Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 26 maja 2013

"Who's that girl? Where's she from? No, she can't be the one that you want"

 Minęło parę dni. Alex wciąż wahała się, czy dzwonić do rodziców w sprawie chwilowego zamieszkania z Charliem. Wiedziała, że szanse na to, że pozwolą jej wprowadzić się do obcego chłopaka są znikome. Obiecała mu jednak, że zrobi co w swojej mocy, by mu pomóc. Jeśli faktycznie za parę tygodni będzie zmuszony przenieść się do domu dziecka, wolała być z nim w tych trudnych chwilach. „Ale czy on też tego chce?”  - zastanawiała się. W końcu ostatnimi czasy miewał bardzo dobry humor. Widywała go rzadko, bo ciągle gdzieś znikał. Podejrzewała, że ma to jakiś związek z tajemniczą dziewczyną, którą poznał przez przypadek. Odwiedza ją? Nieee, on nie byłby do tego zdolny. Przecież ledwo ją zna…

Zawsze w chwilach bezradności dzwoniła do Rydel. Była jej najbliższą przyjaciółką. Oczywiście, lubiła też Laurę, Raini, Caluma i pozostałych  członków R5, ale to właśnie z nią łączyła ją najsilniejsza więź. Delly miała radę na wszystko i była dla niej oparciem.
Alex sięgnęła po telefon.
- Cześć, słońce! Co u ciebie? – blondyna powitała ją głośnym okrzykiem.
- Hej Rydel. No właśnie, co u mnie. Nie za dobrze….
Opowiedziała jej po kolei – o trudnej sytuacji Charliego, o rudej dziewczynie i o dylematach związanych z przeprowadzką.
- Hmm, gdybyśmy nie mieszkali tak daleko, wzięlibyśmy go do siebie na jakiś czas – westchnęła Delly – Ale chyba mam rozwiązanie. Spróbuj porozmawiać z Jessy. Zdaje mi się, że polubiła Charliego.  Jest wpływowa, na pewno będzie potrafiła załatwić co trzeba i nie będzie musiał nigdzie iść.
- Trzeba spróbować – kiwnęła głową Alex – Dzięki za radę, jesteś kochana.
- Wiem to – stwierdziła ze śmiechem blondyna, po czym dodała -  Mała, muszę kończyć. Jeden z moich piekielnych braciszków koniecznie chce mnie wyciągnąć na zakupy do centrum. A łaziliśmy tam dosłownie dzień wcześniej! I to przez pięć godzin! PIĘĆ GODZIN, czy ty to rozumiesz??!
- Ej nie kłam, mówiłem, że cztery! – odezwał się oburzony głos Rockiego.
- Chyba ci zegarek nawalił, stary – dorzucił się Riker.
Alex parsknęła śmiechem.
- Sama widzisz – westchnęła Rydel – Trzymaj się.
- Do zobaczenia, pozdrów ode mnie tych twoich piekielnych braciszków – odpowiedziała nastolatka i się rozłączyła.

 
Tymczasem Laura czytała nowo kupioną książkę, przy okazji pałaszując swój ulubiony „gogurt”. Naraz podskoczyła w miejscu, gdyż w okolicach jej nóg rozległo się ciche popiskiwanie. Aha, czyli Ross znów przestawił jej dzwonek w telefonie! Co za głupek!  Dobrze wiedział, że Laura nienawidzi tego odgłosu i po raz kolejny zrobił jej na złość.
Ale tym razem to nie on dzwonił. Wyświetlił się jakiś nieznany numer.
- Halo?
- Cześć, Laura. Tu Raini.
- Rai, to ty?! Dziewczyno, co się z tobą działo?! Wiesz, jak się martwiłam?
- Tak, domyślam się. Ale nie uwierzysz, co mi się przytrafiło. Jeden wielki KOSZMAR!
- Co takiego się stało? – zaniepokoiła się brunetka.
- A więc zaczęło się od tego, że jakaś blond-świruska niechcący na mnie wpadła i wytrąciła mi z ręki telefon, który wpadł do fontanny. Oczywiście, nie nadawał się do użytku, więc musiałam go oddać do serwisu. Tam bardzo grzecznie powiedzieli mi, że nie da się go już naprawić. Dostałam niezły ochrzan od rodziców, bo telefon był całkiem drogi. Byłam przez to uziemiona w domu. Chciałam do ciebie zadzwonić, ale dopiero dziś przyszedł nowy telefon. Dobrze, że chociaż znam twój numer na pamięć.
- No, ale przecież zawsze mogłaś do mnie napisać na Twitterze – zdziwiła się Laura.
- Nie bardzo. Jakiś wariat włamał się na moje konto i je zablokował. Nie mogę się normalnie zalogować!
-  Kurcze, faktycznie dosyć koszmarne wydarzenie – przyznała ze współczuciem brunetka – a właściwie gdzie była ta fontanna?
-  Przed kinem, gdzie była premiera „Muppetsów”. Pomyśleć, że gdyby nie ta fajtłapa…
- Nie przejmuj się, ważne że już wszystko  porządku. Naprawdę się martwiłam. Nie odzywać się przez tyle dni – to do ciebie niepodobne.
- Jakoś to nadrobimy. Masz czas dziś o czwartej?
- Jasne. Zrobię tylko ćwiczenia, które nam zadali, i możemy się spotkać.
- Ah, ty i ta twoja skrupulatność – westchnęła z politowaniem Rai.
- Ej, po prostu zbliża się koniec semestru i muszę się poprawić z paru przedmiotów – obraziła się Laura.
- Ok., ok, kujonku. To jak? Kawiarnia „Cherry Pie” koło 16stej?
- Mhm. Do zobaczenia – rzuciła dziewczyna i się rozłączyła. 
Kolejny sygnał doszedł tym razem z innej części pokoju. Okazało się, że to komórka Rossa, której zapomniał zabrać ze sobą. Laura z zaciekawieniem spojrzała na ekranik. Nie miała w zwyczaju zaglądać mu do telefonu, bo miała do niego pełne zaufanie, ale coś kazało jej sprawdzić, od kogo była ta wiadomość. Aha! Od Gemmy! Bez namysłu nacisnęła przycisk i przeczytała: „Wczoraj było bardzo miłoJ Może znów do mnie wpadniesz?”
Było MIŁO?! Co to ma do cholery znaczyć?! Nie, miarka się przebrała. Trzeba natychmiast iść do Raini i spytać się, czy przypadkiem nie upadła na głowę. Jak można kolegować się z taką rudą, fałszywą jędzą?! Z Rossem za to czeka ją niezbyt przyjemna rozmowa. Ale to później…


Minęło parę godzin, zbliżała się już szesnasta. Alex właśnie przechadzała się po Newton Street. Postanowiła, że nie będzie dzwonić do rodziców w sprawie mieszkania z Charliem, tylko pójdzie za radą Rydel i porozmawia z Jessy. Jutro z samego rana powie jej o tej przykrej sprawie. Teraz zaś urządziła sobie mały spacerek po okolicy, by wypatrzeć jakiś prezent dla Charliego. Zbliżały się święta i tym samym urodziny szatyna. Podarunek musiał być wyjątkowy, dlatego już teraz uważnie oglądała witryny przyozdobionych girlandami sklepów.   
Minęła kawiarnię „Cherry Pie”, ale zaraz się cofnęła. Siedząca przy oknie dziewczyna wydawała jej się dziwnie znajoma… Podeszła bliżej, udając, że przygląda się wywieszonemu na zewnątrz menu. Czarne loki, błyszcząca bluzka i neonowe paznokcie? To musiała być Raini! Alex czym prędzej weszła do kawiarni.
 - Hej, jak ja cię dawno nie widziałam! – zawołała, witając się z koleżanką.
- Oo, cześć skarbie! – przytuliła ją Raini – Proszę, siadaj. Właśnie czekam na Laurę.
- To nie będę wam przeszkadzać, w końcu to wasze spotkanie – zmieszała się nastolatka.
- Ee, nie wygłupiaj się. We trójkę będzie nawet fajniej.
Raini opowiedziała jej o swojej przygodzie z komórką i problemach z Twitterem. 
- No no – gwizdnęła Alex – Można powiedzieć, że byłaś oderwana od świata na parę dni.
- Żebyś wiedziała!  Wszystko na moją niekorzyść. Zupełnie jakby to sobie ktoś zaplanował – narzekała Rai.
- Bez przesady, nikt by nawet nie próbował z tobą zadzierać, bo by źle skończył – zaśmiała się nastolatka.
W tym momencie podeszła do nich Laura. Miała lekko zaczerwienione oczy, zupełnie jakby przed chwilą płakała.
- Cześć – rzuciła ponuro i usiadła pomiędzy nimi.
- Coś się stało? – Raini z troską spojrzała na brunetkę.
- Taaa. Gemma się stała. Ta ruda małpa kradnie mi chłopaka!
- Czekaj. Powiedziałaś ruda?  - ocknęła się Alex
- Tak. Laska po prostu okręciła sobie tego palanta wokół palca. Zostawił u mnie komórkę. Przyszedł do niego SMS: „Wczoraj było bardzo miło. Może znów do mnie wpadniesz?”. Ross ostatnio cały czas gdzieś znika. Na początku myślałam, że chodzi do Caluma, a on po prostu się z nią potajemnie widuje! I co ja mam zrobić? – Laura coraz bardziej podnosiła głos. W końcu schowała twarz w dłoniach.
- Hej, nie przejmuj się. Być może pocieszy cię fakt, że Charlie też łazi nie wiadomo gdzie. Poznał jakąś dziewczynę, też rudą, i zupełnie oszalał.
- A wiesz, jak ma na imię? – Laura uniosła głowę znad rąk.
- Nie. Ale wyglądała na przebojową pannę. Może troszkę starszą od nas. Dosyć wysoka, miała niebieskie oczy…
- To ta sama! – zawołała brunetka.
- Zaraz, możecie mi wreszcie powiedzieć, o co chodzi? – spytała zdezorientowana Raini.
- No jak to, o co. A raczej, o kogo. Gadamy o twojej koleżance, Gemmie. Podobno poznałyście się niedawno – rzekła Laura.
- Swoją drogą, to chyba za delikatnie ją oceniłaś. Ta laska jest po prostu fałszywa – dodała Alex.
- Dziewczyny – spoważniała Raini -  mogę was zapewnić, i to na sto procent. Nie znam NIKOGO o imieniu Gemma…
 

***

Tym razem nie dodałam miesiąc później, ale tylko 2 tygodnie później ;D 
piszcie swoje opinie w komentarzach, z góry dzięki (;

aha i jeszcze jedno. odeszłam z pewnej grupy aby przekonać się, kto tak naprawdę docenia moje opowiadanie i kto obchodzi się losami Alex, Laury, Rossa itd. 
nie sztuką jest wejść na bloga kogoś, kto Cię o tym zawiadomił i napisać na odwal się  "super" pod nowym rozdziałem, nawet go nie czytając (nie twierdzę oczywiście, że wszyscy tak robicie, ale też nie mam pewności)

najbardziej szanuję tych, którzy z własnej woli sprawdzają od czasu do czasu, czy coś nowego się u mnie nie pojawiło. Jesteście wspaniali :* 

a to piosenka z tytułu:




do zobaczenia!
~`BabyBlue



piątek, 10 maja 2013

"They're lined up shoulder to shoulder. Like dominoes, you keep knocking them over"


***
- Chaaaaaarile! No gdzie jesteś? – jęczała Alex, rozglądając się w poszukiwaniu kolegi. Nareszcie go dojrzała – całego w skowronkach. Niemal pląsał po chodniku, trzymając coś w rękach. W końcu dobiegł do niej i wysapał:
- Prze…pra…szam, że tak długo cze…kałaś
- Nie wierzę  - pokręciła głową nastolatka – Wziąłeś numer od tej laski?
- Adres – poprawił ją chłopak, z dumą prezentując zabazgraną karteczkę.
- A skąd wiesz, że jest prawdziwy?
- Jestem tego pewien. Poza tym, po cholerę podawałaby mi fałszywy adres?
Alex wzruszyła ramionami.
- Hmmm, nie wiem. Może dlatego, że wcale cię nie zna i to trochę nienormalne, by dawała byle jakiemu czubkowi swoje dane?
- Ej, tylko nie czubkowi, dobra? W ogóle, co ty taka niezadowolona, hm? – w tym momencie uderzył się w czoło – Aaaa! No jasne, zapomniałem. Lubisz mnie, więc czujesz się zazdrosna, zgadłem?
- Że co, proszę?! Skąd takie kretyńskie przypuszczenia?
- Pff, to nie przypuszczenia, ja to wiem. No cóż zrobić, zawsze miałem powodzenie – westchnął Charlie, bezradnie rozkładając ręce.
- Idiota – mruknęła cicho Alex i ruszyła przed siebie tak szybko, że szatyn z trudem dotrzymywał jej kroku.

Po paru minutach doszli do budki i kupili po gofrze z bitą śmietaną. W drodze powrotnej dziewczyna prawe nie odzywała się do pałaszującego swój deser Charliego. Zajęta była własnymi rozmyślaniami. Na przykład, zastanawiała się, dlaczego tak dziwnie podziałały na nią słowa chłopaka: „Lubisz mnie, więc czujesz się zazdrosna”. Przecież to bzdura. Owszem, bardzo go lubiła, ale nigdy  nie myślała o nim w „ten” sposób. Traktowała go raczej jako kolegę. Mimo wszystko jednak, było jej przykro, że tak szybko znalazł sobie nową towarzyszkę. To Alex była dla niego podporą, to u niej powinien szukać  wsparcia i pociechy! A nie u jakiejś rudowłosej pięknotki. Postradać rozum dla takiego kogoś, też coś. No, ale nie była o niego zazdrosna. Co to, to nie.

Charlie również milczał. Myślał o tym, że niebo jest dziś niesamowicie niebieskie (zupełnie jak oczy Gemmy), gofry mają jakiś niezwykły smak, a ludzie przechodzący obok niego się uśmiechają. Nie zamartwiał się tym, że Alex się na niego obraziła. Już nie raz tak było i wiedział, że po jakimś czasie jej przejdzie. Postanowił, że skorzysta z szokująco pięknej (jak na grudzień) pogody i przespaceruje się na Sultanby Avenue…


- Halo, Gemma? – wypalił Ross, ze zdenerwowania obgryzając paznokcie. Od jej odejścia minęły dopiero dwie godziny, a już nie mógł się doczekać, by do niej zadzwonić.
- To ty, Ross? Czy coś się stało? – spytała rudowłosa.
Ah, ten jej niski, melodyjny głos!
- Emm…Nie, chciałem tylko spytać, czy dodzwoniłaś się już do Raini.
-Niestety  - westchnęła Gem  - ale i tak ta sprawa jest już nieaktualna. Nie musisz już do niej dzwonić. Przepraszam, że narobiłam kłopotu.
- Nie mów tak. Naprawdę cieszę się, że mogłem cię poznać.
- Dzięki, i nawzajem. Aha, wiesz, ja też mam do ciebie pewną sprawę.
- Tak?
- Chyba zostawiłam u was moją niebieską bransoletkę. Szukałam jej w całym domu, ale nie znalazłam, a pamiętam, że idąc do was, jeszcze ją miałam na ręce.
- Bardzo możliwe, zaraz poszukam – zapewnił Ross, gorączkowo rozglądając się po mieszkaniu Laury. Został u niej na dłużej, żeby przećwiczyć role do ostatniego odcinka drugiego sezonu Austina&Ally.
W końcu jego wzrok przykuł mały przedmiot leżący pod stołem kuchennym. Tak, to właśnie była bransoletka Gemmy. Uszczęśliwiony blondyn krzyknął do słuchawki:
- Znalazłem! Tylko jak mam ci ją oddać?
- To może do mnie wpadniesz? Oczywiście, jeśli masz ochotę…
- Jasne, nie ma problemu.
- Ok, podaję adres – Sultanby Avenue 23, 7/10. Możesz przyjść jeszcze dziś.
- Z chęcią! Właściwie, to nie mam nic do roboty – skłamał Ross – To do zobaczenia!
- Do zobaczenia – rzekła Gemma i rozłączyła się. 
Blondyn czym prędzej włożył do kieszeni bransoletkę. Już miał wychodzić, kiedy na jego drodze pojawiła się Laura.
- Z kim rozmawiałeś? I gdzie idziesz? – spytała, przyglądając się mu badawczo.
- Eeee….Z Calumem. Właśnie do niego idę, miał mi oddać kasę, którą ode mnie wczoraj pożyczył.
- Dobra. Ale wracaj szybko, bo trzeba przećwiczyć role.
Ross wybiegł z domu i jak poparzony pobiegł na przystanek. Pomyślał, że dzięki Bogu, pogoda jest wspaniała (a to już grudzień!) i nie musi brać kurtki.

Brunetka jeszcze przez chwilę patrzyła przez okno. Postanowiła, że spróbuje zadzwonić do Raini. Wybrała jej numer, ale spotkało ją rozczarowanie –  usłyszała automatyczną sekretarkę.
- Co się z nią dzieje? Zawsze ma telefon pod ręką – mruknęła z niezadowoleniem Laura.
  
Tymczasem Charlie odprowadziwszy Alex do hotelu, udał się do domu, by przygotować się do wizyty u Gemmy. Trochę się denerwował, bo ledwo ją znał. Poza tym, nie chciał się napraszać jeszcze tego samego dnia po jej poznaniu. Nic jednak nie mógł poradzić – to po prostu było silniejsze od niego. Przebierał się ze sto razy. Wreszcie nałożył swoją ulubioną koszulę w kratę i jeansy. Przeczesał włosy, wyczyścił buty i sięgnął  po wodę kolońską stojącą na półce w łazience. Kłopot w tym, że przez przypadek wziął bardzo podobnie wyglądającą buteleczkę specyficznie pachnących perfum babci. Skrzywił się, gdy tylko poczuł silny zapach kwiatów. Chciał nawet zmienić koszulkę, ale żadna inna nie przypadła mu do gustu. Przeklinając pod nosem, obficie spryskał się wodą kolońską, by ukryć woń perfum. Nadal odczuwać było lekką nutę kwiatową, ale już nic nie mógł na to poradzić. Dziesięć minut później szedł w stronę mieszkania Gemmy. Postanowił iść na pieszo, bo Sultanby Avenue było tylko parę przecznic od jego domu.  Stanął przed blokiem oznaczonym numerem 23. Odszukał siódemkę na liście nazwisk, ale zawahał się i nie nacisnął guziczka. A co, jeśli Gem uzna go za świra? Albo za napalonego zboczeńca? Albo po prostu nie będzie jej w domu? Albo otworzy mu drzwi jej mama? Albo, co gorsza, tata. Zły tata pozbywający się zalotników jego córeczki w dość drastyczny sposób. Charlie aż zadrżał na samą myśl. Naraz usłyszał kroki i ciche pogwizdywanie. Odwrócił się i jęknął – no gorszego finału tej historii nie mógł się spodziewać! Zbliżał się do niego nie kto inny, jak Ross. Blondyn zauważywszy nastolatka, raptownie przystanął:
- A ty co tu robisz, stary?
- Mógłbym spytać o to samo… stary – zmroził go wzrokiem Charlie.
- Ja tylko odwiedzam koleżankę. Zostawiła u mnie bransoletkę, widzisz? – to mówiąc pokazał mu niebieską błyskotkę. Dobrze wiedział, że Gem była u Laury, a nie u niego, ale miał w końcu okazję utrzeć nosa szatynowi. Musiał z niej skorzystać.
- Uważaj, bo uwierzę, że masz nową „koleżankę”.  – prychnął Charlie.
- Odpowiedz wreszcie. Co tu do cholery robisz? I czemu.. – Ross podszedł parę kroków i pociągnął nosem – pachniesz babskimi perfumami?
- Nie twój interes – burknął nastolatek.
Stali w milczeniu, rzucając sobie groźne spojrzenia. I nie wiadomo, ile czasu by upłynęło, gdyby nie to, że drzwi ni stąd ni zowąd się otworzyły i stanęła w nich Gemma. Trzymała w rękach portmonetkę i wyglądała na zaskoczoną nagłym spotkaniem.
- Gemma! – zawołali jednocześnie chłopcy.
- Ojejj, cześć! To wy się znacie?
Ross ponuro skinął głową, a Charlie mruknął coś w stylu „niestety”.
- Nie spodziewałam się, że przyjdziecie…jednocześnie – zachichotała rudowłosa. Włosy związane miała w koczek. Nosiła krótką, niebieską sukienkę z głębokim dekoltem, która jeszcze bardziej podkreślała barwę jej oczu i odsłaniała długie nogi. Usta pomalowała mocną szminką. Wyglądała wyzywająco, i to zrobiło na chłopcach duże wrażenie – Właśnie wybierałam się do sklepu, żeby kupić jakieś przekąski.
Szatynowi przemknęło przez myśl, że sprzedawca padłby trupem, widząc ją w takim stroju.
- Mogę pójść z tobą, jak chcesz  - zaproponował.
- Chyba miałeś na myśli „możemy pójść z tobą”, kolego? – spytał go Ross i zwrócił się w stronę Gemmy, kładąc jej rękę na ramieniu – Masz śliczną sukienkę.
- Oh, dziękuję – dygnęła dziewczyna i obdarzyła go szerokim uśmiechem.
- I świetne nogi – dodał Charlie. Po chwili dotarło do niego, co powiedział i zaczerwienił się jak burak.
Blondyn posłał mu pogardliwe spojrzenie.
- A wiecie, może jednak nie idźmy do sklepu. Coś tam znajdę w lodówce. Chodźcie. – Gemma otworzyła im drzwi i poprowadziła do swojego mieszkania na drugim piętrze. 

Rozmowa nie bardzo się kleiła. Może to ze względu na to, że ilekroć jeden starał się przypodobać Gemmie, drugi albo wyskakiwał ze złośliwym tekstem, albo próbował przebijać komplement pierwszego. Atmosfera więc była dość napięta. Naraz blondynowi zadzwonił telefon. Charlie skorzystał z okazji i spytał niewinnym głosem:
- Ooo, czyżby dzwoniła twoja DZIEWCZYNA?
- Nieeee? – Ross trochę się zmieszał – To Calum, głąbie.
Przeprosił Gem i wyszedł na chwilę z pokoju.
- Tak kochanie?  No wiem, zasiedziałem się trochę. Taaaak, idę już. Tak, już się zbieram. No Jezu, zaraz będę, nie panikuj. Ja jestem niemiły? To ty się czepiasz, do cholery. NIE KRZYCZĘ! Halo? Halo, skarbie?! – ze zrezygnowaniem schował komórkę do kieszeni. Oczywiście, dzwoniła Laura i robiła mu wyrzuty, że się spóźniał. Wrócił do pokoju.
- No…Nie wiedziałem, że jesteście aż tak blisko z Calumem – wyszczerzył się Charlie.
Ross posłał mu spojrzenie mówiące: „z tobą policzę się później”.
- Przepraszam, Gem. Muszę już lecieć. Bardzo miło się gadało. Aha! Proszę, bo zapomnę – wyjął z kieszeni bransoletkę i podał rudowłosej.
- Nic się nie stało. I dzięki, że się pofatygowałeś przynieść mi moją zgubę – uśmiechnęła się Gemma.
- Drobiazg. To do zobaczenia. Charlie, ty też się zbieraj, mamy pewną sprawę do załatwienia, pamiętasz?
- Co? Jakoś sobie nie przyp.. – urwał, bo Ross prawie siłą wyciągnął go z fotela i wyprowadził za drzwi. Gdy znaleźli się na dworze, blondyn przyparł go do drzewa.
- Co ty sobie wyobrażasz, hę?
- Odchrzań się – odepchnął go Charlie - Mi przynajmniej wolno, a tobie nie bardzo.
-  Nie pozwalaj sobie!
- Bo co? Znów złamiesz mi nos? Ciekawe jak się wytłumaczysz przed swoją laską.
-  To już moja sprawa, jak się wytłumaczę…A ty też chyba do końca wolny nie jesteś. Co z Alex?
- Gówno cię to obchodzi.
- A jednak obchodzi. Bo jak zrobisz jej jakieś świństwo, to się z tobą policzę. Zrozumiałeś?
Po chwili chłopcy rozeszli się – każdy w swoją stronę.
Całej sytuacji przyglądała się Gemma. Z okna swojego pokoju miała świetny widok na podwórko, i tym samym na całe zdarzenie, które przed chwilą zaszło. Trzeba przyznać – miała ubaw. Nie pierwszy raz jacyś chłopcy rywalizowali o jej względy. Schlebiało jej to. A najlepsze jest to, że wszystko wyszło dokładnie tak, jak przewidywała. Oszołomiony jej skromną osobą Charlie jeszcze tego samego dnia ją odwiedził. A Ross? Nie chciała, by to było zbyt proste, dlatego wymyśliła sprytny numer bransoletką. Kiedy Ross wyszedł z kuchni, by porozmawiać z Laurą, skorzystała z okazji i upuściła błyskotkę na podłogę. Nie miała pewności, że blondyn do niej oddzwoni, dlatego musiała mieć jakiś pretekst, żeby zaprosić go do siebie. Podziałało. To, że przyszli jednocześnie, było szczęśliwym zbiegiem okoliczności.
- Teraz się udało. Ale to dopiero początek historii, w której to ja jestem główną bohaterką – westchnęła Gemma. 

 ***
YAAAAY! Napisałam rozdział!!!
Chciałam bardzo przeprosić, że tak długo musieliście czekać, ale zupełnie zapomniałam, że prowadzę tego bloga. 
Wybaczycie?
















piosenki z tytułu chyba nie muszę przedstawiać? ;)

trzymajcie się:*
~`BabyBlue





niedziela, 7 kwietnia 2013

NOMINACJE

Jeśli chodzi o nagrodę The Versalite Blog (nadal nie wiem o co chodzi:D)
oto moje nominacje:

1. Weronika C.  http://r5-laura-story.blogspot.com/

2. DarkAngel http://www.better--together.blogspot.com/
3. Ala S  http://watchmeopowiadanie.blogspot.com/
4.  Natalia http://blognastolatki.profitmedia.eu/
5. CrazyGirl http://itscrazystory.blog.pl/
6. Maja231 together-forever-opowiadanie.blogspot.com
7. Dusss http://rosslynchopowiadanie.blogspot.com/
8. Gosia091198 http://thatsmyconfession.blogspot.com/
9. Julka Owedyk http://auslly-story.blogspot.com/
10. Martyna Galanciak   http://moja-historia-o-r5.blogspot.com/ 

bardzo przepraszam, jeśli kogoś pominęłam. wszystkie Wasze blogi są świetne :) 


jeśli chodzi o rozdział, baaaaardzo chciałabym go już napisać, ale rodzice znów zabrali mi laptopa -.-

mam niedługo testy i według nich komputer to "rozproszenie".

nie dam się zastraszyć i postaram się dodać najszybciej jak  będę mogła (nie wiem jak to zrobię, ale może coś wykombinuję :p)




ps: nie wiecie jak usunąć te głupie białe paski? pojawiły się też w poprzednim poście i nie wiem nawet dlaczego :( jak je usunąć?

~`BabyBlue      

niedziela, 31 marca 2013

PODZIĘKOWANIA

Do końca nie wiem o co w tym chodzi, ale dziękuję za nominację do The Versatile Blog. ;)

Przy najbliższej okazji dodam moje 10 propozycji do nominacji (podam imiona innych blogerek, które moim zdaniem  zasługują na tę nagrodę)

a teraz 7 faktów o mnie:

1) Od 5 lat gram na gitarze klasycznej.
2)  Lubię pisać opowiadania, piosenki  i wiersze oraz komponować muzykę.
3) Trzy rzeczy, bez których nie wychodzę z domu to mój zegarek, komórka i odtwarzacz MP3
4)  Uwielbiam się uczyć języka angielskiego ;)
5) Jestem w ostatniej klasie gimnazjum (przede mną testy gimnazjalne :/)
6) Mam 163 cm wzrostu i ważę 47 kg (tak taaak, niedowaga:p)
7) Uwielbiam jeść w środku nocy, zwłaszcza, kiedy się do czegoś uczę, albo oglądam film na laptopie :D


trzymajcie się, rozdział powinien pojawić się niedługo :)
~`BabyBlue

czwartek, 28 marca 2013

"She's got something in her eyes. It's dangerous"


***
Alex patrzyła z zaszokowaniem na Charliego.  Po tym, co usłyszała, nie była w stanie wydobyć z siebie ani jednego słowa.
- Błagam, powiedz coś – szepnął chłopak – Cokolwiek. Muszę wiedzieć, co o tym sądzisz.
- Co o tym sądzę? – głos nastolatki drżał  z emocji – Co o tym sądzę? Czy ty.. CZY TY ZUPEŁNIE UPADŁEŚ NA GŁOWĘ?!
- Ciiii.. Pozwól mi to wszystko wytłumaczyć, dobrze? – Charlie próbował ją uspokoić, kładąc ręce na jej ramionach.
Z oczu dziewczyny pociekły łzy, ale posłusznie umilkła.
-  Nie mówię, żebyś zamieszkała ze mną na zawsze, tylko na parę tygodni. Po tym czasie zabiorą mnie do domu dziecka. W końcu nie jestem jeszcze pełnoletni, a nie mam już nikogo... Proszę, zrób to dla mnie. Nie mogę wytrzymać sam w pustym domu. Chcę chociaż przez parę tygodni mieć towarzystwo.
- Wiesz, że nie mogę. Mieszkam w hotelu, mój pobyt opłacają rodzice, nie mogę ot tak po prostu wyprowadzić się i zamieszkać u ciebie.  – tłumaczyła mu Alex, ocierając łzy – Nie bój się,  w końcu niedługo masz urodziny.
- Skończę 17, nie 18 lat. W domu dziecka będę musiał pomieszkać cały rok  - odparł ponuro Charlie.
- Nie pozwolę na to. Przecież zawsze musi być jakieś wyjście, trzeba tylko w nie wierzyć. Jeszcze dziś porozmawiam z rodzicami i spytam ich, co mam zrobić. Powinni zrozumieć, opowiadałam im o tobie same dobre rzeczy – uśmiechnęła się dziewczyna.
- Naprawdę? – rozpogodził się szatyn – Dzięki, to wiele dla mnie znaczy.
- Pamiętaj, że niczego nie obiecuję – zastrzegła się Alex, ale jej słowa nie powstrzymały Charliego od podniesienia jej skromnej osoby aż do sufitu.
- Aaa puść, ja mam lęk wysokości! – śmiała się nastolatka. Chłopak spełnił jej żądanie.
- Pójdziemy gdzieś?  - zaproponował – na przykład na gofry?
- Czemu nie – kiwnęła głową Alex. Po chwili wahania spytała – Em.. może nie powinnam, ale…jak sytuacja z pieniędzmi? Bo ja z chęcią..
- Spokojnie, mam. – przerwał jej Charlie – Przez tę parę lat trochę odkładałem, więc nie muszę się u ciebie zapożyczać. Poza tym, zawsze mogę zarobić parę groszy na ulicy, grając na gitarze.
-   Faktycznie! Zapomniałam, że umiesz grać na gitarze. Koniecznie musisz mi kiedyś urządzić mały koncert - uśmiechnęła się nastolatka.
- Dobra, ale pod warunkiem, że u mnie zamieszkasz.
- Pff, na razie wybij to sobie z głowy, mój drogi.
- A ty na razie wybij sobie z głowy koncerty, moja droga.
- Ejj, to nie fair, granie na gitarze a przeprowadzka to nie to samo. To drugie jest znacznie trudniejsze do wykonania.
- Prawda. Ale, jak mówią, „chcieć to móc”.  – mrugnął do niej szatyn.  

Po paru minutach byli już na dworze. Przechadzając się po ulicach Miami, prowadzili miłą pogawędkę o rzeczach banalnych i nieistotnych. Robili to po to, by choć na chwilę zapomnieć o nieszczęściu, jakie spotkało Charliego. W tej chwili przechodzili przez przejście. Szatyn  zagapił się i wpadł na idącą z naprzeciwka osobę.
- Przepraszam, ja.. – urwał widząc, na kogo wpadł. Stała przed nim prześliczna, rudowłosa dziewczyna. Śnieżnobiały uśmiech od razu zagościł na jej twarzyczce.
- Nic się nie stało – odparła odgarniając zalotnie włosy i minęła go.
Chłopakowi przemknęło przez myśli jedno wielkie „ŁAŁ”. Przez parę sekund nie mógł wydusić z siebie ani słówka. Alex spostrzegłszy dziwne zachowanie kolegi, rzekła ze zniecierpliwieniem:
- Idziesz? Zaraz zapali się czerwone światło.
Charlie jakby ocknął się z magicznego snu.
- Co? A.. tak. Idź, zaraz cię dogonię – pobiegł w stronę odchodzącej rudowłosej.
- Hej, zaczekaj! – krzyknął do niej.
Nastolatka odwróciła się.
- Tak?
- Eeee.. – jąkał się -  Chciałem.. Chciałem…
-  Chciałeś mi coś powiedzieć? – uśmiechnęła się ruda.
- Tak.. Znaczy nie… Chciałem zapytać… Jak masz na imię?  - wyrzucił z siebie chłopak.  
- Gemma.  A ty?
- Charlie.
- Ładnie. Nie znałam jeszcze nikogo o takim imieniu.
- Ja też. To znaczy, znam, bo znam siebie, ale chodziło mi o to, że nie znałem żadnej Gemmy i… - pogubił się nastolatek.
Gem zaśmiała się.
- Zabawny jesteś. Ale nie ma się czym denerwować, ja nie gryzę. Jeśli chcesz mój numer telefonu, po prostu o niego poproś.
- Umiesz czytać w myślach, czy co?! – zawołał Charlie, po czym dodał nieco ciszej – Tak, jakbyś nie miała nic przeciwko.. podasz mi swój numer?
- Jasne  - rudowłosa wyciągnęła z torebki karteczkę i długopis. Zapisała ją drobnym druczkiem,  podała chłopakowi, pożegnała się i  oddaliła, machając mu przyjaźnie ręką.
Przy wprowadzaniu numeru do komórki chłopiec zauważył, że na kartce, pod cyferkami widnieje napis. Zmrużył oczy i odczytał: „ Numer jest fałszywy, bo widząc twoją rozmowność chyba byś do mnie nie zadzwonił. Podaję więc adres (tym razem prawdziwy) ;)  23, 7/10  Sultanby Avenue. Do zobaczenia:*”
Charlie uśmiechnął się sam do siebie i rzekł, patrząc na jasnobłękitne, śliczne niebo:
- To nie będzie zwykła znajomość. 

***
TA DAMM

tak tak tak, teraz to mnie zabijecie bo:
1. nadal nie wiadomo, co z Raurą
2. pociągnęłam wątek niemalże identyczny do poprzedniego rozdziału
3. musieliście się naczekać, a tu takie cuś - krótkie i w ogóle byle jakie. 

odpowiem:
1. nie jestem bez serca - nie mam zamiaru rozdzielać Raury, bo sama ich kocham <3 tyle mogę Wam powiedzieć, ale nie mogę zdradzić, co planuję, bo czemu? zepsułoby to cały efekt oczekiwania. 
2. tak zrobiłam, bo.. tak mi się podobało <tupie nóżką> :D 
3. już widzę jak Wera dzisiaj w nocy do mnie przychodzi i mnie morduje poduszką *.*

trzymajcie się! 
~`BabyBlue


poniedziałek, 25 marca 2013

"The new girl in town"


***
- Eee… cześć? – odezwał się po chwili wahania.
Stojąca naprzeciwko dziewczyna uśmiechnęła się, ukazując szereg ładnych, białych ząbków. Miała rude, lekko pofalowane włosy i duże, niebieskie oczy. Od razu zrobiła na chłopcu spore wrażenie.
- Cześć, jestem Gemma. Ale mów mi Gem, będzie krócej – wyciągnęła rękę w stronę Rossa.
- Ee.. Miło cię poznać, Gem.. –  blondyn odwzajemnił uścisk – Ja jestem Ross… Co cię do nas sprowadza?
Dziewczyna już miała zamiar odpowiedzieć, ale w tym momencie oboje usłyszeli donośne „kto przyszedł kochanieeeeee?”  z wnętrza domu.
Ross ze zmieszaniem podrapał się po karku.
- To pewnie Laura, zgadłam? – puściła mu oko rudowłosa.
- Skąd wiedziałaś? – zdziwił się nastolatek.
- Hmm…O waszym związku plotkują wszystkie gazety. A przecież mam świadomość, kim jesteście – odparła wzruszając ramionami.
-   Racja – kiwnął głową Ross – To.. co cię do nas sprowadza?
- Wiesz, że już mnie o to pytałeś? – parsknęła śmiechem Gem, po czym pośpieszyła z wyjaśnieniem – Jestem koleżanką Raini, poznałyśmy się na premierze „The Muppets”. Myślałam, że zastanę ją u was, bo czytałam jej wczorajszy wpis na Twitterze  mówiący o tym, gdzie się wybiera. Muszę się z nią pilnie skontaktować, a ona od rana nie odbiera telefonów.
- Cała Raini – mruknął cicho Ross, po czym dodał nieco głośniejszym tonem – To może wejdziesz? Zapraszam.
- Nie, dzięki. Widzę, że chyba wam w czymś przeszkodziłam – wyszczerzyła się Gemma.
Blondyn zaczerwienił się i odchrząknął:
- Coś ty, nie gadaj głupot. Nie wiadomo kiedy znów się spotkamy.  A przecież nic o tobie nie wiem. Poza tym, że masz na imię Gem.
- No dobrze  - zaśmiała się rudowłosa. Chłopak poprowadził ją do kuchni.
- Poczekaj tutaj chwilkę, ok.?  – rzucił i pobiegł do sypialni Laury.
- Kto to był i czemu tak długo zajęło ci spławianie tego kogoś? – w głosie brunetki słychać było nutkę wyrzutu.
- Kotku, sprawa jest troszkę bardziej skomplikowana – zaczął niepewnie Ross – przyszła do nas w odwiedziny koleżanka Raini. Ma na imię Gemma, i…
- Iiiii?  - spytała podejrzliwie nastolatka, krzyżując ręce na piersiach.
- I… zaprosiłem ją do nas. Na chwileczkę…
- DO NAS?!
- Ciiiii, nie krzycz, kochanie. Przecież nic się nie stało.
- Ross! Kompletnie ci mózg przegrzało? Po pierwsze, jeśli już, to nie DO NAS, ale DO MNIE. A po drugie, ty jesteś prawie nagi! I tak się przed nią pokazałeś?!
Chłopak spojrzał na dziewczynę jak na idiotkę. Potem przeniósł wzrok na lustro i ryknął:
- CHOLERA JASNAAAAAA!!!  JAK JA WYGLĄDAM??!
Istotnie, idąc w pełnym wzburzeniu do drzwi, nie zwrócił uwagi na to, w co był ubrany. Jeansy prawie spadające z bioder odsłaniały żarówiasto-różowe bokserki. Nie pofatygował się też, by założyć koszulkę. Jednym słowem – diabli mogli wiedzieć co w tej chwili myślała o nim siedząca w kuchni Gemma.    
Laura na początku zła, zaczęła rozumieć cały komizm sytuacji. Parsknęła głośnym śmiechem.
Ross zgromił ją wzrokiem i począł szukać swojej zielonej koszulki. Znalazłszy zgubę pod łóżkiem, czy prędzej ją nałożył. Zapiął spodnie, poprawił fryzurę i wypił łyk wody mineralnej.
- Może też byś się ubrała?  - burknął do brunetki.
- Wiesz co? Chyba nie byłaby już tak bardzo zdziwiona, jakbym wyszła jej na przywitanie w samej bieliźnie  - stwierdziła Laura i zachichotała.
- Baaaaaaardzo śmieszne. Naprawdę.  – przewrócił oczami Ross i wyszedł z pokoju - Przepraszam, że to tak długo zajęło – zwrócił się do Gem.
Niebieskooka wyglądała, jakby z trudem powstrzymywała się od wybuchnięcia śmiechem.
- Nic się nie stało, aczkolwiek już miałam wzywać policję. Zdawało mi się, że kogoś mordowano w tamtym pokoju – odrzekła niewinnie, pokazując kciukiem sypialnię Laury.
- Taaak.. Wiesz… Przepraszam, że ten… no.. zachowuję się jak pajac – plątał się blondyn.
Gemma obdarzyła go uroczym uśmiechem.  
 - I za to, że paradowałeś bez koszulki też pewnie przepraszasz?
- Zgadłaś. I za to, że musiałaś oglądać moje różowe bokserki – dodał nastolatek.
- A ja przepraszam za całokształt twórczości tego geniusza – w kuchni pojawiła się Laura, oczywiście  ubrana już w kompletny strój.
Ross już miał zamiar się odgryźć, ale nie pozwoliła mu na to, całą swoją uwagę skupiając na gościu.
- Jestem Laura Marano. Gemma, prawda? Miło mi cię poznać. Słyszałam, ze kolegujesz się z  Raini?
Gemma skinęła głową odwzajemniając przyjazny uśmiech.
- Cóż. Koleżanka Raini jest i moją koleżanką. Czego się napijesz?
- Oh nie, ja muszę już lecieć. Tak naprawdę wpadłam tylko sprawdzić, czy jej tu nie ma. Mam do niej pewną sprawę nie cierpiącą zwłoki. Wiecie, jak mogę ją złapać?
- Zadzwonię do niej, jeśli chcesz – zaproponował Ross, wyciągając telefon.
- Nie, nie trzeba. Dzięki – zaprotestowała Gem kładąc rękę na jego dłoń  - spróbuję jeszcze raz do niej zadzwonić. Najwyżej później się z wami skontaktuję.
Po krótkiej wymianie numerami telefonów z parą, Gemma spojrzała na zegarek.
- Oj kurcze, muszę już lecieć, następny autobus mam dopiero za 20 minut. Do zobaczenia! Bo mam nadzieję, że się jeszcze spotkamy – swoje słowa skierowała do obojga, ale patrzyła tylko na blondyna. Jeszcze raz uścisnęła ich dłonie i pośpiesznie wyszła, zatrzaskując za sobą drzwi.
Ross westchnął, patrząc w kierunku odchodzącej. Laura spojrzała na niego podejrzliwie.
- A ty co tak wzdychasz?
- Ja? Ee wydaje ci się – mruknął, nie odrywając wzroku od okna.
- Czyżby spodobała ci się ta ruda małolata?
- Czyżbyś była zazdrosna? – rzucił Ross, patrząc triumfująco na swoją dziewczynę – Poza tym, nie taka małolata. Wygląda na starszą od nas.
Brunetka wzruszyła ramionami i udała się z powrotem do sypialni.
Chwilę potem chłopak wyjął komórkę i przyglądając się numerowi Gemmy, szepnął sam do siebie:
- To nie będzie zwykła znajomość.


***

WOHOOO mam rozdział!! :)
nie rozpisałam się, bo nie miałam czasu na pisanie długaśnego rozdziału, ale spokojnie, mam zamiar napisać następny już za dwa dni. wreszcie mam pomysły!
jak zwykle proszę o dużo komentarzy, a za wszystkie dotychczasowe baaaaaardzo dziękuję ;)

tytuł rozdziału od piosenki z musicalu Hairspray (kocham):



a oto Gemma, żeby łatwiej Wam było ją sobie wyobrazić:

 do zobaczenia:*
~`BabyBlue

piątek, 15 marca 2013

notka notka notka

Tak, zauważyłam, że ostatnio piszę więcej notek niż rozdziałów... Kolejny raz muszę Was przeprosić, że tak długo czekacie. Zapomniałam napisać, że w międzyczasie dostałam karę na komputer (rodzice zabrali mi laptopa bo muszę się uczyć do testów próbnych -.-)  i jestem tu tylko przelotem. Nie mam pojęcia, kiedy dodam rozdział, ale pewnie będzie to dopiero po 20 marca.

pozdrawiam i bardzo proszę, czekajcie cierpliwie. nie opuszczajcie mnie ;)
~`BabyBlue