Przepraszam, że znów tak długo nie dodaję rozdziału. Niby są wakacje i mam mnóstwo czasu, ale to nieprawda. Dni uciekają jak szalone i to mnie trochę przeraża.
W każdym razie, rozdział mam zaczęty, ale nie mogę popchnąć go do przodu. Proszę, czekajcie cierpliwie, na pewno kiedyś się pojawi:) jeśli chcecie, podajcie w komentarzach swoje gg, maila lub nazwę twittera, poinformuję Was, kiedy rozdział będzie dodany. Dotychczas robiłam to na Facebooku, ale wolę nie spamować na grupie.
I jeszcze jedna sprawa, poważnie planuję zakończenie opowiadania. Bloga prowadzę już od roku, dzięki Wam mam mnóstwo komentarzy i wyśwetleń. Nigdy bym nie pomyślała, że mogę napisać ponad 100 stron. O.o A to wszystko przez Wasze fenomenalne wsparcie :)
Ale nic nie trwa wiecznie, kiedyś trzeba się pożegnać i dłużej tego nie ciągnąć. Jeszcze się nie rozstaję z opowiadaniem, ale z każdym rozdziałem jestem coraz bliżej końca.
Nie kończę "przygody" z pisaniem, na pewno zacznę nowe opowiadanie (kwestia tylko o kim i o czym:p), bo sprawia mi to dużo radości i przyjemności.
I tyle chciałam powiedzieć....
Trzymajcie się ;*
~`BabyBlue
Łączna liczba wyświetleń
wtorek, 27 sierpnia 2013
wtorek, 13 sierpnia 2013
"When life gives you lemons..."
Pierwszy obudził się Charlie. Było już parę minut po dziesiątej.
Chciał się przeciągnąć, ale poczuł, że coś mu przygniata prawe ramię. Leniwie
otworzył oczy, i – ku jego zdziwieniu spostrzegł leżącą obok niego Alex. Jeszcze bardziej zdziwiło go to, że była w
niego wtulona – leżała na brzuchu, a głowę i prawą rękę położyła na jego klatce
piersiowej; natomiast on w jakiś niewyjaśniony sposób obejmował jej talię swoim
ramieniem. Mógł wyjaśnić to, czemu leżała w jego łóżku – była przestraszona, a
on próbował ją uspokoić różnymi opowiastkami babci. Szybko zasnęła, ale nie
chciał jej przenosić do pokoju pani Herstwish, bo z pewnością by się obudziła.
Okej, to miało jakieś wytłumaczenie. Ale jak, u licha, i kiedy doszło do tego,
że się do siebie przytulili? To chyba nie było kontrolowane…Samo się w jakiś
sposób stało i nie dało się tego w jasny sposób wyjaśnić. Nie to, żeby
narzekał. Właściwie nie miałby nic przeciwko gdyby nie ramię, które zaczęło mu
powoli drętwieć. Poruszył się najostrożniej jak mógł. Niestety, nie wyszło mu
to za delikatnie, więc Alex od razu otworzyła zaspane oczy. Ujrzawszy nad sobą
jego twarz, podskoczyła tak gwałtownie, jakby ją kopnął prąd.
- AAA! Co ja tu robię?!
- Śpisz. I miażdżysz mi ramię – zauważył życzliwie Charlie.
- Jak to się stało?! – dygotała Alex – Czy my…
- Nie, nie – powiedział szybko szatyn - Po prostu zasnęłaś i… No nie umiem tego
wytłumaczyć.
Dziewczyna zrobiła się czerwona jak burak.
- Tak mi wstyd… Przepraszam, już stąd spadam.
- Ej, o co ci chodzi? Przecież mówię, że do niczego nie
doszło – złapał za rękę zrywającą się z posłania nastolatkę – Stój! Miałaś mi
pomóc w ozdabianiu domu na święta!
Ale ona nie słuchała. Odskoczyła jak oparzona i pobiegła do
łazienki, zatrzaskując za sobą drzwi. Po chwili usłyszał chrobot przekręcanego
zamka.
- Eh, co za
dziewczyna – westchnął, kręcąc głową. Ubrał się i pościelił łóżko. Podszedł
leniwym krokiem do drzwi łazienki i zapukał – Aaaaleeeeex. Wyłaź, błagam. Nic
się nie stało, naprawdę. Obiecuję, że nikomu o tym nie powiem.
Odpowiedziała mu głucha cicha.
- Dobra, jak tam chcesz – machnął ręką szatyn - Ja idę
po bombki.
Aby dostać się do pomieszczenia, w którym umieszczono
wszystkie możliwe ozdoby świąteczne, Charlie musiał wyjść na zewnątrz i udać
się na tyły domu, gdzie znajdował się mały, drewniany składzik. Ledwo jednak
przekroczył progi wyjścia, poczuł ostry, przeszywający ból w czaszce. Od kiedy tylko wstał, nie czuł się najlepiej.
Miał zatkany nos i lekko spuchnięte oczy,
na dodatek bolały go wszystkie mięśnie (do tego najprawdopodobniej przyczyniły
się niezbyt komfortowe warunki spania). Poszukał po kieszeniach spodni, ale
znalazł w nich tylko komórkę, parę monet, zapalniczkę i papierosa. Bez namysłu
zapalił. Nie robił tego zbyt często, ale akurat teraz naszła go ochota na
odstresowanie się. Właśnie wypuszczał z ust kolejne kółeczko z dymu, kiedy
zabrzęczał telefon. Ze zdumieniem spostrzegł, że na ekranie wyświetla się
„Dzwoni Alex”.
- Co u licha? – mruknął i nacisnął zieloną słuchawkę – Co
jest? Już się stęskniłaś?
- Nie, głupku. Zatrzasnęłam się w twojej cholernej łazience!
– krzyczała dziewczyna – Wypuść mnie stamtąd!
Teraz dotarło do Charliego, że faktycznie, ostatnio miał
problemy z tymi drzwiami, dlatego nigdy nie przekręcał zamka, kiedy brał
prysznic.
- Dobra, idę – rzucił
i się rozłączył. Pospiesznie zadeptał papierosa butemi schował zapalniczkę do
kieszeni. Parę chwil później już stał pod małym oknem łazienkowym i krzyczał do
Alex, że musi przez nie przejść, bo nie ma innego sposobu na wydostanie się z
pomieszczenia. Martwiło go, że okno było bardzo wąskie, w dodatku umieszczono
je dosyć wysoko. Skok bez żadnych zabezpieczeń mógł się zakończyć boleśnie. Ale
muszą spróbować, w końcu jeśli się nie uda, zawsze mogą wezwać pomoc.
- No, dasz radę, Alex!
- Nie przecisnę się – jęknęła nastolatka. Ostrożnie
wychyliła głowę i spojrzała z góry na Charliego. Przełknęła ślinę i dodała –
Poza tym, nie wiem, czy pamiętasz, ale ja mam chorobliwy lęk wysokości.
Szatyn przewrócił oczami.
- To żaden lęk. To twoja nienormalna wyobraźnia. Nie bój
się, przecież cię złapię.
- Nie, to bez sensu.
- Alex, błagam. Zrób to dla mnie! Inaczej nie dostaniesz
prezentu.
- Którego jeszcze najprawdopodobniej nie kupiłeś?
- A ty skąd wiesz??!
- Bo ja też jeszcze nie zrobiłam świątecznych zakupów.
Spędzałam za dużo czasu z tobą. Widzisz, to wszystko twoja wina!
- Okej, może i moja – rzekł ugodowo Charlie – Ale przestań
zmieniać temat. Chcesz wyjść z tej łazienki czy nie?
- Chcę – przyznała Alex.
- No to skacz, do jasnej ciasnej! Bo zupełnie odmrozi mi
uszy!
Westchnęła i zaczęła przeciskać się przez wąziutkie okienko.
Na jej szczęście, była szczupła, więc jakoś udało jej się wyjść i przykucnąć na
framudze.
- Dobra. Teraz na trzy przestajesz się trzymać okna i
przesuwając ciężar ciała do przodu, łapiesz za moje ramiona – instruował ją
chłopak - Gotowa?
Alex trwożnie kiwnęła głową.
- Chhhhyba tak.
- No to raz…Dwa…Trzy! – krzyknął Charlie i wyciągnął
ramiona. Nastolatka odbiła się nogami od framugi okna i skoczyła prosto na
niego. Zachwiał się pod jej ciężarem i razem upadli na ziemię.
- Nno! Dzielna dziewczynka! – zaśmiał się szatyn – Szkoda,
że babcia tego nie widzi.
- Taa, miałaby powód do uciechy, nie? – rzekła z przekąsem
Alex. Kiedy wstali, zbliżyła się do niego – Dzięki za pomoc. I przepraszam za
moje dziecinne zachowanie. Ta sytuacja…była dla mnie trochę głupia i dlatego
tak gwałtownie zareagowałam.
- Rozumiem, nie ma sprawy
- uśmiechnął się Charlie.
- Zaraz – Alex pociągnęła nosem. Wyraz jej twarzy zmienił
się- Czy ty przed chwilą paliłeś?
- Co? Żartujesz chyba.
- Przecież czuję dym.
- To pewnie dochodzi z kominów sąsiadów. Zobacz – w taki
ziąb wszyscy palą w piecach. Niezależnie od pory dnia. A zdaje mi się, że nie
ma jeszcze jedenastej.
Dziewczyna popatrzyła na niego podejrzliwie, po czym zadrżała.
- Słuchaj, chodźmy do środka, co? Bo na serio się
przeziębimy. Już zaczynam się kiepsko czuć, a mam na sobie tylko koszulę.
- Kurcze, faktycznie. Dobra
myśl – podjął Charlie. Pobiegł po bombki, których w końcu nie wyjął ze
schowka. Już po chwili byli w mieszkaniu i wyjmowali ozdoby z ogromnego
kartonowego pudła.
Tego samego dnia Laura spotkała się z Rydel i Raini w
centrum handlowym. Brunetka nie była w najlepszym humorze, co od raz zostało
zauważone przez jej przyjaciółki.
- No co to za kwaśna mina? – spytała Delly.
- A nieważne – machnęła ręką Laura – Po prostu znów
pokłóciłam się z Rossem. Ostatnio nie możemy się dogadać.
- Nie martw się, coś wymyślimy. Nie pozwolimy Gemmie odbić ci chłopaka – pocieszała ją
Raini.
- Już ja sobie porozmawiam z tym moim braciszkiem. –
Obiecała blondynka – I wygarnę mu to i owo.
- Ja też dorzucę coś od siebie. Ale przede wszystkim, trzeba
spotkać się z tą dziunią i wyjaśnić, dlaczego podawała się za moją koleżankę –
dołączyła się Raini.
- Okej, okej. Na wszystko przyjdzie pora. Ale teraz o tym
nie myślmy. Zbliżają się święta i trzeba nakupować mnóstwo rzeczy. Chodźcie –
zarządziła Laura.
- Mamy jeszcze sporo do zrobienia – stwierdziła Alex,
przypinając na ścianę błyszczącą, czerwoną girlandę. Zręcznie zeskoczyła z
drabiny, podrapała się po ręce i podeszła do kanapy, na której leżał Charlie.
- Kobieto, daj mi spokój
- jęczał chłopak, łapiąc się za głowę.
- Ja wiem, że źle się czujesz, ale to był twój pomysł, żeby
udekorować dom. Więc przestań się wylegiwać i mi pomóż z łaski swojej.
Charlie przeklął pod nosem i usiadł.
- Chyba mam gorączkę – rzekł słabo, przykładając sobie rękę
do czoła.
Alex z powątpieniem pokręciła głową i usiadła obok niego.
- Pokaż no – dotknęła ustami jego czoła – Hmm, może i masz
rację. Trzeba ci zmierzyć temperaturę. Gdzie masz termometr?
- Leży na komodzie za tobą.
Dziewczyna poszła we wskazanym kierunku i wróciła z
przyrządem medycznym w ręce.
Bez słowa podała mu termometr i przez parę minut uważnie się
mu przyglądała, od czasu do czasu drapiąc się po twarzy.
- Uuuu – gwizdnęła po odczytaniu temperatury – Trzydzieści
osiem i dwa. No, mój drogi. Nieźle się urządziłeś na święta.
Ledwo wyrzekła te słowa, kichnęła trzy razy z rzędu.
Szatyn zaśmiał się ponuro:
- Ty też nie masz się z czego cieszyć.
- Ale ja przynajmniej robię COKOLWIEK. Mimo że się średnio
dobrze czuję. Zobacz, ile na dziś rzeczy zaplanowałam – Pokazała mu małą, białą
kartkę z listą „zadań” do wykonania:
1) spotkać się z Jessy
2) porozmawiać z Rossem
3) kupić prezenty i małą choinkę
4) zadzwonić do rodziców
5) udekorować dom
- Hm, przynajmniej punkt piąty mamy w jakimś stopniu
zrealizowany – mruknął Charlie.
- Fatalnie się składa, że masz gorączkę. Chyba nie uda nam
się porozmawiać z Jessy przed świętami. Kiedy mieli do ciebie przyjść
pracownicy domu dziecka?
- 27 grudnia.
- Zadzwonię do niej i wyjaśnię sprawę. Może uda się zaprosić
ją do nas. To jest….do ciebie.
- Żebym od razu ją zaraził? Już wystarczy, że tobie popsułem
święta.
- Nie popsułeś – zapewniła go Alex, drapiąc się po twarzy –
Jeśli nie będzie mogła przyjść, załatwimy to telefonicznie. Na zakupy pójdę
sama. A z Rossem pogadam kiedy indziej, może nadarzy się okazja.
- Nie! Protestuję! Nie rób ze mnie samoluba, też chcę kupić
trochę prezentów.
- To kupisz z lekkim
opóźnieniem. Nie martw się, to w końcu ty masz urodziny w Boże Narodzenie,
jesteś gwiazdą wieczoru – uśmiechnęła się dziewczyna, drapiąc się z kolei w
kark, a potem w ramię.
- Co ci jest? Czemu się tak wariacko drapiesz?
- Właśnie sama nie wiem… Może mam jakąś alergię?
- A na co jesteś uczulona?
- Chyba tylko na sierść kota. Ale przecież nie ma tu… - jej
wypowiedź przerwało głośne miauknięcie Freda, który właśnie w tej chwili
postanowił wkroczyć do pokoju i zawiadomić ich o swoim istnieniu.
Alex zerwała się z miejsca i cofnęła się parę kroków. Bardzo
lubiła te puchate i sympatyczne zwierzątka, ale objawy jej uczulenia nie
pozwalały za nadto się do nich zbliżać.
- Tak..tego, no…to jest właśnie mój kot, Fred - zmieszał się Charlie.
- Czy zdarza się, że śpi z tobą w jednym łóżku?
- Tak, czasem układa się na poduszce obok mnie, a czasem na
stopach i muszę go spychać, bo momentalnie drętwieją. Ta bestia jednak trochę
waży.
- To by wyjaśniało, dlaczego tak bardzo swędzi mnie skóra.
- Lepiej się tak nie drap, bo od tego pojawiają ci się na
twarzy dziwne kropki – zauważył mimochodem Charlie.
- Co?! – krzyknęła Alex i wybiegła z pokoju w poszukiwaniu
lustra. Niestety, jedyne lustro znajdowało się w zatrzaśniętej łazience. Leżała
tam też jej kosmetyczka z pożytecznymi wynalazkami pozwalającymi na szybkie i
skuteczne zamaskowanie kropek. Jak ona teraz wyjdzie na miasto?! Podzieliła się
swoimi obawami z Charliem. Chłopak od razu odpowiedział, że właściwie nie jest
tak źle i że kropek nie widać. Alex nie bardzo mu wierzyła. Skończyło się na
tym, że postanowiła zadzwonić do rodziców z prośbą o poratowanie jakąś
zbawienną radą i z zapytaniem, kiedy właściwie przyjadą. Poszła do kuchni. W
tym czasie szatyn wstał, założył na siebie ciepłą bluzę i czapkę, po czym
cichcem wyszedł z mieszkania. Podstawił
sobie odwrócone wiaderko i zręcznie wszedł przez uchylone okno łazienki. On
także należał do osób szczupłych, więc nawet gruba bluza nie przeszkodziła mu w
przeciśnięciu się przez otwór. Przez chwilę mocował się z zamkiem, ale nadal nie
chciał puścić. Zabrał najpotrzebniejsze rzeczy, w tym kosmetyczkę Alex i
skierował się do wyjścia. Zejście z ładunkiem byłby bardzo trudne, toteż postanowił
się go pozbyć. Wszystko upchnął do kosmetyczki, przewiązał ją sznurkiem i
łagodnie spuścił w dół. Po chwili sam wdrapał się na okno. Chciał zeskoczyć na
wiaderko, niestety, gdy tylko oderwał się od framugi okiennej, poleciał trochę
za daleko – nogi ześlizgnęły mu się z wiaderka i z hałasem runął do przodu. Na
nieszczęście przy spadaniu stopa prawej nogi nie ułożyła mu się zbyt korzystnie.
W tej chwili bolała jak diabli i wygięta była w dość straszny sposób.
Alex usłyszawszy huk,
rzuciła do komórki krótkie „oddzwonię później” i wybiegła na dwór.
- Co się stało? – spytała z przestrachem.
- Nic – burknął Charlie, zaciskając szczęki - Skręciłem, kuźwa, kostkę. Albo zwichnąłem.
- O Boże – załamała ręce nastolatka i pochyliła się nad nim
– Pokaż.
Chłopak uniósł nogawkę. Na stopie, w okolicach kostki
powstawał obrzęk. Rozrastał się w błyskawicznym tempie i zmieniał kolor.
- Skręcenie – oceniła Alex – Chodź, pomogę ci wstać.
W końcu udało im się dokuśtykać do domu. Dziewczyna poleciła
mu usiąść na kanapie i oprzeć nogę o stołek pod kątem prostym. Pobiegła do
kuchni i wróciła z lodem oraz ręcznikiem. Z uwagą przyjrzała się stopie, ostrożnie
owinęła ją ręcznikiem i przyłożyła lód. Podniosła głowę i natknęła się na wzrok
Charliego, zdumionego do granic możliwości jej wiedzą i umiejętnościami.
- W mojej rodzinie co
druga osoba dorosła jest lekarzem – wzruszyła ramionami i podrapała się po
głowie – Poza tym, to żadna filozofia. I tak nie obejdzie się bez szpitala,
muszą nałożyć ci szynę gipsową.
- Szynę?! – jęknął szatyn.
- Pochodzisz w niej najwyżej trzy tygodnie. Masz szczęście,
mogło się skończyć złamaniem nogi, i to
z przemieszczeniem!
- Czy ty w ogóle
siebie słyszysz?! Jakie szczęście?! – krzyknął
Charlie, chowając twarz w dłoniach – Jezu, co za dzień.
W nastolatkę uderzyła fala współczucia. Usiadła obok niego i
objęła go ramionami.
- A czemu właściwie tam się wspinałeś? Masz gorączkę, nie powinieneś był wychodzić
- Bo chciałaś tę swoją kosmetyczkę.
- Przecież nie musiałeś tego robić, głupku ty! – rzekła ze
śmiechem i pocałowała go w policzek – To był tylko mój głupi grymas. Ale dziękuję ci za to, że się dla mnie poświęciłeś.
Charlie odrobinę się rozpogodził, jednak po chwili na jego twarzy pojawił się grymas bólu.
- Pewnie boli jak cholera?
- kiwnęła głową ze zrozumieniem.
- Mało powiedziane.
- No to zaraz zadzwonię do Caluma. Jego tata chyba jest
ortopedą. Może nawet nie trzeba będziecie zawozić cię do szpitala.
- Oby - mruknął
Charlie i pociągnął nosem. – Eh…Szykują się fantastyczne święta, prawda?
Alex w odpowiedzi kichnęła całą mocą w przygotowaną na tę
okazję chusteczkę.
***
Hejj wszystkim, udusicie mnie pewnie, bo macie dwa mocne powody:
1. miałam dodać rozdział już wieki temu...
2. znów zajęłam się głównie wątkiem Alex i Charliego.
na pierwszy chyba nie mam usprawiedliwienia:D (wyczerpały mi się)
na drugi mam - chodzi po prostu o to, że ze sprawą Alex i Charliego jest związanych wiele pobocznych tematów, których nie mogę zostawiać, dlatego skupiłam się wyłącznie na tej "parce". (w następnym rodziale może być podobna sytuacja, ale jeszcze nie wiem). W najbliższej przyszłości będzie więcej Rossa, więcej Laury, więcej Gemmy itd itp.
mam nadzieję, że nie napsułam Wam krwi:p
kocham Was bardzo bardzo bardzo :*
zachęcam też do czytania bloga Marthy Marano, która wygrała nasz mini-konkurs. :)
oto link: http://raura-moja-historia.blogspot.com/
pozdrawiam i życzę miłego odpoczynku przez te ostatnie tygodnie wakacji!
~`BabyBlue
środa, 31 lipca 2013
"You can come to me"
Charlie od ładnych paru godzin siedział w swoim pokoju i
zastanawiał się, co robić. Ze zdenerwowania cały dygotał. Jeszcze nigdy nie
stracił głowy dla kogoś tak podłego i dwulicowego jak Gemma! A przecież mógł
łatwo zapobiec całemu temu cyrkowi. Wystarczyło słuchać zdrowego rozsądku,
który od początku podpowiadał mu: „nie leć na jej piękne oczy, bo nic dobrego z
tego nie wyniknie”. Oczywiście, postąpił inaczej – zupełnie zgłupiał i
pozwolił, by owinęła go sobie wokół palca.
Jedno tylko go dziwiło. Skoro nie była nim zainteresowana,
to po co nadal pozwalała mu do niej przychodzić? Dla własnej satysfakcji? Żeby
„odhaczyć” jeszcze jednego idiotę, który zrobiłby dla niej wszystko? To jakaś
psychopatka! Trzeba ją powstrzymać. Tylko jak? Chyba najlepiej będzie ostrzec
Rossa, powiedzieć mu, żeby sobie odpuścił zanim będzie za późno. Nie przepadał
za blondynem, ale nie chciał też, by przez jakąś bezwartościową dziewczynę
rozwalił swój związek z Laurą. Tylko czy Ross będzie chciał go wysłuchać? Z pewnością nie. Ale może znajdzie się ktoś
inny, kto przemówi mu do rozumu? Charlie
nawet dobrze wiedział, kto idealnie nadaje się do tego zadania. Z uśmiechem na
ustach wybrał numer do Alex. Dziewczyna odebrała dopiero po czwartym sygnale.
- Tak?
- Cześć Alex!
- Oo, proszę. Wreszcie postanowiłeś się odezwać – w jej
głosie można było wyczuć wyrzut.
- Jak to? – nie zrozumiał Charlie. Naraz przypomniał mu się,
że istotnie, przez ostatnie parę dni żył w innym świecie. W świecie rudych
włosów i niebieskich oczu. Cholera, że też musiał się z tego otrząsnąć dopiero
dzisiaj – No tak, przepraszam cię. Byłem trochę zajęty…
- Ha! – prychnęła pogardliwie Alex – Chyba nawet wiem, czym.
- Słuchaj, muszę się z tobą koniecznie spotkać, mam ci do
powiedzenia coś bardzo, bardzo ważnego.
- No nie wiem, nie wiem. A na pewno chcesz mnie widzieć? Nie
będę ci PRZESZKADZAĆ?
- Nie wygłupiaj się, jasne, że chcę. Wpadnij, kiedy tylko
będziesz mogła.
- Hmm…W ostateczności.. – zgodziła się Alex -Może być za pół
godziny?
- Jasne.
- Dobra, do zobaczenia.
- Na razie!
Charlie odetchnął z ulgą. Przynajmniej wiedział, że nie
zasypuje gruszek w popiele. Poproszenie jej o pomoc w sprawie rozmowy z Rossem
byłoby najlepszym rozwiązaniem, ale sam też powinien coś zrobić. Miał już nawet
pewien pomysł i postanowił podzielić się nim z Alex. Póki co, trochę obawiał
się jej przyjścia, bo czekało go sporo, sporo wyjaśnień…
Spojrzał na zegarek. Zostało jeszcze trochę czasu, może
zdąży skoczyć do kwiaciarni i kupić jej ładny bukiecik. Z kobietą łatwiej się
rozmawia, kiedy udobrucha się ją jakimś prezentem. Wiedział to z własnego
doświadczenia, nie raz bombonierka czy pęk kwiatów uratowały mu skórę (często
zdarzało mu się dostać kosę z jakiegoś przedmiotu, co babcia przyjmowała
niezbyt entuzjastycznie).
Nie nakładał nawet
żadnej kurtki, ani bluzy. W końcu kwiaciarnie była tuż za rogiem. Wyskoczył jak
z procy i pognał na ulicę przecinającą Cranberry Street. Ale tu spotkał go
zawód – sklepik był zamknięty na cztery
spusty. Na szybie pisało tylko: „Przerwa Świąteczna. Wszystkim klientom życzymy
Wesołych Świąt!” .
To chyba jakieś żarty. Przecież dzisiaj jest dopiero 21, do
jasnej cholery! – pomyślał ze złością chłopak.
Pozostało mu albo wracać do domu
z niczym, albo lecieć do innej kwiaciarni( „FlowerPower”), parę przecznic stąd.
Ponownie spojrzał na zegarek. Alex miała przyjść za 10 minut! Zdąży, jeśli
pobiegnie. A więc zaczął szaleńczy bieg. Trochę żałował, że jednak nie wziął
jakiejś bluzy. Dzisiejszy dzień nie należał do najcieplejszych. W dodatku
mroźny, porywisty wiatr cały czas zmieniał kierunek. Raz z całych sił dmuchał
mu w kark, a raz podstępnie wciskał się pod koszulę. Oprócz tego tak mocno gwizdał mu w uszy, że
stały się czerwone.
W końcu cały zziajany dotarł do kwiaciarni FlowerPower. Na
jego szczęście była otwarta. Wbiegł do środka, poprosił sprzedawczynię o
klasyczny bukiet czerwonych róż, zapłacił, i już biegł z powrotem, tym razem z
pokaźnych rozmiarów podarunkiem w rękach. Długie łodygi i rozłożyste pąki
pachnących, czerwonych kwiatów zasłaniały mu drogę, więc nawet nie zauważył
stojącej już pod furtką Alex i, oczywiście, władował się w nią wraz ze swoim
nieszczęsnym bukietem.
- Uh, co ty robisz?! – wrzasnęła, z trudem łapiąc
równowagę.
- Ee… Daję ci kwiaty? – zmieszał się Charlie, pospiesznie przywołując
bukiet do porządku. Nie wyglądał najlepiej – mimo, że mocno go trzymał podczas
biegu, wiatr zdołał złamać parę łodyżek. Pąki natomiast pogniotły się przy
zderzeniu z Alex.
- Yhym, dzięki – odparła dziewczyna, ostrożnie przejmując od
Charliego róże – A coś ty taki zgrzany? Biegłeś?
- Nie, czołgałem się – rzekł szatyn, trochę zły. Uszy mu
wręcz pulsowały od mroźnego wiatru.
- Okej, okej. Ale czemu nie masz na sobie bluzy, czy czegoś?
Dzisiaj jest potwornie zimno! Jeszcze rano pół biedy, bo świeciło słonce, ale
teraz po prostu zamarzam w miejscu. Zobacz – założyłam nawet płaszcz.
- Widzę – kiwnął głową Charlie – Nie wziąłem bluzy, bo się
spieszyłem. Nie wiedziałem, jaka jest temperatura na zewnątrz.
- Żebyś się tylko nie przeziębił na święta – pogroziła mu
palcem Alex.
- Przestań – zaśmiał się – mówisz jak moja babcia. Nawet
jeśli się przeziębię, to nie jestem dziewczyną, żeby się przejmować jakimś
katarkiem. Pokicham, pokicham i przestanę.
- Dobra, jak chcesz…. Może byśmy weszli w końcu do domu? Bo
podobno masz mi coś do powiedzenia.
- Aa tak, zapraszam – zreflektował się, otworzył furtkę
i przepuścił Alex. Wkrótce potem pili
ciepłą herbatę w pokoju babci Herstwish.
Dziewczyna z zaciekawieniem oglądała fotografie ustawione na
parapecie.
- To twoi rodzice? – spytała, wskazując palcem na zdjęcie
młodego małżeństwa oprawione w ramki.
- Tak.
- Jesteś niesamowicie podobny do mamy, wiesz?
Charlie uśmiechnął się.
- Każdy mi to mówi.
- Ooo, a co to za
cuda? – wykrzyknęła, spostrzegłszy bogatą kolekcję małych figurek z żabkami.
- Moja babcia uwielbiała je zbierać, jest ich mnóstwo, nie
tylko w tym pokoju. Niektóre pochowała do pudełek, bo już się nie mieściły na
półkach.
Alex spojrzała na niego ze szczerym zainteresowaniem. Ha,
gdyby była tu Gemma, nie zwróciłaby nawet uwagi na te żabki. Prędzej wyraziłaby
swoją opinię co do umeblowania pokoju („czy aby na pewno mogę usiąść na tej
starej kanapie? nie rozleci się? a ten stolik ma już chyba ze sto lat, nie
myślałeś o zakupie nowego?”) i koloru ścian („no przecież zielony już dawno
wyszedł z mody, słoneczko. Jest passé!”).
To mu przypomniało, w jakiej sprawie zaprosił Alex do
siebie:
- Chciałem ci o czymś
opowiedzieć. A raczej o kimś.
Na twarzy nastolatki pojawiły się pierwsze oznaki napięcia.
- Bo widzisz…Ta dziewczyna, na którą przez przypadek się
natknęliśmy, ma na imię Gemma. Dała mi swój adres, więc… odwiedziłem ją parę
razy i…
- Jesteście razem? – spytała cicho, aczkolwiek groźnie,
świdrując go spojrzeniem.
- Słucham? Nie! Absolutnie nie! – zaprzeczył gorąco - I właśnie o tym chciałem z tobą
porozmawiać. Że coś do mnie dotarło.
Alex wydawała się być zdziwiona tym, co usłyszała.
- Coś…do ciebie….dotarło?
- Tak. Na początku… co tu dużo gadać, zabujałem się w niej.
Poleciałem na jej wygląd. No i popełniłem błąd, bo okazała się podłą zdzirą.
Tak naprawdę tylko mnie wykorzystała, uświadomiłem to sobie, kiedy przeczytałem
jeden wpis w jej pamiętniku. Jak to napisała, jestem tylko „nieciekawym i
nijakim facetem”. Ale pół biedy, że to nie ja byłem jej celem. Ona się szykuje
na Rossa. Chce go odciągnąć od Laury i sprawić, żeby z nią zerwał. A chyba już
do tego nie daleko, bo on ciągle u niej przesiaduje.
- Biedna Laura –
szepnęła Alex, po czym aż zagotowała się ze złości. – Za kogo się uważa ta Gemma?! Jak w ogóle można tak kogoś wykorzystywać!
- I pomyśleć, że jeszcze trochę i nasz związek też byłby
narażony – dodał Charlie, kiwając głową.
- Czekaj, związek? NASZ związek?
- No.. – plątał się szatyn – No bo… No bo jak to inaczej
nazwiesz?
- Nazwę co? – pytała podejrzliwie Alex.
- To, co jest między nami.
- Nie wiem, może przyjaźń?
- Hm…No tak. A więc nasza PRZYJAŹŃ też byłaby narażona –
powiedział z naciskiem Charlie, patrząc na nią uważnie.
Dziewczyna starała się unikać jego wzroku.
- To co zrobimy? Trzeba chyba porozmawiać z Rossem.
- Właśnie o to cię chciałem prosić.
- Że co?! – oburzyła się nastolatka. – Dlaczego to ja mam mu
przemawiać do tej jego łepetyny? To chyba nie mój problem, że co rusz się w
kimś zakochuje!
- Ej, nie przesadzaj. W końcu ja przechodziłem to samo co
on, a nie można o mnie powiedzieć, że zmieniam dziewczyny jak rękawiczki.
- O, przepraszam. A
sam kiedyś powiedziałeś, że zawsze miałeś powodzenie.
- No tak, ale to dziewczyny lecą NA MNIE, a nie na odwrót.
- Mam więc rozumieć, że, oprócz zauroczenia Gemmą, jeszcze
nigdy się porządnie nie zakochałeś?
- Właściwie, to… - zaczął nieśmiało, ale zaraz potem machnął
ręką i zamilkł.
- Wracając do rozmowy z Rossem - Alex
podjęła na nowo temat. – Nie lepiej najpierw powiedzieć o wszystkim Laurze?
- To by była największa głupota, jaką mogłabyś zrobić –
stwierdził chłopak. – Nie widzisz, jaka jest ostatnio zdenerwowana? Sama widzi,
co się święci, po co jeszcze bardziej ją dołować?
- No dobrze, spróbuję spotkać się z Rossem i mu wygarnąć to
i owo. Ale niczego nie obiecuję. Bo niby czemu miałby mnie wysłuchać?
- Hmm, jakby to delikatnie powiedzieć. My się z Rossem nie
bardzo lubimy, więc nic by z tego nie wyszło, jakbym ja spróbował z nim
dyskutować – wytłumaczył jej Charlie.
- Cały czas się zastanawiam, dlaczego wciąż się na siebie
dąsacie – zachichotała Alex.
- Bo cię skrzywdził – burknął chłopak – Może nie tak
dosłownie. Bo najpierw ty mi dałaś z liścia, potem ja jemu przyłożyłem w nos, a
na koniec on mi podbił oko.
- Tak, pamiętam. Co też to były za czasy - westchnęła dziewczyna, próbując zachować
powagę, co nie za dobrze jej wychodziło.
- Mów za siebie, okej?
- obraził się Charlie.
- Ale wiesz co? Jednego nigdy nie wybaczę Gemmie. Że nazwała
ciebie „nieciekawym i nijakim facetem”. Przecież przy tobie nie da się nudzić!
- No tak, znajomość ze mną może powodować uszczerbek na
zdrowiu - na twarzy szatyna pojawił się
lekki uśmiech.
Tak na rozmowie zleciało im parę godzin. Nawet nie
spostrzegli, kiedy na dworze zrobiło się
zupełnie ciemno.
- O kurcze, ale późno!- zawołała Alex, patrząc na zegarek w
komórce. – Muszę się zbierać.
- Nie, nigdzie nie idziesz. Nie puszczę cię w takich
ciemnościach – rzekł krótko jej
towarzysz.
- Charlie, nie wygłupiaj się. Autobus jedzie prosto pod
hotel.
- Haha, o tej porze, moja droga, żadnego autobusu już nie
złapiesz. Zwłaszcza, że niedługo święta.
- No to zadzwoń po taksówkę – wzruszyła ramionami Alex.
- Nie – uciął
chłopak. – Po prostu zostań tu na noc.
- Co proszę?! – nastolatka zrobiła wielkie oczy.
- Co ci szkodzi? Jutro nie musisz iść do studia, bo macie
przerwę świąteczną. Zajęcia się skończyły, oceny semestralne są już wystawione. Nawiasem mówiąc, straszny z
ciebie kujon, wiesz? W twoim wieku to aż nienormalne mieć same piątki i
szóstki. No, ale nie ważne. Jutro i tak nie masz nic do roboty. A przydałaby mi
się pomoc w dekorowaniu domu na święta.
Dowiedziałem się, że dają mi czas do 27 grudnia, potem przeprowadzam się do
domu dziecka. Chciałem, żeby te ostatnie święta były wyjątkowe.
- Poczekaj, poczekaj – przystopowała go Alex. – Po pierwsze,
to żaden ze mnie kujon. Po prostu się dobrze uczę, w przeciwieństwie do innych
– tu spojrzała na niego wymownie – Po drugie, skąd wiesz, że nie mam na jutro
żadnych planów? Ja też muszę udekorować co nieco, kupić prezenty, i tak dalej.
- Co ty do jasnej ciasnej masz do dekorowania, przecież
mieszkasz w hotelu! – przerwał jej Charlie.
- Po trzecie – kontynuowała jak gdyby nigdy nic – zupełnie
zapomniałam ci powiedzieć, że rozmawiałam z Jessy. Jeśli wszystko pójdzie
pomyślnie, nie będziesz musiał się przeprowadzać do domu dziecka.
- Jak to? – zdziwił się szatyn – Przecież wszystko już
ustalone, papiery podpisane, nie da się tego odkręcić.
- Zapominasz, kim jest Jessy i kogo może znać – uśmiechnęła
się Alex – Nie martw się, już ona to jakoś załatwi. Na razie nie wiem, co
planuje, ale chce się z tobą zobaczyć. Postanowiłam cię jutro do niej
zaprowadzić. Dała mi swój adres.
- No dobra, chyba mogę jej zaufać. Pójdę tam, ale pod jednym
warunkiem.
- Że zostanę u ciebie na noc?- domyśliła się Alex.
- Mhm – skinął głową Charlie i wyszczerzył się.
- Ale…To jest niemoralne.
- Dlaczego?
- Bo ty jesteś niepełnoletni i ja jestem niepełnoletnia…I
zapraszasz mnie do siebie na noc. Nie widzisz w tym żadnych podtekstów?
- Absolutnie żadnych – zaprzeczył chłopak. – Przecież nie jestem jakimś zboczeńcem.
Pokoje są dwa, ja będę spał w swoim, ty możesz spać tu.
- No dobrze – skapitulowała Alex i głośno ziewnęła – Ale
nikomu ani słowa, jasne? Jeszcze brakuje, żeby moi rodzice się o tym
dowiedzieli.
Charlie zachichotał. Podszedł do szafki, wyjął z niej długą
koszulę i podał Alex. Pościelili łóżka i
przebrali się do spania. Zaparzyli dwie herbaty i zjedli kolację.
Godzinę później oboje byli pogrążeni we śnie. Dziewczyna śniła o ogromnej
choince i o powieszonych na niej bombkach, girlandach, pierniczkach,
cukierkach, a nawet skarpetkach. Naraz z objęć Morfeusza wyrwał ją potężny huk.
Była to mieszanka gardłowego krzyku osoby mordowanej i strzału z armaty. Tak
się przestraszyła, że z wstała i z piskiem wleciała do sypialni Charliego.
- Boże! Słyszałeś to?!
- ledwo tłumiąc krzyk, zaczęła szarpać ramię szatyna.
- Słyszałem co? – spytał nieprzytomnie, unosząc głowę.
- No, ten hałas. Jakby ktoś kogoś zabijał – szeptała
gorączkowo Alex
- Nie, nic nie słyszałem. Spokojnie, pewnie coś ci się
przyśniło – dotknął jej ręki i wyczuł, że drży.
– Nie bój się.
Nagle coś go zaswędziało w nosie i potężnie kichnął.
- JEZUS MARIA, TO WŁAŚNIE TO!! – wrzasnęła Alex.
- Co?
- To ten dźwięk, który mnie zbudził!
Charlie spojrzał na nią, jak na idiotkę, po czym wybuchnął
śmiechem.
- Ja tylko kichnąłem, głuptasie.
- Kichnąłeś? – powtórzyła bezmyślnie - Przecież to brzmi, jak jakiś mord!
- No wiem, moje kichnięcia są dziwne i bardzo głośne. Co
zrobić, taki już się urodziłem – odparł, wciąż się śmiejąc.
Alex nadal była roztrzęsiona, ale już nic nie mówiła.
Charlie postanowił ją uspokoić różnymi zabawnymi historyjkami, które babcia
opowiadała mu, kiedy się czegoś bał. Położyła głowę na poduszce, obok niego.
Przez dziesięć minut uważnie słuchała, potem oczy zaczęły jej się kleić, i nim
spostrzegł – spała. Uśmiechnął się, przykrył ją kołdrą i postanowił powstrzymywać się od kichnięć,
żeby jej nie przestraszyć. To nie było łatwe, ale w końcu i jemu udało się zasnąć.
***
No hejj :)
Poprosiłam moją przyjaciółkę, żeby napisała notkę, bo nie chciałam, żebyście się denerwowali, że nie ma rozdziału. Trochę się rozpędziła, z tymi trzema tygodniami :D Z działki wróciłam rano, więc już dziś dodaję rozdział. Jeszcze raz przepraszam za wszystkie opóźnienia.
I za to, że zajęłam się tylko jednym wątkiem. Jakoś się tak strasznie rozpisałam i nie mogłam skończyć, wyszło z 5 stron O.o
nie chciałam jeszcze dokładać innych wątków, bo byłoby za długie. następny rozdział może jeszcze w tym tygodniu, siedzę na tyłku i się nie ruszam przez cały miesiąc;)
A co do konkursu, widzę, że lato rozleniwia nie tylko mnie;p
komuś tu się nie chciało odpowiadać na pytania ^^
Najwięcej poprawnych odpowiedzi miała Martha Marano!
czy mogłabyś mi podać link do swojego bloga? (:
trzymajcie się!
~`BabyBlue
środa, 24 lipca 2013
środa, 17 lipca 2013
"You make me wanna say: I do"
***
Rydel w końcu odnalazła budynek MiamiMail Post Office.
Podeszła do najbliższego okienka. Za szybą siedziała korpulentna kobieta i z
wyrazem błogości na twarzy zajadała się czekoladowymi pralinkami z
przyozdobionego kokardą pudełeczka.
- Eee…przepraszam? – zaczęła niepewnie blondyna. Pracowniczka
poczty jakby ocknęła się z pięknego snu, szybko otarła usta i posłała jej niezbyt przyjazne spojrzenie–
Nazywam się Rydel Lynch, przyszłam po przesyłkę.
Twarz kobiety natychmiast się rozpogodziła.
- No nareszcie! – westchnęła z ulgą – Nawet nie wiesz, jak
się cieszę.
Nastolatka bynajmniej nie spodziewała się takiej reakcji.
Adresatka przychodzi na pocztę, by odebrać paczkę świąteczną. Co w tym takiego
wspaniałego?
- To…Gdzie mam podpisać? – spytała, patrząc podejrzliwie na
kobietę.
- Ah nie, nie trzeba nic podpisywać. Właściwie to już miałam
wzywać ochronę, bo kto by to widział takie dziwactwa wyprawiać na Święta. Ale
on się uparł, powiedział, że to piekielnie ważne itd., itp…
- Zaraz, o czym pani mówi?
- O kim, moje dziecko. No, o tym chłopaku, siedzi na
korytarzu w prawo – wskazała kierunek grubym palcem.
Rydel zrobiła parę kroków i wysunęła głowę tak, by widzieć korytarz.
Rzeczywiście, na parapecie, ze słuchawkami na uszach, siedział nastolatek. Miał
zamknięte oczy i rytmicznie stukał palcami o szybę. Blondyna zmrużyła oczy i
przyjrzała się mu nieco dokładniej… „Jezu, to przecież Ellington!!” – pomyślała
z przerażeniem i błyskawicznie wróciła do otyłej pracowniczki poczty.
- No co znowu? – jęknęła, z żalem odkładając pudełko
pralinek na biurko.
- Czegoś tu nie rozumiem. Proszę mi wyjaśnić, jakim cudem on
się tu znalazł?
- Nie wiem – wzruszyła ramionami kobieta – Ale podobno
siedzi tu od otwarcia poczty, czyli od 6
rano. I cały czas bredzi coś o jakimś przeznaczeniu.
- Przeznaczeniu? – zdziwiła się Rydel.
- Uparł się, że mam wysłać kartkę do odbioru paczki na twój
adres. To w sumie niedorzeczne i niedozwolone, ale tak bardzo prosił…
- To pudełko czekoladek jest pewnie od niego? – spytała niewinnie
Delly.
- Nie twój interes – obraziła się pracowniczka – Idź
wreszcie do tego swojego Romea, bo nie zniosę go ani chwili dłużej.
Rydel parsknęła śmiechem i skierowała się do miejsca, gdzie
siedział Ellington. Powoli zbliżyła się do niego i ściągnęła mu z uszu
słuchawki.
- Ej! Tak nie można! – ryknął, otwierając oczy. Kiedy ujrzał
blondynę, o mały włos nie spadł z parapetu – O mój Boże, Rydel!!
- No cześć, co u ciebie słychać? – spytała jak gdyby nigdy
nic. W jej głosie można było wyczuć napięcie.
Chłopak milczał, wpatrując się w swoje buty.
- I co, jesteś z siebie zadowolony?
- Tak. Uważam, że było warto. W końcu przyszłaś.
- Ale po co to wszystko?
- Po to, żeby udowodnić ci, że to naprawdę może się udać.
- Ell, przecież to nie ma…
- Cicho bądź! – krzyknął chłopak i zakrył dłonią jej usta.
Jego oczy płonęły. Poczuł, że wstępuje w niego jakaś siła, której nie umie przezwyciężyć. – Teraz mówię ja i radzę ci, lepiej mnie
wysłuchaj. Nie można twierdzić, że coś nie wyjdzie, jeśli się nawet tego nie
spróbowało. Powiedziałaś mi, żebym zapomniał o tym, co zdarzyło się w kinie.
Próbowałem, ale, cholera jasna, nie umiałem, rozumiesz? Nie umiałem zapomnieć! Bo przecież dobrze
wiem, że wtedy czułaś do mnie to samo, co ja nadal czuję do ciebie. Dlatego też
nie mogłem pojąć, czemu nie chciałaś dać nam szansy. Ale teraz już wszystko
jest jasne. Ty się po prostu boisz! Boisz się spróbować! Dlaczego, Rydel,
dlaczego? Przecież nie masz nic do stracenia!
- Zaadresowałeś fałszywą paczkę po to, żeby się ze mną
spotkać i powiedzieć mi to wszystko? – Blondyna próbowała zmienić temat. Mowa
Ratliffa zrobiła na niej wielkie wrażenie, ale wolała jeszcze nie odpowiadać na
jego pytanie.
- Nie paczka, tylko prezent. Nie jest fałszywy, to mogę ci
obiecać.
- A gdzie on jest?
- Stoi przed tobą – wzruszył ramionami chłopak.
Rydel popatrzyła na niego jak na wariata.
- Chcesz powiedzieć, że ty jesteś moim prezentem?! - zawołała. Ni stąd ni zowąd w jej głowie
pojawił się obrazek Ellingtona z ogromną wstążką przyczepioną do pleców,
wyskakującego jak królik z ogromnego, kartonowego pudła i krzyczącego
„NIESPODZIANKAAA!”. Wizja była tak realistyczna, że dziewczyna zaczęło
chichotać.
- Z czego się śmiejesz? – burknął brunet.
Delly odrzekła, z trudem łapiąc oddech:
- Zzz tego… jak wyglądałbyś… siedząc w…w… wielkim pudle z
kokardą!
Ell uniósł brwi i sam zaczął się śmiać.
- A jeszcze lepiej bym wyglądał, jakbym wyskoczył z
wielkiego tortu jako striptizer – dodał.
Rechotali jeszcze przez dobrych parę minut. Kiedy już się
uspokoili, Rydel wyznała ze szczerością:
- Jeszcze nikt nigdy nie zrobił dla mnie czegoś tak
pięknego. Dziękuję.
Uśmiechnęła się i przytuliła Ellingtona.
- Nie ma sprawy, jestem specjalistą od kosmicznych pomysłów
– wyszczerzył się chłopak -
- To jak?
Potrafisz odpowiedzieć na moje pytanie?
Rydel dobrze wiedziała, o co mu chodziło.
- Tak. Teraz już wiem, że warto spróbować – rzekła i objęła
go jeszcze mocniej.
- Kurcze, ja to umiem przekonywać ludzi - zaśmiał się brunet – Nawet nie wiesz, jak się
cieszę, że z udawanej pary staliśmy się prawdziwymi zakochańcami, Delly.
- Mam tak samo. Ale jedna prośba. Nie mów na mnie Delly. Nie
za dobrze mi się to kojarzy.
Ratliff pokiwał ze zrozumieniem głową.
- Dobrze. To od dziś będziesz moim Dellfinkiem, zgoda?
Blondynka zaśmiała się i w odpowiedzi cmoknęła go w
policzek.
Ellington był w tym momencie najszczęśliwszą osobą na ziemi.
***
Do zobaczenia :)
~`BabyBlue
poniedziałek, 8 lipca 2013
BONUSIK
Hej hej, rozdział pojawi się dopiero za tydzień, gdyż jutro wyjeżdżam na działkę, wracam 17go. A że to tak zwana "wieś zabita dechami" nie ma tam wifi :D
Ale jest pewna zaleta - będę miała mnóstwo czasu, żeby napisać parę rozdziałów naprzód. Także jak tylko wrócę do domku zabieram się za ich dodawanie ;)
A dziś obiecany przeze mnie MEGA GIGA bonus. Trochę zdjęć R5 (źródło - tumblr.com), trochę z Austina&Ally plus gify i quiz. To zaczynamy:)
Ale jest pewna zaleta - będę miała mnóstwo czasu, żeby napisać parę rozdziałów naprzód. Także jak tylko wrócę do domku zabieram się za ich dodawanie ;)
A dziś obiecany przeze mnie MEGA GIGA bonus. Trochę zdjęć R5 (źródło - tumblr.com), trochę z Austina&Ally plus gify i quiz. To zaczynamy:)
zdjęcia schodowe;)
haha jak ja uwielbiam to zdjęcie xD
Fajna koszulka, Rossy ;)
Tak Rocky, zdecydowanie powinieneś zdjąć koszulkę;)
Moja Elfowa Delly :**
Ah to Rikerowe ciałko:3
i parę gifów z Rockym i Rikerem:
No toż to oczywiste;)
Omnomnom *__*
Bu!
Riker: "Jezu, co my tu robimy?!"
Rocky: "GDZIE JEST KU*WA POLSKA JA SIĘ PYTAM???!"
Rocky: Ciekawe, czy na policzku też ma łaskotki...Ahahah jednak ma! :D
i rodzinka w komplecie (: haha mina Delly w ostatnim <3
a tu trochę zdjęć z A&A :)
Czas na króciutki quiz! Pytania są naprawdę banalne. Kto odpowie prawidłowo (i jak najszybciej) na wszystkie, będzie przeze mnie "reklamowany" i polecany przez następne trzy rozdziały!
1) Kto powiedział, że muzyka jest poezją z osobowością?
2) Kto uwielbia jeść GoGurty i ma starszą siostrę, która też jest aktorką?
3) Kto lubi Hello Kitty?
4) Kto ma dziewczynę o imieniu Kelly?
5) Kto jako jedyny z obsady Austina&Ally nie ma brązowych oczu?
teraz pytania odnośnie opowiadania:
6) Jaki kolor oczu ma Charlie?
7) Czy to prawda, że Ross kiedyś już chodził z Laurą?
8) Jak ma na nazwisko Alex?
9) Jak Raini najczęściej mówi na Calluma? (mogą być 2 określenia)
10)* Kim według ciebie jest Gemma?
Wyraź w dwóch zdaniach swoją opinię o tej bohaterce.
* - pytanie dodatkowe
A teraz coś o mnie. Krótko, żeby nie zanudzać;p
1) Trzej ulubieni aktorzy - Johnny Depp, Andrew Garfield, Logan Lerman
2) Trzy ulubione zespoły (oprócz R5 oczywiście;)) - Coldplay, The Offspring, The Ting Tings
3) Trzy ulubione filmy - "Iluzja", "Midnight in Paris", "Bandslam" plus wszystkie części HP i Piratów z karaibów
4) Nienawidzę żelków. Robi mi się po nich niedobrze O.o
5) Uwielbiam wszystkie możliwe dania makaronowe i typowe polskie dania typu pierożki :3
6) Jestem uzależniona od: Nutelli, muzyki, seriali, książek przygodowych, wygłupów, tańca, spania, wcinania słodyczy i lenistwa ^^
7) Gram od 5 lat na gitarze klasycznej i od 3 na elektrycznej, a ostatnio wreszcie dostałam w swoje łapy gitarę akustyczną! (ma się te dobre oceny:p)
8) Bardzo lubię pisać opowiadania i wiersze, tworzyć i komponować piosenki oraz tańczyć i drzeć się, kiedy nikogo nie ma w domu ;) ale z grafiką komputerową jestem do tyłu:(
9) Od września będę już licealistką. A przyznam, że trochę mi smutno, bo kolega, którego odzwierciedleniem jest postać Charliego, idzie do innej szkoły :(
10) W wakacje mam zamiar przeczytać 15 książek i codziennie ćwiczyć (haha życzcie mi powodzenia;D)
I to by było na tyle, mam nadzieję, że nie zanudziłam. Zapraszam do brania udziału w quizie.
I jeszcze raz baaaaaardzo dziękuję za wszystkie wyświetlenia i komentarze <3
Btw, macie jakieś plany na wakacje? Albo postanowienia? (:
PS: Jeśli chodzi o Nogrodę Liebster Blog, dziękuję za nominację, ale zupełnie nie mam pojęcia o co w tym chodzi. Czy to nie jest przypadkiem jakiś fejk? O.o W każdym razie proszę Was bardzo, żebyście mnie nie nominowali do tego typu konkursów, jak nie mam sprawdzonych informcji co to jest. Chyba że ktoś mnie oświeci:D
kocham Was, kocham Was, kocham Was :**
~`BabyBlue
poniedziałek, 1 lipca 2013
"Is this lady still so perfect to you?"
***
- Znów się widziałeś z tą rudą małpą?!
- Kochanie, po pierwsze żadną małpą, po drugie ona wcale nie
jest ruda. Mówiła mi, że często farbuje włosy.
- Aha! Czyli jednak się z nią spotkałeś!
- Nooo… Ale to czysty przypadek. Przechodziłem obok tego,
no… sklepu.
- I „przypadkiem” na nią wpadłeś, tak?
- No mnie więcej.
- Wiesz co, Ross? Wyjdź. Nie chcę tego dłużej słuchać.
- Ale kochanie, o co ci chodzi?
- Ty się jeszcze pytasz?! Wynoś się, powiedziałam. Świeże
powietrze dobrze ci zrobi, może wreszcie zaczniesz myśleć!
- Ale… – blondyn urwał bo w tym momencie Laura siłą
wypchnęła go za próg i zatrzasnęła mu drzwi przed nosem. Wzruszył ramionami i
poszedł przed siebie.
- Więc tak mniej więcej to wszystko wygląda – zakończyła
swoją opowieść Alex.
Jessy siedziała bez ruchu w swoim fotelu i jak zahipnotyzowana wpatrywała się w
dziewczynę. Wreszcie, po chwili
milczenia odchrząknęła i powiedziała:
- No tak, trudna sprawa, trudna. Przyznam szczerze, że nie
miałam pojęcia, że Charlie jest w takiej sytuacji. Dlaczego wcześniej mi o tym
nie powiedziałaś?
-Nie wiedziałam, do kogo się z tym zwrócić. Chciałam prosić
o pomoc rodziców, ale bałam się ich reakcji. Tylko pani mi została.
- Taaak, wszyscy robią ze mnie ostatnią deskę ratunku –
mruknęła ironicznie kobieta.
- To znaczy, że nie
zajmie się pani tą sprawą? – w głosie Alex słychać było zawód.
- Ależ nie. Zrobię
wszystko, co w mojej mocy, żeby wesprzeć Charliego. Tylko sęk w tym, że nie
wiem, co właściwie mam począć - przyznała Jessy bezradnie rozkładając ręce, po czym dodała - Biedny chłopak…
Alex kiwnęła głową i westchnęła ze zrezygnowaniem.
- No nic, dziękuję, że poświęciła mi pani swój czas – wstała
i skierowała się do wyjścia.
Naraz Jessy zupełnie niespodziewanie zerwała się z krzesła i
prawie wrzasnęła:
- WIEM!!!!
Dziewczyna podskoczyła ze strachu i obróciła się na pięcie.
- Słucham? – spytała, lekko ogłuszona. Jessy miała głos, i to potężny. Gdyby raz
zdarzyło jej się huknąć na kogoś w środku nocy, z pewnością wyrwałaby ze snu
całe sąsiedztwo.
- Wiem, co zrobić, dziecino!
- kobieta jakby na potwierdzenie swojej radości, trzasnęła o blat pękatą
teczką. Wyszła zza biurka, położyła ręce na ramionach Alex i pochylając się nad nią, rzekła z uśmiechem
- Charlie na jakiś czas zamieszka u nas, w studio.
Tymczasem szatyn wręcz dusił się w małym, schludnym pokoiku
Gemmy. Nawet szczerzący się do niego kot wiszący naprzeciwko nie zdołał rozwiać
ponurych myśli. Ostatnio coraz częściej zastawał u niej Rossa. Towarzystwo
blondyna irytowało go, więc zazwyczaj przepraszał ich i obiecywał dziewczynie,
że wpadnie później. Ale nie robił tego, by nie wyjść na idiotę. Już i tak
wystarczająco kretyńsko się czuł. Widział jak bardzo różnią się od siebie
spojrzenia Gemmy przesyłane jemu i Rossowi. Oczy dziewczyny otwarcie mówiły mu
„i po co jeszcze tu jesteś? i tak nie masz przy nim żadnych szans”. Czuł pod skórą,
że jest zbyteczny, że nie potrzebnie się narzuca. Ale nie chciał przestać. Gem
zbyt silnie na niego działała, nie mógł ot tak po prostu zniknąć z jej życia.
Nawet, jeśli tego właśnie pragnęła najbardziej.
Zrządzenie losu, jeśli tak można nazwać to nieszczęście,
nastąpiło dzisiejszego dnia. Charlie, kierując się po schodach w stronę
mieszkania rudowłosej, w ostatniej chwili schował się przed schodzącym w dół
Rossem (ciekawostka, ukrył się za jakimś marnym krzaczkiem, a blondyn nawet go
nie zauważył). To była jego szansa, nie mógł jej zmarnować. Odczekał parę minut i ze spokojem zapukał do drzwi
Gemmy.
- Oo czeeeeeść! – zaszczebiotała, niby ucieszona jego
widokiem – Wejdź, proszę.
Po pół godzinie rozmawiania o jakichś bzdetach (największym
hobby rudowłosej, jak można się było domyśleć, były zakupy i moda) Charlie ze
zdziwieniem stwierdził, że zupełnie skończyły mu się tematy. Nie był w stanie
pojąć, jak Ross może niemal codziennie wsłuchiwać się w podobną paplaninę.
Wtedy Gemma, upiwszy łyk herbaty z porcelanowej
filiżanki, zaproponowała mu, żeby powiedział coś o sobie. Miał dylemat – czy
wtajemniczać ją w swoje osobiste sprawy? Nie do końca darzył ją zaufaniem, ale…dawało
to nadzieję, że jego sytuacja diametralnie zmieni jej stosunek wobec niego.
- Moje życie jest.. bardzo skomplikowane – zaczął ostrożnie
– Nie mam rodziców, nie mam rodzeństwa.
- Taaaak? I co dalej? – mruknęła Gemma w skupieniu
przyglądając się swoim paznokciom.
Ta jej uwaga lekko stropiła szatyna. Puścić takie wyznanie
mimo uszu? Albo nie dosłyszała, albo miała w nosie to, co do niej mówił.
- Rodzice zginęli w wypadku – kontynuował Charlie – Zajęła
się mną babcia. Mieszkałem w jej domu przez wiele lat.
- Nie żartuj! Wychowuje cię babcia? – wykrzyknęła ni stąd ni
zowąd Gem.
- Wychowywała -
podkreślił chłopak.
- To co ty masz za
rodziców, że musiałeś z nią tak długo mieszkać? – spytała rudowłosa patrząc mu
niewinnie w oczy.
Szatyn nie mógł uwierzyć własnym uszom.
- Przecież mówiłem ci już – nie mam rodziców, zginęli w
wypadku.
- Mówiłeś? A, może i tak.
– wyglądała na lekko zmieszaną.
Po chwili, położyła rękę na jego ramieniu i dodała poważnym tonem – Bardzo mi przykro.
Nagle wstała,
wygładziła obcisłą spódniczkę, w którą była ubrana i rzekła tym samym wesołym
głosikiem, którym go powitała:
- Muszę na chwilę wyjść, skończyła mi się herbatka. Poczekaj
tu na mnie, dobrze?
Charlie powoli skinął głową. Patrzył jak rude bóstwo zakłada
botki, kurteczkę i jak zamyka za sobą drzwi.
Wszedł do jej pokoju i od dobrej godziny myślał o tym, co
zaszło. Podsumowując – Gemma wyglądała jak zwykle uroczo, ale kompletnie
zignorowała fakt, że Charlie jest sierotą. W ogóle go nie słuchała, a potem
próbowała ukryć wszystko trzepoczącymi rzęsami i uśmiechem. Alex zachowała się
inaczej… Przypomniał sobie jej reakcje i porównał jej zachowanie do zachowania
Gem. Bez dwóch zdań, rudowłosa piękność nie popisała się dziś delikatnością...Ale
jest taka słodka… Może trzeba przymknąć na to oko? W końcu każdemu może się zdarzyć…
NIE. Trzeba się otrząsnąć. A przynajmniej na razie dać sobie
spokój. Wrócić do domu, wziąć prysznic.
I pomyśleć o sprawach przyziemnych. Zbliżają się święta. Trzeba pomyśleć o
dekorowaniu domu, prezentach dla przyjaciół, ubieraniu choinki… Niedługo skończy
też 17 lat. Dawno nie widział się z
Alex. Może rozmawiała już z kimś w sprawie domu dziecka?
Wstał z zamiarem wyjścia. Przechodząc obok biurka, niechcący
zawadził o mały notesik z serduszkiem i napisem „Gem”, który w konsekwencji
upadł na podłogę. Charlie podniósł go i jakby od niechcenia otworzył na
ostatniej stronie. Zazwyczaj nie był ciekawski i nie lubił wtykać nosa w nie
swoje sprawy, ale coś podpowiedziało mu, że warto przeczytać choć jedną
stronkę. Może będzie tu notka o nim? Nie mylił się:
„Nie sądziłam, że ten
chłoptaś nadal będzie tu przychodził. No, ale w sumie czemu się tu dziwić, w
końcu ja to ja. Działam na niego jak magnes. A przecież robię co mogę, żeby go
do siebie zniechęcić. Udaję idiotkę, gadam o wyprzedażach, sukienkach,
szpilkach Paris Hilton, a on to dzielnie znosi. Nawet kiedy zupełnie go olewam,
nie łapie aluzji. Doprawdy, już nie
wiem, co robić. Plan dotyczył głównie Rossa, a on był tylko dodatkiem. Taką
ozdóbką, Jeszcze jednym odznaczeniem za wybitne osiągnięcia. Skąd miałam
wiedzieć, ze okaże się takim nieciekawym i nijakim facetem? Za to Ross… Ahh
podoba mi się w nim absolutnie każdy szczegół. Zrobię wszystko, żeby pożegnał
się raz na zawsze z tą swoją Laurą.”
-Ty podła suko – wyszeptał Charlie, po czym wybiegł z
mieszkania Gemmy i pognał w kierunku swojego domu.
Laura przyglądała się sobie w lustrze. Zastanawiała się „co
jest ze mną nie tak? czego mi brakuje? co on tak naprawdę w niej widzi?”. No bo
co było niezwykłego w Gemmie? Wymuskana lala, z toną makijażu. Rudzielec.
Chociaż nie, podobno się farbuje. Rzeczywiście, kiedy pierwszy raz ją
zobaczyła, dostrzegła ledwo widoczne blond odrosty na czubku jej głowy. A może
Gemma wcale nie jest tą osobą, za którą się podaje? Ee, to już przesada. Zycie to nie film
sensacyjny i takie wypadki się chyba nie zdarzają…
Gem cicho pogwizdując, otwierała drzwi do domu. Była niemal
pewna, że Charlie nadal na nią czeka. „Co za żałosny głupek” – pomyślała. Ale
spotkało ją rozczarowanie. Zajrzała do kuchni, łazienki, pokojów. Nie ma po nim
śladu. W sumie to nawet lepiej, może wreszcie zrozumiał, że nie ma u niej
szans. Gemma z zadowoleniem rozsiadła się w fotelu i przymknęła oczy. Coś
jednak nie dawało jej spokoju. Rozwarła powieki i spojrzała na biurko. NOTES!
Leżał na środku, a nie tak jak zwykle na brzegu biurka. W dodatku był
otwarty! Momentalnie zrobiło jej się
gorąco. Proszę, proszę. Nie spodziewała się tego po nim. Czytać cudze notesy!
To już jest bezczelne! A co jeśli… wszystkiego się domyślił?
- Chyba go nie doceniłam – przyznała z obawą Gemma.
trzymajcie się! i miłych wakacji:)
~`BabyBlue
Subskrybuj:
Posty (Atom)