Łączna liczba wyświetleń

sobota, 13 października 2012

"She's so in love with you!"



                                                                            ***
Rozmowę dziewczyn przerwał huk dochodzący zza drzwi sali. Już po chwili do pomieszczenia ponownie wpadli bracia Rossa wraz z nim samym.
- Czeeeść!  Nareszcie jesteśmy! – zawołał wesoło Rocky.
- A można wiedzieć gdzie się podziewaliście? – spytała Rydel krzyżując ręce.   
- Ee… Byliśmy..noo – Ryland  niepewnie spojrzał na Rossa.
- Zajrzeliśmy na chwilę do sklepu –wyręczył go blondyn.
Rydel prychnęła:
- Wasze „na chwilę” zajęło prawie godzinę!
- Ojj czepiasz się. Były korki.
- Korki korkami, ale po co właściwie wybieraliście się do sklepu? – spytała podejrzliwie Alex.
Na znak Rossa wszyscy chłopcy złapali za swoje siatki i wręczyli je zdumionej dziewczynie.
- Ttto wszystko dla mnie? – wyjąkała.
- Tak – uśmiechnął się  Ratliff.  
W siatkach znajdował się podobny zestaw rzeczy, które dostała Laura, by, jak to ujęła Stromie „dziewczyny nie zazdrościły sobie nawzajem”.
Alex szeroko się uśmiechając podziękowała każdemu z nich i z ciekawością zajrzała do każdej z siatek.
   
Wkrótce potem zjawiła się zdyszana Stormie wraz z Markiem.
- Alex! Witaj! Jestem Stormie, mama Rossa – na zbiorowe pochrząkiwania reszty rodzeństwa dodała mrukliwie – a także Rockiego, Rydel, Rylanda, Rikera, Ratliffa… Kogoś zapomniałam wymienić?
- Hmm. Chwileczkę, Ratliff nie jest przecież waszym bratem, tylko przyjacielem –zauważyła Alex.
- Ale widujemy go tak często, że stał się prawie członkiem naszej rodziny – odparła ze śmiechem Rydel.
- A gdzie jest Riker? – spytał Ryland rozglądając się dookoła.
- Przez cały czas siedział z Laurą w pokoju?  - uniósł znacząco brwi Rocky.
- Alex, coś się stało? – Ross od samego początku z niepokojem spoglądał na dziewczynę. Zauważył, że miała spuchnięte oczy, jakby jeszcze przed chwilą płakała…
- Wszystko jest okej – zapewniła go Alex wymieniając z Rydel porozumiewawcze spojrzenia.
- Wiecie co, moi drodzy? Czas już na nas. Musimy dać odpocząć naszym pacjentom – stwierdziła Stormie.
- Nieee, jeszcze chwileczkę. Musimy mieć czas, żeby każdy zdążył się pożegnać z Alex i Laurą  - błagał Ryland, który od wejścia do szpitala żył nadzieją, że zostanie poczęstowany chociaż odrobiną owocowych  żelków.
- Dobra, poczekamy na was w samochodzie – odparł Mark i położył rękę na ramieniu żony – Chodź Stormie. Bardzo nam było miło cię poznać, Alex. Trzymaj się!  - uśmiechnął się do dziewczyny.
- Właśnie, musisz nas kiedyś odwiedzić, cukiereczku. Koniecznie! Laura kiedyś przychodziła do nas bardzo często.. – umilkła, gdy zauważyła ostrzegawcze spojrzenie Rossa.
- Widzimy się w samochodzie – dodał jeszcze Mark zwracając się do pozostałych i razem z żoną pospiesznie wyszli z sali.
- Cześć, Alex. Na bank się jeszcze spotkamy  - powiedział Rocky przybijając jej piątkę.
- Do zobaczenia – dodał Ryland patrząc się bardziej na siatki z prezentami ustawione obok  łóżka, niż na Alex. Dziewczyna roześmiała się.
- Gdzie moje maniery! Częstujcie się -  otworzyła siatkę pełną gumowych misiów i poczęstowała nimi każdego.
- Pa, mifo fię fyło pofnać – wymamrotał Ratliff, który właśnie wkładał sobie do ust dwudziestego żelka.
Rydel podeszła do Alex, wzięła obie jej dłonie i mocno je ścisnęła.
- Trzymaj się, kochanie. Gdybyś miała jakiekolwiek problemy, napisz. Karteczka z numerem leży na tej szafeczce – wskazała głową malutki mebel ustawiony obok łóżka. Posłała Alex krzepiące spojrzenie i udała się wraz z chłopcami do pokoju obok, by pożegnać się z Laurą.
Na sali zostali tylko Ross i Alex.
 - Ukrywasz coś przede mną? – odezwał się po chwili milczenia Ross.
- Mogłabym spytać o to samo.
- Nie wiem, o co ci chodzi.
- Naprawdę nie wiesz? A zdawało mi się, że łatwo na to wpaść.
- Dlaczego płakałaś?
- Nie…nie płakałam.
- O, czyżby?! Masz spuchnięte oczy!
- Nie krzycz na mnie. A spuchnięte oczy wcale nie muszą świadczyć o tym, że płakałam.
- To wyjaśnij mi, dlaczego Rydel powiedziała.. zaraz, jak to było: „Gdybyś miała jakiekolwiek problemy, napisz”?
 Alex wzruszyła ramionami.
- Polubiłyśmy się, co w tym złego, że zawsze mogę na nią liczyć, w przeciwieństwie do niektórych?
- Niektórych. Masz na myśli mnie?
- Między innymi.
- Alex, co się ugryzło? Nie ufasz mi?
- Kiedyś ufałam, ale teraz sama nie wiem. Sądziłam, że przyjaźń opiera się na szczerości.
- Przecież jestem wobec ciebie szczery. Co takiego zrobiłem, że odwracasz się ode mnie?
- Nieważne. Idź do Laury, może ona ci coś powie.
Ross spojrzał na Alex ze złością i wyszedł z pomieszczenia trzaskając drzwiami. Alex ukryła twarz w dłoniach…

 W tym czasie bracia i siostra blondyna siedzieli wokół łóżka Laury i rozmawiali przyciszonymi głosami. Okazało się bowiem, że brunetka zasnęła, a przez cały ten czas czuwał przy niej Riker. Kiedy reszta rodzeństwa weszła do sali, położył palec na ustach i kazał im po cichu siąść na pobliskich krzesełkach. Naraz do pomieszczenia wpadł rozzłoszczony Ross.
- Rydel, musimy pogadać.
- Przymknij się, głąbie – syknął Riker – nie widzisz, że Laura śpi?
- Chłopaki, idźcie już do samochodu, co? Zaraz do was dołączę – powiedziała powoli Rydel nie odrywając oczu od Rossa.
Ratliff, Rocky, Ryland i Riker niechętnie podnieśli się z krzeseł i po cichu wyszli z sali.
- O co chodzi? – spytała spokojnie Rydel.
- To ty mi  powiedz – odparł Ross nerwowo przygryzając paznokcie.
- Może trochę jaśniej, braciszku? – westchnęła dziewczyna.
- O czym rozmawiałaś z Alex?
- To już pozostanie między nami.
- Rydel, ja muszę wiedzieć!
- Ciiii, bo obudzisz Laurę.
- Ona mi nie ufa, rozumiesz?
- Kto? Alex?
- Tak, właśnie przed chwilą z nią rozmawiałem. Nie chciała mi powiedzieć, dlaczego płakała.
- A skąd ta pewność, że płakała?
Ross posłał jej ciężkie spojrzenie
- Chyba wiem, co widziałem. Miała zaczerwienione i spuchnięte oczy. Płakała, i to przy tobie.
- A ty naprawdę niczego się nie domyślasz?
- Nie. A tym bardziej nie mogę zrozumieć tego, że powiedziała mi, żebym poszedł do Laury, jeśli nie wiem, o co chodzi.
Rydel przejechała sobie ręką po twarzy.
- Ja nie mooogę. Ross, tak ciężko to zauważyć, że jej się podobasz?
Blondyn zarumienił się.
- Ja? Podobam się Alex?!
- No brawo, bystrzaku.
- Ale.. Dlaczego powiedziała, że nie jestem wobec niej szczery?
- To jasne jak słońce. Nie powiedziałeś jej, że chodziłeś z Laurą. Gdy się o tym dowiedziała, pomyślała, że nadal ze sobą jesteście.
- Przecież to nieprawda!
- Wiem, wytłumaczyłam jej, jak to z wami było. Wtedy Alex opowiedziała mi, jak się poznaliście i przyznała, że cię lubi. Pozostaje mi tylko spytać, czy ty czujesz do niej to samo?
-   Ja.. chyba tak… - plątał się Ross.
- Nie jesteś pewien? A co z Laurą?
- Laura to temat skończony. Zamknięty rozdział.
- Widziałam, jak trzymaliście się za ręce.
- Chciałem ją podnieść na duchu, to chyba nie znaczy, że znów ją kocham?
- A Alex?
- Jest dla mnie bardzo, bardzo ważna. Wiesz, co powiedziała mi na ucho jej mama? „Obiecaj mi tylko, że będziesz się nią opiekował. Ona cię potrzebuje”. Wziąłem to sobie do serca. Znam Alex ledwo dwa tygodnie, a wydaje mi się, jakby była w moim życiu… od zawsze.
Rydel kiwnęła głową i uśmiechnęła się.
- Mam pomysł. Idź teraz do niej i jej to powiedz.
- Dobra! – krzyknął uszczęśliwiony Ross i wyleciał z pomieszczenia. Zaraz jednak wrócił się i uściskał z całych sił siostrę.
- Ałłłaaa puść, bo mnie udusisz – śmiała się Rydel. Już po chwili go nie było. Dziewczyna uśmiechając się, powoli wstała z krzesła i skierowała się do wyjścia. Rzuciła ostatnie spojrzenie na leżącą w łóżku brunetkę i opuściła salę.
 Nikt, nawet ona, nie domyślał się, ze Laura w pewnym momencie obudziła się i od przyjścia Rossa, udając, że śpi, uważnie przysłuchiwała się rozmowom…


                                                                   ***
Ostatnio było mniej komentarzy, ale mam nadzieję, że teraz będzie lepiej ;) 
kochani, nie denerwujcie się, sama jeszcze nie wiem, kto będzie "w związku" z kim. 
Większość osób było za tym, by Ross był z Laurą, ale wierzę, że jeśli (teoretycznie) zrobię inaczej, nie zabijecie mnie i nadal będziecie czytać moje opowiadanie : ] 

podoba Wam się ten rozdział? 
~`BabyBlue :*
     
  


sobota, 6 października 2012

"Sometimes Everybody Hurts"



                                                                 ***          

 - No, jak tam? Jak się czujesz? – spytała nieśmiało Alex siadając obok łóżka Laury.
- Dziwnie. – odparła brunetka – Jakbym właśnie się przebudziła z magicznego snu, który trwał ze sto lat.
Ross zmarszczył nos.
- Wieczna marzycielka – burknął. Mimo wszystko Alex wiedziała, że bardzo ucieszył się z poprawy stanu zdrowia Laury, tylko po prostu tego nie okazywał.
- Rozmawiałaś już ze swoimi rodzicami?  - spytała po chwili milczenia.
- Tak, przez telefon. Dziś nie mogą przyjechać, mają ważne spotkanie w firmie. Chcieli je odwołać dla mnie, ale przekonałam ich, żeby zostali.  Nie mogą przegapić takiej szansy – tłumaczyła Laura.
- Rozumiem.
- Alex Jefferson! – na salę wkroczyła pielęgniarka o surowym wyrazie twarzy – Co ja mówiłam o wizytach? Masz odpoczywać, a nie wychodzić na pogaduszki. Wracaj na salę, zaraz podam ci kolejną porcję leków.
Alex westchnęła i powoli wstała. Kierując się do wyjścia z sali odwróciła się i pomachała przyjaciołom. Po chwili Ross i Laura zostali sami.
- Często się z nią widujesz?
- Dosyć często. Jest samotna, potrzebuje mnie.
- Ach tak.
- Jesteś zazdrosna?
- Ja?! Absolutnie nie! Skąd ci to przyszło do głowy?
- Sam nie wiem. Tyle razem przeszliśmy…
- My? Czy ty i Alex?
- My, Laura. Kiedyś byliśmy nierozłączni, pamiętasz?
- Pamiętam – westchnęła brunetka -  Ale wtedy wyprowadziłam się z Colorado i wszystko się pozmieniało…
- Zrozum, to nie mogło przetrwać. Widywaliśmy się raz na pół roku. A potem coraz rzadziej.
- Dobrze, że mieliśmy okazję znów się spotkać – odprała Laura.  
 - Tak. Miło przypomnieć sobie stare dobre czasy – uśmiechnął się Ross i ścisnął rękę Laury.
Przez chwilę patrzyli na siebie w milczeniu. Naraz w korytarzu rozległ się straszliwy hałas. Chwilę potem na salę wpadła grupa roześmianej młodzieży i dwoje dorosłych.
Ross z lekkim zawstydzeniem puścił dłoń Laury i szybko wstał:
- Rydel? Riker, Rocky! Ryland! Ratliff! Mamooo, tatoooo!!!!!*   - wykrzyknął rzucjając się na swoją rodzinę.
- Siema, braciszku! – zawołała wesoło wysoka blondynka ubrana od stóp do głów na różowo.
- I jak jeździłeś, baranie? 
- Właśnie, kto o zdrowych zmysłach mógł ci dać prawo jazdy?
- Ja od początku wam mówiłem, że ten kursant jest niepoczytalny!
- To ja tak mówiłem, nie kłam.
- Chyba cię pogrzało, Rocky.
- No no, Młody, nie pozwalaj sobie.
- Tylko nie Młody, co?!
- Ałł! Riker, stanąłeś mi na stopie!
- Oj, sorki Rydel.
Rodzeństwo Rossa przekrzykiwało się nawzajem. Każdy chciał coś od siebie dodać, więc na sali powstał straszliwy zamęt.
- Ciiiiiiiiszaaa!  - rykneła Stormie, mama Rossa i pozostałej młodzieży – Ryland, nie kłóć się z bratem.
- Ale mamoooo. To Rocky zaczął.
- Bez dyskusji, bo zaraz nas stąd wyrzucą. Uciszcie się!
- Jak dobrze cię znowu widzieć, mamo – powiedział Ross, przytulając ją.
- To miała być ironia?
- Nieee… - odparł niepewnie blondyn.
- No nieważne. Jak się czujesz, kotku? – zwróciła się nagle do Laury. Dziewczyna w osłupieniu przyglądała się rodzinie Rossa.
- Yyy..Dobrze.
- Ross się tobą dobrze opiekował? – spytała Rydel bystro przyglądając się Laurze.
Brunetka zarumieniła się:
- Tak, on..
- A ja mam dla ciebie jabłko! O! – ryknął Rocky przysuwając do jej twarzy zielony owoc.
- Wiesz co, schowaj się z tym  swoim jabłkiem. JA mam coś lepszego – Ratliff odepchnął Rockiego i uroczyście wręczył Laurze sporych wielkości pudełko z ciasteczkami.
- Ojejj, dziękuję..
- Laura, nie słuchaj ich. Oboje dobrze wiemy, że uwielbiasz żelki!  - wtrącił się Ryland, kładąc na stoliku obok łóżka siatkę pełną gumowych misiów i robaczków.
- Czy wy na serio chcecie ją utuczyć? Nie lepiej było przynieść coś, co jej się spodoba? – spytał Riker, najstarszy z rodzeństwa i z powagą położył na łóżku dziewczyny ogromny bukiet róż.
Rydel prychnęła z pogardą.
- Róże? Tylko na tyle cię stać? To patrz na to  -  wyciągnęła z siatki ogromnego kotka Hello Kitty, z doczepioną kartką „Zdrowiej Szybko! J ”.
- Czy dacie mi wreszcie coś powiedzieć?! – krzyknęła Laura zanosząc się od śmiechu. Zupełnie zapomniała o bólu w klatce piersiowej, który do tej pory ciągle jej doskwierał.
- Mów, mów. Słuchamy! – zawołał Ratliff zabawnie unosząc brwi.
Laura odetchnęła głęboko i  rzekła z powagą:
- Jest mi niezmiernie miło. Nie wiem, co powiedzieć! Co ja takiego zrobiłam, żeby zasłużyć na te wszystkie prezenty?
- No właśnie, bo ja na przykład nic nie dostałem – stwierdził lekko obrażony Ross. Wszyscy wybuchli szczerym śmiechem.
- Ej, nie masz nam za co dziękować. Ross jest zdrów jak ryba, z tobą troszeczkę gorzej. Potrzebowałaś wsparcia. No i wsparcie nadeszło! – rzekła Stormie przesyłąjąc jej miły uśmiech.
- Ale jak to się stało, że tu jesteście? Myślałem, że nie przyjedziecie – powiedział Ross siadając na pobliskim krześle.
- Chcieliśmy ci zrobić taki surprise. Przyjechaliśmy już wczoraj, późnym popołudniem, ale w StarWork Company powiedzieli nam, że mieliście wypadek – zaczęła Rydel.
- Noo, mama zaczęła strasznie panikować – dodał Rocky.
- Nieprawda! Najbardziej przestraszył się mój mąż – zaoponowała Stormie.
- Ze niby ja? – oburzył się dotychczas milczący Mark.
- Eh, nieważne kto. Co było dalej? – drążył zniecierpliwiony Ross.
- Jessie powiedziała, że ty i Laura leżycie w szpitalu i nic wam nie jest. Długo musiała uspokajać mamę…  - rzekł Mark patrząc niewinnie na żonę.
- No wiesz! Nie powiem, kto tu prawie zemdlał na moich kolanach!
- Chwilka..Jessie nie wspominała wam nic o Alex?
- Alex?  A kto to? – spytała z zaciekawieniem Rydel.
  - Czy to twoja nowa dziewczyna? – zapytał Ryland i ziewnął przeciągle.
- Ej, ogarnij. Alex to może być imię męskie, nie? – zauważył Ratliff.
- Dla waszej wiadomości, Alex jest moją znajomą. Też brała udział w wypadku, leży parę sal obok. Tylko błagam, nie wchodźcie tam teraz wszyscy naraz, bo pomyśli, że na salę wbiegło stado słoni.
-  Pff. Mów za siebie, Ross. Ja przynajmniej chcę ją zobaczyć. Ładna  jest, co? – Rydel mrugnęła w stronę blondyna.
  - To NIE JEST moja dziewczyna.
- A czy ktoś ci mówił, że jest?
- Dajcie spokój, po prostu tam wejdźmy.
- NIE!  - zawołał z rozpaczą w głosie Ross – Ona jest ledwo żywa, chcecie ją dobić?
- Spoooooko. Będziemy chodzili na paluszkach – zachichotał Rocky i wyszedł z sali razem z Rylandem i Ratliffem.
Ross przejechał sobie ręką po twarzy.
- Mamo, tato. Też idziecie?
- Za chwilkę. Polecimy do sklepu coś jej kupić. Szkoda, że nie wiedzieliśmy o Alex wcześniej, mielibyśmy więcej czasu.
- Dobra, jak tam chcecie. Rydel? Riker?
- Idę – rzuciła dziewczyna i posłała buziaka Laurze.
- Zaraz będziemy z powrotem – zapewnił ją Ross – Riker, idziesz? – zwrócił się do najstarszego brata.
- Może później. Zostanę przy Laurze – uśmechnął się chłopak.
Ross  posłał mu znaczące spojrzenie i wyszedł z sali.

- Czeeeeść. Ty jesteś Alex? – spytał Rocky z zaciekawieniem przyglądając się twarzy zszokowanej dziewczyny.
- R5?! R5 tu przyjechało?! Do tego szpitala?!
- O, czyżbyś była naszą fanką? – zagadnął Ratliff.
- No jasne! Jeszcze się pytasz. Kocham wasze piosenki. W ogóle jesteście super! – krzyknęła Alex.
- Z wzajemnmością – uśmiechnęła się Rydel.
- No dalej, Ross. Opowiedz nam coś o swojej koleżance – zachęcił Ryland.
- Właśnie! Umieramy z ciekawości.
- Później, co? Nie widzicie, że jest wykończona?
- Ee tam, Ross. Spotkałam twoje rodzeństwo! I czuję się o wiele lepiej.
Przyjemna pogawędka z członkami zespołu R5 na temat ich trasy koncertowej zajęła dobre pół godziny. Nagle w progu sali pojawiła się Stormie.
- Hej, chłopaki, możecie na słówko? – spytała wskazując na Rossa, Ratliffa, Rockiego i Rylanda.
- Jasne – odparli chórem  i opuścili salę.
Alex spojrzała ze zdziwieniem na Rydel.
- Co się dzieje?
Dziewczyna wzruszyła ramionami wprawiając przy tym w ruch błyszczące cekiny umieszczone na jej koszulce.
- Nie mam pojęcia, co oni tam knują. Powiedz.. – spytała po chwili milczenia – jakim sposobem ty i Ross..
- Jak się poznaliśmy? To trochę długa historia. Sądziłam, że opowiedział wam o mnie.
- Nie, pewnie zapomniał. Od dłuższego czasu  nie mieliśmy okazji pogadania z nim twarzą w twarz.  A o wielu rzeczach  zapomina się wspomnieć przy rozmowie przez telefon.
- Masz rację – uśmiechnęła się Alex.
- Przyjaźnicie się? Czy może..
- Nie, nie. Tylko się przyjaźnimy – przerwała jej zawstydzona dziewczyna.
- Przepraszam, że zadaję takie pytania. Wiesz, z natury jestem ciekawska. No i lubię trochę poplotkować. A właśnie. Zauważyłaś tę chemię między Rossem a Laurą?
- Tę…chemię? –
- Kiedy weszliśmy do sali, mogłabym przysiąc, że jeszcze przez chwilę trzymali się za ręce. Widocznie stara miłość nie rdzewieje.
- Cco? – do Alex z trudem docierało to, co mówiła Rydel.
- No jak to? Nic nie wiesz?  Ross i Laura chodzili razem do szkoły. Od razu zostali parą, bardzo do siebie pasowali. Ale, niestety, wkrótce potem Laura musiała się wyprowadzić do Miami, żeby rozwijać swoją karierę. Związek nie przetrwał próby czasu i po paru miesiącach się rozstali. Nawet przez myśl by mi nie przeszło, że znów się  spotkają, i to na planie serialu, gdzie grają głównych bohaterów!
Alex milczała próbując opanować chaos, który powstał w jej głowie. Ross z Laurą? Jak to?! A wydawało jej się, że to właśnie do niej coś czuje…
- Wszystko w porządku, kochanie? – Rydel delikatnie odgarnęła spadające na czoło Alex loki. Naraz spostrzegła, że dziewczyna płacze.
- Ciii, spokojnie – powiedziała ostrożnie tuląc do siebie głowę dziewczyny – Lubisz go, prawda?
Alex powoli kiwnęła głową. Krople jej słonych łez moczyły różową koszulkę Rydel.
Po chwili dziewczyna wydmuchiwała nos w podaną jej chusteczkę. Szybko otarła łzy i westchnęła.
- Lepiej? – spytała Rydel posyłając jej krzepiący uśmiech.
- Tak. Chciałaś wiedzieć, jak doszło do mojego spotkania z Rossem?
- Jeśli to dla ciebie za trudne…
- Nie – przerwała jej stanowczo Alex – Pozwól, że opowiem ci całą tę żałosną historię od początku do końca.



                                                                      ***
Jest kolejny rozdział! 
Kochani, przepraszam, ale nie jestem w stanie pisać częściej niż raz na tydzień. Mam w tym roku test gimnazjalny, więc w szkole fundują nam niezłą "rozrywkę". masa testów itp. mam nadzieję, że nie macie mi tego za złe, na pocieszenie walnęłam taki o - długaśny rozdział :)  przepraszam, jeśli są błędy, pisany był szybko i może trochę niestarannie.

proszę o komentarze oczywiście :) <3 
  
  

 *a to jest zespół R5, w którym gra Ross. Od lewej - Rocky, Rydel, Ross, Ratliff, Riker ( Rylanda nie ma na zdjęciu, bo formalnie nie jest członkiem zespołu, tylko menadżerem) 
zobaczcie ich piosenki - ubóstwiam <3  
jestem oczywiście świadoma, że mogłam poplątać Wam w głowach z tymi wszystkimi imionami, ale mam nadzieję, że to też mi wybaczycie :p

do zobaczenia za tydzień! :*
~BabyBlue

 
  

niedziela, 30 września 2012

"Hope keeps things alive II"


                                                                   ***

Kilkanaście minut później do szpitala przyjechali zdenerwowani rodzice Alex. Polie krzyknęła i rzuciła się do łóżka dziewczyny.
- Alex, córeczko! Jak się czujesz? –z trudem wymawiała słowa pozwalając łzom swobodnie spływać po bladych policzkach. 
- Nie bój się, wszystko jest w porządku – przemówiła do niej łagodnie Alex, gładząc ją uspokajająco po ręce. John milczał patrząc to na Alex, to na towarzyszącego im Rossa.
- Kto spowodował ten wypadek? Niech ja dorwę tego gnojka... – Polie zacisnęła pięści.
- Dobrze wiem, kto jest wszystkiemu winny! – rzekł przez zaciśnięte zęby John. Wszyscy spojrzeli na niego ze zdziwieniem.
- Tato, o  co ci chodzi? – spytała Alex.
Mężczyzna skierował wzrok na Rossa i wycedził:
- Masz nam coś do powiedzenia, chłopcze?
- Ja..jja nie wiem, o czym pan mówi. – jąkał się Ross.
- Od początku wiedziałem, że nie można ci ufać – wycelował palec w kierunku chłopaka -  Cały ten wypadek jest twoją, tylko i wyłącznie twoją winą! Podobno rozmawiałeś przez telefon w trakcie jazdy. Nie uważałeś na drodze i zderzyłeś się z innym kierowcą. Naraziłeś moją córkę na niebezpieczeństwo, przez ciebie mogła zginąć!
- Tato! Uspokój się! To nie tak – zawołała Alex próbując wstać. Po raz kolejny poczuła, jakby w jej głowie wybuchł dynamit. Syknęła z bólu i opadła z powrotem na poduszki.
- John, nie denerwuj się! Nie ma dowodów na to, że to Ross spowodował wypadek!
- Zderzyliśmy się z piratem drogowym, facet złamał przepisy i wymusił pierwszeństwo – dodała Alex.
Ross zwiesił głowę ukrywając łzy. Nie mógł pozbyć się natrętnej myśli, że zawinił i stracił zaufanie rodziców Alex.
Całe zamieszanie przerwała pielęgniarka:
- Proszę wyjść, pacjentka musi odpoczywać. Wszelkie awantury przy jej stanie zdrowia nie są wskazane – tu spojrzała znacząco na dorosłych.
John westchnął i wychodząc rzucił chłopcu groźne spojrzenie. Mama Alex jeszcze przez chwilę siedziała przy łóżku dziewczyny, mocno ściskając jej ręce. W końcu wstała, podeszła do Rossa i szepnęła mu parę słów do ucha, na tyle cicho, by tylko on mógł je usłyszeć:
- Ufam ci. Obiecaj mi tylko, że będziesz się nią opiekował. Ona cię potrzebuje.
- Obiecuję – odrzekł Ross z powagą w głosie. Polie uśmiechnęła się i położyła przez chwilę rękę na jego ramieniu. Po chwili dodała:
- Jutro znów tu przyjedziemy, ale tym razem postaram się przemówić mojemu kochanemu mężowi do rozsądku. Do zobaczenia!

Kiedy kobieta wyszła z sali, Ross zbliżył się do łóżka Alex.
- Co ona ci tam nagadała do ucha? – spytała z ciekawością dziewczyna.
- Kiedyś się dowiesz – odparł tajemniczo Ross.
- Ostatnio masz coraz więcej tajemnic przede mną, blondasku.
- Aha, czyli bawimy się w przezwiska, tak? No dobrze, mała.
- Nie no błagam.
- Sama zaczęłaś.
- Ross, po pierwsze nie jestem mała.
- A no faktycznie, zapomniałem. Jesteś niska.
- Za to ty głupi.
- Dzięki.
- To nie był komplement.
- Dla mnie był.
- Skończysz?
- Co mam skończyć? To ty czegoś nie skończyłaś.
- Bo mi przerwałeś.
- Dobra, teraz nie będę przerywał.
- Po pierwsze, nie jestem mała. A po drugie w moim stanie nie mogę się denerwować.
- Ooo. Czyżbym ci działał na nerwy?
- Troszeczkę.
- Troszeczkę?
- Mhm. Tak, że gdyby nie ten potworny ból głowy, już bym cię dawno znokautowała moją pięścią.
Ross prychnął pogardliwie.
- Ty? Taka mał… to znaczy.. taka kruszynka?
- Nie wierzysz, że mogłabym to zrobić?
- Hmm słuchaj Alex. Nie to, że coś, ale…Wydaje mi się, że akurat mnie..
- Nie dam rady uderzyć? To, że się przyjaźnimy w niczym cię nie usprawiedliwia.
- Ah tak? Bynajmniej nie o to mi chodziło. Po prostu jestem dla ciebie za ładny.
Alex wybuchła śmiechem.
- Przechodzisz samego siebie, Ross.
- Kolejny komplement?
- Może być.
- Czuję się adorowany.
- Weź, bo zaraz umrę.
- Ze śmiechu?
- Mhm.
- Ale przyznaj.. Mam w sobie to coś.
- To coś niewyobrażalnie irytującego? O tak.
- Naprawdę tak uważasz? – spytał Ross lekko urażony.
Alex spoważniała.
-  Nie. Jesteś strasznie kochany, wiesz?
- NO. I to chciałem usłyszeć!
Usiadł na łóżku i złapał jej rękę.
- Wiesz co? Bez sensu. Gdyby nie ten twój ból głowy, to mógłbym cię przytulić. A teraz nie mogę.
- Zaraz znów umrę. Tylko że tym razem ze słodyczy.
- Nie! Nie umieraj w ogóle – krzyknął Ross i pocałował ją w rękę. Alex zarumieniła się. Już otwierała usta w odpowiedzi, kiedy nagle na  salę wpadł lekarz, i oznajmił im radosnym tonem:
- Słuchajcie! Laura się obudziła!

                                                                         ***

Nareszcie jest. Przepraszam, przepraszam, przepraszam. jestem głupia i w ogóle się Was nie słucham. miałam dodawać często długie rozdziały, a tu wyszło takie coś. :( mam nadzieję że rozdział się spodoba, proszę jak zwykle o duuuużo komentarzy.

w kwestii ankiety wyszło oczywiście 9 do 9 więc zdecydowałam, że o tym, kto będzie z kim dowiecie się w następnych rozdziach (wybrałam jedną z opcji, mam nadzieję, że część osób mnie za to nie znienawidzi)

i dziękuję za wsparcie i cierpliwość! :) 

PS: do pies99, dzięki za pomoc, pomysł się przydał! 
~`BabyBlue       


piątek, 28 września 2012

"Hope keeps things alive"


                                                                        ***

   Przed jej oczyma tańczyło mnóstwo czarno-białych plamek, które stopniowo zaczęły się przekształcać w rozmazane kształty. Kręciło się jej w głowie i z trudem otwierała oczy. Powoli otaczająca ją przestrzeń nabierała kolorów i ostrości. Już po chwili zdziwiona Alex patrzyła na przyglądające się jej z uwagą twarze – dorosłego mężczyzny i młodej kobiety.
- Budzi się…Puls w normie… - dochodził do niej szmer rozmowy.
Próbowała się podnieść, ale gdy tylko lekko uniosła głowę, piekący ból przeszył jej skronie. Młoda kobieta natychmiast zareagowała:
- Leż spokojnie, odpoczywaj – powiedziała delikatnie gładząc ją po ramieniu.
- Gdzie ja jestem? – spytała słabym głosem Alex rozglądając się nieprzytomnie dookoła.
- Obecnie znajdujesz się w szpitalu na Crossing Street – wtrącił się mężczyzna – Wczoraj mieliście wypadek…
- Ross! Laura! – przerwała mu Alex.
- Żyją. Chłopiec ma zwichnięty nadgarstek i parę zadrapań. Niestety, z twoją koleżanką jest trochę gorzej, jest w śpiączce, ma rozbitą głowę i połamane żebra.
Alex z przerażeniem przypomniała sobie, że Laura zapomniała zapiąć pasy w drodze do szpitala.
- Czy.. Mogę do nich pójść? – spytała powoli odzyskując trzeźwość umysłu i kolory na policzkach.
- Niestety, jeszcze jesteś za słaba. Ale Ross czuje się na tyle dobrze, że może cię odwiedzić, oczywiście jeśli tego chcesz.
- Tak, proszę. Chciałabym go zobaczyć – nalegała Alex.
Lekarz kiwnął głową i już po chwili wrócił na salę w towarzystwie wysokiego blondyna.
- Jak się czujesz, mała? – spytał i usiadł na krześle obok niej.
- Hmm. Pomijając fakt, że kompletnie nic nie pamiętam, ból rozsadza mi czaszkę i nie mogę się nawet podnieść… Nie najgorzej – mruknęła pacjentka.
-  Wiedziałem, że wszystko gra – zaśmiał się Ross - Lekarze wszystko mi powiedzieli. Mieliśmy wypadek. Kiedy sięgałem po dzwoniącą komórkę, na skrzyżowanie wjechał jakiś pirat drogowy. Wymusił pierwszeństwo. Nie zdążyłem go wyminąć i się zderzyliśmy.
- Na szczęście wszyscy jesteśmy cali i zdrowi.
- Noo.. Nie do końca. Słyszałaś, co z Laurą?
- Tak, nieciekawa sprawa. Śpiączka nie wróży niczego dobrego.
- Alex, bardzo się o nią boję – rzekł  Ross i cicho westchnął.
Dziewczyna poczuła dziwne ukłucie w sercu. Czy to była zazdrość?! Nie, to niedorzeczne. Przecież Laura była tylko przyjaciółką Rossa. TYLKO przyjaciółką…     
- Nie martw się…
- Czuję, jakby cały ten wypadek był moją winą. Nie mogę wybaczyć sobie, że wtedy zamiast skupić się na jeździe, odebrałem tę cholerną komórkę.
- Ross, co ty wygadujesz? – zawołała Alex – Jesteś ostatnią osobą, którą mógłby ktokolwiek oskarżyć o spowodowanie wypadku. Winny jest kierowca, który wymusił pierwszeństwo. A właśnie, co z nim?
- Nic mu się nie stało, miał ledwie parę zadrapań, dziś go wypisali. Twoi rodzice już tu jadą.
- A co z twoimi?
- Nie sądzę, by opłacało im się przyjeżdżać. Są w Colorado, szmat drogi stąd.
- Mówiłeś już o wszystkim Jessy i Tomowi?
- Tak, za chwilę powinni być. Wszystko im wyjaśnimy… - tutaj głos mu się załamał. Spuścił głowę i znów westchnął.
- Ejj, nie martw się, blondi – rzekła Alex i zmierzwiła mu włosy na głowie.
Ross słabo się uśmiechnął.
-  Myślisz, że Laura dojdzie do siebie?
-  Jasne.
-  I że nie będę miał kłopotów, kiedy wezwą mnie na komisariat?
-  Oczywiście.
-  I  że ten facet nie oskarży mnie o spowodowanie wypadku?
-  Ross…
-  I że wszystko będzie tak, jak należy?
Alex wywróciła oczami.
- I, że…. – tu dziewczyna błyskawicznie zatkała mu usta ręką.
- Tak! Wszystko się ułoży, zobaczysz.
- Skąd ta pewność? – rzekł po chwili, utkwiwszy niej wzrok Dziewczyna zauważyła, że w jego brązowych oczach tli się iskierka nadziei. Rozkładając ręce uśmiechnęła się rozbrajająco:
- Bo ja ZAWSZE mam rację.
  

                                                                   ***
Pam para paaaaam:
Ogłaszam wszem i wobec, że w końcu napisałam ten nieszczęsny rozdział :)
Nie martwcie się, że krótki, jutro  dodam następną część. Bardzo przepraszam, że to wszystko tak długo trwa.  

proszę jak zwykle o wspracię. mam prośbę - nie piszcie jako anonimy, podpisujcie się imieniem lub pseudonimem, żebym mogła rozróżnic kto co pisze. z góry dzięki :)

kocham Was!!
~`BabyBlue 

wtorek, 25 września 2012

NOTKA

Słuchajcie. Na początku chciałabym BARDZO BARDZO BARDZO mocno podziękować za wszystkie komentarze i wyświetlenia. Pod ostatnim rozdziałem pojawiły się 32 nowe komentarze i prawie rozpłakałam się ze szczęścia! serio ;)

niestety kompletnie brak mi czasu na napisanie nowego rozdziału, dziś zaczęłam, ale nie wiem kiedy skończę :(
mam mnóstwo kartkówek i sprawdzianów, w tym potworna fizyka i matma ( a z tych przedmiotów nie jestem mistrzem)
ale w przyszłym tygodniu trochę luzu, bo mamy wycieczkę.

proszę Was o jedno - nie zrażajcie się długim czekaniem, nadal komentujcie i po prostu - bądźcie. Wy i Wasza opinia to dla mnie dwie bardzo ważne sprawy.

przepraszam, że tak wyszło, ale obiecuję, że dodam najszybciej jak tylko będę mogła.
jeśli chcecie, napiszcie mi w komentarzach swoje maile, GG bądź Twittera. będę informować Was o nowych rozdziałach

no to do zobaczenia! (: <3
~BabyBlue  

piątek, 14 września 2012

"Fate is not always so generous..."

                                                                       ***

 - Jordan…Zostajesz w Miami, prawda?
-  Wiesz, że nie mogę, Austin. Muszę wracać do Londynu.
- Ale..
- Tak będzie najlepiej. Nie chcę psuć tego, co jest między tobą a Ally...
- O czym ty mówisz?! Nic nas nie łączy! Tylko się przyjaźnimy.
- Widzę jak na ciebie patrzy. I absolutnie nie mam jej tego za złe. To wspaniała dziewczyna.
-  Może i tak, ale...
- Muszę już iść.
- Hej, czekaj! Czy jest szansa, że kiedykolwiek cię zobaczę?
- Jasne, nie myślisz chyba, że dam o sobie tak szybko zapomnieć?  
- Trzymaj się, Joydy.
- Żegnaj blondasku. A raczej… do zobaczenia!

- Iiiiiii….CIĘCIE! – zawołała Jessy trzymając w ręce megafon. Alex odetchnęła z ulgą i podeszła do kobiety. 
- Jak było?
- No, no, całkiem nieźle, Alex. Oby tak dalej! – uśmiechnęła się Jessy - Powtórzmy jeszcze tę scenę przy sklepie. Zawołajcie Laurę. Laura! No gdzie się ta dziewucha podziewa?
- Jestem, jestem. Zrobiło mi się troszkę słabo, musiałam chwilę odpocząć – rzekła Laura łamiącym się głosem. Miała niezdrowe wypieki na twarzy i wydawała się przemęczona.
- Wszystko w porządku? – spytał zmartwiony Ross. W międzyczasie pojawiła się reszta obsady.
- Tak. Czuję się CUDOWNIE – odparła rozdrażniona dziewczyna. Jessy doknęła ręką jej czoła i z dezaprobatą pokręciła głową.
- Niedobrze, wygląda na to, że masz gorączkę. A myślałam, że jak Tom da wam dzień wolnego, poczujesz się lepiej.    
- Widocznie musi jeszcze trochę poleżeć, z dala od hałasu – powiedziała Raini posyłając przyjaciółce krzepiące spojrzenie.
- Dobra, ale co z tą sceną? Musimy ją nakręcić – Jessy nerwowo przygryzła wargi patrząc z uwagą na towarzyszy.
- Nie ma innego wyjścia, zrobimy to jutro. Jeden dzień zwłoki nie zaszkodzi programowi – wtrącił się Calum.
- Mogę odwieźć Laurę do domu – zaofiarował się Ross.
- Ty masz prawo jazdy? – spytała ze zdziwieniem Jessy.
- No jasne. Niedawno miałem kurs. Zdałem za pierwszym razem – odrzekł chłopak dumnie wypinając pierś.
- Laura, na twoim miejscu bym wróciła autobusem – rzekła z powagą w głosie Raini. Alex zachichotała.
- Skoro mam prawko, to chyba potrafię jeździć! – oburzył się Ross – Chodź, Laura. Alex, ty też.
- Ja? – zdziwiła się dziewczyna.
-  A masz coś ciekawszego do roboty?  - warknął chłopak wciąż jeszcze zły.
- Dobra, już idę. Chodź Laura, bo Ross wygląda, jakby miał zamiar nas udusić – zaśmiała się Alex i pociągnęła Laurę w stronę wyjścia ze studia. 

Parę minut później jechali fioletowym samochodem do domu Laury. Dziewczyna nie była zadowolona, kiedy usadzili ją na tylnym siedzeniu. Jęczała, że tam jej niewygodnie i ciasno.
Ross przewrócił oczami i włączył radio. Popłynęły z niego dźwięki doskonale im znanej piosenki – „Billion Hits” (Ross śpiewał ją jako Austin w pierwszych odcinkach serialu).
- O nieeee. Słyszałam ten kawałek przynajmniej trylion razy – narzekała Laura.
- „Yeah, coz I know I’ll make it, if I keep on workin’ it..” – śpiewał Ross nie zwarzając na słowa brunetki.
- Ross, ucisz albo siebie, albo radio. Wybieraj – rzuciła Alex krzyżując ręce.
- No co, nie lubicie moich piosenek? Co z was za fanki?
Laura parsknęła.
- Fanki? Twoje? Ja się dziwię, że jeszcze się do ciebie przyznajemy, oszołomie. Wyłącz to z łaski swojej, bo głowa mi zaraz eksploduje.
Ross niechętnie spełnił żądanie Laury. Przez chwilę jechali w milczeniu.
- Hej, a może zagramy w skojarzenia? – spytał nagle chłopak.
- Czy ty nie potrafisz zamilknąć choćby na sekundę, Ross? – jęknęła Alex.
- Ale po co milczeć? Mowa jest złotem, milczenie srebrem.
- Chyba na odwrót, geniuszu – odparła Alex kręcąc głową z politowaniem.
- Mała. Wytłumacz mi, czemu się mnie czepiasz.
- Nie mówi do mnie mała! Już tyle razy ci to powtarzałam.
- Ale ja lubię tak na ciebie mówić – przekomarzał się Ross patrząc w stronę Alex.
- Skup się na drodze, a nie na robieniu mi na złość.
- Nie odpowiedziałaś mi. Dlaczego się czepiasz?
- Nie czepiam się. Po prostu gadasz, gadasz i gadasz, a Laura jest zmęczona. Czy mi się wydaje, czy ty starasz się być złośliwy?
- Kto? JA? Nigdy w życiu. A jeśli nawet, to Laura się do tego przyzwyczaiła. Prawda? - zwrócił się do dziewczyny, ale nie usłyszał odpowiedzi. Spojrzał na lusterko i zobaczył w nim trupio-bladą brunetkę z zamkniętymi oczami i otwartymi ustami.
- Hej, Laura, śpisz? – spytała z niepokojem Alex, odwracając się w stronę dziewczyny. Złapała jej rękę. Była lodowata.
- Boże, Ross. Ona chyba straciła przytomność! Zatrzymaj się!
Chłopak usłuchał i zatrzymał się na pobliskiej stacji. Oboje szybko wyskoczyli z samochodu i pospieszyli na pomoc koleżance.
- Laura, słyszysz nas? Laura! Błagam, ocknij się! – wołał coraz bardziej przerażony Ross trzymając ją za rękę.
Alex sprawdziła tętno dziewczyny.
- Spokojnie, żyje. Ale trzeba szybko jechać do szpitala.
- Poczekaj – zatrzymał ją blondyn. Wyjął z kieszeni małą chusteczkę i delikatnie przytknął ją do nosa Laury.
- Co ty…
- Waleriana – przerwał jej ze zniecierpliwieniem chłopak – Ma mocny zapach, powinna ją ocucić.
I rzeczywiście, już po paru chwilach brunetka powoli otwierała oczy. Nadal była bardzo blada i słaba, ale z chwili na chwilę czuła się coraz lepiej.
- Uhhh, co to za smród? – jęknęła cicho i zmarszczyła nos. Alex i Ross jednocześnie westchnęli z ulgą.
- To waleriana. Straciłaś przytomność, już miałam dzwonić do lekarza, ale Ross wpadł na pomysł, żeby ci to przytknąć do nosa.
Laura spojrzała z wdzięcznością na chłopaka.
- Drobiazg – uśmiechnął się Ross. Zawsze noszę przy sobie dziwne rzeczy. Ludzie się śmieją, ale czasami, jak widać, taki sprzęt może uratować komuś życie.
- Musimy koniecznie zawieźć cię do szpitala. Jesteś osłabiona, w każdej chwili możesz stracić przytomność.
- Najbliższy szpital jest dziesięć minut drogi stąd. Jedźmy – skinął głową chłopak. Ponownie wsiedli do samochodu i zapięli pasy.
Właśnie wyjeżdżali na ruchliwe skrzyżowanie, kiedy przeraźliwie zadzwoniła komórka Rossa.
- Ja odbiorę – zawołał i wyciągnął rękę w stronę małego schowka. Nawet nie spostrzegł niebezpiecznie szybko kierującego się w ich stronę samochodu.

Pisk opon. Huk. Brzęk tłuczonego szkła. Ciemność.  
   

                                                                    ***

hohoho trochę dramaturgii :) mam nadzieję, że rozdział się spodobał. baaaardzo proszę o wsparcie i komentarze. 
jeszcze jedna sprawa. Jesteście za tym, żeby Ross był z Laurą czy z Alex? Zależy mi na Waszej opinii :)

xx ~`BabyBlue



poniedziałek, 3 września 2012

"It's time to face this challenge"

***
                                                            
  - Co? Zaraz… CO?!
- Nie cieszysz się?
- Czyś ty zdurniał?!
- Ale.. O co ci chodzi? – spytał zdezorientowany chłopak.
- Ross, w co ty mnie wpakowałeś?! Przecież ja za cztery dni wylatuję z Miami! Już zapomniałeś, że tu nie mieszkam? – wrzasnęła Alex wymachując rękami we wszystkie strony.
- Ej, wyluzuj. Wszystko załatwione, mała.
- Nie mów tak do mnie!
- Ale jak, mała?
- Grrrrr….
- No nie warcz na mnie. Mogę cię zapewnić, że wszystko dopiąłem na ostatni guzik.
- To znaczy?
- To znaczy, że twój pobyt zostanie przedłużony…
- Niby jak?
- Jak nie będziesz cicho…
- To co?
- Załaskotam cię na śmierć.
- No ale przecież ja jestem cicho. To ty ciągle przerywasz.
Ross przewrócił oczami i westchnął. Z kobietami to się jednak nie da normalnie gadać.
- StarWork Company zapłaciło za twój tygodniowy pobyt na planie. Jeśli spodoba im się twoja gra, to niewykluczone, że zostaniesz tu dłużej. Musisz pokazać na co cię stać. A wiem, że potrafisz, niezłe z ciebie ziółko.
- Zapłacą za mnie? To nie w porządku…
- Nic się nie martw, sponsorzy Austina&Ally to same grube ryby, twój pobyt na planie nie będzie ich dużo kosztował.
- Hmm. Ale co z moimi rodzicami?
- Będziesz musiała z nimi poważnie porozmawiać. Do nich należy decyzja, czy wrócą do Londynu, czy zostaną z tobą w Miami.
- Skąd ta pewność, że twój pomysł wypali?
- Bo ja to wszystko wymyśliłem. A moje genialne pomysły zawsze wypalają.
Alex uśmiechnęła się. Po chwili z wahaniem w głosie spytała:
- Ross, dlaczego…
- Ciii – chłopak delikatnie położył palec na jej ustach – Dlaczego to robię? Bo bardzo chciałaś poznać Laurę, Raini i Deza. A poza tym – dodał nieśmiało – nie chciałem, żebyś tak szybko wyjeżdżała.
- Ross. Jja nie wiem, co mam powiedzieć. – jąkała się Alex.
-  Zwykłe dziękuję wystarczy – zaśmiał się Ross.
Dziewczyna zignorowała tę odpowiedź i po prostu rzuciła się na niego. Chłopak ledwo utrzymał się na nogach. 
- JESTEŚ NAJSŁODSZYM I NAJUKOCHAŃSZYM STWORZENIEM JAKIE KIEDYKOLWIEK CHODZIŁO PO ZIEMI! – ryknęła Alex i zaczęła się głośno śmiać.
Ross zawtórował jej.
- Zejdź ze mnie wariatko! Ważysz jakieś sto kilo!
- Ejj! Bo odwołam moje słowa.
- Nawet się nie waż.
- Bo co?
- Bo to. – chłopak zaczął niemiłosiernie łaskotać Alex.
- AAA przestań – krzyknęła Alex wijąc się jak węgorz. W pewnym momencie dziewczyna straciła równowagę i wychyliła się do tyłu ciągnąc za sobą Rossa. W końcu oboje wylądowali na podłodze.
- Przestać? Ooo nie, moja droga. W końcu się doigrałaś – zawołał Ross naśladując głos taty Alex. Teraz łaskotał ją po brzuchu, ale dziewczyna nie miała siły się bronić. Machała bezradnie rękami i z trudem łapała oddech ze śmiechu. Ich zabawa zwróciła uwagę paru pracowników StarWork Company. Bo tak – Alex i Ross właśnie w tej chwili znajdowali się niemalże w samym centrum tego budynku! Recepcjonistka przyglądała im się z niesmakiem, zaś paru ochroniarzy wymieniając uwagi zaczęło się do nich zbliżać. Wśród nich na nieszczęście znalazł się Tom.
- Ross! Co ty tu.. -  zawołał z oburzeniem Tom ale urwał, gdy zobaczył Alex.
- Ja wszystko wytłumaczę. – chłopiec oblał się rumieńcem i szybko wstał – to właśnie jest moja koleżanka, o której panu mówiłem, Alex.
- Bardzo mi miło pana poznać – powiedziała cichutko dziewczyna i wyciągnęła rękę w stronę surowo wyglądającego mężczyzny.   
Tom nie odwzajemnił uścisku. Już otwierał usta, by w paru mocnych słowach powiedzieć, co sądzi o darciu się i łaskotaniu na podłodze tak poważnej placówki. W porę pojawiła się Jessy, wesoła i sympatyczna pani po czterdziestce ubrana w elegancką marynarkę i czarną spódnicę.
- Oh, co tu się stało, Tom? Co tu robi cały ten tłum? – spytała ze zdziwieniem rozglądając się dookoła.
- Jessy, dobrze, że jesteś. Ross…
- Znów nabroił, co? – rzekła kobieta i mrugnęła w stronę Rossa.
- My.. Przepraszamy, nie chcieliśmy się zachować niewłaściwie- odezwała się Alex niepewnie patrząc na Jessy.
- Tak. Straciliśmy kontrolę – dodał Ross. Tom nie wytrzymał i wybuchł:
- Czy ty wiesz, co oni robili?! Tu, właśnie tu, na oczach wszystkich zaczęli się drzeć w niebogłosy i tarzać po podłodze jak jakieś…dzikusy .
- To tylko łaskotki. - wtrącił nieśmiało blondyn.
- Chyba wiem, co widziałem?!
- Tom, uspokój się – zawołała Jessy z trudem powstrzymując się od śmiechu.
- Bawi cię to?! StarWork Company to nie miejsce do zabaw, tu się pracuje!  - ryknął Tom rozjuszony wesołością kobiety.
- No dobrze już, dobrze. Było, minęło. Nie ma co tego roztrząsać. Na drugi raz Ross poszuka innego miejsca do poflirtowania z koleżanką, prawda?
Ross zarumienił się i chciał zaprotestować, lecz Jessy nie dała mu dojść do słowa.
- Swoją drogą jak masz na imię, moja droga?  - zwróciła się do Alex.
- Jestem Alex. Ross przyprowadził mnie tu, bo.. – urwała patrząc niepewnie na towarzysza.
- Ma zastąpić Susan, przyszła na casting – pospieszył z pomocą chłopiec.
- Ah tak, Tom mówił mi o tobie. No dobrze, jesteś gotowa?
- Gotowa? – spytała ze zdziwieniem dziewczyna – Na co?
- Jak to- na co? Na casting oczywiście.
- To już teraz jest casting?!
- Tak, zaczynamy za parę minut. Więc prędziutko idź, przyszykuj się w garderobie. Ross cię tam zaprowadzi.
„Nie szkodzi, znam drogę” – chciała powiedzieć Alex, ale w porę ugryzła się w język. Była pewna, że Ross nie wspominał Tomowi o tym, że znalazł ją w swojej garderobie. Wydawało jej się, że od pierwszego spotkania z blondynem minęły wieki. A przecież to wszystko wydarzyło się zaledwie wczoraj!
Po chwili już wchodziła z Rossem na pierwsze piętro.
Uśmiechając się otworzył  jej drzwi do garderoby.
- Ale.. to twoja garderoba – powiedziała niepewnie sadowiąc się na krześle i wyjmując rzeczy ze swojej torebki.
- To nic, nie musisz się specjalnie charakteryzować, wystarczy trochę pudru i tego czegoś – złapał pierwszy z brzegu kosmetyk i przyglądał mu się ze zdezorientowaniem.
- To jest szminka, geniuszu.
- No przecież wiem – obraził się chłopak.
- Taaak. Jasne.
- Nie gadaj tyle, tylko się maluj. Chyba, że chcesz, żebym ja cię pomalował.
- Niezły pomysł, biorąc pod uwagę fakt, że nie znasz nazw połowy tych kosmetyków.
- Ej, nie prawda!
- Tak? Więc co to jest? – spytała z rozbawieniem Alex pokazując mu eyeliner.
- Pff. To jest zwykła kredka. Chyba nie masz zamiaru się nią malować?
Alex wybuchła śmiechem łapiąc się za głowę.
- No nie uwierzysz, ale właśnie tym dziewczyny malują sobie oczy.
- Co?!
- Ano. Przyjrzyj się – uniosła kredkę do oczu, zbliżyła się do lustra i zaczęła delikatnie malować sobie prawą powiekę.
Ross obserwował ją w osłupieniu. Gdy skończyła, gwizdnął z podziwem.
- Wow, wyglądasz zupełnie inaczej z tą…kredką na oczach.
- Eyeliner’em  - poprawiła go Alex – Ale to jeszcze nic, zobaczysz, jak będę wyglądać po nałożeniu podkładu, pudru, szminki, cienia do powiek, tuszu do rzęs…
- Powiem ci jak będziesz wyglądać. Sztucznie.
- Ej, przesadzasz, mnóstwo dziewczyn się tak maluje.
- Ale ty nie. Wczoraj przecież nie miałaś żadnego makijażu na sobie.
- Czasem po prostu mi się nie chce go nakładać.
- Ale po co w ogóle go nakładać? Uważam, że bez niego jesteś sto razy ładniejsza.
- Naprawdę? – zarumieniła się Alex.
- No ba. Wszystko to, co naturalne, jest piękne.
-  Często tak filozofujesz?
- Zdarza mi się.
- No więc dobrze, mądralo. Przestanę się malować, skoro ci to przeszkadza. Ale teraz muszę to zrobić, bo Jessy kazała.
- Pomóc? – spytał z nadzieją w głosie Ross trzymając w ręku szminkę.
Alex wywróciła oczami.
- No doooobra. Ale uważaj, bo to bardzo niebezpieczny przyrząd.
- Serio? – spytał Ross parząc z przerażeniem na kosmetyk.
Alex przejechała sobie ręką po twarzy i westchnęła z politowaniem.
- To taka kolorowanka. Musisz pomalować kontury moich ust, ale uważaj, żeby nic nie rozmazać i nie wyjść za linie.
Ross ostrożnie przysunął szminkę do twarzy Alex i w skupieniu przejechał nią po dolnej wardze.
- Całkiem nieźle – stwierdził z zadowoleniem.
- Halo? A co z drugą?
Ponownie pochylił się nad Alex, ale tym razem za mocno przycisnął szminkę, która rozmazała się na lewym policzku dziewczyny.
- Co robisz, idioto?!  - zawołała ze złością patrząc na Rossa.
- Przepraszam – powiedział cichutko i sięgnął po chusteczki – Daj, wytrę to.
Alex uspokoiła się nieco i pozwoliła mu zmyć z twarzy grubą, czerwoną kreskę.
Gdy skończył, skierował wzrok na Alex. Ich twarze przez cały czas były bardzo blisko siebie, ale dopiero teraz  spojrzeli sobie prosto w oczy. Alex poczuła, że jej serce znów zaczyna bić jak oszalałe. Często czuła się tak w towarzystwie blondyna. Dziwne.  
Nagle zadzwoniła komórka.  Ross zamrugał oczami i potrząsnął głową, jakby właśnie obudził się z jakiegoś snu. Złapał telefon i odebrał. Dzwoniła Jessy:
- No, co tak długo? Tylko nie mów, że znowu łaskoczesz swoją koleżankę.
- Nie no, skąd! – krzyknął z oburzeniem Ross.
- A więc pospieszcie się. Czekamy na was tam, gdzie zwykle – rzuciła Jessy i rozłączyła się.
- Chodź, wołają nas. – powiedział Ross i złapał Alex za rękę. Ta jednym ruchem prawej ręki pomalowała usta, czym wprawiła w podziw chłopaka.
- Tak to się robi, nowicjuszu.  – wzruszyła ramionami i wyszczerzyła zęby w uśmiechu.
- Dobra, dobra. Skończ tę gadkę, mała, bo na serio się spóźnimy.
- NIE MÓW DO MNIE MAŁA, JASNE?!
Sprzeczając się w końcu dotarli na piąte piętro, gdzie znajdował się plan serialu. Alex aż zaniemówiła – od razu poznała słynny sklep Sonic Boom, z radością oglądała także rekwizyty, które tak dobrze znała – sekretny zeszyt Ally, serową czapkę Trish, kolorowe spodnie Deza…
- Nie wierzę, że tu jestem – pisnęła kontynuując swoją krótką wycieczkę po planie. Zapatrzona w rekwizyty nawet nie zauważyła, że niechcący potrąciła wysokiego, piegowatego rudzielca.
- Ojejejej, przepraszam! – zreflektowała się natychmiast i spojrzała na niego – No nie wierzę! Stoi przede mną Calum Worthy! – zawołała i uśmiechnęła się szeroko.
- Miło mi poznać. Ty pewnie jesteś Alex, co? – spytał Calum podając jej rękę na powitanie.
- Skąd wiesz? – spytała ze zdziwieniem  - myślałam, że tylko Tom i Jessy wiedzą, kim jestem.
- Coś ty. Nie znasz Rossa? Godzinami nam o tobie opowiadał, mówił jak się spotkaliście, o czym gadaliście, opisywał nawet twoich rodziców, co wydało mi się lekko podejrzane…
Alex zarumieniła się. 
 - O widzę, że już poznałaś Caluma! – pojawił się ni stąd ni zowąd Ross przybijając piątkę koledze.
-  Szkoda tylko, że wiedział o mnie całkiem sporo, jak na osobę, która widzi mnie po raz pierwszy w życiu.
- No wiesz… Trochę mu o tobie opowiedziałem. Co w tym złego?
- Cześć wam. Ooo Alex, jeżeli się nie mylę? Jestem Raini, miło mi cię poznać – zawołała niska, korpulentna dziewczyna o długich, czarnych lokach i szerokim uśmiechu.
-  Rozumiem, że cały budynek już o mnie wie?  - spytała ze złością Alex. Uspokoiła się jednak, kiedy przywitała się z Raini. Od razu złapała z nią kontakt. Właśnie ucinały sobie miłą pogawędkę, kiedy zbliżyła się do nich średniego wzrostu brunetka o dużych, brązowych oczach. Była lekko blada i z trudem utrzymywała się na nogach.
- Hej Laura! Co ci się stało, kochanie? Wyglądasz jak trup – spytała Raini z troską w głosie.
- Dzięki za zgrabny komplement Rai. -  odparła powoli Laura i skierowała wzrok na Alex – A ty to pewnie…
- Alex, tak. Odnoszę wrażenie, że temu blondynowi buzia w ogóle się nie zamyka.
- Oj tak, żebyś wiedziała – zaśmiały się Raini i Laura.
- Hej, słyszałem to! – zawołał z oddali Ross.
- Jesteś gotowa na wystąpienie w naszym serialu? – spytała Raini.
- Nawet nie wiesz, jak bardzo! Chociaż to prawie niemożliwe, że mnie przyjmą, bo nie mam absolutnie żadnego doświadczenia w aktorstwie.
- O czym ty mówisz, Alex? Potrzebujemy cię, Susan zrezygnowała dosłownie w ostatniej chwili. Można powiedzieć, że niebiosa nam cię zesłały – stwierdziła ze śmiechem Laura.
- Albo Ross – dodała Raini uśmiechając się.
- Tak myślicie? Naprawdę nie wiem, jak sobie poradzę, skoro nigdy jeszcze nie grałam, nawet w przedstawieniach szkolnych.
-  No to będziesz miała okazję ocenić swoje możliwości – odparła Laura.
Jakby na potwierdzenie jej słów dało się słyszeć głos Jessy dochodzący z megafonu:
- Wszyscy na miejsca! Alex Jefferson, proszę za chwilę zgłosić się do mnie. Zaczynamy Scenę 5 ujęcie 3! 


     
                                                              ***
Publikuję już teraz zgodnie z życzeniem :) 
niestety, jestem zmuszona ogłosić, że teraz będę dodawać rzadziej kolejne rozdziały - raz na tydzień lub nawet na dwa. A wszystko przez naszą "kochaną" szkołkę :/ 
Ale obiecuję, że postaram się pisać sporo i jak najczęściej.  

dzięki za wyświetlenia i komentarze, w miarę możliwości proszę o jeszcze więcej.

wielkie podziękowania dla właścicielki tego niesamowitego bloga:
http://blow-kiss.blogspot.com/ za to, że "zareklamowała" moje opowiadanie. jest bardzo utalentowana, warto zajrzeć  się przekonać ;)

łojj ale się rozpisałam :D 
kocham Was wszystkich! xx
~`BabyBlue