Jeśli jeszcze tego nie zrobiliście, a jesteście ogromnymi fanami R5, proszę, zagłosujcie na nich!
Nie mogę uwierzyć w to, że na całym świecie mają tylu fanów, a nie może się zebrać ledwo 50 tys osób żeby zagłosować na miasto, w którymi mieliby się pojawić i zagrać:(
Zostało tylko 18 godzin a brakuje jeszcze ponad 7 tysięcy głosów...proszę, kliknijcie ten link: http://r5rockstheworld.com/#/explore potem "let me vote", następnie na mapie świata znajdźcie Polskę i kliknijcie "vote for Varsaw" i zalogujcie się przez Facebooka. Zajmie Wam to parę sekund, a może choć trochę im pomoże;)
Wierzę w Was!
~`BabyBlue
Łączna liczba wyświetleń
wtorek, 19 listopada 2013
sobota, 9 listopada 2013
"Teardrops in your hazel eyes"
(notka pod rozdziałem:)) ***
Dwoje młodych ludzi z impetem wpadło do pokoju.
- Ałł, Ross! To boli!
- Przepraszam – blondyn wypuścił rękę dziewczyny z żelaznego
ucisku.
- Co ci odbiło?
- Chce wreszcie z tobą porozmawiać. Chcę wszystko wyjaśnić.
Chcę żeby było jak dawniej – wyliczał Ross.
- No to słucham – Laura oparła się o fotel i skrzyżowała
ręce na piersiach.
Blondyn wziął głęboki oddech.
- Na początek… chciałbym, żebyś wiedziała, że nie miałem
pojęcia kim tak naprawdę jest Gemma. W życiu nie domyśliłbym się, że to właśnie
ona zamieszana była w tę sprawę z telefonem Raini. Ale dowody mówią same za
siebie i… teraz mi strasznie, strasznie głupio.
- Co ty nie powiesz – mruknęła zgryźliwie brunetka.
- Proszę, wybacz mi.
Za długo to trwało. Wiem, że powinienem był się ciebie słuchać i przestać się z
nią zadawać. Ale…
- Okej, rozumiem – przerwała mu Laura i ziewnęła – Byłeś ślepy,
nieszczery wobec mnie i tak dalej i tak dalej.
- Eh.. cokolwiek powiem, brzmi kretyńsko, prawda? - Ross przygryzł wargę.
Dziewczyna powoli kiwnęła głową i po chwili zrobiła krok w
stronę drzwi, jednak blondyn w porę zatamował jej przejście.
- Nie, nie nie, stój. Nie skończyliśmy jeszcze rozmowy.
- Tak? Bo mi się zdaje, że już wszystko sobie wyjaśniliśmy… Wysłuchałam
ciebie i nie chcę ani słowa więcej. A teraz pozwól mi wyjść.
- Tak jak pozwoliłem ci wyjechać? O nie – rzekł cicho Ross,
uważnie patrząc w jej brązowe oczy.
- O czym ty mówisz,
do cholery? – niecierpliwiła się dziewczyna.
- Mówię o tym, że kiedyś postąpiłaś zupełnie tak jak ja. Może
już nie pamiętasz, ale ukrywałaś przede mną swój wyjazd do Miami. Czekałaś do
OSTATNIEJ CHWILI , żeby mi łaskawie powiedzieć, że z nami koniec. Że już nie
możemy być razem.
- Ale to nie ma nic do…
- Na pewno? – przerwał jej nastolatek, coraz bardziej
podnosząc głos – Bo zdaje mi się, że to jednak miało na mnie jakiś wpływ. Wiesz
jak ciężko jest się pozbierać po tym, jak twoja miłość z dnia na dzień znika z
twojego życia? Nie wiesz! Bo ty byłaś przygotowana do tego, że musimy się
rozstać, a ja… OCZYWIŚCIE o niczym nie wiedziałem. Czy kiedy już się
spotkaliśmy, miałem do ciebie pretensje?
- Nnie – rzekła niepewnie Laura.
-No właśnie! Teraz
zadaj sobie pytanie, czy na pewno postąpiłaś fair wobec mnie. Bo ja przyznałem
się do błędu a ty odrzucasz moje przeprosiny, chociaż sama nigdy nie czułaś się
winna.
Brunetka milczała, szukając odpowiednich słów do przebicia argumentu
Rossa. Ale takowych nie znalazła. Bezradnie przyłożyła rękę do skroni, schyliła
głowę i pozwoliła, by łza spłynęła jej po policzku. Ross poczuł wyrzuty
sumienia, ale wiedział, że tylko w ten sposób może przekonać ją, by mu
wybaczyła. Zbliżył się od niej i łagodnie objął ją ramionami.
- Ciii, maleńka. –
szeptał, głaszcząc jej włosy – Nie płacz. Po prostu mi wybacz… Jesteś jedyna i
niezastąpiona. Nie mogę wybaczyć sobie tego, że tego nie doceniłem. Uganiałem
się za jakąś pustą panną i zraniłem jedyną dziewczynę, którą naprawdę kocham… Ale
jedno ci mogę obiecać...że osobiście wsadzę tę szmatę za kraty. I nie pozwolę już nigdy nikomu stanąć między
nami.
Laura uniosła głowę i spojrzała mu w oczy.
- Przepraszam – szepnęła.
Ross otarł łzy lecące
z jej policzków i uśmiechnął się.
- Nie płacz, księżniczko. I nie przepraszaj, bo od
przepraszania w tej chwili jestem ja. Powiedz mi tylko jedno słowo, a sprawisz,
że znów będę szczęśliwy.
Dziewczyna dobrze wiedziała, o jakie słowo chodzi. Na jej
twarzy pojawił się mały, ledwo widoczny uśmiech.
- Wybaczam.
Oczy Rossa zamigotały.
Prawą ręką jeszcze mocniej przycisnął ją do siebie. Zbliżył usta do jej ust i
złożył na nich długi pocałunek.
Tymczasem w kuchni szczegółowo opracowywano plan zemsty…
***
Wreszcie jest!
Na bank dostanę ochrzan, bo bardzo słodko ale też bardzo króciutko. A tyle musieliście czekać:( No, ale...ostrzegałam, że ze mnie łajza i czasu nie mam. Jedynka z kartkówki z chemii...taaak nie polecam rozszerzenia biol-chem-fiz. Szczerze nie polecam...
Następny rozdział na przełomie listopada i grudnia. Piszcie w komentarzach, czy chcecie mały bonus ze zdjęciami, gifami itp:)
Trzymajcie się ciepło, bo na dworze coraz chłodniej!
~`BabyBlue
PS.: A tytuł oczywiście wiąże się z piosenką R5 "One last dance". kocham kocham kocham
piątek, 25 października 2013
Notka
Bardzo przepraszam za to, ze odzywam się dopiero teraz. Rozdział już dawno powinnam była dodać, ale brakowało mi czasu:(
Plus on niedzieli zaczyna się mój tygodniowy szlaban na kompa (przypał u rodziców:p)
Ale dodam jak tylko będę mogła:)
Trzymajcie się:)
~`BabyBlue
Plus on niedzieli zaczyna się mój tygodniowy szlaban na kompa (przypał u rodziców:p)
Ale dodam jak tylko będę mogła:)
Trzymajcie się:)
~`BabyBlue
sobota, 28 września 2013
"So you were right and I was wrong..."
przeczytajcie notkę:))
***
- Ale..ale jak to? – Laura nie mogła uwierzyć własnym oczom
– Skąd ona się tam wzięła?!
- Dobre pytanie – mruknęła Raini – Musiała się jakoś
wślizgnąć na premierę Muppetsów.
- No dobrze, ale czemu na filmiku ma blond włosy? – brunetka
zmarszczyła nos.
- Pewnie to jej naturalny kolor, tylko potem się
przefarbowała na rudo. Przecież widziałaś, jakie ma odrosty. - No tak, widziałam – przyznała Laura - Sądzisz, że zrobiła to specjalnie?
- Po to, żebym nie mogła się z tobą skontaktować, dzięki
czemu mogła swobodnie przedstawić się tobie jako moja koleżanka. – kiwnęła
głową Raini – Zdecydowanie byłaby do tego zdolna. A wiesz co… To mi przypomina,
że niedawno dzwonili do mojej mamy, by przekazać nazwisko osoby, która włamała
mi się na konto na Twitterze…
- Znasz nazwisko?
- Tak… - Toesdalle, czy jakoś tak.
- Trzeba to sprawdzić. Kto wie, może to właśnie ona? Nie
znałyśmy nigdy jej nazwiska.
- Jeśli to będzie Gemma, osobiście dopilnuję, żeby wsadzono
ją za kratki – Raini zacisnęła zęby.
- Dobra, przed zakupami odwiedzimy komisariat. Ale
najpierw.. obiad! Bo nigdy nie zrobimy tej lasagnii – zarządziła Laura.
- Racja, zemsty nie można obmyślać z pustym żołądkiem –
stwierdziła czarnowłosa i zabrała się do przygotowywania składników.
Tymczasem reszta towarzystwa przebywała w pokoju babci
Herswish. Rydel patrzyła potępiająco na Rossa, Ross ponuro spoglądał w sufit,
Alex utkwiła wzrok w Charliem, któremu powieki powoli zamykały się ze
zmęczenia. Wszyscy milczeli.
W końcu ciszę przerwała Delly:
- Słuchajcie, trzeba wyjaśnić parę spraw. Wreszcie mamy
okazję do spokojnej rozmowy, więc ją wykorzystajmy.
- No to zaczynaj te
swoje wywody – burknął blondyn.
- Właściwie, to miałam nadzieję, że ty pierwszy zaczniesz
się spowiadać – wtrąciła Alex.
- Co proszę?! Spowiadać?
- zdenerwował się Ross – Nie mam wam nic do powiedzenia! A Gemma jest
tylko moją…dobrą znajomą.
- O czyżby? – prychnęła Rydel.
Kłótnia już wisiała w powietrzu, ale na szczęście do niej
nie doszło, bo w tym momencie rozdzwonił się telefon Raini. Piosenka „Shoop shoop
song” była na tyle głośna, że poderwała na nogi wszystkich, oprócz Charliego.
- To mój! To mój! – Raini przybiegła z kuchni. Ręce całe
miała umazane w sosie, więc wytarła je w pierwszą z brzegu chusteczkę i
sięgnęła po komórkę.
- Halo? Cześć mamuś! Co tam….CO?! – czarnowłosa rozdziawiła
usta – Możesz powtórzyć? Naprawdę? O żesz…nie, nic takiego. Po prostu…wszystko
stało się jasne. Opowiem ci później. No, buziaczki i dzięki za info. Na razie! - w tym momencie odłożyła telefon i bez słowa
usiadła w fotelu.
- Co się stało? – spytali jednocześnie Charlie, Alex, Ross i
Rydel.
- Mama zadzwoniła do mnie, bo dowiedziała się, wrzucenie
filmiku na youtube i włamanie się na moje konto na Twitterze to sprawka tej
samej osoby!
- Jakiego filmiku? – zdziwiła się Alex.
- Ah, no tak, jeszcze go nie widzieliście – plasnęła się w czoło
Raini – Zaraz wam pokażę.
- OBIAAAAAAAAD! – ryknęła z kuchni Laura.
- Jak miło to słyszeć – mruknął Charlie, łapiąc się za
brzuch – Umieram z głodu.
- Coś szybko wam poszła ta lasagnia – stwierdziła Rydel.
- A nieee… zdecydowałyśmy się na coś prostszego… Ale równie
dobrego! – dodała natychmiast, widząc rozczarowanie w oczach głodomorów – No to
chodźcie jeść, potem wszystko wam opowiemy. Cała czwórka pomogła wstać Charliemu
i zaprowadziła go do kuchni.
Po spożyciu obiadu (ryż i odrobinę kurczaka w ostrym sosie)
i zjedzeniu deseru (Rydel przyniosła z domu miodowe ciastka i parę kawałków
torciku czekoladowego) przyszedł czas na dyskusję. Laura i Raini pokazały im
filmik, na którym telefon Raini wpada do fontanny. Widok Gem zaszokował resztę towarzystwa.
Ross lekko poczerwieniał i spuścił wzrok.
- No dobrze, ale skoro Gemma jest na tym filmiku, to jakim
cudem mogła go nakręcić? – dopytywała się Alex.
- Już ci mówię – włączyła się Raini - Poprosiła kogoś ze swoich mądrych znajomych,
by potrzymał jej telefon i sfilmował, jak „niechcący” na mnie wpada. Policja namierzyła
użytkownika, który udostępnił filmik i okazało się, że jest to niejaka
Germanotta Toesdalle. Przy okazji ustalili, że z jej telefonu ktoś włamał się
na moje konto na Twitterze.
- Germanotta? -
zmarszczył brwi Charlie.
- Tak, Gemma to zdrobnienie tego imienia. Ale łatwo się
pomylić, bo przecież istnieje imię Gemma. Wykorzystała to, by nikt nie domyślił
się, kim jest. Nie zdziwiłabym się, gdyby się okazało, że nosi też fałszywe
nazwisko.
- Łał. No to niezłe z niej ziółko… – rzekł Charlie i
spojrzał na blondyna – Prawda, Ross?
Chłopak nic nie odpowiedział. Bez słowa wziął Laurę za rękę
i poszedł z nią do pokoju.
Przyjaciele chcieli iść za nimi, ale Rydel ich powstrzymała.
- Nie, dajcie im chwilę. Już dawno powinni ze sobą
porozmawiać. I wygląda na to, że Ross wreszcie poszedł po rozum do głowy.
- No ty rychło w czas – zauważyła Alex – Bo Boże Narodzenie za
pasem.
- Wiecie co, Święta Świętami, ale trzeba coś zrobić z tą
Gemmą…Germanottą…czy jak jej tam. Najlepiej zgłosić tę sprawę policji, i to jak
najszybciej – powiedział szatyn.
- Po obiedzie miałam zamiar iść z Laurą na komisariat, ale teraz
widzę, że to nie ma sensu – stwierdziła Raini.
- Jak to? Więc mamy zostawić to wszystko i udawać, że nic
się nie stało? – oburzyła się Alex.
- Ależ oczywiście, że nie. Chodziło mi raczej o to, żeby
zaaranżować małą zemstę – czarnowłosa zatarła ręce – Chyba wiem, co zrobić, by
sama przyznała się do winy.
Przyjaciele pochylili się nad nią i uważnie wysłuchali jej
planu…
***
Znów musieliście długo czekać, ale mam nadzieję, że było warto:) Rozdział jest króciutki, ale obiecuję, że następny będzie dłuuuuugaśny. Kwestia tylko kiedy go dodam, bo akcja dzieje się koło Bożego Narodzenia, więc możliwe, że dla utrzymania "nastroju świątecznego" ten ogromy rodział/rozdziały dodam dopiero w grudniu.
Ale właściwie decyzja należy do Was. :3
Baaaardzo dziękuję za wszystkie milutkie komentarze, jestem Wam wdzięczna za to, że czytacie te moje wypociny:p
a to piosenka, którą Raini miała ustawioną jako dzwonek (ostatnio nie mogę się od niej uwolnić ^^)
plus gorąco polecam bloga Marthy Marano: http://r5-my-crazy-story.blogspot.com/
PS: Czy jeśli dodałabym rozdział w grudniu, reflektowalibyście na jakiś bonusik na osłodę życia? Czy koniecznie rozdział musi być dodany wcześniej? (:
~`BabyBlue
niedziela, 15 września 2013
"Everything turns up alright"
***
Ross cicho pogwizdując, kierował się w stronę supermarketu
„Vanilla”. Calum powiedział mu, że właśnie tam zastanie Laurę, Raini oraz Rydel
robiące szalone zakupy przedświąteczne. Zależało mu na tym, by spędzić trochę czasu
ze swoją dziewczyną. Chciał, by jak najszybciej zapomniała o ostatniej kłótni.
Boże Narodzenie to nie najlepszy czas na to, by się na siebie dąsać.
Intuicja podpowiadała
mu, że przyjaciółki wybrały się do niedużej sieciówki „Gift 4 u” położonej na drugim piętrze.
Skorzystawszy ze schodów ruchomych, poszedł w kierunku sklepu z podarunkami.
Wszedł do środka i od razu zauważył Raini i Rydel stojące przy półce z
maskotkami
- Cześć siostra, cześć Rai – rzucił, rozglądając się dookoła
- Gdzie jest Laura?
- A od kiedy cię to interesuje, co? – spytała czarnowłosa,
krzyżując ręce na piersiach.
- Właśnie, co się
nagle taki troskliwy zrobiłeś, braciszku? – dodała Delly.
- Po prostu chciałem się z nią zobaczyć – wzruszył
ramionami.
- Na pewno z nią? A co z panną G.? – prychnęła ironicznie
Raini.
- O co wam chodzi? – Zaniepokoił się Ross.
- No nie, co za palant!
- zdenerwowała się Rydel – Chodzi o ciebie, o Gemmę i o Laurę. Nie
widzisz, że to wszystko zaszło trochę za daleko?
- To, co się dzieję między mną a Laurą i Gem, nie powinno
was obchodzić – warknął blondyn.
- Ale ta ruda jędza tobą manipuluje! Jesteś jej zabawką i
zrobisz wszystko, o co cię poprosi – Rai złapała go za ramiona – Otrząśnij się,
człowieku!
- Zooostaw mnie – burknął Ross, zdejmując jej ręce ze swoich
ramion.
W tym momencie przy półce w pluszakami znalazła się Laura.
- I co? Znalazłyście jakiś… - urwała, widząc swojego
chłopaka.
- Cześć, kotku – Ross wymusił uśmiech i podszedł do brunetki
– Co słychać?
Laura milczała, posyłając przyjaciółkom oburzone spojrzenie.
- Ej, my go tu nie zapraszałyśmy, sam przyszedł – broniła
się Raini.
Rydel już otwierała usta, wy wszystko wyjaśnić, lecz w tym
momencie zadzwoniła komórka Laury.
- Alex? – zdziwiła się brunetka i odebrała połączenie – Hej,
co jest?
- Cześć! Słuchaj, pilnie potrzebujemy waszej pomocy.
Wpakowaliśmy się w niezłe bagno.
- Wpakowaliśmy? To znaczy ty i Charlie?
- No…tak wyszło.
- Tak myślałam. No to mów, co się stało.
- Okej, ale lepiej usiądź, bo to kosmiczna historia.
- Poczekaj, przełączę
cię na głośno mówiący, nie jestem sama - Laura wcisnęła przycisk i cała czwórka
zamieniła się w słuch.
- Zaczęło się od tego, że weszłam do łazienki Charliego i
się zatrzasnęłam. Wyszłam przez okno, ale zapomniałam wziąć kosmetyczki. Charlie poszedł
po nią, ale się poślizgnął i…
- Gadasz bez ładu i składu – skrzywiła się Rydel.
- Eh, dobra… Nie ma czasu na dokładne wyjaśnienia. Powiem
wam tylko, że ma skręconą kostkę i gorączkę 38,
a ja dostałam wysypki i tonę w chusteczkach higienicznych. Jeśli zaraz
nie przyjedziecie, te święta będą jedną wielką katastrofą. Idźcie po Caluma,
dzwoniłam do niego wcześniej, ale nie odbierał. Jego tata jest ortopedą, niech
przyjedzie pod Cranberry Street jeśli mu się uda.
- Ok., postaramy się przybyć jak najszybciej – zapewniła ją
Laura - Trzymaj się, Alex!
- Do zobaczenia!
Przyjaciele podyskutowali, wykonali parę ważnych telefonów i
bez zbędnej opieszałości wybrali się do Caluma (mieszkał blisko galerii
„Vanilla”). Drzwi otworzył im jego tata.
- O! – zdziwił się mężczyzna – Pewnie przyszliście odwiedzić
mojego syna? Niestety, wyszedł z domu pół godziny temu.
- Właściwie to mamy do pana pewną sprawę… – zaczęła Laura.
- Do mnie? – ortopeda uniósł brwi.
Po chwili opowiedziano mu o wypadku Charliego.
- Rozumiem – kiwnął poważnie głową – No, macie szczęście, że
nie wysłano mnie na dyżur. Wskakujcie do auta, pojedziemy po tego biedaka.
Dziewczęta oraz Ross posłusznie usadowili się w samochodzie.
Po pięciu minutach zjawił się tata Caluma. Trzymał w rękach sporych rozmiarów
walizkę z odpowiednimi przyrządami do zakładania szyny i stabilizowania stawu.
- Co za zbieg okoliczności! W ostatniej chwili zdecydowałem
się wziąć zestaw pierwszej pomocy do domu na święta. I proszę, przyda się w sam raz. – mówił po drodze
na Cranberry Street.
Wkrótce potem zajechali pod dom Charliego. Drzwi otworzyła
im Alex.
- W samą porę. On już się tam zwija z bólu – uśmiechnęła się
kwaśno i wpuściła ich do środka. Zdjęli
buty, kurtki powiesili do szafy i udali się do pokoju babci Herswish.
Charlie leżał na kanapie, bolącą stopę, na której położony był kompres, miał
ułożoną na poduszce.
- No, chłopcze. Dawaj nogę! – ojciec Caluma zatarł ręce i od
razu podszedł do pacjenta.
Charlie wybałuszył na niego oczy.
- Nie bój się mnie, nie jestem psychopatą, tylko ortopedą - zaśmiał się mężczyzna, widząc jego
przerażenie.
Po krótkim badaniu, lekarz oznajmił, że wszystko jest w
porządku, staw nie został mocno uszkodzony, a noga za dwa tygodnie powinna być
już sprawna. Założył Charliemu szynę gipsową i polecił, by jak najwięcej leżał
i jak najmniej chodził. Dał mu również odpowiednie leki do kuracji (Alex także
dostała parę tabletek). Po wysłuchaniu całej historii związanej z upadkiem i
skręceniem kostki, podszedł do drzwi łazienki i dokładnie się im przyjrzał. Wyszedł
z domu i chwilę później wrócił, trzymając coś w rękach. Był to mały „zestaw
majsterkowicza”. Pokręcił się przy drzwiach łazienkowych i już po dwóch
minutach naprawił zamek. Teraz bez trudu można było dostać się do toalety.
- A niech mnie, z
pana to dopiero złota rączka – ucieszył się Charlie – Dziękuję za
wszystko. Ile płacę?
- Jestem na urlopie, więc nie przyjmuję żadnych pieniędzy.
Potraktuj to jako mały prezent na Gwiazdkę – mrugnął do niego mężczyzna - No, będę się już zbierał, dzieciaki. Bawcie
się dobrze! - pomachał wszystkim i na
odchodnym jeszcze raz przypomniał pacjentowi, by uważał na swoją nogę, a
reszcie przykazał, by za nadto się do niego nie zbliżali, by się od niego nie
zarazić grypą.
Gdy drzwi się za nim zamknęły, Charlie i Alex zostali wręcz
zasypani gradem pytań.
- Jak to się w ogóle stało, że oboje jesteście chorzy?
- Alex, co ty tu właściwie robisz?
- Bardzo boli cię noga?
- Jak macie zamiar spędzić święta?
- CISZA! -
zachrypiała Alex – Nie wszyscy naraz. Pozwólcie mi zacząć wszystko od początku.
- Nie, wiesz co, to jednak zły pomysł. Lepiej nie nadwyrężaj
głosu, kochanie. – rzekła Rydel,
troskliwie głaszcząc ją po ręce.
- Racja - kiwnęła
głową Laura.
– Ale jedno mnie
zastanawia… - zaczęła Raini, przyglądając się uważnie chorej - Co ci się u
licha stało, że jesteś cała w kropkach?
Alex zerwała się i podbiegła do lustra w łazience.
Dotychczas tak naprawdę nie widziała swojego odbicia (czerwone plamki pojawiły
się dopiero po incydencie z zatrzaśnięciem się w toalecie). Przyjaciele usłyszeli jej jęk.
Raini, Rydel i Laura zerwały się i pobiegły do łazienki,
pokrzykując:
- Daj spokój, nie jest tak źle, nic nie widać, naprawdę!
W pokoju zostali Ross i Charlie. Przez chwilę mierzyli się
wzrokiem.
- Słuchaj…jest taka sprawa…– zaczął szatyn.
- Taaak, wiem – odrzekł niechętnie nastolatek – Chcesz gadać
ze mną o Gemmie. Kłopot z tym, że ja nie bardzo chcę o niej gadać z TOBĄ.
- Aha, wolisz się pogrążyć przed swoją dziewczyną?
- To znaczy?
- Chcesz spojrzeć w
oczy Laurze i bez ceregieli powiedzieć jej, że się nią znudziłeś?
- Odbiło ci?! Nie chcę z nią zrywać!
- Więc po co ci Gemma do szczęścia?
- A ty co? Zazdrosny?
- Nie. Do mnie już dotarło co trzeba i teraz próbuję
przemówić ci do rozumu.
- Dziękuję, ale obejdzie się bez twoich „złotych rad”.
- Oh, czyżby? -
spytał Charlie z ironią w głosie.
W tym momencie do
pokoju weszły dziewczęta. Po kropkach na twarzy Alex nie było już śladu
(przyjaciółki poleciły jej, by obficie ją zapudrowała).
- Postanowiłyśmy, że trzeba się tobą porządnie zająć – Laura
zwróciła się do chorego.
- Alex też potrzebuje opieki, bo chyba się od ciebie
zaraziła… - dodała Rydel, patrząc, jak koleżanka wydmuchuje nos.
- Nieprawda – nastolatka z oburzeniem zabulgotała w chusteczkę.
- Tak więc dziś zrobimy wszystkie potrzebne zakupy.
Jedzeniowe i świąteczne. Rozmawialiśmy już ze Stormie i Markiem, chętnie
zgodzili się nam pomóc – ciągnęła Laura – Teraz zrobimy wam coś do jedzenia i
za godzinę pojedziemy na zakupy.
- Ale.. – zaczął Charlie.
- Żadne ale, trzeba wszystko ogarnąć, bo święta tuż tuż, a
my nie pozwolimy, byście Wigilię i Boże Narodzenie spędzili sami, przykryci
toną chusteczek – rzekła Raini, zakładając ręce na biodra.
- Aha, i jeszcze jedno. Ekipa „Austina i Ally” chciała zrobić spotkanie świąteczne w studio,
ale biorąc pod uwagę okoliczności… Spotkanie zrobimy tutaj. – powiedziała
Delly.
- No co wy?! Przecież nigdy w życiu się tu nie zmieścimy! –
jęknął Charlie.
- Spokojnie, nie mówię, że dosłownie TUTAJ. Na ulicy
równoległej do Cranberry Street, jak dobrze wiesz, stoi duża restauracja „White&Black” - tłumaczyła mu Rydel - Na czas świąteczny
jest zamykana, jednak dla nas zrobili wyjątek. A wszystko dzięki Jessy
i…Tomowi. Podobno osobiście zna właścicielkę restauracji i nie było problemu,
wy wynająć salę. Oczywiście, pod warunkiem, że jedzenie przyniesiemy sami, ale
z tym nie będzie kłopotu, bo każde z nas zamierza coś upichcić.
- Wszyscy się pomieszczą
- odezwał się milczący dotąd Ross – całe R5, ekipa, my i dorośli.
- Jak wy to wszystko załatwiliście? I kiedy? – dziwiła się
Alex.
- Kiedy do nas zadzwoniłaś i poprosiłaś o pomoc. Wystarczyło
parę telefonów do odpowiednich ludzi – mrugnęła do niej Delly.
- No dobra, czas zabrać się za obiadek. – rzekła Laura i skierowała się do kuchni. Po
drodze krzyknęła do zbierającego się do wstania Charliego – A ty leż! I nawet
nie waż się chodzić! Otworzyła lodówkę i mruknęła – Co my tu mamy…
- Mogę ci pomóc –
zaofiarowała się Raini – Uwielbiam gotować.
- A gdybyś jeszcze umiała… - odparła niewinnie brunetka.
Alex zachichotała.
- A ty co się
śmiejesz, co? - obraziła się Raini -
Marsz do łóżka! Masz wypoczywać.
- Ja ją przypilnuję, a wy gotujcie, kuchareczki – zaśmiała
się Rydel i wyprowadziła Alex – Ty też
lepiej chodź – rzekła do stojącego w przejściu Rossa.
Laura ustawiła na stole wszystko, co znalazła w lodówce i
szafkach.
- Hmm…Co można z tego zrobić? - spytała, przyglądając się produktom.
- Widzę tu między innymi sos pomidorowy, oregano, żółty ser,
mięso mielone….o proszę, jest też makaron lasagniowy. Już wiesz, co będziemy
pichciły.
- Lasagnię? To nie za trudne? – zmartwiła się Laura.
- Ee, poradzimy sobie. W razie czego mogę znaleźć przepis w
Internecie – Rai wyjęła telefon.
- Może lepiej włącz filmik na youtube. Wiesz, z jakimś
profesjonalnym kucharzem, który dokładnie mówi co i jak – poradziła jej
brunetka.
- Dobry pomysł – czarnowłosa wpisała odpowiedni adres. Jej
wzrok padł na listę ostatnio dodanych filmików – A to co? – mruknęła do siebie,
klikając na jeden z nich. Zatytułowany był „Raini Rodriguez wpada do fontanny”
.
- Co jest? – spytała Laura i podeszła do przyjaciółki.
Raini nacisnęła przycisk „play”. Ktoś dokładnie ujął moment, w którym jakaś blondynka wpada na nią i
wytrąca jej z ręki telefon, który ląduje w fontannie.
- Tytuł jest mocno naciągany, przecież nie ty wpadłaś do
wody, tylko twoja komórka – zauważyła brunetka.
- Taaa… Ej, chwila, widziałaś?!
- Co?
- Patrz uważnie – Raini jeszcze raz włączyła filmik i
powiększyła ekran. Zastopowała w momencie pojawienia się jasnowłosej dziewczyny
– Czy ona ci kogoś nie przypomina?
Laura zmrużyła oczy, intensywnie wpatrując się w postać.
Naraz gwałtownie odskoczyła do tyłu i krzyknęła:
- Jezu! To przecież Gemma!
***
YAYYY, DODAŁAM ROZDZIAŁ! :)
Przepraszam, że tyle musieliście czekać. I przepraszam, że trochę zagmatwałam sprawę z tym lekarzem i skręconą kostką (nie bardzo się na tym znam, szczerze powiedziawszy) (btw, wybrałam rozszerzenie biol-chem-fiz:D )
I przepraszam, że tak ciągle muszę Was przepraszać ._.
Ale liceum robi swoje, ledwo znalazłam czas, żeby coś napisać. Na szczęście dokładnie już wiem, co mam dalej pisać i jak zakończyć opowiadanie. Może to sprawi, że będę pisać trochę częściej;)
to do następnego rozdziału! (:
i serdecznie polecam opowiadanie Marthy Marano:
~`BabyBlue
wtorek, 27 sierpnia 2013
Przeczytajcie do końca;)
Przepraszam, że znów tak długo nie dodaję rozdziału. Niby są wakacje i mam mnóstwo czasu, ale to nieprawda. Dni uciekają jak szalone i to mnie trochę przeraża.
W każdym razie, rozdział mam zaczęty, ale nie mogę popchnąć go do przodu. Proszę, czekajcie cierpliwie, na pewno kiedyś się pojawi:) jeśli chcecie, podajcie w komentarzach swoje gg, maila lub nazwę twittera, poinformuję Was, kiedy rozdział będzie dodany. Dotychczas robiłam to na Facebooku, ale wolę nie spamować na grupie.
I jeszcze jedna sprawa, poważnie planuję zakończenie opowiadania. Bloga prowadzę już od roku, dzięki Wam mam mnóstwo komentarzy i wyśwetleń. Nigdy bym nie pomyślała, że mogę napisać ponad 100 stron. O.o A to wszystko przez Wasze fenomenalne wsparcie :)
Ale nic nie trwa wiecznie, kiedyś trzeba się pożegnać i dłużej tego nie ciągnąć. Jeszcze się nie rozstaję z opowiadaniem, ale z każdym rozdziałem jestem coraz bliżej końca.
Nie kończę "przygody" z pisaniem, na pewno zacznę nowe opowiadanie (kwestia tylko o kim i o czym:p), bo sprawia mi to dużo radości i przyjemności.
I tyle chciałam powiedzieć....
Trzymajcie się ;*
~`BabyBlue
W każdym razie, rozdział mam zaczęty, ale nie mogę popchnąć go do przodu. Proszę, czekajcie cierpliwie, na pewno kiedyś się pojawi:) jeśli chcecie, podajcie w komentarzach swoje gg, maila lub nazwę twittera, poinformuję Was, kiedy rozdział będzie dodany. Dotychczas robiłam to na Facebooku, ale wolę nie spamować na grupie.
I jeszcze jedna sprawa, poważnie planuję zakończenie opowiadania. Bloga prowadzę już od roku, dzięki Wam mam mnóstwo komentarzy i wyśwetleń. Nigdy bym nie pomyślała, że mogę napisać ponad 100 stron. O.o A to wszystko przez Wasze fenomenalne wsparcie :)
Ale nic nie trwa wiecznie, kiedyś trzeba się pożegnać i dłużej tego nie ciągnąć. Jeszcze się nie rozstaję z opowiadaniem, ale z każdym rozdziałem jestem coraz bliżej końca.
Nie kończę "przygody" z pisaniem, na pewno zacznę nowe opowiadanie (kwestia tylko o kim i o czym:p), bo sprawia mi to dużo radości i przyjemności.
I tyle chciałam powiedzieć....
Trzymajcie się ;*
~`BabyBlue
wtorek, 13 sierpnia 2013
"When life gives you lemons..."
Pierwszy obudził się Charlie. Było już parę minut po dziesiątej.
Chciał się przeciągnąć, ale poczuł, że coś mu przygniata prawe ramię. Leniwie
otworzył oczy, i – ku jego zdziwieniu spostrzegł leżącą obok niego Alex. Jeszcze bardziej zdziwiło go to, że była w
niego wtulona – leżała na brzuchu, a głowę i prawą rękę położyła na jego klatce
piersiowej; natomiast on w jakiś niewyjaśniony sposób obejmował jej talię swoim
ramieniem. Mógł wyjaśnić to, czemu leżała w jego łóżku – była przestraszona, a
on próbował ją uspokoić różnymi opowiastkami babci. Szybko zasnęła, ale nie
chciał jej przenosić do pokoju pani Herstwish, bo z pewnością by się obudziła.
Okej, to miało jakieś wytłumaczenie. Ale jak, u licha, i kiedy doszło do tego,
że się do siebie przytulili? To chyba nie było kontrolowane…Samo się w jakiś
sposób stało i nie dało się tego w jasny sposób wyjaśnić. Nie to, żeby
narzekał. Właściwie nie miałby nic przeciwko gdyby nie ramię, które zaczęło mu
powoli drętwieć. Poruszył się najostrożniej jak mógł. Niestety, nie wyszło mu
to za delikatnie, więc Alex od razu otworzyła zaspane oczy. Ujrzawszy nad sobą
jego twarz, podskoczyła tak gwałtownie, jakby ją kopnął prąd.
- AAA! Co ja tu robię?!
- Śpisz. I miażdżysz mi ramię – zauważył życzliwie Charlie.
- Jak to się stało?! – dygotała Alex – Czy my…
- Nie, nie – powiedział szybko szatyn - Po prostu zasnęłaś i… No nie umiem tego
wytłumaczyć.
Dziewczyna zrobiła się czerwona jak burak.
- Tak mi wstyd… Przepraszam, już stąd spadam.
- Ej, o co ci chodzi? Przecież mówię, że do niczego nie
doszło – złapał za rękę zrywającą się z posłania nastolatkę – Stój! Miałaś mi
pomóc w ozdabianiu domu na święta!
Ale ona nie słuchała. Odskoczyła jak oparzona i pobiegła do
łazienki, zatrzaskując za sobą drzwi. Po chwili usłyszał chrobot przekręcanego
zamka.
- Eh, co za
dziewczyna – westchnął, kręcąc głową. Ubrał się i pościelił łóżko. Podszedł
leniwym krokiem do drzwi łazienki i zapukał – Aaaaleeeeex. Wyłaź, błagam. Nic
się nie stało, naprawdę. Obiecuję, że nikomu o tym nie powiem.
Odpowiedziała mu głucha cicha.
- Dobra, jak tam chcesz – machnął ręką szatyn - Ja idę
po bombki.
Aby dostać się do pomieszczenia, w którym umieszczono
wszystkie możliwe ozdoby świąteczne, Charlie musiał wyjść na zewnątrz i udać
się na tyły domu, gdzie znajdował się mały, drewniany składzik. Ledwo jednak
przekroczył progi wyjścia, poczuł ostry, przeszywający ból w czaszce. Od kiedy tylko wstał, nie czuł się najlepiej.
Miał zatkany nos i lekko spuchnięte oczy,
na dodatek bolały go wszystkie mięśnie (do tego najprawdopodobniej przyczyniły
się niezbyt komfortowe warunki spania). Poszukał po kieszeniach spodni, ale
znalazł w nich tylko komórkę, parę monet, zapalniczkę i papierosa. Bez namysłu
zapalił. Nie robił tego zbyt często, ale akurat teraz naszła go ochota na
odstresowanie się. Właśnie wypuszczał z ust kolejne kółeczko z dymu, kiedy
zabrzęczał telefon. Ze zdumieniem spostrzegł, że na ekranie wyświetla się
„Dzwoni Alex”.
- Co u licha? – mruknął i nacisnął zieloną słuchawkę – Co
jest? Już się stęskniłaś?
- Nie, głupku. Zatrzasnęłam się w twojej cholernej łazience!
– krzyczała dziewczyna – Wypuść mnie stamtąd!
Teraz dotarło do Charliego, że faktycznie, ostatnio miał
problemy z tymi drzwiami, dlatego nigdy nie przekręcał zamka, kiedy brał
prysznic.
- Dobra, idę – rzucił
i się rozłączył. Pospiesznie zadeptał papierosa butemi schował zapalniczkę do
kieszeni. Parę chwil później już stał pod małym oknem łazienkowym i krzyczał do
Alex, że musi przez nie przejść, bo nie ma innego sposobu na wydostanie się z
pomieszczenia. Martwiło go, że okno było bardzo wąskie, w dodatku umieszczono
je dosyć wysoko. Skok bez żadnych zabezpieczeń mógł się zakończyć boleśnie. Ale
muszą spróbować, w końcu jeśli się nie uda, zawsze mogą wezwać pomoc.
- No, dasz radę, Alex!
- Nie przecisnę się – jęknęła nastolatka. Ostrożnie
wychyliła głowę i spojrzała z góry na Charliego. Przełknęła ślinę i dodała –
Poza tym, nie wiem, czy pamiętasz, ale ja mam chorobliwy lęk wysokości.
Szatyn przewrócił oczami.
- To żaden lęk. To twoja nienormalna wyobraźnia. Nie bój
się, przecież cię złapię.
- Nie, to bez sensu.
- Alex, błagam. Zrób to dla mnie! Inaczej nie dostaniesz
prezentu.
- Którego jeszcze najprawdopodobniej nie kupiłeś?
- A ty skąd wiesz??!
- Bo ja też jeszcze nie zrobiłam świątecznych zakupów.
Spędzałam za dużo czasu z tobą. Widzisz, to wszystko twoja wina!
- Okej, może i moja – rzekł ugodowo Charlie – Ale przestań
zmieniać temat. Chcesz wyjść z tej łazienki czy nie?
- Chcę – przyznała Alex.
- No to skacz, do jasnej ciasnej! Bo zupełnie odmrozi mi
uszy!
Westchnęła i zaczęła przeciskać się przez wąziutkie okienko.
Na jej szczęście, była szczupła, więc jakoś udało jej się wyjść i przykucnąć na
framudze.
- Dobra. Teraz na trzy przestajesz się trzymać okna i
przesuwając ciężar ciała do przodu, łapiesz za moje ramiona – instruował ją
chłopak - Gotowa?
Alex trwożnie kiwnęła głową.
- Chhhhyba tak.
- No to raz…Dwa…Trzy! – krzyknął Charlie i wyciągnął
ramiona. Nastolatka odbiła się nogami od framugi okna i skoczyła prosto na
niego. Zachwiał się pod jej ciężarem i razem upadli na ziemię.
- Nno! Dzielna dziewczynka! – zaśmiał się szatyn – Szkoda,
że babcia tego nie widzi.
- Taa, miałaby powód do uciechy, nie? – rzekła z przekąsem
Alex. Kiedy wstali, zbliżyła się do niego – Dzięki za pomoc. I przepraszam za
moje dziecinne zachowanie. Ta sytuacja…była dla mnie trochę głupia i dlatego
tak gwałtownie zareagowałam.
- Rozumiem, nie ma sprawy
- uśmiechnął się Charlie.
- Zaraz – Alex pociągnęła nosem. Wyraz jej twarzy zmienił
się- Czy ty przed chwilą paliłeś?
- Co? Żartujesz chyba.
- Przecież czuję dym.
- To pewnie dochodzi z kominów sąsiadów. Zobacz – w taki
ziąb wszyscy palą w piecach. Niezależnie od pory dnia. A zdaje mi się, że nie
ma jeszcze jedenastej.
Dziewczyna popatrzyła na niego podejrzliwie, po czym zadrżała.
- Słuchaj, chodźmy do środka, co? Bo na serio się
przeziębimy. Już zaczynam się kiepsko czuć, a mam na sobie tylko koszulę.
- Kurcze, faktycznie. Dobra
myśl – podjął Charlie. Pobiegł po bombki, których w końcu nie wyjął ze
schowka. Już po chwili byli w mieszkaniu i wyjmowali ozdoby z ogromnego
kartonowego pudła.
Tego samego dnia Laura spotkała się z Rydel i Raini w
centrum handlowym. Brunetka nie była w najlepszym humorze, co od raz zostało
zauważone przez jej przyjaciółki.
- No co to za kwaśna mina? – spytała Delly.
- A nieważne – machnęła ręką Laura – Po prostu znów
pokłóciłam się z Rossem. Ostatnio nie możemy się dogadać.
- Nie martw się, coś wymyślimy. Nie pozwolimy Gemmie odbić ci chłopaka – pocieszała ją
Raini.
- Już ja sobie porozmawiam z tym moim braciszkiem. –
Obiecała blondynka – I wygarnę mu to i owo.
- Ja też dorzucę coś od siebie. Ale przede wszystkim, trzeba
spotkać się z tą dziunią i wyjaśnić, dlaczego podawała się za moją koleżankę –
dołączyła się Raini.
- Okej, okej. Na wszystko przyjdzie pora. Ale teraz o tym
nie myślmy. Zbliżają się święta i trzeba nakupować mnóstwo rzeczy. Chodźcie –
zarządziła Laura.
- Mamy jeszcze sporo do zrobienia – stwierdziła Alex,
przypinając na ścianę błyszczącą, czerwoną girlandę. Zręcznie zeskoczyła z
drabiny, podrapała się po ręce i podeszła do kanapy, na której leżał Charlie.
- Kobieto, daj mi spokój
- jęczał chłopak, łapiąc się za głowę.
- Ja wiem, że źle się czujesz, ale to był twój pomysł, żeby
udekorować dom. Więc przestań się wylegiwać i mi pomóż z łaski swojej.
Charlie przeklął pod nosem i usiadł.
- Chyba mam gorączkę – rzekł słabo, przykładając sobie rękę
do czoła.
Alex z powątpieniem pokręciła głową i usiadła obok niego.
- Pokaż no – dotknęła ustami jego czoła – Hmm, może i masz
rację. Trzeba ci zmierzyć temperaturę. Gdzie masz termometr?
- Leży na komodzie za tobą.
Dziewczyna poszła we wskazanym kierunku i wróciła z
przyrządem medycznym w ręce.
Bez słowa podała mu termometr i przez parę minut uważnie się
mu przyglądała, od czasu do czasu drapiąc się po twarzy.
- Uuuu – gwizdnęła po odczytaniu temperatury – Trzydzieści
osiem i dwa. No, mój drogi. Nieźle się urządziłeś na święta.
Ledwo wyrzekła te słowa, kichnęła trzy razy z rzędu.
Szatyn zaśmiał się ponuro:
- Ty też nie masz się z czego cieszyć.
- Ale ja przynajmniej robię COKOLWIEK. Mimo że się średnio
dobrze czuję. Zobacz, ile na dziś rzeczy zaplanowałam – Pokazała mu małą, białą
kartkę z listą „zadań” do wykonania:
1) spotkać się z Jessy
2) porozmawiać z Rossem
3) kupić prezenty i małą choinkę
4) zadzwonić do rodziców
5) udekorować dom
- Hm, przynajmniej punkt piąty mamy w jakimś stopniu
zrealizowany – mruknął Charlie.
- Fatalnie się składa, że masz gorączkę. Chyba nie uda nam
się porozmawiać z Jessy przed świętami. Kiedy mieli do ciebie przyjść
pracownicy domu dziecka?
- 27 grudnia.
- Zadzwonię do niej i wyjaśnię sprawę. Może uda się zaprosić
ją do nas. To jest….do ciebie.
- Żebym od razu ją zaraził? Już wystarczy, że tobie popsułem
święta.
- Nie popsułeś – zapewniła go Alex, drapiąc się po twarzy –
Jeśli nie będzie mogła przyjść, załatwimy to telefonicznie. Na zakupy pójdę
sama. A z Rossem pogadam kiedy indziej, może nadarzy się okazja.
- Nie! Protestuję! Nie rób ze mnie samoluba, też chcę kupić
trochę prezentów.
- To kupisz z lekkim
opóźnieniem. Nie martw się, to w końcu ty masz urodziny w Boże Narodzenie,
jesteś gwiazdą wieczoru – uśmiechnęła się dziewczyna, drapiąc się z kolei w
kark, a potem w ramię.
- Co ci jest? Czemu się tak wariacko drapiesz?
- Właśnie sama nie wiem… Może mam jakąś alergię?
- A na co jesteś uczulona?
- Chyba tylko na sierść kota. Ale przecież nie ma tu… - jej
wypowiedź przerwało głośne miauknięcie Freda, który właśnie w tej chwili
postanowił wkroczyć do pokoju i zawiadomić ich o swoim istnieniu.
Alex zerwała się z miejsca i cofnęła się parę kroków. Bardzo
lubiła te puchate i sympatyczne zwierzątka, ale objawy jej uczulenia nie
pozwalały za nadto się do nich zbliżać.
- Tak..tego, no…to jest właśnie mój kot, Fred - zmieszał się Charlie.
- Czy zdarza się, że śpi z tobą w jednym łóżku?
- Tak, czasem układa się na poduszce obok mnie, a czasem na
stopach i muszę go spychać, bo momentalnie drętwieją. Ta bestia jednak trochę
waży.
- To by wyjaśniało, dlaczego tak bardzo swędzi mnie skóra.
- Lepiej się tak nie drap, bo od tego pojawiają ci się na
twarzy dziwne kropki – zauważył mimochodem Charlie.
- Co?! – krzyknęła Alex i wybiegła z pokoju w poszukiwaniu
lustra. Niestety, jedyne lustro znajdowało się w zatrzaśniętej łazience. Leżała
tam też jej kosmetyczka z pożytecznymi wynalazkami pozwalającymi na szybkie i
skuteczne zamaskowanie kropek. Jak ona teraz wyjdzie na miasto?! Podzieliła się
swoimi obawami z Charliem. Chłopak od razu odpowiedział, że właściwie nie jest
tak źle i że kropek nie widać. Alex nie bardzo mu wierzyła. Skończyło się na
tym, że postanowiła zadzwonić do rodziców z prośbą o poratowanie jakąś
zbawienną radą i z zapytaniem, kiedy właściwie przyjadą. Poszła do kuchni. W
tym czasie szatyn wstał, założył na siebie ciepłą bluzę i czapkę, po czym
cichcem wyszedł z mieszkania. Podstawił
sobie odwrócone wiaderko i zręcznie wszedł przez uchylone okno łazienki. On
także należał do osób szczupłych, więc nawet gruba bluza nie przeszkodziła mu w
przeciśnięciu się przez otwór. Przez chwilę mocował się z zamkiem, ale nadal nie
chciał puścić. Zabrał najpotrzebniejsze rzeczy, w tym kosmetyczkę Alex i
skierował się do wyjścia. Zejście z ładunkiem byłby bardzo trudne, toteż postanowił
się go pozbyć. Wszystko upchnął do kosmetyczki, przewiązał ją sznurkiem i
łagodnie spuścił w dół. Po chwili sam wdrapał się na okno. Chciał zeskoczyć na
wiaderko, niestety, gdy tylko oderwał się od framugi okiennej, poleciał trochę
za daleko – nogi ześlizgnęły mu się z wiaderka i z hałasem runął do przodu. Na
nieszczęście przy spadaniu stopa prawej nogi nie ułożyła mu się zbyt korzystnie.
W tej chwili bolała jak diabli i wygięta była w dość straszny sposób.
Alex usłyszawszy huk,
rzuciła do komórki krótkie „oddzwonię później” i wybiegła na dwór.
- Co się stało? – spytała z przestrachem.
- Nic – burknął Charlie, zaciskając szczęki - Skręciłem, kuźwa, kostkę. Albo zwichnąłem.
- O Boże – załamała ręce nastolatka i pochyliła się nad nim
– Pokaż.
Chłopak uniósł nogawkę. Na stopie, w okolicach kostki
powstawał obrzęk. Rozrastał się w błyskawicznym tempie i zmieniał kolor.
- Skręcenie – oceniła Alex – Chodź, pomogę ci wstać.
W końcu udało im się dokuśtykać do domu. Dziewczyna poleciła
mu usiąść na kanapie i oprzeć nogę o stołek pod kątem prostym. Pobiegła do
kuchni i wróciła z lodem oraz ręcznikiem. Z uwagą przyjrzała się stopie, ostrożnie
owinęła ją ręcznikiem i przyłożyła lód. Podniosła głowę i natknęła się na wzrok
Charliego, zdumionego do granic możliwości jej wiedzą i umiejętnościami.
- W mojej rodzinie co
druga osoba dorosła jest lekarzem – wzruszyła ramionami i podrapała się po
głowie – Poza tym, to żadna filozofia. I tak nie obejdzie się bez szpitala,
muszą nałożyć ci szynę gipsową.
- Szynę?! – jęknął szatyn.
- Pochodzisz w niej najwyżej trzy tygodnie. Masz szczęście,
mogło się skończyć złamaniem nogi, i to
z przemieszczeniem!
- Czy ty w ogóle
siebie słyszysz?! Jakie szczęście?! – krzyknął
Charlie, chowając twarz w dłoniach – Jezu, co za dzień.
W nastolatkę uderzyła fala współczucia. Usiadła obok niego i
objęła go ramionami.
- A czemu właściwie tam się wspinałeś? Masz gorączkę, nie powinieneś był wychodzić
- Bo chciałaś tę swoją kosmetyczkę.
- Przecież nie musiałeś tego robić, głupku ty! – rzekła ze
śmiechem i pocałowała go w policzek – To był tylko mój głupi grymas. Ale dziękuję ci za to, że się dla mnie poświęciłeś.
Charlie odrobinę się rozpogodził, jednak po chwili na jego twarzy pojawił się grymas bólu.
- Pewnie boli jak cholera?
- kiwnęła głową ze zrozumieniem.
- Mało powiedziane.
- No to zaraz zadzwonię do Caluma. Jego tata chyba jest
ortopedą. Może nawet nie trzeba będziecie zawozić cię do szpitala.
- Oby - mruknął
Charlie i pociągnął nosem. – Eh…Szykują się fantastyczne święta, prawda?
Alex w odpowiedzi kichnęła całą mocą w przygotowaną na tę
okazję chusteczkę.
***
Hejj wszystkim, udusicie mnie pewnie, bo macie dwa mocne powody:
1. miałam dodać rozdział już wieki temu...
2. znów zajęłam się głównie wątkiem Alex i Charliego.
na pierwszy chyba nie mam usprawiedliwienia:D (wyczerpały mi się)
na drugi mam - chodzi po prostu o to, że ze sprawą Alex i Charliego jest związanych wiele pobocznych tematów, których nie mogę zostawiać, dlatego skupiłam się wyłącznie na tej "parce". (w następnym rodziale może być podobna sytuacja, ale jeszcze nie wiem). W najbliższej przyszłości będzie więcej Rossa, więcej Laury, więcej Gemmy itd itp.
mam nadzieję, że nie napsułam Wam krwi:p
kocham Was bardzo bardzo bardzo :*
zachęcam też do czytania bloga Marthy Marano, która wygrała nasz mini-konkurs. :)
oto link: http://raura-moja-historia.blogspot.com/
pozdrawiam i życzę miłego odpoczynku przez te ostatnie tygodnie wakacji!
~`BabyBlue
Subskrybuj:
Posty (Atom)