W Londynie było genialnie! jeśli macie chęć, mogę zamieścić parę fotek pod następnym rozdziałem;)
a skoro już o nim mowa, obiecuję, że pojawi się w tym tygodniu.
przyznam szczerze - straaaaasznie się rozleniwiłam:p ale już biorę się za siebie.
W wakacje będę miała, że się tak wyrażę, w kij dużo czasu, więc będę regularnie dodawać rozdziały:D
narazie chcę BARDZO BARDZO BARDZO podziękować za ponad 20 000 wyświetleń!!! Nie wiem jak Wy to robicie, ale strasznie Was za to kocham :**
Nie wyobrażacie sobie nawet jaka to przyjemność - wiedzieć, że ktoś odwiedza mój blog i czyta moje opowiadanie. Jeszcze raz dziękuję <3
z tej okazji chciałabym zrobić notkę bonusową. ale to już od Was zależy, co w niej będzie. piszcie, czy wolicie zdjęcia R5 (lub konkretnych osób), gify, quizy czy coś z zupełnie innej beczki typu 10 pytań/10 odpowiedzi.
czekam na Wasze propozycje (:
~`BabyBlue
Łączna liczba wyświetleń
wtorek, 18 czerwca 2013
niedziela, 2 czerwca 2013
"What is going on?!"
***
- Zaraz, zaraz… Nie znasz Gemmy?! – wydusiła z siebie Alex.
- No, nie miałam „przyjemności” jej poznać – rzekła Raini i
spojrzała ze zdziwieniem na koleżanki – Serio mówiła, że się kolegujemy?
- Tak. Rzekomo poznałyście się przypadkiem, na premierze
„Muppetsów” – prychnęła Laura.
- Jakoś sobie nie przypominam, żebym zapoznawała się z jakąś
rudą wiedźmą. Wiem tylko, że kiepsko wspominam tamto miejsce. Kiepsko, to nawet
mało powiedziane.
- Tak, tak. Byłaś odcięta od świata na całe trzy dni,
wielkie mi halo. Mamy tu poważniejszy problem – odparła zgryźliwie brunetka.
- Spoko, nie denerwuj się tak – Raini była trochę zaskoczona
gwałtownością przyjaciółki.
- Słuchajcie, trzeba coś z tym zrobić. Nie możemy pozwolić,
żeby jakaś dziunia odbiła nam chłopaków
- zabrała głos Alex.
W tym momencie towarzyszki spojrzały na nią w taki sposób,
jakby złapały ją na gorącym uczynku.
- „Nam”? Czyli jednak jest coś na rzeczy między tobą a
Charliem? – spytała chytrze czarnowłosa.
Alex zarumieniła się.
- Nnnie, no co wy. Nie mam czasu zaprzątać sobie głowy
chłoptasiami. Przynajmniej na razie. A Charlie to tylko przyjaciel.
- Zawsze tak mówisz – zauważyła Laura – To już się robi
nudne.
- Nudne to się robią wasze docinki – Alex wzruszyła
ramionami i dodała – Mówiąc „odbiła nam
chłopaków” miałam na myśli chłopaków z naszej paczki, a nie… wybranków serca.
- Że też na to nie
wpadłyśmy – odparła ironicznie Raini.
- Wiecie co, może zamiast się kłócić, chodźmy do
studia? - zaproponowała Laura.
- Dobry pomysł –
podchwyciła Alex - I tak miałam zamiar porozmawiać z Jessy.
- Okej, to zbieramy się – zarządziła Raini i podniosła się z
krzesła.
Pół godziny później były już w budynku StarWork Company.
Tam, idąc po schodach zderzyły się z pędzącym prosto na nie Calumem.
- Jak ty chodzisz, pajacu?!
- krzyknęła Raini.
- Co? Aa…sorki, Ray. Śpieszę się. Ross prosił, żebym
wyprowadził za niego Pixie, bo dziś nie ma czasu.
- Nie ma czasu? Ciekawe... A wiesz, gdzie on teraz jest? –
spytała Laura, krzyżując ręce.
- Emm… No, u Charliego przecież – zmieszał się Calum.
Alex uniosła brwi.
- Czyżby? A od kiedy Ross zna jego adres? Bo coś sobie nie
przypominam, żeby Charlie kiedykolwiek mu go podawał…
- Przyznaj się, ukrywasz coś przed nami? – spytała Raini,
rzucając mu groźne spojrzenia.
- Dziewczyny! -
rudzielec uniósł ręce w geście obrony - Co wy takie agresywne dziś jesteście?
Ja nic nie wiem. Mam tylko wyprowadzić pieska na spacer.
- Dobra, dajmy mu spokój – westchnęła Alex – Ten piegus i tak
nam nic nie powie.
- Powinienem się obrazić za to przezwisko, ale za bardzo
kocham swoje piegi –rzekł dumnie Calum – Swoją
drogą, to dosyć ciekawe. Bo Gemma jest tak samo ruda jak ja i nie ma ani
jednego piega…
- COŚ TY POWIEDZIAŁ? – krzyknęły jednocześnie dziewczęta.
Nastolatek natychmiast zatkał sobie usta ręką, po czym
wybełkotał coś w stylu „muszę lecieć” i pognał w kierunku wyjścia.
- No proszę, czyli jednak się z nią widuje – powiedziała
łamiącym się głosem Laura.
- Spokojnie, to jeszcze nic nie znaczy. Ross ma swój rozum.
Za długo o ciebie walczył, żeby ulec pierwszej lepszej pannie – pocieszała ją
Raini.
- Zadzwonię do Charliego – rzekła lekko zaniepokojona Alex i
powoli wydobyła z kieszeni komórkę. Miała nadzieję, że usłyszy po drugiej
stronie słuchawki dobrze jej znany głos. Pięć sygnałów… Cisza…
Wkrótce potem dziewczęta rozeszły się do domów. Alex została
w StarWork Company, by porozmawiać z Jessy. Weszła na trzecie piętro i
zatrzymała się przed biurem kobiety. Lekko zapukała do drzwi, a gdy otrzymała
głośne „proszę!”, nacisnęła klamkę. Jessy siedziała w skórzanym fotelu. Jej
biurko wprost uginało się od nawału papierzysk. Alex obawiała się, że
sympatyczna kierowniczka nie będzie miała czasu na wysłuchanie tak długiej i
skomplikowanej sprawy. Ale na szczęście jej obawy okazały się zbyteczne. Gdy
tylko weszła do pokoju, Jessy uniosła głowę i obdarzyła ją szerokim uśmiechem.
- Alex! Miło cię widzieć, proszę, usiądź.
- Dziękuję – odparła dziewczyna i spoczęła w fotelu przed biurkiem
kobiety – Mam do pani pewną sprawę. To może zająć chwilę, a widzę, że ma pani
dużo pracy.
- Oj, nie przejmuj się tą koszmarną stertą papierów –
machnęła ręką Jessy – przejrzenie ich zleciłam komu innemu. Szkoda tylko, że
ten „ktoś” spóźnia się już drugą godzinę. Z nudów zaczęłam przeglądać to i owo.
Prawdę mówiąc, jestem ci bardzo wdzięczna, że przerwałaś mi to arcyciekawe
zajęcie.
- Nie ma sprawy -
zaśmiała się Alex.
- To o czym chciałaś ze mną pogadać? Zamieniam się w słuch.
Nastolatka spoważniała, wzięła głęboki oddech i zaczęła
opowiadać...
***
Króciutki, ale mam wytłumaczenie - jadę na calutki tydzień do Londynu (wyjazd jutro - pobudka o 5 rano -.-)
wolałam dodać teraz, bo nie chciałam, żebyście znów czekali 3 tygodnie na następny ;)
trzymajcie się!! :**
~`BabyBlue
niedziela, 26 maja 2013
"Who's that girl? Where's she from? No, she can't be the one that you want"
Minęło parę dni. Alex
wciąż wahała się, czy dzwonić do rodziców w sprawie chwilowego zamieszkania z
Charliem. Wiedziała, że szanse na to, że pozwolą jej wprowadzić się do obcego
chłopaka są znikome. Obiecała mu jednak, że zrobi co w swojej mocy, by mu
pomóc. Jeśli faktycznie za parę tygodni będzie zmuszony przenieść się do domu
dziecka, wolała być z nim w tych trudnych chwilach. „Ale czy on też tego
chce?” - zastanawiała się. W końcu
ostatnimi czasy miewał bardzo dobry humor. Widywała go rzadko, bo ciągle gdzieś
znikał. Podejrzewała, że ma to jakiś związek z tajemniczą dziewczyną, którą poznał
przez przypadek. Odwiedza ją? Nieee, on nie byłby do tego zdolny. Przecież
ledwo ją zna…
Zawsze w chwilach bezradności dzwoniła do Rydel. Była jej
najbliższą przyjaciółką. Oczywiście, lubiła też Laurę, Raini, Caluma i
pozostałych członków R5, ale to właśnie
z nią łączyła ją najsilniejsza więź. Delly miała radę na wszystko i była dla
niej oparciem.
Alex sięgnęła po telefon.
- Cześć, słońce! Co u ciebie? – blondyna powitała ją głośnym
okrzykiem.
- Hej Rydel. No właśnie, co u mnie. Nie za dobrze….
Opowiedziała jej po kolei – o trudnej sytuacji Charliego, o
rudej dziewczynie i o dylematach związanych z przeprowadzką.
- Hmm, gdybyśmy nie mieszkali tak daleko, wzięlibyśmy go do
siebie na jakiś czas – westchnęła Delly – Ale chyba mam rozwiązanie. Spróbuj
porozmawiać z Jessy. Zdaje mi się, że polubiła Charliego. Jest wpływowa, na pewno będzie potrafiła
załatwić co trzeba i nie będzie musiał nigdzie iść.
- Trzeba spróbować – kiwnęła głową Alex – Dzięki za radę,
jesteś kochana.
- Wiem to – stwierdziła ze śmiechem blondyna, po czym dodała
- Mała, muszę kończyć. Jeden z moich
piekielnych braciszków koniecznie chce mnie wyciągnąć na zakupy do centrum. A
łaziliśmy tam dosłownie dzień wcześniej! I to przez pięć godzin! PIĘĆ GODZIN,
czy ty to rozumiesz??!
- Ej nie kłam, mówiłem, że cztery! – odezwał się oburzony
głos Rockiego.
- Chyba ci zegarek nawalił, stary – dorzucił się Riker.
Alex parsknęła śmiechem.
- Sama widzisz – westchnęła Rydel – Trzymaj się.
- Do zobaczenia, pozdrów ode mnie tych twoich piekielnych
braciszków – odpowiedziała nastolatka i się rozłączyła.
Tymczasem Laura czytała nowo kupioną książkę, przy okazji
pałaszując swój ulubiony „gogurt”. Naraz podskoczyła w miejscu, gdyż w
okolicach jej nóg rozległo się ciche popiskiwanie. Aha, czyli Ross znów
przestawił jej dzwonek w telefonie! Co za głupek! Dobrze wiedział, że Laura nienawidzi tego
odgłosu i po raz kolejny zrobił jej na złość.
Ale tym razem to nie on dzwonił. Wyświetlił się jakiś
nieznany numer.
- Halo?
- Cześć, Laura. Tu Raini.
- Rai, to ty?! Dziewczyno, co się z tobą działo?! Wiesz, jak
się martwiłam?
- Tak, domyślam się. Ale nie uwierzysz, co mi się
przytrafiło. Jeden wielki KOSZMAR!
- Co takiego się stało? – zaniepokoiła się brunetka.
- A więc zaczęło się od tego, że jakaś blond-świruska
niechcący na mnie wpadła i wytrąciła mi z ręki telefon, który wpadł do
fontanny. Oczywiście, nie nadawał się do użytku, więc musiałam go oddać do
serwisu. Tam bardzo grzecznie powiedzieli mi, że nie da się go już naprawić.
Dostałam niezły ochrzan od rodziców, bo telefon był całkiem drogi. Byłam przez
to uziemiona w domu. Chciałam do ciebie zadzwonić, ale dopiero dziś przyszedł
nowy telefon. Dobrze, że chociaż znam twój numer na pamięć.
- No, ale przecież zawsze mogłaś do mnie napisać na
Twitterze – zdziwiła się Laura.
- Nie bardzo. Jakiś wariat włamał się na moje konto i je
zablokował. Nie mogę się normalnie zalogować!
- Kurcze, faktycznie
dosyć koszmarne wydarzenie – przyznała ze współczuciem brunetka – a właściwie
gdzie była ta fontanna?
- Przed kinem, gdzie
była premiera „Muppetsów”. Pomyśleć, że gdyby nie ta fajtłapa…
- Nie przejmuj się, ważne że już wszystko porządku. Naprawdę się martwiłam. Nie odzywać
się przez tyle dni – to do ciebie niepodobne.
- Jakoś to nadrobimy. Masz czas dziś o czwartej?
- Jasne. Zrobię tylko ćwiczenia, które nam zadali, i możemy
się spotkać.
- Ah, ty i ta twoja skrupulatność – westchnęła z
politowaniem Rai.
- Ej, po prostu zbliża się koniec semestru i muszę się
poprawić z paru przedmiotów – obraziła się Laura.
- Ok., ok, kujonku. To jak? Kawiarnia „Cherry Pie” koło
16stej?
- Mhm. Do zobaczenia – rzuciła dziewczyna i się
rozłączyła.
Kolejny sygnał doszedł tym razem z innej części pokoju.
Okazało się, że to komórka Rossa, której zapomniał zabrać ze sobą. Laura z
zaciekawieniem spojrzała na ekranik. Nie miała w zwyczaju zaglądać mu do
telefonu, bo miała do niego pełne zaufanie, ale coś kazało jej sprawdzić, od
kogo była ta wiadomość. Aha! Od Gemmy! Bez namysłu nacisnęła przycisk i
przeczytała: „Wczoraj było bardzo miłoJ Może znów do mnie
wpadniesz?”
Było MIŁO?! Co to ma do cholery znaczyć?! Nie, miarka się
przebrała. Trzeba natychmiast iść do Raini i spytać się, czy przypadkiem nie
upadła na głowę. Jak można kolegować się z taką rudą, fałszywą jędzą?! Z Rossem
za to czeka ją niezbyt przyjemna rozmowa. Ale to później…
Minęło parę godzin, zbliżała się już szesnasta. Alex właśnie
przechadzała się po Newton Street. Postanowiła, że nie będzie dzwonić do
rodziców w sprawie mieszkania z Charliem, tylko pójdzie za radą Rydel i
porozmawia z Jessy. Jutro z samego rana powie jej o tej przykrej sprawie. Teraz
zaś urządziła sobie mały spacerek po okolicy, by wypatrzeć jakiś prezent dla
Charliego. Zbliżały się święta i tym samym urodziny szatyna. Podarunek musiał
być wyjątkowy, dlatego już teraz uważnie oglądała witryny przyozdobionych
girlandami sklepów.
Minęła kawiarnię „Cherry Pie”, ale zaraz się cofnęła.
Siedząca przy oknie dziewczyna wydawała jej się dziwnie znajoma… Podeszła
bliżej, udając, że przygląda się wywieszonemu na zewnątrz menu. Czarne loki,
błyszcząca bluzka i neonowe paznokcie? To musiała być Raini! Alex czym prędzej
weszła do kawiarni.
- Hej, jak ja cię
dawno nie widziałam! – zawołała, witając się z koleżanką.
- Oo, cześć skarbie! – przytuliła ją Raini – Proszę, siadaj.
Właśnie czekam na Laurę.
- To nie będę wam przeszkadzać, w końcu to wasze spotkanie –
zmieszała się nastolatka.
- Ee, nie wygłupiaj się. We trójkę będzie nawet fajniej.
Raini opowiedziała jej o swojej przygodzie z komórką i
problemach z Twitterem.
- No no – gwizdnęła Alex – Można powiedzieć, że byłaś
oderwana od świata na parę dni.
- Żebyś wiedziała! Wszystko
na moją niekorzyść. Zupełnie jakby to sobie ktoś zaplanował – narzekała Rai.
- Bez przesady, nikt by nawet nie próbował z tobą zadzierać,
bo by źle skończył – zaśmiała się nastolatka.
W tym momencie podeszła do nich Laura. Miała lekko
zaczerwienione oczy, zupełnie jakby przed chwilą płakała.
- Cześć – rzuciła ponuro i usiadła pomiędzy nimi.
- Coś się stało? – Raini z troską spojrzała na brunetkę.
- Taaa. Gemma się stała. Ta ruda małpa kradnie mi chłopaka!
- Czekaj. Powiedziałaś ruda?
- ocknęła się Alex
- Tak. Laska po prostu okręciła sobie tego palanta wokół
palca. Zostawił u mnie komórkę. Przyszedł do niego SMS: „Wczoraj było bardzo
miło. Może znów do mnie wpadniesz?”. Ross ostatnio cały czas gdzieś znika. Na
początku myślałam, że chodzi do Caluma, a on po prostu się z nią potajemnie
widuje! I co ja mam zrobić? – Laura coraz bardziej podnosiła głos. W końcu
schowała twarz w dłoniach.
- Hej, nie przejmuj się. Być może pocieszy cię fakt, że
Charlie też łazi nie wiadomo gdzie. Poznał jakąś dziewczynę, też rudą, i
zupełnie oszalał.
- A wiesz, jak ma na imię? – Laura uniosła głowę znad rąk.
- Nie. Ale wyglądała na przebojową pannę. Może troszkę
starszą od nas. Dosyć wysoka, miała niebieskie oczy…
- To ta sama! – zawołała brunetka.
- Zaraz, możecie mi wreszcie powiedzieć, o co chodzi? –
spytała zdezorientowana Raini.
- No jak to, o co. A raczej, o kogo. Gadamy o twojej
koleżance, Gemmie. Podobno poznałyście się niedawno – rzekła Laura.
- Swoją drogą, to chyba za delikatnie ją oceniłaś. Ta laska
jest po prostu fałszywa – dodała Alex.
- Dziewczyny – spoważniała Raini - mogę was zapewnić, i to na sto procent. Nie
znam NIKOGO o imieniu Gemma…
***
Tym razem nie dodałam miesiąc później, ale tylko 2 tygodnie później ;D
piszcie swoje opinie w komentarzach, z góry dzięki (;
aha i jeszcze jedno. odeszłam z pewnej grupy aby przekonać się, kto tak naprawdę docenia moje opowiadanie i kto obchodzi się losami Alex, Laury, Rossa itd.
nie sztuką jest wejść na bloga kogoś, kto Cię o tym zawiadomił i napisać na odwal się "super" pod nowym rozdziałem, nawet go nie czytając (nie twierdzę oczywiście, że wszyscy tak robicie, ale też nie mam pewności)
najbardziej szanuję tych, którzy z własnej woli sprawdzają od czasu do czasu, czy coś nowego się u mnie nie pojawiło. Jesteście wspaniali :*
a to piosenka z tytułu:
do zobaczenia!
~`BabyBlue
piątek, 10 maja 2013
"They're lined up shoulder to shoulder. Like dominoes, you keep knocking them over"
***
- Chaaaaaarile! No gdzie jesteś? – jęczała Alex, rozglądając
się w poszukiwaniu kolegi. Nareszcie go dojrzała – całego w skowronkach. Niemal
pląsał po chodniku, trzymając coś w rękach. W końcu dobiegł do niej i wysapał:
- Prze…pra…szam, że tak długo cze…kałaś
- Nie wierzę -
pokręciła głową nastolatka – Wziąłeś numer od tej laski?
- Adres – poprawił ją chłopak, z dumą prezentując zabazgraną
karteczkę.
- A skąd wiesz, że jest prawdziwy?
- Jestem tego pewien. Poza tym, po cholerę podawałaby mi
fałszywy adres?
Alex wzruszyła ramionami.
- Hmmm, nie wiem. Może dlatego, że wcale cię nie zna i to
trochę nienormalne, by dawała byle jakiemu czubkowi swoje dane?
- Ej, tylko nie czubkowi, dobra? W ogóle, co ty taka
niezadowolona, hm? – w tym momencie uderzył się w czoło – Aaaa! No jasne,
zapomniałem. Lubisz mnie, więc czujesz się zazdrosna, zgadłem?
- Że co, proszę?! Skąd takie kretyńskie przypuszczenia?
- Pff, to nie przypuszczenia, ja to wiem. No cóż zrobić,
zawsze miałem powodzenie – westchnął Charlie, bezradnie rozkładając ręce.
- Idiota – mruknęła cicho Alex i ruszyła przed siebie tak
szybko, że szatyn z trudem dotrzymywał jej kroku.
Po paru minutach doszli do budki i kupili po gofrze z bitą
śmietaną. W drodze powrotnej dziewczyna prawe nie odzywała się do pałaszującego
swój deser Charliego. Zajęta była własnymi rozmyślaniami. Na przykład,
zastanawiała się, dlaczego tak dziwnie podziałały na nią słowa chłopaka:
„Lubisz mnie, więc czujesz się zazdrosna”. Przecież to bzdura. Owszem, bardzo
go lubiła, ale nigdy nie myślała o nim w
„ten” sposób. Traktowała go raczej jako kolegę. Mimo wszystko jednak, było jej
przykro, że tak szybko znalazł sobie nową towarzyszkę. To Alex była dla niego
podporą, to u niej powinien szukać wsparcia
i pociechy! A nie u jakiejś rudowłosej pięknotki. Postradać rozum dla takiego
kogoś, też coś. No, ale nie była o niego zazdrosna. Co to, to nie.
Charlie również milczał. Myślał o tym, że niebo jest dziś
niesamowicie niebieskie (zupełnie jak oczy Gemmy), gofry mają jakiś niezwykły
smak, a ludzie przechodzący obok niego się uśmiechają. Nie zamartwiał się tym,
że Alex się na niego obraziła. Już nie raz tak było i wiedział, że po jakimś
czasie jej przejdzie. Postanowił, że skorzysta z szokująco pięknej (jak na
grudzień) pogody i przespaceruje się na Sultanby Avenue…
- Halo, Gemma? – wypalił Ross, ze zdenerwowania obgryzając
paznokcie. Od jej odejścia minęły dopiero dwie godziny, a już nie mógł się
doczekać, by do niej zadzwonić.
- To ty, Ross? Czy coś się stało? – spytała rudowłosa.
Ah, ten jej niski, melodyjny głos!
- Emm…Nie, chciałem tylko spytać, czy dodzwoniłaś się już do
Raini.
-Niestety -
westchnęła Gem - ale i tak ta sprawa
jest już nieaktualna. Nie musisz już do niej dzwonić. Przepraszam, że narobiłam
kłopotu.
- Nie mów tak. Naprawdę cieszę się, że mogłem cię poznać.
- Dzięki, i nawzajem. Aha, wiesz, ja też mam do ciebie pewną
sprawę.
- Tak?
- Chyba zostawiłam u was moją niebieską bransoletkę.
Szukałam jej w całym domu, ale nie znalazłam, a pamiętam, że idąc do was,
jeszcze ją miałam na ręce.
- Bardzo możliwe, zaraz poszukam – zapewnił Ross, gorączkowo
rozglądając się po mieszkaniu Laury. Został u niej na dłużej, żeby przećwiczyć
role do ostatniego odcinka drugiego sezonu Austina&Ally.
W końcu jego wzrok przykuł mały przedmiot leżący pod stołem
kuchennym. Tak, to właśnie była bransoletka Gemmy. Uszczęśliwiony blondyn
krzyknął do słuchawki:
- Znalazłem! Tylko jak mam ci ją oddać?
- To może do mnie wpadniesz? Oczywiście, jeśli masz ochotę…
- Jasne, nie ma problemu.
- Ok, podaję adres – Sultanby Avenue 23, 7/10. Możesz przyjść
jeszcze dziś.
- Z chęcią! Właściwie, to nie mam nic do roboty – skłamał
Ross – To do zobaczenia!
- Do zobaczenia – rzekła Gemma i rozłączyła się.
Blondyn czym prędzej włożył do kieszeni bransoletkę. Już
miał wychodzić, kiedy na jego drodze pojawiła się Laura.
- Z kim rozmawiałeś? I gdzie idziesz? – spytała,
przyglądając się mu badawczo.
- Eeee….Z Calumem. Właśnie do niego idę, miał mi oddać kasę,
którą ode mnie wczoraj pożyczył.
- Dobra. Ale wracaj szybko, bo trzeba przećwiczyć role.
Ross wybiegł z domu i jak poparzony pobiegł na przystanek.
Pomyślał, że dzięki Bogu, pogoda jest wspaniała (a to już grudzień!) i nie musi
brać kurtki.
Brunetka jeszcze przez chwilę patrzyła przez okno.
Postanowiła, że spróbuje zadzwonić do Raini. Wybrała jej numer, ale spotkało ją
rozczarowanie – usłyszała automatyczną
sekretarkę.
- Co się z nią dzieje? Zawsze ma telefon pod ręką – mruknęła
z niezadowoleniem Laura.
Tymczasem Charlie odprowadziwszy Alex do hotelu, udał się do
domu, by przygotować się do wizyty u Gemmy. Trochę się denerwował, bo ledwo ją
znał. Poza tym, nie chciał się napraszać jeszcze tego samego dnia po jej
poznaniu. Nic jednak nie mógł poradzić – to po prostu było silniejsze od niego.
Przebierał się ze sto razy. Wreszcie nałożył swoją ulubioną koszulę w kratę i
jeansy. Przeczesał włosy, wyczyścił buty i sięgnął po wodę kolońską stojącą na półce w łazience.
Kłopot w tym, że przez przypadek wziął bardzo podobnie wyglądającą buteleczkę
specyficznie pachnących perfum babci. Skrzywił się, gdy tylko poczuł silny
zapach kwiatów. Chciał nawet zmienić koszulkę, ale żadna inna nie przypadła mu
do gustu. Przeklinając pod nosem, obficie spryskał się wodą kolońską, by ukryć
woń perfum. Nadal odczuwać było lekką nutę kwiatową, ale już nic nie mógł na to
poradzić. Dziesięć minut później szedł w stronę mieszkania Gemmy.
Postanowił iść na pieszo, bo Sultanby Avenue było tylko parę przecznic od jego
domu. Stanął przed blokiem oznaczonym
numerem 23. Odszukał siódemkę na liście nazwisk, ale zawahał się i nie nacisnął
guziczka. A co, jeśli Gem uzna go za świra? Albo za napalonego zboczeńca? Albo
po prostu nie będzie jej w domu? Albo otworzy mu drzwi jej mama? Albo, co
gorsza, tata. Zły tata pozbywający się zalotników jego córeczki w dość
drastyczny sposób. Charlie aż zadrżał na samą myśl. Naraz usłyszał kroki i
ciche pogwizdywanie. Odwrócił się i jęknął – no gorszego finału tej historii
nie mógł się spodziewać! Zbliżał się do niego nie kto inny, jak Ross. Blondyn
zauważywszy nastolatka, raptownie przystanął:
- A ty co tu robisz, stary?
- Mógłbym spytać o to samo… stary – zmroził go wzrokiem
Charlie.
- Ja tylko odwiedzam koleżankę. Zostawiła u mnie
bransoletkę, widzisz? – to mówiąc pokazał mu niebieską błyskotkę. Dobrze
wiedział, że Gem była u Laury, a nie u niego, ale miał w końcu okazję utrzeć
nosa szatynowi. Musiał z niej skorzystać.
- Uważaj, bo uwierzę, że masz nową „koleżankę”. – prychnął Charlie.
- Odpowiedz wreszcie. Co tu do cholery robisz? I czemu.. –
Ross podszedł parę kroków i pociągnął nosem – pachniesz babskimi perfumami?
- Nie twój interes – burknął nastolatek.
Stali w milczeniu, rzucając sobie groźne spojrzenia. I nie
wiadomo, ile czasu by upłynęło, gdyby nie to, że drzwi ni stąd ni zowąd się
otworzyły i stanęła w nich Gemma. Trzymała w rękach portmonetkę i wyglądała na
zaskoczoną nagłym spotkaniem.
- Gemma! – zawołali jednocześnie chłopcy.
- Ojejj, cześć! To wy się znacie?
Ross ponuro skinął głową, a Charlie mruknął coś w stylu
„niestety”.
- Nie spodziewałam się, że przyjdziecie…jednocześnie – zachichotała
rudowłosa. Włosy związane miała w koczek. Nosiła krótką, niebieską sukienkę z
głębokim dekoltem, która jeszcze bardziej podkreślała barwę jej oczu i
odsłaniała długie nogi. Usta pomalowała mocną szminką. Wyglądała wyzywająco, i
to zrobiło na chłopcach duże wrażenie – Właśnie wybierałam się do sklepu, żeby
kupić jakieś przekąski.
Szatynowi przemknęło przez myśl, że sprzedawca padłby
trupem, widząc ją w takim stroju.
- Mogę pójść z tobą, jak chcesz - zaproponował.
- Chyba miałeś na myśli „możemy pójść z tobą”, kolego? –
spytał go Ross i zwrócił się w stronę Gemmy, kładąc jej rękę na ramieniu – Masz
śliczną sukienkę.
- Oh, dziękuję – dygnęła dziewczyna i obdarzyła go szerokim uśmiechem.
- I świetne nogi – dodał Charlie. Po chwili dotarło do niego,
co powiedział i zaczerwienił się jak burak.
Blondyn posłał mu pogardliwe spojrzenie.
- A wiecie, może jednak nie idźmy do sklepu. Coś tam znajdę
w lodówce. Chodźcie. – Gemma otworzyła im drzwi i poprowadziła do swojego
mieszkania na drugim piętrze.
Rozmowa nie bardzo się kleiła. Może to ze względu na to, że
ilekroć jeden starał się przypodobać Gemmie, drugi albo wyskakiwał ze złośliwym
tekstem, albo próbował przebijać komplement pierwszego. Atmosfera więc była
dość napięta. Naraz blondynowi zadzwonił telefon. Charlie skorzystał z okazji i
spytał niewinnym głosem:
- Ooo, czyżby dzwoniła twoja DZIEWCZYNA?
- Nieeee? – Ross trochę się zmieszał – To Calum, głąbie.
Przeprosił Gem i wyszedł na chwilę z pokoju.
- Tak kochanie? No
wiem, zasiedziałem się trochę. Taaaak, idę już. Tak, już się zbieram. No Jezu,
zaraz będę, nie panikuj. Ja jestem niemiły? To ty się czepiasz, do cholery. NIE
KRZYCZĘ! Halo? Halo, skarbie?! – ze zrezygnowaniem schował komórkę do kieszeni.
Oczywiście, dzwoniła Laura i robiła mu wyrzuty, że się spóźniał. Wrócił do
pokoju.
- No…Nie wiedziałem, że jesteście aż tak blisko z Calumem –
wyszczerzył się Charlie.
Ross posłał mu spojrzenie mówiące: „z tobą policzę się
później”.
- Przepraszam, Gem. Muszę już lecieć. Bardzo miło się
gadało. Aha! Proszę, bo zapomnę – wyjął z kieszeni bransoletkę i podał
rudowłosej.
- Nic się nie stało. I dzięki, że się pofatygowałeś
przynieść mi moją zgubę – uśmiechnęła się Gemma.
- Drobiazg. To do zobaczenia. Charlie, ty też się zbieraj,
mamy pewną sprawę do załatwienia, pamiętasz?
- Co? Jakoś sobie nie przyp.. – urwał, bo Ross prawie siłą
wyciągnął go z fotela i wyprowadził za drzwi. Gdy znaleźli się na dworze,
blondyn przyparł go do drzewa.
- Co ty sobie wyobrażasz, hę?
- Odchrzań się – odepchnął go Charlie - Mi przynajmniej
wolno, a tobie nie bardzo.
- Nie pozwalaj sobie!
- Bo co? Znów złamiesz mi nos? Ciekawe jak się wytłumaczysz
przed swoją laską.
- To już moja sprawa,
jak się wytłumaczę…A ty też chyba do końca wolny nie jesteś. Co z Alex?
- Gówno cię to obchodzi.
- A jednak obchodzi. Bo jak zrobisz jej jakieś świństwo, to
się z tobą policzę. Zrozumiałeś?
Po chwili chłopcy rozeszli się – każdy w swoją stronę.
Całej sytuacji przyglądała się Gemma. Z okna swojego pokoju
miała świetny widok na podwórko, i tym samym na całe zdarzenie, które przed
chwilą zaszło. Trzeba przyznać – miała ubaw. Nie pierwszy raz jacyś chłopcy
rywalizowali o jej względy. Schlebiało jej to. A najlepsze jest to, że wszystko
wyszło dokładnie tak, jak przewidywała. Oszołomiony jej skromną osobą Charlie
jeszcze tego samego dnia ją odwiedził. A Ross? Nie chciała, by to było zbyt
proste, dlatego wymyśliła sprytny numer bransoletką. Kiedy Ross wyszedł z
kuchni, by porozmawiać z Laurą, skorzystała z okazji i upuściła błyskotkę na
podłogę. Nie miała pewności, że blondyn do niej oddzwoni, dlatego musiała mieć
jakiś pretekst, żeby zaprosić go do siebie. Podziałało. To, że przyszli
jednocześnie, było szczęśliwym zbiegiem okoliczności.
- Teraz się udało. Ale to dopiero początek historii, w której
to ja jestem główną bohaterką – westchnęła Gemma.
YAAAAY! Napisałam rozdział!!!
Chciałam bardzo przeprosić, że tak długo musieliście czekać, ale zupełnie zapomniałam, że prowadzę tego bloga.
Wybaczycie?
piosenki z tytułu chyba nie muszę przedstawiać? ;)
trzymajcie się:*
~`BabyBlue
niedziela, 7 kwietnia 2013
NOMINACJE
Jeśli chodzi o nagrodę The Versalite Blog (nadal nie wiem o co chodzi:D)
oto moje nominacje:
1. Weronika C. http://r5-laura-story.blogspot.com/
2. DarkAngel http://www.better--together.blogspot.com/
3. Ala S http://watchmeopowiadanie.blogspot.com/
4. Natalia http://blognastolatki.profitmedia.eu/
5. CrazyGirl http://itscrazystory.blog.pl/
6. Maja231 together-forever-opowiadanie.blogspot.com
7. Dusss http://rosslynchopowiadanie.blogspot.com/
8. Gosia091198 http://thatsmyconfession.blogspot.com/
9. Julka Owedyk http://auslly-story.blogspot.com/
10. Martyna Galanciak http://moja-historia-o-r5.blogspot.com/
bardzo przepraszam, jeśli kogoś pominęłam. wszystkie Wasze blogi są świetne :)
jeśli chodzi o rozdział, baaaaardzo chciałabym go już napisać, ale rodzice znów zabrali mi laptopa -.-
mam niedługo testy i według nich komputer to "rozproszenie".
nie dam się zastraszyć i postaram się dodać najszybciej jak będę mogła (nie wiem jak to zrobię, ale może coś wykombinuję :p)
ps: nie wiecie jak usunąć te głupie białe paski? pojawiły się też w poprzednim poście i nie wiem nawet dlaczego :( jak je usunąć?
~`BabyBlue
oto moje nominacje:
1. Weronika C. http://r5-laura-story.blogspot.com/
2. DarkAngel http://www.better--together.blogspot.com/
3. Ala S http://watchmeopowiadanie.blogspot.com/
4. Natalia http://blognastolatki.profitmedia.eu/
5. CrazyGirl http://itscrazystory.blog.pl/
6. Maja231 together-forever-opowiadanie.blogspot.com
7. Dusss http://rosslynchopowiadanie.blogspot.com/
8. Gosia091198 http://thatsmyconfession.blogspot.com/
9. Julka Owedyk http://auslly-story.blogspot.com/
10. Martyna Galanciak http://moja-historia-o-r5.blogspot.com/
bardzo przepraszam, jeśli kogoś pominęłam. wszystkie Wasze blogi są świetne :)
jeśli chodzi o rozdział, baaaaardzo chciałabym go już napisać, ale rodzice znów zabrali mi laptopa -.-
mam niedługo testy i według nich komputer to "rozproszenie".
nie dam się zastraszyć i postaram się dodać najszybciej jak będę mogła (nie wiem jak to zrobię, ale może coś wykombinuję :p)
ps: nie wiecie jak usunąć te głupie białe paski? pojawiły się też w poprzednim poście i nie wiem nawet dlaczego :( jak je usunąć?
~`BabyBlue
niedziela, 31 marca 2013
PODZIĘKOWANIA
Do końca nie wiem o co w tym chodzi, ale dziękuję za nominację do The Versatile Blog. ;)
Przy najbliższej okazji dodam moje 10 propozycji do nominacji (podam imiona innych blogerek, które moim zdaniem zasługują na tę nagrodę)
a teraz 7 faktów o mnie:
1) Od 5 lat gram na gitarze klasycznej.
2) Lubię pisać opowiadania, piosenki i wiersze oraz komponować muzykę.
3) Trzy rzeczy, bez których nie wychodzę z domu to mój zegarek, komórka i odtwarzacz MP3
4) Uwielbiam się uczyć języka angielskiego ;)
5) Jestem w ostatniej klasie gimnazjum (przede mną testy gimnazjalne :/)
6) Mam 163 cm wzrostu i ważę 47 kg (tak taaak, niedowaga:p)
7) Uwielbiam jeść w środku nocy, zwłaszcza, kiedy się do czegoś uczę, albo oglądam film na laptopie :D
trzymajcie się, rozdział powinien pojawić się niedługo :)
~`BabyBlue
czwartek, 28 marca 2013
"She's got something in her eyes. It's dangerous"
***
Alex patrzyła z zaszokowaniem na Charliego. Po tym, co usłyszała, nie była w stanie
wydobyć z siebie ani jednego słowa.
- Błagam, powiedz coś – szepnął chłopak – Cokolwiek. Muszę
wiedzieć, co o tym sądzisz.
- Co o tym sądzę? – głos nastolatki drżał z emocji – Co o tym sądzę? Czy ty.. CZY TY
ZUPEŁNIE UPADŁEŚ NA GŁOWĘ?!
- Ciiii.. Pozwól mi to wszystko wytłumaczyć, dobrze? –
Charlie próbował ją uspokoić, kładąc ręce na jej ramionach.
Z oczu dziewczyny pociekły łzy, ale posłusznie umilkła.
- Nie mówię, żebyś
zamieszkała ze mną na zawsze, tylko na parę tygodni. Po tym czasie zabiorą mnie
do domu dziecka. W końcu nie jestem jeszcze pełnoletni, a nie mam już nikogo...
Proszę, zrób to dla mnie. Nie mogę wytrzymać sam w pustym domu. Chcę chociaż
przez parę tygodni mieć towarzystwo.
- Wiesz, że nie mogę. Mieszkam w hotelu, mój pobyt opłacają
rodzice, nie mogę ot tak po prostu wyprowadzić się i zamieszkać u ciebie. – tłumaczyła mu Alex, ocierając łzy – Nie bój
się, w końcu niedługo masz urodziny.
- Skończę 17, nie 18 lat. W domu dziecka będę musiał
pomieszkać cały rok - odparł ponuro
Charlie.
- Nie pozwolę na to. Przecież zawsze musi być jakieś
wyjście, trzeba tylko w nie wierzyć. Jeszcze dziś porozmawiam z rodzicami i
spytam ich, co mam zrobić. Powinni zrozumieć, opowiadałam im o tobie same dobre
rzeczy – uśmiechnęła się dziewczyna.
- Naprawdę? – rozpogodził się szatyn – Dzięki, to wiele dla
mnie znaczy.
- Pamiętaj, że niczego nie obiecuję – zastrzegła się Alex,
ale jej słowa nie powstrzymały Charliego od podniesienia jej skromnej osoby aż
do sufitu.
- Aaa puść, ja mam lęk wysokości! – śmiała się nastolatka. Chłopak
spełnił jej żądanie.
- Pójdziemy gdzieś? -
zaproponował – na przykład na gofry?
- Czemu nie – kiwnęła głową Alex. Po chwili wahania spytała –
Em.. może nie powinnam, ale…jak sytuacja z pieniędzmi? Bo ja z chęcią..
- Spokojnie, mam. – przerwał jej Charlie – Przez tę parę lat
trochę odkładałem, więc nie muszę się u ciebie zapożyczać. Poza tym, zawsze
mogę zarobić parę groszy na ulicy, grając na gitarze.
- Faktycznie! Zapomniałam, że umiesz grać na
gitarze. Koniecznie musisz mi kiedyś urządzić mały koncert - uśmiechnęła się
nastolatka.
- Dobra, ale pod warunkiem, że u mnie zamieszkasz.
- Pff, na razie wybij to sobie z głowy, mój drogi.
- A ty na razie wybij sobie z głowy koncerty, moja droga.
- Ejj, to nie fair, granie na gitarze a przeprowadzka to nie
to samo. To drugie jest znacznie trudniejsze do wykonania.
- Prawda. Ale, jak mówią, „chcieć to móc”. – mrugnął do niej szatyn.
Po paru minutach byli już na dworze. Przechadzając się po
ulicach Miami, prowadzili miłą pogawędkę o rzeczach banalnych i nieistotnych. Robili
to po to, by choć na chwilę zapomnieć o nieszczęściu, jakie spotkało Charliego.
W tej chwili przechodzili przez przejście. Szatyn zagapił się i wpadł na idącą z naprzeciwka osobę.
- Przepraszam, ja.. – urwał widząc, na kogo wpadł. Stała
przed nim prześliczna, rudowłosa dziewczyna. Śnieżnobiały uśmiech od razu
zagościł na jej twarzyczce.
- Nic się nie stało – odparła odgarniając zalotnie włosy i
minęła go.
Chłopakowi przemknęło przez myśli jedno wielkie „ŁAŁ”. Przez
parę sekund nie mógł wydusić z siebie ani słówka. Alex spostrzegłszy dziwne
zachowanie kolegi, rzekła ze zniecierpliwieniem:
- Idziesz? Zaraz zapali się czerwone światło.
Charlie jakby ocknął się z magicznego snu.
- Co? A.. tak. Idź, zaraz cię dogonię – pobiegł w stronę
odchodzącej rudowłosej.
- Hej, zaczekaj! – krzyknął do niej.
Nastolatka odwróciła się.
- Tak?
- Eeee.. – jąkał się - Chciałem.. Chciałem…
- Chciałeś mi coś
powiedzieć? – uśmiechnęła się ruda.
- Tak.. Znaczy nie… Chciałem zapytać… Jak masz na imię? - wyrzucił z siebie chłopak.
- Gemma. A ty?
- Charlie.
- Ładnie. Nie znałam jeszcze nikogo o takim imieniu.
- Ja też. To znaczy, znam, bo znam siebie, ale chodziło mi o
to, że nie znałem żadnej Gemmy i… - pogubił się nastolatek.
Gem zaśmiała się.
- Zabawny jesteś. Ale nie ma się czym denerwować, ja nie
gryzę. Jeśli chcesz mój numer telefonu, po prostu o niego poproś.
- Umiesz czytać w myślach, czy co?! – zawołał Charlie, po
czym dodał nieco ciszej – Tak, jakbyś nie miała nic przeciwko.. podasz mi swój
numer?
- Jasne - rudowłosa
wyciągnęła z torebki karteczkę i długopis. Zapisała ją drobnym druczkiem, podała chłopakowi, pożegnała się i oddaliła, machając mu przyjaźnie ręką.
Przy wprowadzaniu numeru do komórki chłopiec zauważył, że na
kartce, pod cyferkami widnieje napis. Zmrużył oczy i odczytał: „ Numer jest
fałszywy, bo widząc twoją rozmowność chyba byś do mnie nie zadzwonił. Podaję
więc adres (tym razem prawdziwy) ;) 23,
7/10 Sultanby Avenue. Do zobaczenia:*”
Charlie uśmiechnął się sam do siebie i rzekł, patrząc na jasnobłękitne,
śliczne niebo:
- To nie będzie zwykła znajomość.
***
TA DAMM
tak tak tak, teraz to mnie zabijecie bo:
1. nadal nie wiadomo, co z Raurą
2. pociągnęłam wątek niemalże identyczny do poprzedniego rozdziału
3. musieliście się naczekać, a tu takie cuś - krótkie i w ogóle byle jakie.
odpowiem:
1. nie jestem bez serca - nie mam zamiaru rozdzielać Raury, bo sama ich kocham <3 tyle mogę Wam powiedzieć, ale nie mogę zdradzić, co planuję, bo czemu? zepsułoby to cały efekt oczekiwania.
2. tak zrobiłam, bo.. tak mi się podobało <tupie nóżką> :D
3. już widzę jak Wera dzisiaj w nocy do mnie przychodzi i mnie morduje poduszką *.*
trzymajcie się!
~`BabyBlue
Subskrybuj:
Posty (Atom)