinny – schylił się, by ją pocałować, jednak Laura odwróciła głowę udając, że wciąż jeszcze jest zła na niego.
„Jest tylko jeden sposób na to, żeby się rozchmurzyła” – pomyślał Ross. Zbliżył się no niej i zaczął ją łaskotać. Wiedział, że Laura jest bardzo przeczulona i ma łaskotki praktycznie WSZĘDZIE. 
- AAAA, ROSS PRZESTAAAAŃ – wołała dziewczyna machając rekami i  nogami na wszystkie strony.
- A nie będziesz się już obrażać?
- Nnnie!!
- Tak, czy nie?!
- AA, no mówię,  że nie będę!! Wygrałeś! Tylko przestaaań już!!
Ross przestał ją łaskotać i posłał jej triumfalne spojrzenie.
- Wiedziałem, że w końcu ulegniesz.
- Taa. Łaskotki to moja słaba strona.
- Mnie to mówisz?
-Spadaj.
Ross zaśmiał się i nastawił policzek w stronę dziewczyny, pukając w niego palcem wskazującym. Laura przewróciła oczami i  cmoknęła chłopaka.


Było parę minut przed północą, kiedy Alex skończyła rozmowę z Rydel. Gadała z nią bardzo długo, bo było o czym. Poza tym potrzebowała się komuś wyżalić.
Dokładnie opowiedziała koleżance o całym zdarzeniu. Musiała przyznać, lekko zdziwiło ją to, że nie uroniła przy tej rozmowie ani jednej łzy. Tak jakby całe zamieszanie z Rossem powoli przestawało być dla niej ważne… Rydel była smutna, bo bardzo lubiła Alex i życzyła jej jak najlepiej. Ucieszyła się jednak na wieść o Charlim, nazywając go „słodkim ciasteczkiem”.  „Nawet go nie zna, a już opisuje go bezbłędnie” – myślała Alex. To prawda, Charlie był przemiłym chłopcem i było jej trochę żal, że nie dała mu swojego numeru. A przecież jest taka możliwość, że już się nie zobaczą…
Naraz zesztywniała. Zaraz, co to było? Ktoś puka do drzwi? Eee, chyba jej się zdawało…
- Psst. Alex? – usłyszała szept i prawie podskoczyła w miejscu z przerażenia. Po chwili oślepił ją blask latarki. Zmrużyła oczy.
- Kim jesteś?!
- Ciii, nie drzyj się. To ja.
- Jaki ja?
- No jak to, jaki ja. Charlie.
- Co ty tu robisz?! Skąd wiedziałeś gdzie mnie szukać?!
- Hmm. Miałem „przeczucie” – odparł ironicznie chłopak – I błagam, nie wrzeszcz, tak  bo zaraz ktoś przyjdzie i mnie wygoni.
- Taa, przydałoby się .. – mruknęła Alex – mógłbyś łaskawie wyłączyć tę cholerną latarkę?
- A no tak, sorki – stropił się chłopak. Po chwili w pomieszczeniu znów zapanowała ciemność.
- Po co przyszedłeś?
- Żeby pogadać.
- Cóż za idiotyczna odpowiedź.
- Czemu? To takie dziwne?
- Hem wiesz. Biorąc pod uwagę fakt, że jest parę minut po północy, nie widzę powodu, żeby mnie odwiedzać…
- Aha, czyli mam wyjść?
- Nie! Zostań, bo nie odpowiedziałeś na moje poprzednie pytanie.
- Ojj było ich parę…
- Jak mnie znalazłeś?
- Tak trudno się domyślić? Wystarczyło, że zobaczyłem, do której sali weszłaś.
- Ale czego przychodzisz właśnie o tej porze? Jak cię wpuścili?
- Nie rozumiesz. Ja tu mieszkam.
Alex zamurowało z wrażenia. Po chwili wykrzyknęła:
- CO?
- Ciiicho bądź, no. Dobrze, może źle to sformułowałem. Nie mieszkam tu, ale tu PRZEBYWAM.
- Nadal nic nie rozumiem.
- To trochę skomplikowane. Moja babcia, ta z Wielkiej Brytanii, leży na oddziale kardiologii, opiekuję się nią.
- A co na to twoi rodzice?
- Ja.. nie mam rodziców.
- Boże…Przepraszam, nie chciałam…
- Spoko. Skąd miałaś wiedzieć? Nawet ich nie pamiętam, zginęli w wypadku samochodowym jak miałem 2 lata. Zajęła się mną babcia. Właściwie – tu głos lekko się mu załamał – tylko ona mi pozostała. A teraz…
- Rozumiem, przykro mi.  – przerwała mu Alex. Bardzo współczuła Charliemu, ale nie wiedziała, jak może mu pomóc. Powoli wstała z łóżka.
- Gdzie jesteś?  - wyszeptała.
- Tutaj – odezwał się Charlie. Stał tuż przed nią, nie widziała jego sylwetki, ponieważ w pomieszczeniu panował mrok, ale czuła jego przyspieszony oddech. Przytuliła chłopaka z całych sił. Charlie objął talię dziewczyny i położył głowę na jej ramieniu.
- Dziękuję – wyszeptał. Po chwili rozluźnił uścisk i siadł na łóżku.
- To może powiesz mi…dlaczego płakałaś?
Alex westchnęła.
- Nie wiem, czy chcesz tego słuchać.
- Jasne, że chcę. Ja powiedziałem ci o mnie, teraz twoja kolej.
- No dobrze, w dużym skrócie. Ten blondyn, którego widziałeś nazywa się Ross Lynch.
- To ten gość z telewizji?
- Tak. Z serialu.
- Ohoho. No to nieźle trafiłaś.
- Mów za siebie, dobrze? Poznałam go przypadkiem. Właściwie to wlazłam do jego garderoby.
- Ty?! Nie wierzę…
- Ano ja. Znalazł mnie tam, ale nie wezwał ochrony. Zaczęliśmy rozmowę.
- I wtedy się w nim zakochałaś. Zgadłem? – przerwał Charlie.
- Eh nie. Wtedy jeszcze nie. Odprowadził mnie do hotelu, wytłumaczył mnie przed moimi rodzicami. A potem umówiliśmy się na kolejne spotkanie.
- I w tym momencie stwierdziłaś, że się w nim zakochałaś.
- Jesteś nadzwyczaj irytujący.
- He, zabawne. Każdy mi to mówi.
- W sumie nie dziwię się. W każdym razie Ross zaproponował mi wtedy pracę na planie serialu.
- Żartujesz!
- Nie, ale byłam tak samo zdziwiona, jak ty. Miałam zastąpić jakąś dziewczynę, która w ostatniej chwili zrezygnowała z roli.
- I jak ci poszło?
- Chyba dobrze. Scenarzystka była ze mnie zadowolona. Poznałam też Caluma, Raini, Laurę…
- Tę małą brunetkę?
- Widziałeś ją?
- Tak, mało się o nią nie potknąłem.
- Nie przesadzaj, nie jest aż tak niska.
- Nie, w ogóle.
Alex westchnęła i przewróciła oczami.
- Noo.. kontynuuj, proszę.
- Jechaliśmy do szpitala, bo Laura źle się czuła. I wtedy mieliśmy wypadek samochodowy, dlatego wszyscy troje tak czy siak tu trafiliśmy. Rossa odwiedziło jego rodzeństwo. Wtedy poznałam Rydel, jego siostrę. Powiedziała mi, że kiedy mieszkali w Colorado, Ross chodził z Laurą, ale się rozstali, bo musiała wyjechać do Miami. On też tu przyjechał i po latach znów się spotkali na planie serialu.
- Co za historia..
- No wiem, brzmi niewiarygodnie, nie?
- Trochę.
- Wtedy byłam już w nim zakochana i ciężko mi było to znieść, bo… zdawało mi się, że
- On czuje to samo?
- Tak. Niezły jesteś w te zgadywanki.
- Nie zgadłem, po prostu się to wiedziałem.
- Czyli na zmianę jesteś jasnowidzem i bystrzykiem?
- Coś w ten deseń. Mów dalej.
- Łudziłam się, że też mu się podobam, ale wtedy zobaczyłam, że on nadal coś czuje do Laury,. Wtedy usłyszałam ich rozmowę. Że „ja się nie liczę”, że „ważna jest tylko Laura”.
- Co za żałosny…
- Tak, wiem. Idiota.
- Hm, miałem na myśli gorsze określenie, ale niech będzie.
- Domyślasz się, jak się czułam. Najpierw rozpacz, później wściekłość. Wpadłam do środka i krzyczałam, krzyczałam, krzyczałam.
- Rozumiem, że nie masz zamiaru ich przepraszać?
- Przeciwnie, chce z nimi na spokojnie porozmawiać. Ale z każdym osobno, bo to nie na moje nerwy. Już wystarczy, że jutro po południu wylatuję do Londynu.
- Co?!
- Czego się drzesz?
- Nic…Wyjeżdżasz? Czemu mówisz mi o tym dopiero teraz?
- Jakoś nie było okazji.
-Eh Alex, Alex..
- Czyżbyś się smucił z tego powodu?
- Jaa? W życiu.
- To skąd ta melancholia w głosie?
- Bo teraz się będę nudził. Nie będę miał kogo nawiedzać w nocy.
- Zawsze możesz postraszyć Rossa i Laurę – zachichotała Alex.
- To nie to samo.
- Racja. Z resztą jutro tak samo jak ja są wypisani ze szpitala. Ale wiesz, jeszcze nie jest do końca przesądzone, czy wracam do Londynu, czy nie.
- No teraz to zgłupiałem. Najpierw  mówisz, że jedziesz, teraz że zostajesz?
- Nie do końca, Charlie. Teoretycznie miałam mieć przedłużony termin w Miami, bo dyrektor serialu zapłacił za mój pobyt. Mam grać jeszcze w paru odcinkach. A najlepsze, że moi rodzice nic o tym nie wiedzą.
- Tak się spytam z ciekawości. Masz zamiar oznajmić im, że tu zostajesz, PARĘ GODZIN przed odlotem?
- Jasne, czemu nie.
- Ciekawa z ciebie osoba, wiesz?
- Jestem niemal pewna, że się nie zgodzą, ale trzeba próbować.
- Chciałabyś tu zostać?
- Hmm, tak. Mimo, że nie wyobrażam sobie jak na razie wspólnej pracy z Rossem i Laurą.
- Trzymam kciuki. Idę już, bo nagle zachciało mi się spać.
- Aż tak cię zanudziłam?
- Niee, no co ty – zapewnił ją chłopak. Wstał i podszedł do drzwi.
- Ej, tylko się ze mną jutro pożegnaj, jakby co. Dobra? – dodał.
- Jasne – zaśmiała się Alex – Dobranoc, Charlie.
Szatyn uśmiechnął się:
- Mogłabyś to powtórzyć?
- Co?
- To, co przed chwilą powiedziałaś.
- Dobranoc, Charlie.
- Dzięki… lubię, jak wymawiasz moje imię – zniknął za drzwiami, ale po chwili znów się pojawił.
- Alex?
- Tak?
- Dobranoc
-Dobranoc, dobranoc.
Wyszedł, ale po sekundzie wrócił się, dodając:
- Aha, no i miłych snów.
- Eh nawzajem, głuptasie. Idź już.
W tym momencie drzwi zamknęły się za chłopakiem. Alex uśmiechnęła się – ależ on był uroczy! Rozmowa z nim bardzo jej pomogła – dzięki Charliemu zapomniała chociaż na chwilę o bólu, oderwała się od rzeczywistości. I mimo, że opowiedziała mu całą historię związaną z Rossem, nie czuła się ani trochę smutna.
„Tylko co na to wszystko moi rodzice?”  - zmartwiła się dziewczyna.


                                                          ***

Hej, za namową Weroniki postanowiłam napisać następny rozdział i na szczęście dałam radę :) mam nadzieję, ze się spodoba. 
ostatnio spada liczba wyświetleń bloga, trochę mi smutno z tego powodu :c ale ciesze się z każdego komentarza,więc proszę, piszcie ich jak najwięcej.

jeszcze jedno. niezmiernie wkurza mnie to, że archiwum bloga przez to czarne tło jest praktycznie niewidoczne. a jak próbuję zmienić kolor czcionki  na jaśniejszy, automatycznie rozjaśnia mi się tekst w rozdziałach. nie wiem, co robić :( pomoocy, ja to sierota jestem, nie wiem jak to poprawić :D
~`BabyBlue

   

piątek, 9 listopada 2012

"Should I stay or should I go?"


                                                                ***

 Alex biegła przed siebie, ile sił w nogach. Niewypowiedziany ból rozsadzał jej czaszkę a z oczu płynął strumień łez. Zawało jej się, że ma mocny charakter i nic, a tym bardziej nikt  nie jest w stanie jej złamać. Teraz jednak nie mogła sobie poradzić -  cios który otrzymała był zbyt potężny. A najgorsze, że obwiniała za wszystko samą siebie. Czuła się potwornie, bo – co racja, to racja. Ross nigdy jej niczego nie obiecywał. Ale tak bardzo się do niego przywiązała, że nie mogła ot tak po prostu pogodzić się z tym, że chłopak kocha Laurę. Teraz zastanawiało ją tylko jedno. Jak przeżyje rozstanie z nim? Nie łudziła się, że rodzice pozwolą jej przedłużyć pobyt w Miami. Ona sama chyba wolałaby wrócić do Londynu. Bo jak ma pracować na jednym planie z człowiekiem, który ją zranił? Z drugiej strony nie wyobrażała sobie życia bez Rossa. Wspomnień nigdy nie wymaże z pamięci, choćby chciała. Co robić? Zostać, czy wracać? Jak ja sobie ułożę życie?  - zastanawiała się Alex…
- AUUU! – zawył średniego wzrostu szatyn, na którego przed chwilą wpadła. Chyba niechcący kopnęła go w kostkę, bo zabawnie skakał na lewej nodze, łapiąc się za prawą stopę.
- O Jezus, przepraszam! – zawołała Alex na chwilę zapominając o swoich problemach – Nie chciałam cię potrącić, spieszyłam się…
- Ehh, nic mi nie jest, ale…- chłopak podniósł głowę, a na jego twarzy pojawiło się zdumienie – Co ci się stało?
Alex złapała się za głowę. Musiała wyglądać okropnie – czerwone, spuchnięte oczy, łzy i potargane włosy. Natychmiast wyjęła z kieszeni szlafroka chusteczkę i otarła nią twarz.
- Niee, wszystko w porządku. Przepraszam, pewnie cię wystraszył mój wygląd.
  Chłopak uśmiechnął się.
- Spokojnie, widziałem gorsze potwory.
- Hmm. Dzięki.
- Nie zrozum mnie źle. Po prostu mama mojego kolegi pracuje w salonie kosmetycznym. Sama też dosyć często nakłada na siebie tony maseczki.
Alex  roześmiała się i spojrzała z wdzięcznością na szatyna. Miał krótko przystrzyżone włosy, małe usta i zielone oczy w których w tej chwili zapalały się wesołe iskierki. Ubrany był w czarne jeansy i niebieską koszulkę w kratę, Na szyi miał duże słuchawki.        
- Ooo widzisz – śmiejesz się.  Od razu lepiej. A skoro już tak na mnie wpadłaś, mogę wiedzieć, dlaczego płakałaś?
-  Czemu chcesz to wiedzieć?
Chłopak wzruszył ramionami:
 - Po prostu ciekawi mnie wiele rzeczy. Na przykład to, jak masz na imię.
-  Jestem Alex.   
- Nie mieszkasz tutaj, prawda?
- Skąd wiesz?
- Hehe. Zgadywałem.
- A może jesteś jasnowidzem?
- Może, może…
- Próbuj dalej.
- Okej, myślę że mieszkasz w okolicach Londynu.
- To prawda! Jak się tego domyśliłeś?
- Proste, moja babcia stamtąd pochodzi, a Brytyjczycy mają ten swój dziwaczny akcent.
- Hej, nie jest dziwaczny. Nie każdy potrafi się go nauczyć.
- No właśnie, to czyni go dziwacznym. Ale dobrze, bo w jakiś sposób wyróżnia wasz malutki kraj.
- Naprawdę chcesz, żebym ci nastąpiła na drugą stopę?
- A co? Powiedziałem coś nie tak?
- Nie no, skąd!
- Tak też myślałem.
Alex westchnęła i przewróciła oczami.
- Miło się gadało, ale muszę już iść  - odwróciła głowę i zamarła.
Korytarzem szedł nie kto inny jak Ross! Przez chwilę mierzyli się spojrzeniami, w końcu blondyn zniknął za drzwiami jakiejś sali. „Tylko nie płacz, tylko nie płacz!” – przykazała sobie w duchu Alex. Mocno zagryzła wargi.
- Wszystko gra? – spytał szatyn. Spojrzał w stronę zamykających się drzwi, potem skierował wzrok na Alex.
- Ttak, no jasne, że tak – wymamrotała dziewczyna, pochylając głowę.
- Chodzi o tego blondynka, nie?
- CO?!
- Nie musisz nic mówić, rozumiem. Ma inną?
Alex powoli kiwnęła głową.
- No to nie wie, kogo stracił – uśmiechnął się chłopak.
Dziewczyna się rozpogodziła i przestała myśleć o Rossie.
Rozmowę przerwał sygnał SMS dochodzący z kieszeni szlafroka dziewczyny. Była to wiadomość od Rydel:
„No i jak? Wszystko się układa? J Zadzwoń jak będziesz miała czas xx”
- Ehhm, wiesz, muszę już iść – powiedziała Alex patrząc na ekran komórki.
Skierowała się do swojej sali, ale w pewnym momencie zawróciła.
- Zapomniałam spytać, jak masz na imię.
 - Aż tak cię to ciekawi? To spróbuj zgadnąć – chłopak skrzyżował ręce na piersiach i wpatrywał się wyczekująco w dziewczynę.
- Nie wiem, czy to dobry pomysł, kolego. Mam tysiące imion do wyboru.
- Ja jakoś mogłem zgadnąć, skąd jesteś.
- Oh tak, tak. Tego akurat się DOMYŚLIŁEŚ. Po moim akcencie z resztą.
Chłopak westchnął
- Chcesz znać moje imię, czy nie?
- Powiedzmy.
- Podpowiedź. Zaczyna się na literę C.
- Chris? Cedrik? Cesar?
- Cesar?! Hmm, naprawdę jesteś w tym kiepska.
-  No więc? Jam masz na imię?
- Charlie Nicholas Smith – rzekł z dumą chłopak.
-  Charlie? Nicholas? To mi bardzo przypomina opowadanie Dickensa*.
- Tak właśnie było zamierzone. Bo urodziłem się w Wigilię – uśmiechnął się Charlie – W tym roku kończę 16 lat.
- To tak, jak ja.
Naraz komórka Alex znów zaczęła dzwonić.
- Naprawdę, muszę już iść – westchnęła dziewczyna.
- Poczekaj, nie tak prędko – Charlie złapał jej rękę – Skoro chciałaś znać moje imię, to może  od razu ci podam numer?
-  O nie, cwaniaku. Aż tak naiwna to ja nie jestem.
- Czemu miałabyś być?
- A po co mi twój numer?
- Żebyś nie płakała po nocach, że ci go nie dałem – Charlie poruszył  zabawnie brwiami.
- No masz. Kolejny zadufany w sobie chłoptaś.
-  No no, bez przesady. Aż tak nie zadzieram nosa, jak ten blondynek – obruszył się chłopak.
- Może i masz rację – zaśmiała się Alex – Ale i tak nie licz, że ci podam mój numer.
- Chyba raczej ja tobie, moja droga.
- Na jedno wychodzi, mój drogi.
 - Niech ci będzie. Podasz?
- Chciałbyś.
- Żebyś wiedziała, że chciałbym.
- Serio? – Alex rzuciła chłopakowi zdziwione spojrzenie.
- Hej, jak się z kimś fajnie gada, to czemu miałbym pozwolić, żeby kontakt się urwał?
- A nie pomyślałeś o tym, że może ja nie chcę rozwijać tej znajomości?
- Naprawdę nie chcesz? – zasmucił się Charlie.
Zapadło milczenie. Alex przez chwilę myślała nad odpowiedzią. Chłopak wydawał się miły i zabawny. Ale przecież nie może mu od razu zaufać. Po tym, co się wydarzyło w jej życiu, trzeba być ostrożnym…
- Ojj, oczywiście, że chcę. Z resztą, czy tobie ktokolwiek odmówił?
- Hmm – chłopak zmrużył oczy i przystawił palce do ust. – Nie. Jeszcze się nie zdarzyło. To po prostu wrodzony dar przekonywania.
- Zapomniałeś dodać ”urok osobisty” .
- Oczywiście, to też. Nie na darmo nazywają mnie  Charming**.
- Ale jednej osoby nie przekonałeś do końca.
- Kogo?
- Mnie. Nie dam ci numeru.
- Ale…
- Cześć, Charlie!
- Alex! Przecież miałaś nie zrywać kontaktu – stwierdził z wyrzutem w głosie szatyn.
- Ej, jeszcze się spotkamy. Na pewno to czujesz, w końcu jesteś jasnowidzem.
- Pewnych rzeczy się nie da przewidzieć.
- No właśnie. A zagadki są przecież najlepsze – odparła Alex tajemniczo. Odwróciła się i nie zważając na wołanie Charliego wróciła na salę.
Tam wydobyła z kieszeni komórkę. 5 połączeń nieodebrane od mamy, 1 od taty. No jasne. Kurcze, faktycznie dawno do nich nie zdzwoniła. A jutro przecież ma wyjeżdżać z Miami! Może spróbuje ich namówić na przedłużenie pobytu… A co, jeśli się nie zgodzą? Alex sama nie wiedziała, czy chce wracać, czy nie.
Do Jennifer, swojej brytyjskiej przyjaciółki od pewnego czasu nie mogła się dodzwonić, być może dziewczyna wyjechała już na wakacje do dziadków. Z kim pogadać? Naraz na ekranie pojawiła się zielona słuchawka z napisem „RYDEL DZWONI”. Bez wahania nacisnęła przycisk zaczynający rozmowę…
                                                                         
                                                                       ***
* - chodzi o książkę Charlesa (czyli Charliego:)) Dickens'a pt.:"Opowieść Wigilijna". nie wiem, czy ją czytaliście. 
w każdym razie Charlie ma na drugie Nicolas, czyli Mikołaj, bo to imię też kojarzy się ze Świętami :) 

** Charlie kojarzy się ze słowem Charming, a to po angielsku znaczy "uroczy". 


gotowe. nie wiem, czy ten rozdział przypadnie Wam do gustu, bo mnie osobiście średnio się podoba. może to z braku pomysłów? :/

miłego czytania!
~`BabyBlue 

piątek, 2 listopada 2012

"She ain't gon' be able to love you like I will"


                                                                            ***
Laura czuła się na tyle dobrze, że pozwolono jej, tak samo jak Alex, wrócić do domu następnego dnia. Zbliżał się wieczór. Brunetka właśnie siedziała na łóżku i pakowała swoje rzeczy do dużej, szarej torby, gdy niespodziewanie na salę wpadł Ross.
- Hhhej – rzucił dysząc ciężko. Był wyraźnie zmęczony biegiem, padł na najbliższe krzesło.
- Ross?! Co ty tu..
- Laura, musimy pogadać. Teraz, w tej chwili.  
- No dobrze, ale o czym?
- O nas.
Dziewczyna uniosła ze zdumieniem brwi:
- O nas? Myślałam, że ten temat..
- Jaki temat, do cholery?! Traktujesz nasz związek jak jakąś rzecz?
- Ale..
- Pozwól mi skończyć, dobra? Wiem, że tego, co było nie da się naprawić. Schrzaniłem sprawę. Tak, przyznaję –  wtedy, kiedy widzieliśmy się pierwszy raz po naszym rozstaniu, powinienem się do ciebie odezwać, przytulić. A ja zachowałem się jak ostatni debil – udawałem, że nic między nami nie zaszło. A przecież cały czas czułem, że jesteś dla mnie najważniejsza! Że wciąż cię kocham!
- No.. ale jak to? A co z Alex?
- Alex?! Ona jest teraz nieważna. Liczysz się ty. I mam nadzieję, że wybaczysz mi kiedyś moje podłe zachowanie. Hej, co się stało?  - Ross zauważył, że w oczach Laury pojawiły się łzy.    
- Nnnic. Ross, ja… też muszę ci coś powiedzieć. Kiedy rozmawiałeś z Rydel…ja wszystko słyszałam. Tylko udawałam, że śpię.
- Więc mi nie wierzysz?
- No wiesz, mówiłeś w końcu, że Alex jest dla ciebie bardzo ważna.
- Bo przypomina mi ciebie! Uświadomiłem sobie przed chwilą, że być może kiedyś ją bardzo lubiłem, ale tylko dlatego, że jest do ciebie podobna. Nigdy nikogo nie kochałem tak bardzo, jak ciebie! Zrozum to !
Laura nie mogła się powstrzymać i wybuchła płaczem. Były to jednak łzy szczęścia.
- Ross… Sądziłam, że o mnie zapomniałeś, że już nie jestem dla ciebie ważna.
- Byłaś i zawsze będziesz – odparł chłopak i przyciągnął ją do siebie. Delikatnie gładząc jej włosy szeptał jej do ucha -  Już dobrze, już dobrze…
Stali mocno objęci, gdy nagły trzask sprawił, że odskoczyli od siebie i spojrzeli na otworzone gwałtownie drzwi. W progu, z wymierzonym w stronę Ross palcem stała czerwona z wściekłości Alex…

*dziesięć minut wcześniej*

„Ciekawe, jak Ross wytłumaczy się z tej nagłej ucieczki. Gdzie on właściwie polazł? I co ja takiego powiedziałam, że tak dziwnie zareagował?” – myślała Alex. Siedziała na łóżku. Wokół niej walały się ubrania, kosmetyki i parę paczek słodyczy od rodzeństwa chłopaka. A może pójść do Laury? Już dawno powinna z nią poważnie porozmawiać. Tego nie można odkładać, trzeba wyjaśnić sobie parę spraw. A poza tym, wypada sprawdzić, jak się czuje i spytać, kiedy będzie wypisana ze szpitala. Alex skinęła głową, wstała i skierowała się do sali, gdzie leżała Laura. Już miała naciskać klamkę drzwi, gdy usłyszała, że brunetka nie jest sama. Rozmawia z kimś….Tak! To Ross! Zaraz, co on mówi? Alex przytknęła ucho do drzwi i uważnie wsłuchała się w rozmowę:
-  …Tak, przyznaję –  wtedy, kiedy widzieliśmy się pierwszy raz po naszym rozstaniu, powinienem się do ciebie odezwać, przytulić. A ja zachowałem się jak ostatni debil – udawałem, że nic między nami nie zaszło. A przecież cały czas czułem, że jesteś dla mnie najważniejsza! Że wciąż cię kocham!
- No.. ale jak to? A co z Alex?
- Alex?! Ona jest teraz nieważna. Liczysz się ty. I mam nadzieję, że wybaczysz mi kiedyś moje podłe zachowanie…

Nie! NIE! To nie może być prawda! – szeptała gorączkowo Alex. Oczy jej zaszły mgłą, nogi zupełnie zdrętwiały. Serce, jakby na chwilę przestało bić. A w głowie krążyła tylko jedna myśl -  „ ONA jest teraz nieważna. Liczysz się ty”.
Co?! Jak to? Przecież Laura go zostawiła! Rozstali się! Jak to możliwe, że mówią sobie takie rzeczy? Przecież to ona – Alex miała być „tą jedyną”. Kochała Rossa, i sądziła, że on czuje to samo. Boże! Jak to boli! „Jak mogłam być tak głupia i naiwna?! Przecież on tylko się bawił moimi uczuciami. Grał! cały czas GRAŁ. No bo jak to możliwe, że aktor może pokochać kogoś tak żałosnego jak ja?”.  Miała ochotę wybuchnąć głośnym płaczem. Wtedy usłyszała:
- Ross… Sądziłam, że o mnie zapomniałeś, że już nie jestem dla ciebie ważna.
- Byłaś i zawsze będziesz…
I wtedy wezbrała w niej ogromna wściekłość. Zacisnęła z całej siły zęby.
- Nie pozwolę, by ONA mi go zabrała. Mam prawo być szczęśliwa! – z całej siły szarpnęła za klamkę i popchnęła drzwi butem. Wpadła na salę...
- ROSS! – ryknęła na Rossa, wyciągając w jego stronę palec – jak mogłeś! Jak mogłeś postąpić tak podle wobec mnie?! A ty – zwróciła się do  Laury  - jesteś… jesteś największą suką jaką widział ten świat!
- Nie odzywaj się w ten sposób do Laury!  - zawołał Ross, rzucając groźne spojrzenie na Alex.
- Bo co?! Zabrała mi ciebie! Bo było tak dobrze, a ONA wszystko zepsuła!
- Uspokój się, wariatko! Zabrała? O co ci chodzi? Przecież między mną a tobą nic nie zaszło!
- Ale mogło zajść. Widziałam, jak na mnie patrzyłeś…
Ross wybuchnął ironicznym śmiechem.
- I co z tego? Przecież niczego ci nie obiecywałem, więc w czym problem? Musisz po prostu poszukać szczęścia gdzie indziej.
- Ale ja nie chcę, słyszysz?! Zasługuję na to, by być szczęśliwa właśnie z tobą!
- Ale zrozum, wtedy to ja nie byłbym szczęśliwy! Wiem, że to dla ciebie pewien…cios.
- Nic nie wiesz! Zachowałeś się jak ostatni idiota i nie raczysz nawet przeprosić? Nie obchodzą cię ani trochę moje uczucia?
- Obchodzą, ale…
- Nie. Bo teraz oczywiście „liczy się tylko Laura”. Wiesz co, daruj sobie. Sądziłam, że jesteś ze mną szczery, ale ty po prostu masz mnie gdzieś. Nie chcę cię więcej widzieć! – Alex gwałtownie odwróciła się i zniknęła za drzwiami. Laura patrzyła w osłupieniu na Rossa - chłopak pobladł i pochylił głowę.
- Ross, nie przejmuj się. Po prostu…ciężko jej.
- Rozumiem, ma racje, bo zachowałem się beznadziejnie. Laura, ja cały czas popełniam błędy, nie radzę sobie z własnym życiem!      
Brunetka zmarszczyła zabawnie nos.
- Eej, nie przesadzaj. Żyjesz swoimi marzeniami – jesteś aktorem, piosenkarzem, boskim tancerzem, masz wspaniałą rodzinę, przyjaciół.
- Masz rację. Ale zapomniałaś o jednej  osobie – uśmiechnął się Ross.
- Taak? O kim?
- O stojącej przede mną dziewczynie, za którą szaleję.
Laura już miała odpowiedzieć, ale chłopak skutecznie przerwał jej zamiar długim pocałunkiem.

                                                                               ***
nie przesadziłam z tymi wykrzyknikami? ;)
podoba Wam się rozdział?

dziękuję za wszystkie komentarze, jesteście CU-DO-WNI!

~`BabyBlue 


czwartek, 1 listopada 2012

"You gotta have to think about it"


Ross gwałtownie zatrzasnął drzwi i pobiegł w kierunku schodów. Tam o mały włos nie zderzył się z młodą pielęgniarką, trzymającą stos papierów. Dotarł do wyjścia ze szpitala i wyskoczył na ulicę. Musi znaleźć jakieś ciche miejsce, gdzie nikt mu nie przeszkodzi. Trzeba przemyśleć wiele spraw, a  to może zająć trochę czasu. Idąc wąskim chodnikiem spojrzał na znajdujące się po drugiej stronie ulicy wysokie ogrodzenie. Wiedział, ze za nim znajduje się stary, opuszczony park - doskonałe schronienie od zgiełku i szarej, ponurej rzeczywistości. Ross parę lat temu, po przeprowadzce z Colorado często tam przesiadywał. Teraz także zapragnął się znaleźć zacisznym parku. Potrzebował spokoju i wiedział, że tam właśnie go zazna.
Czym prędzej przeszedł więc na drugą stronę ulicy, rozejrzał się dookoła, a gdy spostrzegł, że w otoczeniu nie ma żywego ducha, schylił się i przeszedł przez dziurę w ogrodzeniu. Z niemałym trudem, bo – trzeba przyznać – przez te parę lat urósł i nieco przytył, a otwór był stosunkowo niewielki. W końcu Ross wyprostował się i westchnął. Te wierzby płaczące, których liście delikatnie spływały na starą, spróchniałą ławeczkę, te wciąż kwitnące krzewy białych róż usadzone wokół niej, szeroka alejka czarnych topól…Wszystko pozostało nienaruszone, na swoim miejscu. Chłopak ostrożnie usiadł na ławeczce i zerwał kwiat białej róży z pobliskiego krzewu. Przyglądając się mu analizował minione zdarzenia. Przez ostatnie lata próbował wyrzucić z głowy wszystkie wspomnienia związane z Laurą. A to jedno zdanie Alex przypomniało mu o tym, o czym chciał zapomnieć - o wieczorze tuż przed wyjazdem Laury…Cholera! Czy on ją nadal kocha?! Przecież go zraniła! O czymś tak ważnym jak przeprowadzka do Miami powinna mu powiedzieć od razu, a nie dzień przed odlotem. Wariatka! Gdyby tylko wiedziała, jak trudno mu było przetrwać to rozstanie… Dzień i noc, noc i dzień myślał tylko o niej. Nie mógł jeść, spać. Załamał się. Rydel starała się go pocieszyć, ale Ross czuł, że nigdy specjalnie nie przepadała za jego byłą dziewczyną.

Mówi się, że czas leczy rany. Ale nie da się zapomnieć kogoś takiego jak Laura! Kiedy Ross pierwszy raz zobaczył Alex, od razu poczuł dziwne ukłucie w sercu. Wtedy jeszcze nie wiedział co to jest i  - zakochał się w niej po uszy. Teraz docierało do niego, że Alex spodobała mu się, bo bardzo przypominała mu Laurę! Te same oczy, uśmiech, charakter…
Co teraz?! Rydel powiedziała mu o tym, że Alex jest w nim zakochana. A kogo on kochał? Laurę czy Alex? Laurę czy Alex? Za dużo pytań! A musi przecież dokonać wyboru. Nie chciał zranić Alex, bo bardzo ją cenił. Ale coś się zmieniło, zupełnie przypadkowo. Uświadomił sobie, że Laurę znał dłużej i miał z nią piękne wspomnienia. Popełnił fatalny błąd! Gdy doszło do ich pierwszego spotkania w Miami zachował się tak, jakby nic między nimi nigdy nie zaszło. Był wtedy zbyt dumny, by móc okazać jej swoje uczucia. Teraz bezsilnie załamywał ręce. A przecież mogło być inaczej! Mogli znów być razem. Nie – on wybrał inną drogę. A Alex wywróciła świat Rossa do góry nogami. Trzeba coś zmienić. Tak! Już wie, co ma robić. Wstał, zerwał parę białych róż i  pobiegł w stronę szpitala…

                                                            ***                 
króciutki, ale spookooojnie. jutro (czyli piątek popołudnie lub wieczór) dalsza część ;)
~`BabyBlue