Chciałam ogłosić, że tymczasowo zawieszam bloga :( i to nie dla tego, że nie mam pomysłów, przeciwnie. mam ich nadal bardzo dużo. jeden powód. całkowity brak CZASU.
w tym tygodniu 3 sprawdziany, 2 kartówki, 2 zaliczenia a mam na głowie jeszcze konkurs z angielskiego i krasomówczy. muszę zrobić 5-ciominutowy film i nauczyć się jakoś wysławiać :p
tragedia, a najgorsze, że z ocenami średnio i muszę sporo poprawić. ( nie to że się jakoś tragicznie uczę, ale 4 z jakiegoś EDB mnie nie zadowala :D) także sporo pracy przede mną, bardzo przepraszam, że tak wyszło.
wracam pewnie dopiero na ferie (a u mnie zaczynają się najpóźniej)
albo wcześniej, zależy czy odpędzę się od roboty w szkole.
baaaaardzo dziękuję za wszystkie miłe komentarze i wyświetlenia, jesteście kochani :* mam nadzieję, że mnie nie opuścicie i kiedy wrócę znów będziecie czytać i komentować rozdziały.
na pocieszenie daję parę gifów i obrazków.
czekajcie cierpliwie, bo I"LL BE BACK :D
~`BabyBlue
Łączna liczba wyświetleń
niedziela, 6 stycznia 2013
niedziela, 30 grudnia 2012
"Why does it feel so good but hurt so bad? My mind keeps saying: Run as fast as you can..."
***
Tymczasem przyjaciółki miło spędzały czas w domu Laury.
Nadszedł czas na grę w „pytanie czy wyzwanie”.
Przyszła kolej na Rydel, właśnie miała zlecić Raini, by przy najbliższej
okazji przytuliła Caluma, gdy nagle
głośno zadzwonił czyjś telefon.
- Eh czekajcie, ktoś się do mnie dobija – rzekła ze
znudzeniem Alex, wyjmując z kieszeni komórkę.
- Może to twój kochaś? – spytała niewinnie Laura i
zachichotała. Zawtórowały jej Raini i Rydel, która, rzucając Alex pełne
dwuznaczności spojrzenia, rysowała w powietrzu serduszka.
Nastolatka zgromiła przyjaciółki wzrokiem, położyła palec na
ustach i odebrała połączenie.
- Halo?
- Alex…. – w słuchawce odezwał się cichy, zachrypnięty głos.
- Charlie?
- Tttak…
- Coś się stało? Czemu tak dziwnie mówisz?
- Mmmoja..moja babcia… – jąkał się chłopak – Eh….Proszę,
przyjedź do szpitala.
- Co? Co z nią? Charlie! – krzyknęła Alex ale szatyn już
zdążył się rozłączyć.
- Boże.. – szepnęła dziewczyna patrząc w przestrzeń.
- Czy możesz nam wytłumaczyć, o co biega? Coś się komuś
stało? – wypytywała ją Raini.
- Wygląda na to, że niestety tak. Muszę jechać do szpitala na
Crossing Steet. Natychmiast – postanowiła Alex i skierowała się do wyjścia.
Złapała po drodze swoją torebkę i bluzę w pasy
- A może pojedziemy z tobą? – zaofiarowała się Rydel.
– Niee, spoko. Załatwię to sama. Przepraszam, ze tak wyszło.
Nie chciałam wam popsuć imprezy.
- No coś ty, nie popsułaś. Charlie cię potrzebuje, więc
idziesz mu z pomocą, to zrozumiałe – mrugnęła do niej Laura.
Alex westchnęła z politowaniem, ucałowała na pożegnanie
przyjaciółki i pospiesznie wyszła z domu. Skierowała się na najbliższy
przystanek. Szczęście jej sprzyjało – po niecałej minucie przyjechał duży
autobus linii 238, który zatrzymywał się tuż przed szpitalem. Był niemal całkowicie
pusty, więc z czystym sumieniem mogła spocząć na wygodnym siedzeniu. Kwadrans
później pojazd zatrzymał się na przystanku „Crossing Street”. Alex zręcznie
zeskoczyła ze stopni autobusu i pognała w stronę szpitala.
Rozglądając się uważnie, szukała wzrokiem Charlie’go. Po
paru minutach żmudnego poszukiwania stwierdziła, że lepiej będzie do niego
zadzwonić.
- Gdzie jesteś? – rzuciła do słuchawki.
- Niedaleko - rozległo się gdzieś w pobliżu Alex. Rozejrzała
się ze zdezorientowaniem. I wtedy go zobaczyła – oh, w jakże opłakanym stanie!
Spuchnięte, zaczerwienione oczy, z których wyzierała nicość, przeraźliwie biała
twarz i drżące usta, na których nie było widać cienia uśmiechu. Zgarbiony, z
lekko pochyloną głową. Nie, to przecież nie może być ten sam uroczy i zawsze
pogodny Charlie! To niemożliwe!
Alex powoli podeszła do chłopca i spojrzała w jego oczy.
Zazwyczaj tliły się w nich wesołe iskierki, które rozświetlały agrestowy kolor
tęczówek. Teraz widziała w nich tylko martwą pustkę. Zdawało się jej, że
Charlie nawet nie zauważył, że przed nim stoi, cały czas, jakby w odrętwieniu
spoglądał w dal. Bez wahania podeszła jeszcze bliżej. Wspięła się na palce i
delikatnie oplotła ramionami szyję chłopca. Szatyn zamknął oczy, położył głowę
na barku dziewczyny i mocno objął jej talię. Alex natychmiast wyczuła, że jej
towarzysz drży. Poczęła więc gładzić jego włosy i szeptać mu do ucha
uspokajające słowa.
- Umarła parę godzin temu – wymamrotał Charlie – a ja nawet
nie zdążyłem się z nią pożegnać. Alex!
Alex, wiesz, co to znaczy?! Zostałem sam
na świecie…
- Nie mów tak! To, że odeszła, nie znaczy, że naprawdę cię
opuściła, pamiętaj. Zawsze będzie blisko ciebie, już nie ciałem, ale duchem.
- Mówisz tak, bo łatwo ci tak mówić. Masz dom, masz
rodziców, dziadków… A ja nie mam już nikogo…
- A ja? – uśmiechnęła się Alex – Wiem, że cholernie trudno
jest żyć po stracie kogoś bliskiego.
Rozumiem, co czujesz. A przynajmniej staram się zrozumieć. I bardzo,
bardzo ci współczuję.
- Twoje współczucie nie wróci jej życia!
- Nie denerwuj się. Chcę ci pomóc przetrwać te trudne
chwile. Tak jak ty mi pomogłeś z… sam wiesz kim. Z tamtym wydarzeniem daliśmy
sobie radę, teraz też nam się uda.
Charlie delikatnie wyswobodził się z uścisku.
- Nie zasługuję na
twoją pomoc, Alex. Jestem.. ughhh… jestem żałosnym, nic nie wartym gnojkiem,
draniem, idio…
- Ciii – przerwała mu nastolatka kładąc palce na jego
ustach. Po chwili przybliżyła się do twarzy chłopca, by złożyć na jego wargach
pocałunek. Charlie odskoczył w tył, jak oparzony.
- NIE! Proszę, nie rób tego!
- złapał ją za ramiona – Nie rozumiesz?! My nie możemy…
- Dlaczego? – dziwiła się Alex.
- Bo nie powiedziałem ci czegoś ważnego. Zrobiłem coś
głupiego i teraz brzydzę się samego siebie….To ja zniszczyłem twoje urodziny.
- CO?! – Alex nie mogła uwierzyć własnym uszom.
W tym samym czasie Laura, Raini i Rydel kontynuowały zabawę
w „pytanie lub wyzwanie”. Zbliżał się już wieczór, ale chichotom, żartom i
docinkom nie było końca. Naraz wszystkie
trzy przyjaciółki podskoczyły ze strachem. Ktoś dzwonił do drzwi! Nie
spodziewały się żadnych gości, zwłaszcza o tej porze, toteż z pewnym lękiem
zeszły po schodach do ganku.
- Yyym. Laura, ty tu jesteś „gospodynią domu”... – zaczęła
Raini.
- No i co w związku z tym? – brunetka skrzyżowała ręce.
- A to że jazda!
Szoruj i otwieraj – Rydel odwróciła przyjaciółkę i lekko popchnęła ją w stronę drzwi.
- Ejj to nie sprawied.. – urwała widząc, że dziewczyny w
popłochu schowały się w salonie.
Laura westchnęła i
podeszła do drzwi. Wyjrzała przez lufcik, ale na próżno, nic nie było
widać w mrokach wieczoru. Ostrożnie otworzyła zamek i uchyliła drzwi. W progu,
nonszalancko oparty o framugę stał wysoki blondyn.
- No cześć, mała.
- Aaa to ty – westchnęła z ulgą Laura – Nieźle nas
przestraszyłeś. Ale właściwie, to co tu robisz? To babska impreza.
- No to co? – wzruszył ramionami Ross.
- A to, że dla facetów WSTĘP WZBRONIONY. Także żegnam pana.
- Jeszcze się nie
przywitałaś, kochanie, a już się żegnasz?
- prawił jej wyrzuty.
Brunetka zrezygnowana podeszła do chłopaka i cmoknęła go w
policzek.
- Pffff. Przepraszam, to niby miało być „przywitanie
ukochanego”? - prychnął Ross.
- A niby jak… - Laura nie zdążyła dokończyć zdania. Ross
złapał ją za ramiona, mocno przycisnął do drzwi i namiętnie pocałował.
- Ross, Ross, Ross.
Czy ty zawsze do jasnej cholery musisz mi przerywać?! - Laura udawała złą, by ukryć jak bardzo podobał
się jej ten pocałunek.
- A myślałem, że usłyszę co innego. Cos typu „ Boże, ale ty
świetnie całujesz” albo „ No dobra, możesz zostać na imprezie”.
- Ooo, tego drugiego na pewno nie usłyszysz.
- No prooooooooooszę – blondyn starał się ją przekonać
robiąc słynną minę skrzywdzonego pieska.
- Nie, nie, tylko nie numer z pieskiem – zaśmiała się
dziewczyna.
- Plis, plis pliiiis. Zostałbym tylko na parę minut, żeby
się ogrzać. Wiesz jak dziś zimno na dworze?
- Nooo… - Laura zdawała się powoli przekonywać do propozycji
Rossa.
- Nie wpuszczaj go! – zawołały jednocześnie Raini i Rydel wychylając głowy z pokoju.
- DO SALONU!! – ryknęła na nie brunetka, więc obie
nastolatki potulnie spełniły jej rozkaz.
Ross starał się zachować powagę, ale przychodziło mu to z
niemałym trudem.
- A ty z czego się śmiejesz, co? - spytała go podejrzliwie Laura.
- A z tego, że… po prostu nie możesz mi się oprzeć – odparł
zadowolony blondyn.
- Tak, tak. Wmawiaj to sobie, kochanie - nastolatka uchyliła nieco szerzej drzwi –
To wchodzisz?
- Skoro zapraszasz – mrugnął do niej chłopak i wszedł do
środka.
- Lauraaaaaa przecież się umawiałyśmy, nie zapraszamy
facetów. A już na pewno nie mojego irytującego braciszka – jęczała Rydel.
- Spoko siostra, dla was też się znajdzie towarzystwo - uśmiechnął się tajemniczo Ross – O, a gdzie
Alex?
- Musiała wyjść, nagły wypadek z Charliem – poinformowała go
Raini.
- Ahaa – odparł powoli chłopak – No, w każdym razie. Co
robimy?
- A na co ty się, przepraszam, nastawiasz? Przecież jesteś
tu tylko parę minut, a potem spadasz do domu – zauważyła Rydel zajadając się
chipsami paprykowymi.
- Dobra dobra, ale „parę minut” jeszcze nie minęło, prawda?
Poza tym, nie poznaję cię – ty jesz chipsy?!
Ryd zastygła ze słoną przekąską w jednej, a z paczką w
drugiej ręce.
- Okazyjnie – wzruszyła ramionami i z żalem odstawiła chipsy
na miejsce.
Pięć minut później powtórnie odezwał się dzwonek do drzwi.
- Kogo znowu niesie? – jęczała Raini.
- Nie wiem, nie wiem. Trzeba sprawdzić – odparł Ross
ukrywając uśmiech.
Laura z ociąganiem podeszła do drzwi wejściowych i
pociągnęła za klamkę.
- A wy co tu robicie?!
- krzyknęła widząc przed sobą dwóch chłopców.
W tym samym czasie Alex wciąż przebywała z Charliem w
szpitalu. Znaleźli ustronne miejsce do rozmowy – małe pomieszczenie na końcu
korytarza. Wpuścił ich tam lekarz, który poinformował chłopca o śmierci babci.
Alex milcząc skierowała pytający wzrok na szatyna.
Charlie nabrał powietrza w płuca i zaczął opowiadać.
- Pewnie zaczniesz mnie nienawidzić, przestaniesz się do
mnie odzywać… Bo to, co się zdarzyło…to wszystko moja wina. Zaczęło się od
telefonu twojej przyjaciółki.
- Jennifer?! -
zawołała Alex.
- Tak. To moja daleka kuzynka. Wiedziała, w którym hotelu
mieszkasz, po co przyjechałaś i kogo poznałaś. Była zazdrosna. Skontaktowała
się ze mną i poleciła mi, żebym się z tobą zapoznał. Później dała mi twój
numer, żebym mógł znów się z tobą spotkać. A wszystko po to, żebym cię w sobie
rozkochał i odciągnął od Rossa…
Alex gwałtownie wstała.
- Czyli to wszystko było jednym wielkim kłamstwem?! Te
spotkania, te pocałunki, te rozmowy? Nie, nie wierzę ci!
- Proszę, wysłuchaj mnie do końca! Próbowałem, ale mi nie
szło. Cały czas utrzymywałaś ten swój pieprzony dystans, nie umiałem się do
ciebie zbliżyć. Wtedy usłyszałem, że zbliżają się twoje urodziny. Stwierdziłem,
że to świetna okazja, by wrobić Rossa. Wszystko uzgodniłem z Jennifer. To ja
pozwoliłem Pixie zniszczyć prezent, to ja poluzowałem śrubki w napisie i w
odpowiednim momencie pociągnąłem za sznurek, żeby baner spadł na ciebie. I
wreszcie to ja zniszczyłem tort. Rozumiesz już, dlaczego nie zasługuję na twoją
pomoc.
Alex milczała. Wciąż nie mogło do niej dotrzeć, że przez
tyle czasu obrażała się na Rossa, chociaż to nie on był winny całemu zdarzeniu.
- Wiesz, dlaczego mówię ci to wszystko? – kontynuował
Charlie – Bo wreszcie uświadomiłem sobie, jaką krzywdę ci zrobiłem. I dopiero
dziś dotarło do mnie, że niepotrzebnie udawałem. Bo po co udawać, że się kogoś
kocha, skoro to najszczersza prawda?
- Przykro mi ale… trudno w to wszystko uwierzyć – odparła po
chwili milczenia dziewczyna.
- Rozumiem cię – uśmiechnął się kwaśno szatyn - W ogóle dziwię się, czemu mi jeszcze nie
przywaliłaś w twarz.
- Bo ci współczuję – westchnęła Alex.
- Więc może to jest właśnie powód, żeby mi uwierzyć? –
spytał z nadzieją chłopiec – Bo zostałem sam na świecie. Sam ze swoimi błędami
i kłamstwami. Wydaje mi się, że jedyną prawdą jest tylko moje uczucie.
- Charlie, potrafisz pięknie mówić. Ale skąd mam wiedzieć,
czy te twoje gwarancje są słuszne? Już raz się zawiodłam, nie chcę znów
przechodzić przez to samo.
- Tylko ty mi
zostałaś na świecie, pamiętasz? Bo co mi po zazdrosnej kuzynce…
- Jennifer? – prychnęła Alex – Nigdy by mi czegoś takiego
nie zrobiła. Przyjaźnię się z nią od dziecka.
- Tak? Więc dlaczego nie odzywała się do ciebie przez parę
miesięcy? Czy tak postępuje prawdziwa przyjaciółka? - pytał Charlie.
Znów zapadła pomiędzy nimi kłopotliwa cisza. W końcu ich spojrzenia
spotkały się. Nieświadomie zaczęli się do siebie przysuwać. Twarze zbliżały się
do siebie coraz bardziej i bardziej… Szatyn delikatnie pogłaskał policzek Alex.
Zamknęła oczy…
- Nie – wyszeptała i zdjęła z twarzy rękę Charlie’go - Nie
mogę.
- Dlaczego? – zasmucił się nastolatek.
- Daj mi czas, muszę to wszystko przemyśleć. Dobrze?
- Jasne – odparł uśmiechając się sztywno.
-
Ell! Calum! - zawołał Ross przybijając piątki kolegom.
-
No niee, przyszła jedna małpa to musiały się przywlec jeszcze dwie – westchnęła
Raini.
-
Sorry, ale to impreza zamknięta. Wypad! – zawołała Laura zamykając przed
chłopcami drzwi. Ratliff w porę jednak zablokował je butem.
-
Zaraz zaraz. Rossa to wpuściłyście, a nas to już nie? Ładnie to tak?
- Skoro już musieliście przyjść, to gdzie
reszta mojego wspaniałego rodzeństwa? – spytała Rydel.
-
Rocky u kolegi, Riker choruje w domu, a Ryland to śmierdzący leń – pospieszył z
wyjaśnieniami blondyn.
-
Ale akurat Ell mógł przyjść… - odparła powoli Ryd.
-
Tak jakoś wyszło – Ross puścił jej oczko i skierował się do salonu.
-
Oo, widzę, że ktoś tu grał w „pytanie czy wyzwanie” – ucieszył się Calum widząc
pustą butelkę po coli pełniącą rolę wskaźnika.
-
Proponuję kontynuację tej gry – zabrał głos Ellington.
-
Zgadzam się. Tylko zmieńmy trochę zasady – dodał Ross nie zważając na błagalne
spojrzenia siostry - podzielimy się w
pary. Ja będę z Laurą, Raini z Calumem a Rydel z Ratliffem. Może tak być?
-
Eej to nie uczciwe! Laura to twoja dziewczyna, więc wam to i tak nie zrobi
różnicy – prychnęła Raini.
-
Właśnie na tym polega cała zabawa – zachichotał blondyn.
-
Dobra, proszę państwa, nie ociągamy się. Raz raz! - zaklaskała w dłonie Laura – Dobieramy się w
pary i zaczynamy!
***
Przepraszam, ze dodaję dopiero teraz, ale przez dwa dni chorowałam. złapałam jakiegoś wrednego wirusa i miałam gorączkę :/ ale teraz lepiej, dlatego podgoniłam to, co miałam napisane i dodaję dzisiaj :)
ogólnie średnio mi się podoba, taki długi i bezsensowny. no ale mam nadzieję, że Wam się spodoba.
a teraz piosenka którą uwielbiam ( jej fragment zamieściłam też w tytule) <3
pozdrawiam serdecznie i życzę szalonego Slywestra! ;)
zapraszam też na bloga Weroniki :)
http://austin-story-ally.blogspot.com/
zapraszam też na bloga Weroniki :)
http://austin-story-ally.blogspot.com/
~`BabyBlue
sobota, 22 grudnia 2012
"Sorry, but I'll tell you a sad story..."
***
Zbliżała się północ, nasza bohaterka leżała już w łóżku,
wspominając miniony wieczór.
„Co za chałowe urodziny” – myślała Alex wpatrując się w
sufit. Nie wierzyła, że to, co się wydarzyło było, tak jak to mówił Ross, tylko nieszczęśliwym wypadkiem. W końcu przed
przyjęciem nieźle się ze sobą pokłócili…
A jeśli to nie przez niego została
prawie zgnieciona przez ogromny baner, to niby kto zawinił? Laura? Raini?
Calum? Nikogo z rodzeństwa Rossa nie podejrzewała, bo dotychczas nie miała z
nimi nawet drobnej sprzeczki. Charlie też raczej nie mógł tego zrobić, bo… on
jest inny. Nie zepsułby jej urodzin, nie miałby powodu. O! Chyba właśnie
dzwoni. Jak to on, zupełnie niespodziewanie i to o późnej porze.
Alex złapała za komórkę i rzuciła zmęczonym głosem:
- Hallo?
- Cześć, jak tam? – odezwał się Charlie.
- Beznadziejnie.
- Wiem, trochę głupio
wyszło.
- Głupio? Mało powiedziane! Już mogłam przeżyć fakt, że mój
prezent został obsikany przez psa. Zniosłam nawet to, że przez ten cholerny
baner strasznie boli mnie stopa. Ale nie, Ross musiał jeszcze spieprzyć sprawę
z tortem. To już lekka przesada, nie sądzisz? – wybuchła Alex.
- No cóż, chłopak miał zły dzień… - stwierdził ostrożnie szatyn.
- Ale z nim to tak zawsze, rozumiesz? Najpierw coś schrzani,
przeprasza, a potem znów to samo.
- Nie przejmuj się, masz jeszcze mnie. Zawsze do usług –
zaśmiał się Charlie.
- Wiem, przynajmniej na ciebie mogę zawsze liczyć –
uśmiechnęła się Alex – Jesteś kochany.
- Dzięki. Przez grzeczność nie zaprzeczę.
- Wiedziałam, że to powiesz!
- A widzisz, jak się okazuje nie tylko ja umiem czytać w
myślach.
- A umiesz? -
droczyła się Alex.
- No jasne, że tak – stwierdził chłopak.
- To o czym teraz myślę?
- Raczej o kim, moja droga. Oczywiście o mnie - odrzekł z
pewnością w głosie Charlie.
- Hmm. Powiedzmy, że zgadłeś.
- No to miłych snów, skarbie…. o mnie.
- Miłych snów – zaśmiała się Alex – I..EJ! Jaki znów
skarbie?! – rzuciła jeszcze, ale Charlie już zdążył się rozłączyć.
- Eh, co za głupol – stwierdziła dziewczyna i cicho
chichocząc rzuciła się na poduszki.
* tydzień później*
- Jak tam sobie radzisz, córeczko?
- Wszystko okej, jestem grzeczna i dobrze się uczę - powtórzyła po raz setny Alex. Rodzice dzwonili tylko dwa
razy w tygodniu, by nie wydać na dużo pieniędzy na połączenia, ale zazwyczaj
tak długo im schodziło na rozmowie z córką, że koszty wyszłyby takie same,
jakby dzwonili codziennie.
- A doszedł do ciebie prezent? – spytała Polie.
- Jeszcze nie, ale chyba niedługo powinien przyjść.
- Właściwie to już powinien być – tata Alex wyrwał słuchawkę
z rąk żony - Wysłaliśmy go dokładnie w
dniu twoich urodzin. Pewnie znów są jakieś opóźnienia.
- Spokojnie, tato. Nawet jeśli mają jakieś problemy na
poczcie, prędzej czy później prezent do mnie dotrze – uspokoiła go Alex – A jak
tam u was? Czy nie dzwoniła Jennifer?
- Nie, niestety nie, córeczko. Nadal się nie odzywała.
- Hmm to szkoda. Dzwoniłam do niej z tysiąc razy i nie
odbiera. Martwię się.
- Na pewno niedługo zadzwoni, chociażby po to, żeby ci
złożyć spóźnione życzenia – stwierdził John – Czy robiłaś imprezę urodzinową?
- Eh tak, przyjaciele zrobili mi małe
przyjęcie-niespodziankę – westchnęła dziewczyna.
- A czemu tak posmutniałaś, co? – zmartwiła się Polie, która
w końcu odzyskała słuchawkę.
- Bo impreza niezbyt się udała. Z resztą nieważne, długo by
opowiadać.
- Ale..
- Muszę już kończyć – przerwała rodzicom Alex – mam zadaną
masę zadań z angielskiego i to na jutro. Nieźle nas męczą na tych zajęciach.
Rozłączyła się i położyła komórkę na szafce. Nie lubiła
kłamać (bo pracę domową już dawno odrobiła), ale tym razem musiała to zrobić. Inaczej
rodzice zamęczyliby ją pytaniami o nieudane przyjęcie. A Alex nie chciała
kolejny raz opowiadać tej koszmarnej historii. Na szczęście noga przestała już
boleć, nie miała też problemów z dogadaniem się z przyjaciółmi. Tylko Ross…
znów przestali się do siebie odzywać. Widywali się tylko na planie i na zajęciach
w StarWork Company. Ta niezdrowa relacja była dla Alex bardzo uciążliwa i
powoli miała dość pracowania w jednym pomieszczeniu z obrażonym blondynem. Na
szczęście humor poprawiały jej Laura, Rydel i Raini. Często się spotykały na „babskie
ploteczki”, co bardzo je do siebie zbliżyło.
W tej chwili właśnie, wszystkie cztery przebywały w pięknym
domu Laury. Zajadając się chipsami, oglądały jakiś nudny film.
- Błaaaagam, wyłączmy ten chłam, bo już nie mogę – jęczała Alex.
- Co, czyżbyś nie
lubiła romansów? - spytała z
zaciekawieniem Raini.
- Hmm, powiedzmy, że nie jestem w nastroju na kiepskie
opowiastki o miłości – odparła zgryźliwie nastolatka.
- A właśnie, skoro już mówimy o miłości… Co u Charlie’go? –
rzuciła Rydel unosząc znacząco brwi.
Alex zaczerwieniła się.
- Skąd to pytanie? Przecież my nie jesteśmy razem.
- Aha! Od razu się domyśliłaś, o co mi chodzi. Czyli coś
jednak jest na rzeczy – zaśmiała się siostra Rossa.
- Właśnie właśnie, nie wykręcaj się, kochana – poparła ją
Laura.
- Słuchajcie, naprawdę. Nie wiem o czym mówicie. Charlie i
ja jesteśmy TYLKO przyjaciółmi – tłumaczyła im Alex.
- Jasne jaaasne. To z kim tak wczoraj gadałaś przez
telefon? I z kim SMS-owałaś przez całe
sobotnie popołudnie? I wreszcie – kto po ciebie przyszedł pięć razy w
poprzednim tygodniu tylko po to, żeby wyciągnąć cię na spacer? - bombardowały ją pytaniami przyjaciółki.
- No już dobra. Przyznaję, lubię go. Nawet bardzo.
ZADOWOLONE?
- Tak! – Laura, Raini
i Rydel przybiły sobie piątki – w końcu się przyznała!
Alex spojrzała na nie z politowaniem i pokręciła głową.
Tymczasem Charlie właśnie wracał z wizyty u kolegi. Kierował
swoje kroki do szpitala, by dowiedzieć się, jak się czuje babcia. Ostatnio było
z nią coraz lepiej, więc chłopak żył nadzieją, że niedługo wszystko wróci do
normy. Długo musiał czekać na poprawę zdrowia babci. Była bardzo schorowana,
więc jej pobyt w szpitalu znacznie się przedłużył. Charlie musiał radzić sobie
sam – gotował, sprzątał, zajmował się kotem babci, Fredem i pielęgnował mały, śliczny ogródek. Szło mu to
z niemałym trudem, ale dawał sobie radę. W razie czego zawsze mógł liczyć na
pomoc życzliwych sąsiadów. Bowiem Charlie miał niezwykły dar zjednywania sobie
ludzi. Bardzo łatwo nawiązywał kontakty i zyskiwał nowych przyjaciół. Dzięki
temu nigdy nie czuł się samotny, mimo nieobecności babci.
Właśnie kierował się na salę, gdzie leżała chora. Drogę
zagrodził mu wysoki, poważnie wyglądający lekarz.
- Pan Charlie Smith?
- Tak, a o co chodzi? – spytał niepewnie chłopak.
- Wnuczek pani Smith, z domu Herstwish? - badał
dalej mężczyzna.
- Yyy, tak. Czy mogę przejść? Byłem umówiony. -
niecierpliwił się Charlie.
- Czy mógłbyś mi podać numer telefonu rodziców, lub kogoś z
twojej rodziny? – nie ustępował lekarz.
- Przepraszam, ale o co panu chodzi? Ja nie mam rodziców,
zginęli w wypadku, kiedy miałem dwa lata. Wychowuje mnie babcia i właśnie
usiłuję wejść na jej salę.
- Obawiam się, że to nie będzie możliwe – odparł poważnie
lekarz.
- Dlaczego? -
zaniepokoił się Charlie – Proszę mnie wpuścić, chcę ją zobaczyć.
- Nie sądzę, by to był dobry pomysł. Trzeba się uspokoić,
ochłonąć.
- Co z nią? Co z moją
babcią?!
- Była bardzo dzielną kobietą.
- Jak to BYŁA? Przecież.. – urwał widząc smutne oczy
lekarza.
- Bardzo mi przykro…Pani Herstwish zmarła dwie godziny temu...
http://www.austin-story-ally.blogspot.com/ wchodźcie, bo warto:)
Pam para paaaam!
WYNIKI KONKURSU :)
wzięły w nim udział tylko dwie osoby, co mnie trochę smuci, no, ale. ;)
Ogłaszam wszem i wobec, że dwa pierwsze miejsca zajęły...
WERONIKA CZURYSZKIEWICZ ORAZ MEGAN!!!
gratuluję dziewczyny :)
Weronice już obiecałam polecanie jej bloga i gify. A co by chciała dostać Megan? (pytam, ponieważ nie mam pojęcia, jakie nagrody mogę Wam zafundować ) :D
a dziś rozdział, więc bądźcie czujni
^^ Wesołych Świąt wszystkim !!
~`BabyBlue
wzięły w nim udział tylko dwie osoby, co mnie trochę smuci, no, ale. ;)
Ogłaszam wszem i wobec, że dwa pierwsze miejsca zajęły...
WERONIKA CZURYSZKIEWICZ ORAZ MEGAN!!!
gratuluję dziewczyny :)
Weronice już obiecałam polecanie jej bloga i gify. A co by chciała dostać Megan? (pytam, ponieważ nie mam pojęcia, jakie nagrody mogę Wam zafundować ) :D
a dziś rozdział, więc bądźcie czujni
^^ Wesołych Świąt wszystkim !!
~`BabyBlue
sobota, 15 grudnia 2012
"I'm not a bad guy!"
***
- To… to dla mnie?! To wszystko dla mnie?! – krzyczała
radośnie Alex, rozglądając się dookoła.
Przyjaciele triumfując przybijali sobie piątki i wymieniali porozumiewawcze
spojrzenia.
- Tak, kochana. W końcu dziś są twoje urodziny – uśmiechnęła
się Raini.
- Hhhej, Alex – Ross niepewnie podszedł do dziewczyny.
- No hej. Miło, że przyszedłeś. W ogóle świetnie, że wszyscy
tu jesteśmy – zaśmiała się nastolatka.
- To może przejdziemy do prezentów? Dam głowę, że już nie
możesz wytrzymać, żeby się dowiedzieć, co dostałaś – wyszczerzył zęby Calum.
- To chyba twój pierwszy dobry pomysł, rudzielcu. Robisz
postępy – docięła mu Raini.
- Dobra dobra, nie
gadajmy tyle, solenizantka czeka na prezenty – niecierpliwiła się Laura.
Wszyscy ustawili się w kolejce do Alex, trzymając w rękach
upominki.
- Kochanie, życzę ci wszystkiego, co najlepsze – uśmiechnęła
się Rydel wręczając nastolatce sporych rozmiarów prezent.
Alex ciekawie zajrzała do torby – Oh! Jakie piękne!
Rydel kupiła jej parę eleganckich, czarnych szpilek z
delikatnymi kryształkami, przenośne mini radio, parę różowo-niebieskich
słuchawek oraz ogromną paczkę z cukierkami.
- Rydel, jesteś wspaniała, nie wiem, co powiedzieć! – wołała
Alex z oczarowaniem przyglądając się prezentom.
Po blondynce przyszedł czas na resztę rodzeństwa Rossa, scenarzystów
i zaprzyjaźnionych pracowników Star Work Company. Dostała od nich m.in. fioletową bluzę z
napisem „Hug giver”, maskotkę króliczka, dwie książki, płytę R5 ze świątecznym
wydaniem, gruby album zapełniony ich wspólnymi zdjęciami i tonę słodyczy.
Na samym końcu kolejki stał Ross.
- Proszę. Chciałem cię bardzo przeprosić, że…znów zachowałem
się jak idiota – powiedział blondyn, wręczając dziewczynie żółtą torbę.
- Oh, nic się nie…zaraz – Alex przysunęła do twarzy torbę i
zmarszczyła nos – co tak… osobliwie pachnie?
- O czym ty mówisz? – stropił się Ross.
- Powąchaj – przysunęła torbę tuż pod jego nos.
- Uh! Zupełnie jak….o nieeeee. PIXIE! Ty podła małpo!!
Gdzie ona jest?!
- Czemu się tak drzesz? – spytała zdezorientowana Raini.
- Pixie obsikała mój prezent!
- Hola hola, przesadzasz. To grzeczny piesek, nigdy by
czegoś takiego nie zrobiła – dodała Laura, kręcąc głową.
Ross bez słowa podał brunetce żółtą torbę.
- Fuuuuj! Zabierz to ode mnie! - zawołała ze wstrętem, poczuwszy niemiłą woń.
- A nie wierzyłaś! -
prawił jej wyrzuty blondyn.
- Ale dlaczego to zrobiła? – zastanawiał się Calum – Robi tak
tylko, kiedy się bardzo stresuje, albo…
- Kiedy nie zostaje wyprowadzona na spacer – dokończyła
Raini. Wszyscy momentalnie spojrzeli się na Rossa.
- No o co wam chodzi? – zapytał ze dziwieniem.
- Dzisiaj była twoja kolej wyprowadzania Pixie, dobrze o tym
wiesz. – zauważyła Laura, krzyżując ręce.
- Aha, czyli to wszystko moja wina? Przecież nie zrobiłem tego
specjalnie, po prostu wyleciało mi z głowy!
- Spokojnie, ludzie, przecież nic się nie stało. To tylko
małe nieporozumienie. Nie kłóćmy się. – próbowała załagodzić spór Alex.
- W sumie to nie musi być wina Rossa, przecież Pixie nie
jest, bez obrazy oczywiście, na tyle mądra, żeby wleźć akurat do jego prezentu
i na niego nasikać – wtrącił się Rocky.
- Skoro to nie Ross zawinił, to kto? – zastanawiała się
Raini.
- Ej, a właściwie gdzie jest Charlie? – spytała się Alex,
rozglądając się po pomieszczeniu.
Przeszła parę kroków,
stając pod makietą Sonic Boom. W tym momencie spadła na nią olbrzymia płachta z
napisem „ Wszystkiego najlepszego, Alex!”. Była na tyle ciężka, że zwaliła
dziewczynę z nóg.
- Boże, pomóżcie jej! – wrzasnęła Laura, rzucając się w
stronę przyjaciółki. Po chwili z pomocą Rikera i Rockiego Alex stanęła na nogi.
- No jak? Możesz chodzić?
- spytała Rydel przyglądając się badawczo nastolatce.
Alex wyprostowała się, spróbowała zrobić parę kroków, ale
nogi się pod nią ugięły i znów
wylądowała na podłodze.
- Ałaaaaa – syknęła z bólu, łapiąc się za stopę – chyba zwichnęłam
kostkę.
- Proszę, przyniosłem trochę lodu. Przyłóż sobie – odezwał
się ni stąd, ni zowąd Charlie.
- A co ty tu robisz? Gdzie się podziewałeś? – krzyknęła Laura.
Chłopak wzruszył ramionami.
- Byłem tu z wami przez cały czas.
- Nie przypominam sobie, żebyś składał mi życzenia –
stwierdziła Alex, przykładając sobie lód do obolałej stopy.
- O, czyli już
wręczaliście prezenty solenizantce? Niestety, nie było mnie przy tym. Słyszałem,
że kupiono za mało napojów, więc pomyślałem, że dokupię parę butelek w
supermarkecie. Niestety, był już zamknięty, więc nic nie załatwiłem – skłamał gładko
Charlie.
- Hmm zastanawia się,
kto tak nieumiejętnie przymocował tę płachtę – Rocky z uwagą przyglądał się rozdartemu
banerowi.
- Ross chyba ma dziś zły dzień - odparła ironicznie Raini – bo to on miał
zająć się napisem.
- Przysięgam, że przymocowałem go, jak należy! - wołał Ross oburzony faktem, że przyjaciółka
posądza go coś tak nieodpowiedzialnego.
- Może chociaż tort jest cały, co? – pytała Laura – Miałeś go
przywieźć swoim samochodem.
- Oczywiście, że jest
cały. Jechałem bardzo ostrożnie. A jeśli mi nie wierzysz, możemy to sprawdzić. Chodźmy do spiżarni.
Wszyscy zebrani, łącznie z Alex, wspartą na ramionach
Ratliffa i Rikera, udali się do wskazanego przez Rossa miejsca. Na stole stał
wysoki karton, w którym znajdowało się pyszne ciasto czekoladowo-truskawkowe - arcydzieło Stormie.
Blondyn ostrożnie uchylił klapy kartonu i zdjął folię
okrywającą tort. Widok przeraził wszystkich – wypiek był w opłakanym stanie.
Krem, który wcześniej układał się w ładne serduszka i kolorowy napis, teraz rozjeżdżał
się na wszystkie strony. Nadzienie wypłynęło za zewnątrz, a czekoladowa figurka
królewny umieszczona na samej górze ciasta była całkowicie zgnieciona.
- Boże! Ross, coś ty narobił?! – krzyczeli zebrani.
- Cholera jasna, coś musiało go przygnieść w moim bagażniku –
chłopak złapał się za głowę - No ale przecież niczego oprócz tortu nie wiozłem!
- Wiesz co , daruj już sobie te tłumaczenia. Zepsułeś
urodziny Alex – mruknął Rocky.
- Tak. Najpierw zapomniałeś wziąć Pixie na spacer, potem Alex mało co nie została zabita przez płachtę,
którą źle przymocowałeś. A na sam koniec spaprałeś sprawę z tortem. No tylko
pogratulować zręczności! - złościła się
Jessy.
Ross załamał ręce.
- Nie rozumiem, jak mogło do tego wszystkiego dojść, ale to
naprawdę nie moja wina! Chciał..
- Tak, wiem. Chciałeś dobrze. Tylko widzisz, jakimś sposobem
twoje „chciałem dobrze” zawsze kończy się katastrofą. – przerwała mu Alex
posyłając mu spojrzenie pełne rozczarowania.
- Dobrze, proszę
bardzo, znienawidźcie mnie, przestańcie się do mnie odzywać. Mam to gdzieś,
skoro nawet przyjaciele mi nie wierzą – warknął Ross i wbiegł ze spiżarni.
- Hmm, wygląda na to, że impreza odwołana – zauważył z przygnębieniem
Calum.
- Taaak. Chodźmy już spać, najlepiej zapomnijmy o
dzisiejszym dniu, dobra? – spytała przyjaciół Raini.
Alex jeszcze raz
podziękowała za prezenty i życzenia. Wkrótce potem wszyscy w zepsutych
nastrojach rozeszli się do domów.
Prawie wszyscy. Charlie pogwizdując, przechadzał się pustym
korytarzem. Po głowie krążyła mu tylko jedna radosna myśl: „Udało się, udało
się!” .
Triumfując, wspominał dzisiejszy dzień. Kiedy patrzył z
ukrycia na reakcję Alex na prezent, który dostała od Rossa, z trudem
powstrzymał się od wybuchnięcia śmiechem. A już zwłaszcza podobał mu się numer
z płachtą. Szkoda tylko Alex, bo teraz chyba nieźle ją boli ta kostka. I
pomyśleć, że wrobienie Rossa było tak dziecinnie proste! Wystarczyło tylko
odkręcić jedną, dwie śrubki, przymocować do napisu linkę i w odpowiednim
momencie mocno pociągnąć. Jeszcze łatwiej poszło z tortem. Musiał pójść do
spiżarni jeszcze parę minut przed imprezą. Oczywiście trochę się bał, że zostanie
przyłapany na majstrowaniu przy cieście, ale na szczęście jego obawy nie
sprawdziły się – wszystko poszło jak z płatka. Teraz pozostaje tylko zadzwonić.
Wciągnął komórkę z kieszeni i wybrał
numer.
- No cześć kuzynko. Tak, wszystko poszło zgodnie z planem – rzekł
do słuchawki Charlie i uśmiechnął się zwycięsko.
~`BabyBlue :)
piątek, 14 grudnia 2012
Czas na KONKUS! :)
Zadam na rozgrzewkę parę krótkich, prostych pytań
dotyczących R5, bądź serialu Austin i Ally:
1)
Kto jest najstarszy z zespołu R5, a kto
najmłodszy? Podaj imiona i daty urodzenia.
2)
W którym odcinku Ally powiedziała do
Austina „Kocham cię, kocham cię, kocham cię”?
A. Tickets&Trashbags B. Secrets&Songbooks C. Diners&Daters
3) Podaj
ulubione kolory człownków zespołu R5.
4) Kto w
odcinku Rockers&Writers powiedział te słowa: - „Szybciej! Szybciej! Wooolnieeej. Szybciej! Szybciej!” ?
5) Mam długie, blond
włosy. Uwielbiam ubierać się na różowo, często zakładam też skórzane kurtki lub
czarne kozaki. Gdybym tylko mogła mieć
zwierzaka, byłby to kot, ponieważ ubóstwiam Hello Kitty J - o kim mowa?
6)
W którym odcinku Austin poznaje uroczą kelnerkę, w której od razu się
zakochuje?
noo.
proste, prawda? ;) niestety, za te pytania nie można dostać nagrody, to była
tylko taka forma „treningu” :p
ale
teraz zadam dziesięć pytań dotyczących mojego bloga ( sprawdzę, kto uważnie
czyta ;)) 3 osoby, które najszybciej odpowiedzą, zostaną nagrodzoneJ
1)
Jak
doszło do spotkania Alex i Rossa?
2)
Co
łączyło kiedyś Rossa i Laurę i jak doszło do ich rozstania?
3)
Jak
miała na imię mama Alex?
4) „- Ale przyznaj.. Mam w sobie to coś.
- To coś niewyobrażalnie
irytującego? O tak.
- Naprawdę tak uważasz?
- Nie. Jesteś strasznie kochany, wiesz?
- NO. I to chciałem usłyszeć!” <-------
pomiędzy kim toczy się podany dialog?
5)
Podaj imię przyjaciółki Alex mieszkającej w Wielkiej Brytanii.
6)
Napisz pełne imiona i nazwisko Charlie’go. Gdzie Alex zobaczyła go po raz
pierwszy?
7) W którym rozdziale pojawiło się rodzeństwo Rossa?
8) Podaj nazwę budynku, w którym kręcone są
odcinki Austina i Ally ( tego fikcyjnego, nie prawdziwego ;))
9)
Kiedy Alex wróciła z kolacji, znalazła
przyczepioną do drzwi karteczkę. Kto był autorem liściku i o co prosił Alex?
10)
Jak myślisz – w kim zakochany jest Charlie? Komu podoba się Laura? W kim
zauroczyła się Rydel? Kto jest miłością Rossa?
Odpowiedzi
przysyłajcie mi na mail (tylko się nie
śmiejcie ) trolek07@gmail.com albo na Twitterze
na @luv_chinchillin do 21 grudnia. Kompletnie
nie mam pomysłu, jakie mogę Wam dać nagrody, więc to do Was będzie należała
decyzja, co chcecie dostać (będę się bawiła w Świętego Mikołaja hehe).
jeszcze jedno, bardzo Was proszę, żebyście pod swoimi odpowiedziami dały króciutką opinię na temat mojego bloga (co Wam się podoba, co byście zmieniły, jakie macie pomysły co do ciągu dalszego itp.) . to nie musi być wypracowanie na pięć stron, po prostu dwa, trzy zdania :) z góry dzięki!
Mam
nadzieję, ze chociaż parę osób przystąpi do konkursu ^^
a teraz trochę gifów. genialne są :D
hahah, mam zaciesz jak patrzę na tych wariatów :D
czekam na Wasze odpowiedzi !
~`BabyBlue
piątek, 7 grudnia 2012
"Maybe he's right, maybe he's just jealous"
*dwa dni później*
Grupa przyjaciół z serialu „Austin i Ally” znów spotkała
się w garderobie Caluma.
- Okej. Każdy wie, co ma robić? – spytała Laura.
- Taaak kochana – Raini ziewnęła i leniwie się
przeciągnęła– powtarzaliśmy to już z tysiąc razy. Spokojnie, wszystko się uda.
- Racja, nie ma się co przejmować. Poza tym to
tylko mała impreza urodzinowa – uśmiechnął się Calum.
- Eh, szkoda tylko, że Ross.. chyba nie przyjdzie na
przyjęcie dla Alex. Coś mu strzeliło do głowy, nie wiem, może znów się
pokłócili? – zastanawiała się brunetka.
Raini i Calum wymienili między sobą spojrzenia.
- Laura… nie chcę ci sprawić przykrości, ale.. –zaczęła niepewnie
czarnowłosa.
- Ale co? – przerwała przyjaciółce Laura, zakładając ręce
na biodra.
- Eemm… RossjestchybazazdrosnyoCharliegoiAlexdlategotaksiędziwniezachowywał
– wyrecytowała bez tchu nastolatka.
- CO?
- Raini chodziło o to, że Ross nie lubi, kiedy Alex
spotyka się z Charliem – wspomógł ją Calum.
- Dlaczego tak sądzicie? – spytała ostro Laura – Przecież
ona jest tylko jego przyjaciółką, nigdy nic ich nie łączyło!
- Nie denerwuj się, nie chciałam cię rozzłościć –
próbowała załagodzić sprawę Raini.
- Nie rozzłościłaś mnie, ale na pewno popsułaś mi humor –
odparła brunetka, i posyłając jej pewne wyrzutu spojrzenie, wyszła z garderoby.
Tymczasem Ross przebywał wraz ze swoim rodzeństwem w ich
ulubionej kawiarence - „The Griddle”.
- Jak tam się mają sprawy z Laurą? – zagadnął go Rocky,
dwuznacznie poruszając brwiami.
- Eee..Dobrze, wszystko okej – odparł niezbyt przytomnie
Ross, gapiąc się w okno. Cały czas rozmyślał o tym, co się stało przed dwoma dniami.
Znów zachował się kretyńsko. Nie dość,
że pokłócił się z Alex, to jeszcze obraziła się na niego jego dziewczyna. Ale
on przecież nie jest zazdrosny! Po prostu… denerwuje go towarzystwo Charliego.
Podświadomie czuł, że ten chłopak sprowadzi na nich niemałe kłopoty….
- Hekhem, Ross? Mówię już do ciebie szósty raz, a ty
nawet łaskawie nie spojrzysz w moją stronę - stwierdziła Rydel robiąc obrażoną minkę.
- Cco? Przepraszam, zamyśliłem się.
- Na pewno wszystko gra? – badał jak zwykle troskliwy
Riker.
- Tak, na pewno. A właściwie, gdzie jest Ellington?
- No, jak to gdzie. Na randce z piękną Kelly – uśmiechnął
się Rocky.
- Ehh te słitaśne gołąbeczki – westchnął Ryland czym
wywołał gromki wybuch śmiechu. Tylko Rydel zdawała się być jakaś smutna.
Potrząsnęła głową i zwróciła się do Rossa:
- Ej, może się przejdziemy? Chciałabym z tobą pogadać.
- Jasne – blondyn zrozumiał proszące spojrzenie siostry i
wstał z krzesła.
- A niby kto zapłaci za kawę, przepraszam bardzo? –
wykłócał się Rocky.
- No masz, niech ci będzie – Rydel rzuciła na stół parę
banknotów i złapała swoją białą bluzę w różowe paski. Już po chwili razem z bratem
przechadzała się jedną z ulic Miami.
- To o czym chciałaś pogadać? – spytał się Ross patrząc z
wyczekiwaniem na blondynę.
- O tobie. O Laurze. O Alex. I o Charliem.
- Skąd wiesz o
Charliem? Alex ci o nim opowiadała?
Rydel skinęła głową.
- Cudownie, a wspominała już, że się całowali?! – wybuchł
Ross.
- Jesteś zazdrosny, że się tak złościsz?
- NIE! – krzyknął blondyn, ale potem dodał nieco łagodniejszym
tonem – Nie, to nie tak. Po prostu.. nie umiem tego wytłumaczyć, ale czuję, że
on coś knuje przeciwko Alex.
- Oo, od kiedy jesteś takim czarnowidzem? – spytała ironicznie
Rydel – Nie martw się, dziewczyna wie, co robi. Jest rozsądna i nie da się po
raz drugi wykorzystać.
- Po raz drugi?
- Tak, bo to ty pierwszy ją zraniłeś.
- Ale to już przeszłość! Wszystko sobie przecież
wyjaśniliśmy. Dziwne, że z nią tak szybko się zaprzyjaźniłaś, a Laury nie
potrafisz nawet polubić.
-Mogłabym ją polubić, tylko że nie potrafię. No nic, ważne, że znów jesteś szczęśliwy. Szkoda
tylko, że kosztem Alex…
- Nigdy mi tego nie wybaczysz, prawda?
- Ja już ci wybaczyłam
- uśmiechnęła się Rydel – Każdy ma prawo popełnić błąd. Tylko obiecaj,
że nigdy więcej tak nie postąpisz.
- Obiecuję siostrzyczko. A teraz… Masz mi coś do
powiedzenia?
- Ja? O co ci chodzi? - zdziwiła się dziewczyna.
- No jak to, o co. A może raczej: o kogo.
- Nie rozumiem, do czego zmierzasz.
Ross przejechał sobie ręką po twarzy.
- Ratliff. Mówi ci to coś?
Rydel zarumieniła
się.
- Wiesz, że to bez sensu.
- Niby dlaczego?
- Bo on ma DZIEWCZYNĘ, Ross. I to piękną, mądrą, słodką…
- Eej siostra, nie poznaję cię. Ty się poddajesz?
TY?! - przerwał jej blondyn kładąc ręce na jej ramionach.
- Nie mogę postąpić inaczej. Chcę, żeby był szczęśliwy –
westchnęła Rydel.
- Jeśli się kogoś naprawdę kocha, nie można się poddawać.
Spójrz na mnie i na Laurę - po tylu latach znów jesteśmy razem, i mimo, że
się czasem kłócimy, nie możemy bez siebie żyć.
- Zupełnie jak stare dobre małżeństwo – zaśmiała się dziewczyna.
- Obiecałem ci coś. Teraz ty mi obiecaj, że przynajmniej
spróbujesz o niego zawalczyć.
- Dobrze, Ross. Obiecuję. Chociaż wiem, że nic z tego nie
będzie.
- No i kto tu jest czarnowidzem, co? – zauważył Ross.
- Nie lubię, jak łapiesz mnie za słówka -pokazała mu język i uśmiechnęła się – Ale dziękuję
za pomoc, jesteś kochany.
- No, to to ja wiem – machnął ręką blondyn.
- I jak zwykle skromny.
- To też wiem, zaskocz mnie czymś.
- I…najlepsiejszy – przytuliła brata i cmoknęła go w
policzek.
- Dla ciebie wszystko, głupolu – zaśmiał się chłopak i poczochrał
jasne włosy Rydel.
- Eej! Szacunku trochę, jestem starsza - nastolatka chichocząc szturchnęła go w bok.
- AU! Żebro mi chcesz złamać?!
Przekomarzając się w końcu wrócili do restauracji.
- No dobra, Ryd. Lecę teraz przeprosić Laurę i Alex. A
ty.. wiesz, co masz robić – uśmiechnął się Ross, znacząco unosząc brwi.
Pożegnali się i każde ruszyło w swoją stronę – Ross do
StarWork Company, a Rydel do hotelu, gdzie na czas pobytu w Miami mieszkała
razem z Rockym Rikerem, Rylandem i Ratliffem.
Laura właśnie kończyła przystrajać kolorowymi
serpentynami salę, gdzie kręcone są odcinki serialu. Naraz zadzwonił jej
telefon. Szybko wyjęła go z kieszeni, ale zawahała się przed odebraniem – na ekranie
wyświetlił się napis „Ross dzwoni”.
- Hmm, może wreszcie zmądrzał - mruknęła do samej siebie i nacisnęła zieloną
słuchawkę.
- Hallo, Laura?
- Nie, Święty Mikołaj.
- Gdzie jesteś?
- A gdzie mogę być?
- Emm… Na planie?
- Brawo. Robimy dekoracje na przyjęcie. Może przestaniesz
się obrażać i przyjdziesz nam pomóc?
- To ty się obraziłaś, nie ja. Zaraz… czy ty powiedziałaś PRZYJĘCIE?
- No tak, przecież dziś są urodziny Alex.
- Oż Cholera! Zapomniałem !
- Ross!
Planowaliśmy imprezę dwa dni temu! Jak mogłeś zapomnieć?
- Uh, nie wiem. Muszę kupić jakiś prezent, i to szybko.
- Boże, ale z ciebie patałach.
- Przepraszam, skarbie. W ogóle… przepraszam, że taki
byłem.
- Zostaw przeprosiny na później, leć po prezent. Przyjęcie
zaczyna się za dwie godziny – ucięłą Laura i się rozłączyła.
Ross złapał się za
głowę.Co kupić Alex? Tylko jedna osoba będzie to wiedziała. I nie, bynajmniej nie miał na
myśli Charliego. Złapał za komórkę i zatelefonował do Rydel.
- Ross? – spytała lekko zdziwiona siostra.
- Sooorki, ale znów potrzebuję twojej pomocy.
- Jasne, mow o co
chodzi.
- Tak jakoś.. zapomniałem o urodzinach Alex.
- Ross! Boże, ale z ciebie patałach! - zawołała Rydel.
- Już to dzisiaj słyszałem
- I co, pewnie nie masz dla niej prezentu?
- Nie mam. A że się przyjaźnicie, pomyślałem, że pomożesz
mi wybrać dla niej upominek .
- Dobra, pomogę. Ale następnym razem zapisuj sobie takie
rzeczy, geniuszu.
- Trzeba było mi przypomnieć! – obraził się Ross.
- Myślałam, że to oczywiste. No nic, spotkajmy się za pół
godziny w centrum handlowym „City Shopping” - zarządziła blondyna.
- OK, do zobaczenia – rzucił Ross i się rozłączył.
Po godzinie wszystko
już było gotowe. Plan serialu pięknie udekorowano, a nad drzwiami makiety
budynku Sonic Boom zawieszono wielki napis „ Wszystkiego Najlepszego, Alex!”.
Czekano tylko na powrót Alex i Charliego, który był wtajemniczony w całe
przedsięwzięcie. Miał wybrać się z solenizantką na spacer i wrócić dopiero
wtedy, kiedy Laura wyśle mu SMS.
Ross na szczęście zdążył kupić prezent – dużego, beżowego misia z napisem „przepraszam” i wisiorek z flagą Wielkiej Brytanii.
- Poczekaj na chwilkę, zaraz wracam – powiedział Charlie i zniknął w
ciemnościach korytarza. Wszedł do garderoby Caluma.
Tam przekazał Laurze wieści, że solenizantka już jest na
miejscu.
- Ok, na planie są wszystkie prezenty. Leć tam po cichu i
połóż mój i swój upominek obok nich. Tylko ciii – położyła palec na ustach i wręczyła mu dosyć ciężką torbę.
- Uhh co ty tam włożyłaś? Stu kilowy głaz czy słonia? –
jęknął Charlie.
- Ciiiicho! Idź na plan, ostrzeż pozostałych i czekajcie na sygnał. Ja postaram się ją
zatrzymać.
Charlie posłusznie wyszedł z pomieszczenia i skierował się na plan.
Laura pobiegła do Alex.
- Heeej – zawołała i przyjacielsko otoczyła ją ramieniem –
co słychać?
- Laura, co się
dzieje, ledwo cię widzę. Czemu tu tak ciemno i cicho? – pytała zdezorientowana
Alex.
- No wiem, że zazwyczaj jest zupełnie na odwrót, ale po
prostu wyłączono nam prąd i wszyscy wcześniej poszli do domów – skłamała brunetka.
- Rozumiem. A
Charlie?
- Był tu gdzieś przed chwilą, ale chyba też poszedł.
Mówił, żeby ci przekazać, że przeprasza, ale coś mu wypadło i musi wracać.
Alex skinęła głową i posmutniała.
- Ej! Słyszałaś to? – Laura zastrzygła uszami.
- Co?
- No, ten dźwięk. Jakby ktoś coś przesuwał.
- Nieee, nic nie słyszałam…
- O! Znowu! To chyba dobiega z sali, gdzie kręcimy odcinki!
- Laura, nie sądz…
- No chodź, musimy to sprawdzić – przerwała jej brunetka
i pociągnęła ją wgłąb korytarza.
Tymczasem Charlie przytaszczył oba prezenty na plan i
kazał wszystkim zająć miejsca. Sam zaś podszedł do dużej, żółtej torebki , z której
wychylała się głowa misia. Widział, jak Ross trzyma ją w rękach, więc domyślił
się że to on kupił pluszaka Alex. Uśmiechnął się złośliwie. Sprawdził, czy nikt
nie nadchodzi i schylił się w
poszukiwaniu Pixie.
- Piiixieeeee, chodź tu, piesku. No chooodź.
Znalazł ją – siedziała w kącie i przyglądała mu się z
zaciekawieniem, zabawnie przekrzywiając główkę. Wziął ją na ręce i zaprowadził
do do sterty prezentów.
- Ojoj, chyba dzisiaj nikt cię nie wziął na spacerek i
chce ci się siusiu – stwierdził Charlie głaszcząc jej futerko – Ale wiesz co?
Chyba mam rozwiązanie.
To mówiąc wsadził pieska do żółtej torby. Nie musiał
długo czekać – zrobiła to, co miała zrobić. W końcu była jeszcze bardzo mała, a
cała sytuacja z przyjęciem bardzo ją stresowała.
- Brawo Pixie, o to mi chodziło – zachichotał Charlie i oddalił
się na swoje miejsce.
- EJ UWAGA, NA MIEJSCA! IDĄ TU!! –zawołała Raini. Ktoś
zgasił światło i wszyscy z napięciem wyczekiwali dziewczyn.
- Laura? Gdzie ty
się podziałaś? – wyszeptała zdezorientowana Alex. Naraz wszystko się
rozjaśniło, przyjaciele wyskoczyli z ukryć i wrzasnęli:
- WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO !!!
***
przepraszam że dopiero teraz łaskawie dodaję, ale na serio tak mi się ciężko pisało, że coś okropnego :/ jutro jadę do Wawy a w przyszłym tygodniu testy gimnazjalne (znowu -.-) więc niestety, następny rozdział dopiero za tydzień. :(
na pocieszenie piosenka, która utkwiła mi w głowie (sorki DarkAngel, mam nadzieję że nie masz mi tego za złe, ale chyba pomałpuję od Ciebie od czasu do czasu dodawanie piosenek;))
Subskrybuj:
Posty (Atom)