Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 2 grudnia 2012

Cause he had a bad day and they didn't know, why...




Następnego dnia obsada serialu „Austin i Ally” zebrała się w garderobie Caluma, by omówić szczegóły  przyjęcia dla Alex. Solenizantka była właśnie na spacerze z Charliem, więc mieli sporo czasu na zaplanowanie urodzinowej niespodzianki. 
- To już za dwa dni  - odezwała się Laura – Gdzie robimy imprezę?
- Może tutaj? – spytał Calum rozglądając się dookoła.
- Brawo, bardzo mądry pomysł, rudzielcu – odparła ironicznie Raini – ciekawe, jak my się tutaj wszyscy pomieścimy?
- A niby kto jeszcze ma być na przyjęciu oprócz naszej piątki? – zapytał lekko obrażony chłopak.
- Noo, rodzeństwo Rossa, Charlie… - wyliczała Laura.
- O nie! Tylko nie ten idiota – przerwał jej  blondyn.
- Ross, o co ci chodzi, przecież już się z nim pogodziłeś – westchnęła Raini.
- Tak, ale...nie przepadam za tym gościem – przyznał nastolatek rozkładając ręce – Przez niego nie mogę normalnie mówić, bełkoczę jak jakaś koza.
- To akurat jest nawet zabawne – zachichotała Raini, ale umilkła pod groźnym spojrzeniem Rossa. 
- Mimo wszystko uważam, że Charliego trzeba zaprosić. W końcu to „bliski kolega” Alex – kontynuowała Laura - A właśnie, gdzie oni w ogóle są?
- Na spacerze – mruknął Ross – Skoro już tak mają zamiar gdzieś łazić, mogliby wziąć Pixie, przynajmniej byłby z tego jakiś pożytek.
- Wystarczy, że już ja wychodzę z nią regularnie na spacery, oni nie muszą – zauważyła brunetka – Ross, czemu właściwie się wściekasz? Co cię ugryzło?
- Ja się nie wściekam, Boże drogi, nie można słowa powiedzieć – burknął chłopak.
Raini, Laura i Calum wymienili pomiędzy sobą porozumiewawcze spojrzenia.
- Okeeej, wiesz co, mam propozycję. Idź do siebie, już cię nie męczymy. Damy sobie radę z planowaniem tej imprezy – rzekł Calum.
- Dobra, jak chcecie – wzruszył ramionami blondyn i szybko wyszedł garderoby. 

* myśli Rossa*
„Nie chcą mojej pomocy? To nie, proszę bardzo. Łaski bez. Mogę w ogóle nie uczestniczyć w tym cyrku. Bynajmniej nie mam zamiaru po raz kolejny spotkać się z Charliem. Ależ on się przylepił do Alex! Cały czas za nią łazi, docina, dokucza, a ona jak gdyby nigdy nic się z tego śmieje. I śmiał ją pocałować, wtedy, kiedy byliśmy w cukierni! Ughghh miałem ochotę mu oderwać głowę, ale na szczęście się powstrzymałem. Co ta Alex robi? Nie widzi, że to nie jest facet dla niej? A co będzie kiedy zaczną ze sobą chodzić? Bo to już tylko kwestia czasu.”

Tymczasem Alex i Charlie idąc długą, szeroką Lastonbury Alley zajadali się lodami waniliowo-czekoladowymi. Nie przeszkadzało im to, że tego dnia znów nie było za ciepło – Miami spowite było mgłą, tylko gdzieniegdzie przez chmury prześwitywały promienie Słońca.
Kiedy przechodzili obok wielkiego billboardu z informacjami dotyczącymi koncertów R5, Alex mimowolnie westchnęła.
- Coś się stało?  - spytał Charlie przyglądając się jej z uwagą.
- Eh nie, tylko… Tęsknię za rodzeństwem Rossa. A zwłaszcza za Rydel.
- Hmm, Rydel? – spytał podejrzliwie chłopak.
- Taak, to osoba, na którą zawsze mogę liczyć – uśmiechnęła się Alex.
- A jak wygląda?
- Blond włosy, brązowe oczy. Zawsze nosi różowe ciuchy.
- Eee.. dobra… To trochę dziwne.
- Czemu? – dziwiła się Alex.
- Aż tak lubi kolor różowy?
- Żebyś wiedział. Aha, no i uwielbia Hello Kitty.
- Z kim ty się do licha zadajesz?! – zawołał z oburzeniem Charlie.
- Ale o co ci chodzi?
- Lubi róż i  Hello Kitty. To jakiś gej czy szaleniec?!
- GEJ?! Rydel to DZIEWCZYNA, młotku!
- Aaaaaaa – Charlie złapał się za głowę. Kiedy dotarło do niego, że jego podejrzenia były bezsensowne zaczął się głośno śmiać. Alex mu zawtórowała. Do końca drogi nie mogli się uspokoić – kiedy jedno się uciszało, drugie zaraz wybuchało rechotem. Wreszcie dotarli do budynku StarWork Company. Charlie spoważniał.
- No,  ja już muszę lecieć, do babci.
- O właśnie, pozdrów ją ode mnie.
- Jasne.
Przez chwilę stali w milczeniu mierząc się spojrzeniami. W końcu Charlie odwrócił się  i już, miał odchodzić, kiedy drogę zagrodziła mu Alex.
- Czekaj, nie tak prędko. Nadal nie odpowiedziałeś mi, skąd masz mój numer.
- Yyy…Może innym razem o tym pogadamy, naprawdę muszę iść – wykręcał się szatyn.
- Nie! Proszę, powiedz mi. Po prostu chcę wiedzieć.
- Słuchaj, Alex – Charlie złapał ją za ramiona – Obiecuję, że kiedyś ci wszystko wyjaśnię. Tylko nie teraz, nie dzisiaj. Dobra?
- Ale…
- Obiecuję, kotku. Tylko już mnie nie męcz.
- No no, nie pozwalaj sobie z tym kotkiem – Alex położyła ręce na biodrach.
- Hmm masz jeszcze do wyboru żabkę, myszkę i skarba – zachichotał chłopak.
-  A jest opcja: po prostu Alex?
- Obawiam się, że nie.
- Eh, nie miałeś już iść do babci?
- O, czyli mnie wyganiasz? No dobra, to może buzi na pożegnanie?
- CHARLIE!
- No żartuję, żartuję. Ale w sumie racja, bo znów byś mnie „niechcący” kopnęła, albo dała z liścia…
- Jeszcze mi tego nie wybaczyłeś?
- A wiesz że masz cholernie mocne uderzenie?
- Hehe, sorki.
- Bawi cię to?
- No bo teoretycznie zasłużyłeś.
- Dobra, ale nie rób tak więcej, bo mnie wykończysz psychicznie.
- Charlie…
- Co?
- IDŹ JUŻ.
- Aaa no tak. Papaaaa. – mocno złapał Alex za talię i podniósł do góry, na wysokość kilkudziesięciu centymetrów.
- No puść mnie, wariacie – śmiała się nastolatka.
Charlie spełnił żądanie koleżanki.
 - To do zobaczenia – rzucił jeszcze, posyłając jej uśmiech i pobiegł na drugą stronę ulicy.

Całe zdarzenie obserwował Ross, który z pierwszego piętra budynku miał doskonały widok na plac wokół StarWork Company. Blondynowi momentalnie pogorszył się humor – nie mógł zrozumieć, dlaczego Alex jest taka ufna i łatwowierna. Co, jeśli Charlie okaże się oszustem i zrani jej uczucia? „A czy ja nie zrobiłem tego samego?” – rozmyślał Ross. Nagle poczuł, że czyjeś ręce zaciskają się wokół jego talii. Odwrócił się gwałtownie.
- Laura!
- Przestraszyłam cię? –spytała brunetka i przekrzywiła głowę.
- Niee – uśmiechnął się sztucznie Ross.
- Wszędzie cię szukałam. Co ci jest, kochanie?  - zmartwiła się dziewczyna – Od rana jesteś zdenerwowany.
- To tylko przemęczenie, skarbie, nic mi nie jest – zapewniał ją Ross.
- Przecież widzę, że chodzi o coś innego. A może o kogoś? – badała dalej Laura.
- Ehh, bo widzisz. Nie przepadam za Charliem…
- To już wiem – zaśmiała się brunetka.
- Widzę, że on i Alex coś do siebie czują, ale…
- Uważasz, że on nie jest odpowiedni? – przerwała mu Laura.
- Tak. I że nie zasługuje na to, żeby być z Alex.
Zapadła cisza. Dziewczyna w milczeniu przyglądała się blondynowi. Nie podobał mu się sposób, jaki w niego patrzyła – tak jakby się na nim zawiodła.
- Nie przejmuj się, skoro go lubi, to czemu jej bronisz szczęścia?
- Sam nie wiem, Laura. Może niepotrzebnie się przejmuję? W każdym razie, dzięki za radę – chciał ją przytulić, jednak brunetka szybko wyszła, rzucając krótkie „nie ma za co”.
W Rossie znowu wezbrała złość. Kopnął krzesło i ukrył ręce w dłoniach.

Tymczasem Alex po krótkiej pogawędce z sekretarką skierowała się na pierwsze piętro. Zauważyła, że garderoba Rossa jest niedomknięta. Zapragnęła wejść do środka i porozmawiać z kolegą.
- Puk Puk. Hallo? Jest tu kto? – spytała wchodząc do zaciemnionego pokoju.
- Alex ? Co tu tu robisz?
- Stoję i z tobą rozmawiam - odparła bystro dziewczyna – czego siedzisz po ciemku jak jakiś nietoperz?
- Bo lubię mrok – odpowiedział obojętnie blondyn. Podszedł to włącznika i zapalił światło.
- ŁAŁ co z twoim nosem?! – zawołała z przestrachem w głosie Alex.
- Jak to, nic nie wiesz? Ten twój kochaś mi to zrobił – rzekł z przekąsem Ross.
- Charlie?! On cię uderzył?
- Tak, dziwne, że nie zauważyłaś już wczoraj, że mój nos wygląda jak czerwona bulwa.
- Jakoś nie zwróciłam uwagi.
- No oczywiście, bo po co.
- Poza tym,  niby czemu Charlie miałby cię uderzyć?
- Nie wiem, widocznie miał jakiś powód. Po tym, jak wybiegłaś z tej cukierni, podszedł do nas i bez ceregieli mi przyłożył.
- Nie wierzę ci.
- A co, sam sobie złamałem nos?!
- Charlie nigdy by czegoś takiego nie zrobił!
Alex coraz bardziej podnosiła głos, a Ross wpadł w furię.
- Oooo, już go tak dobrze poznałaś? Przez mniej niż tydzień?
- Widziałam go już wcześniej, w szpitalu. Kiedy potrzebowałam pomocy to przy mnie był i mnie wspierał!
-  Jakie to słodkie. Szkoda tylko, że  postanowił się mścić na mnie w twoim imieniu!
- Sugerujesz, że go nastawiłam przeciwko tobie?!
- A kto inny mógł to zrobić? To ty byłaś na mnie wściekła i pragnęłaś zemsty.
- Byłam wściekła, bo mnie zraniłeś!!! Ale nigdy, przenigdy nie chciałam się za to mścić, zrozum to ! Chciałam wszystko naprawić i cię przeprosić. Dlaczego oskarżasz mnie o coś, co nie jest prawdą?   
- Bo mam już dosyć tego, że chcesz po raz kolejny popełnić ten sam błąd! Zaufałaś chłopakowi, którego nawet nie znasz. Nie wiesz co zamierza, nie wiesz jaki on jest. Już wystarczy, że ja raz spieprzyłem sprawę. Nie chcę, żebyś znowu cierpiała przez swoją naiwność. 
- TO MOJE ŻYCIE, JASNE?! ZROBIĘ TO, CO ZECHCĘ, A TOBIE NIC DO TEGO – krzyknęła na całe gardło Alex. Z jej oczu wypłynął potok łez. Szybko wybiegła z pomieszczenia i zamknęła się w swojej garderobie.
Ross głośno klnąc rzucił się na łóżko. Zamknął oczy i próbował się uspokoić.
- Co za chory dzień !  - zawołał i ze złością cisnął poduszką w drzwi.

 ***

hej :) cieszę się,  że dałam radę napisać, bo nie było łatwo. mam nadzieję że nie przesadziłam z tymi emocjami haha :D

błagaaaam piszcie jak najwięcej komentarzy, bo ich liczba za każdym rozdziałem spada :(
dla zachęty dodam parę cudowych fotek:)








czy on tu mówi "stop it"? czy mi się zdaje? :D  ahaaa i trzymajcie za mnie kciuki, jutro mam sprawdzian z fizy i nic nie umiem :/
 ~BabyBlue

środa, 28 listopada 2012

It's never too late to apologise for mistake...



„- Tak słucham?
- Cześć, Alex – rozległ się cichy, niewyraźny głos – Tu Charlie...”


Dziewczyna zakrztusiła się właśnie zjadaną rurką czekoladową.
- Hykhykhykhy – kaszlała głośno, podczas gdy Ross próbował ją ratować uderzając pięścią w jej plecy. Pomogło.
- Ał! Khykhy Ross.! Chcesz mi ..khykhyhykhy… płuca przebić?!
Blondyn wyszczerzył zęby w uśmiechu i rozłożył ręce.
- Eee Alex? Jesteś tam? – dopytywał się głos w słuchawce. Nastolatka ponownie przystawiła telefon do ucha.
- Charlie! Skąd masz mój numer? Dlaczego nie było cię w szpitalu? Czemu odzywasz się dopiero teraz?
- Eh, znowu te pytania - westchnął chłopak – Chwila, czekaj, czy ja dobrze zrozumiałem? Ty za mną TĘSKNIŁAŚ?
- Czy ja coś takiego powiedziałam? Czy takowe słowo przeszło przez moje usta?
- Nie, ale o tym POMYŚLAŁAŚ. Ja wiem swoje. Hehe, mówiłem, że o mnie nie da się tak łatwo zapomnieć. A właśnie, jak ci się podobał  buziak?
- Sup.. to znaczy… Co ci odbiło, Charlie, czemu to zrobiłeś?!
-  Hm. Nie wiem. Taki „impuls” Ojojoj, ale się słodko zaczerwieniłaś…
 - A ty niby skąd to wiesz?
- Podejdź do okna, kotku.
Alex podniosła się z krzesła i podbiegła do szerokiego, wysokiego okna z doskonałym widokiem na ruchliwą Crossover Street.
 - AAA! – pisnęła, bo w tym momencie ktoś złapał ją za ramiona i mocno pociągnął do tyłu. Odwróciła się gwałtownie i ujrzała przed sobą uśmiechającego się od ucha do ucha szatyna. Próbując wyrwać się z uścisku chłopaka, Alex głośno krzyczała:
- Charlie! Natychmiast mnie puść!!! NA-TEN-TYCH-MIAST!
  Ale  on ani myślał ustąpić, przeciwnie, jeszcze mocniej przycisnął ją do siebie.
- No czekaj, muszę się tobą nacieszyć – śmiał się. Nagle schylił się i delikatnie pocałował ją prosto w usta! Tym razem nastolatka zareagowała błyskawicznie-  uderzyła go w twarz rozwartą ręką. W skrócie  - dała mu z liścia. Charlie zawył, łapiąc się za policzek.
- Nie wystarczy ci, że mi prawie zmiażdżyłaś stopę?
- Co ty sobie wyobrażasz, hę?! Nawet mnie nie znasz, a już się do nie dobierasz? Odwal się ode mnie raz na zawsze! – wrzasnęła Alex i szybko wybiegła z cukierni, trzaskając drzwiami. 


„Cholera, cholera, cholera! Znów to zrobił!” – myślała Alex. Szła przed siebie drżąc z zimna. Mimo, iż w Miami jest zawsze ciepło, nawet w październiku, akurat dzisiaj temperatury wyjątkowo spadły poniżej 10 stopni. Dziewczyna nie zdążyła nawet zabrać bluzy z cukierni, a właśnie zaczęło padać. Fantastycznie.  Była zmuszona do szybkiego marszu przy jednostajnym szumie deszczu i chłodnych podmuchach wiatru. Wypadałoby znaleźć jakiś suchy kąt i przeczekać ulewę. No, nareszcie! Parę metrów przed nią znajdował się przystanek autobusowy okryty półkolistym dachem. Co najważniejsze – nikogo nie było w pobliżu, więc Alex mogła spokojnie zasiąść na ławce i oddać się rozmyślaniom.

Niczego nie żałowała, Charlie dostał to, na co zasłużył. Kim on w ogóle jest?! Wiedziała o nim niewiele – tylko to, że jest w jej wieku, a stracił rodziców będąc jeszcze dzieckiem. Jedyną bliską mu osobą jest jego babcia, która leży w szpitalu… Biedny chłopak. Ale to go nie usprawiedliwia! Nie może wiecznie robić tego, co  mu się podoba. A pocałował ją już drugi raz, i to wbrew jej woli. Co z tego, że znów poczuła na całym ciele przyjemne drgawki, a jej serce zaczęło bić jak oszalałe… Po prostu to wszystko działo się trochę za szybko.   

W tym samym czasie szatyn próbował otrząsnąć się po wydarzeniu, które miało miejsce przed chwilą. Dlaczego go uderzyła? Czym on sobie do jasnej ciasnej zasłużył? „Nie rozumiem tej wariatki” – pomyślał Charlie i cicho westchnął. Naraz zauważył, że przygląda mu się grupa osób siedzących niedaleko, przy małym stoliku. Bez wahania podszedł bliżej. Tak, to on. Od razu poznał tego obrzydliwego blondynka, który skrzywdził Alex. Nie podaruje mu tego, oj nie.
- Ty jesteś Ross? – spytał dla pewności.
- Tak – uśmiechnął się jasnowłosy chłopiec – a ty jesteś… kolegą Alex?
- No patrz, to jednak mamy ze sobą coś wspólnego – wycedził przez zaciśnięte zęby Charlie. Zamachnął się i znokautował blondyna mocnym, lewym sierpowym. Wszyscy natychmiast wstali z miejsc, łącznie z Rossem, który trzymając się za krwawiący nos, rzucił się w kierunku szatyna.
- USPOKÓJCIE SIĘ! – wrzeszczała Raini, próbując rozdzielić wściekłych nastolatków.
- Ross, przestań!!  - Laura złapała go za ramię, ale od razu ją odepchnął, tak silnie, że prawie straciła równowagę.
Na całe zamieszanie natychmiast zareagowała barmanka, która wezwała ochronę. Już po chwili całe towarzystwo wraz z krwawiącym Rossem i posiniaczonym Charliem mokło na deszczu.
- Kim jesteś i dlaczego go uderzyłeś? – spytała Laura i patrząc z wyrzutem na szatyna, skrzyżowała ręce na piersiach.
- Jestem Charlie, przyjaciel Alex. Uderzyłem tego frajera, bo na to zasłużył.
- Ej, lepiej uważaj, co mówisz, szczeniaku  - burknął Ross, przykładając sobie chustkę do spuchniętego nosa.
- Skrzywdziłeś Alex! Zostawiłeś zupełnie samą! Nie wybaczę ci tego, rozumiesz?! – kontynuował Charlie rzucając groźne spojrzenia blondynowi.
- Słuchaj, jakby ci to powiedzieć… my sobie z Alex już wszystko wyjaśniliśmy. Jest dobrze, świetnie się dogadujemy, pracujemy razem na planie. Ustaliliśmy, że nie będziemy rozpamiętywać przeszłości. To co się stało, już się nie odstanie, trudno – tłumaczyła Laura- Poza tym, poznała ciebie, więc…
-  Więc co? – przerwał jej Charlie.
Brunetka wymieniła porozumiewawcze spojrzenie z Raini. 
-  Ma szansę zacząć nowe życie – dodała.
- Ze mną? – wyszeptał szatyn. Jego złość momentalnie wyparowała, pozostało tylko dręczące poczucie bezradności. Przecież Alex wyraźnie powiedziała mu, żeby „odwalił się od niej raz na zawsze”.
- Nie martw się, nie jest tak źle – rzekła jakby czytając mu w myślach  Raini i posłała mu krzepiący uśmiech.
Charlie skinął głową i postanowił, że uda się na poszukiwania Alex. Przecież nie mogła zajść daleko.  Zrobił parę kroków, ale po chwili zawrócił i podszedł do Rossa.
- Sorry – burknął do niego.
- Spoko – odburknął Ross ściskając wyciągniętą na znak zgody rękę Charliego.



Tymczasem Alex powoli mijała złość. Postanowiła, że wróci do cukierni. Miała nadzieję, że zastanie tam jeszcze swoich przyjaciół. Wstała z ławeczki. Nie przeszła nawet paru kroków, kiedy się z kimś zderzyła. No tak, Charlie.
- Hhhej – wyjąkał chłopak.
- Hej…zaraz, co ci się stało?!  - Alex dopiero po chwili zauważyła, że szatyn ma rozciętą wargę i parę sińców.
- Nic nic, wszystko w porządku. Przepraszam, pewnie cię wystraszył mój wygląd.
 - Spokojnie, widywałam gorsze potwory – mrugnęła  do niego znacząco Alex.
Charlie uśmiechnął się.
- Alex, wiem, że zachowałem się jak kompletny kretyn. Nawet gorzej, jak całe stado kretynów. Tylko…nie sądziłem że aż tak zareagujesz.
- Dziwisz mi się? Chłopak, którego widziałam cztery razy w życiu już zdążył mnie pocałować dwa razy. To trochę nienormalne, nie uważasz?
- Niee, czemu. Dla mnie to… - Charlie uchwycił ironicznie spojrzenie dziewczyny – No dobra, może to trochę nienormalne.
- Doszłam do wniosku, że wszystko się dzieje odrobinę za szybko.
- Rozumiem. I szanuję twoje zdanie.
- Hehe, pomyśleć, że jeszcze przed chwilą byłam naprawdę na ciebie wściekła.
- Może po prostu nie potrafisz się na mnie długo złościć?
- Pewnie tak.
- Bardzo dobrze. Czyli nie będziesz mi miała za złe, jak cię o coś spytam?
- Mam nadzieję, że nie. Dajesz.
- Więc… podobał ci się ten buziak?
- Chaaaaarlieeeeeee.



- Ross, przez ciebie się prawie wywaliłam! – robiła blondynowi wyrzuty Laura.
- Oj przepraszam, skarbie, ale załatwiałem hmm. „męskie sprawy” z Charliem.
- Jaaaasne. A kiedy mówiłam, żebyście przestali, w ogóle nie zwróciłeś na mnie uwagi.
- Laura, on mnie walnął prosto w nos, nie mogłem nie zareagować – tłumaczył jej Ross.
- Wiesz co? Przez to złamanie, twój głos brzmi komicznie.
- Bardzo śmieszne.
- A żebyś wiedział.
- Jak możesz tak mówić do swojego wspaniałego, kochanego chłopaka?
- Który wolał się bić jak jakiś smarkacz, zamiast posłuchać rady swojej MĄDREJ dziewczyny? 
- Ojj czepiasz się, panno idealna  - blondyn cmoknął Laurę w czoło.
- Jak to ja – uśmiechnęła się brunetka i wtuliła się w ramiona chłopaka.

 W tym samym czasie Raini i Calum siedzieli w pizzerii i zajadali się dużą margeritą.
- Calum, co z tą imprezą urodzinową Alex? - spytała nastolatka.
- Imprezą? Pierwsze słyszę - dziwił się rudzielec.
Raini przewróciła oczami 
- Nie udawaj, przecież razem ją planowaliśmy. No wiesz, ta "tajna tajna super tajna" impreza, o której Alex NIE MOŻE się dowiedzieć, bo to ma być niespodzianka.
- Aaaaa, mówisz o operacji "Uwaga nie mów Alex"?
- Ehh, tak, głupku. Dokładnie o tej. 
- No jaha, oczywiście że o niej wiem. Sam w końcu wymyśliłem nazwę przyjęcia urodzinowego.
- Wiesz co? Lepiej tyle mnie myśl, bo to ci w końcu zaszkodzi - stwierdziła Raini i z politowaniem pokręciła głową.
 
 ***
Skorzystałam z okazji i szybciutko napisałam rozdział ;) 
btw, dopiero teraz koleżanka uświadomiła mnie, że brunetki mają czarne włosy, a szatynki kasztanowe, więc Laura to szatynka, a nie brunetka. haha przepraszam, ale na serio nie wiedziałam :D
 podoba się Wam? proooooszę o dużo komentarzy ;)
~`BabyBlue

sobota, 24 listopada 2012

And everything's back to normal, but...



*parę miesięcy później*
Alex wciąż nie mogła uwierzyć we własne szczęście . Rodzice pozwolili jej zostać w Miami! Przekonywała ich bardzo, bardzo długo, ale w końcu wyrazili zgodę. Wystarczyło tylko pojechać z nimi na plan Austina&Ally oraz zapoznać ich z Laurą, Raini i Calumem. Polie i John od razu złapali kontakt z młodzieżą i miło spędzili z nimi czas. Późnym popołudniem zajechali na lotnisko. Rodzice długo żegnali się z Alex, mama jak zwykle dała jej sto różnych rad, a tata udawał twardziela, chociaż wyraźnie było widać, że miał łzy w oczach. Tak ciężko było im pożegnać się z córką na parę miesięcy! Alex uśmiechając się dziarsko zapewniła dorosłych, że sobie poradzi i będzie często dzwonić.
 Nastolatka została zapisana na specjalne zajęcia w budynku StarWork Company. Przygotowywały ją one do zbliżających się egzaminów. Na początku Alex trudno było połączyć pracę na planie z zajęciami. Na szczęście we wszystkim pomógł jej nie kto inny jak…Ross. Jakiś czas temu  odbyła z nim poważną rozmowę, podczas której wszystko sobie wyjaśnili.  Może to dziwne, ale teraz się ze sobą przyjaźnią. Świetnie się dogadują, a Alex zupełnie już nie drażni towarzystwo Laury. Z brunetka także kiedyś rozmawiała i przeprosiła ją za to, że zachowała się nie w porządku wobec niej.
Jeśli chodzi o wypadek, sprawa już dawno temu została rozwiązana. Kierowca, który uderzył w samochód Rossa musiał zapłacić odszkodowanie, pozbawiono go też prawa jazdy na rok.  
Alex była bardzo szczęśliwa i nie żałowała tego, że zdecydowała się zostać w Miami. Jedynym zgrzytem był Charlie, a raczej… jego brak. Po raz ostatni widziała go w dzień wyjazdu rodziców. Kiedy wychodziła ze szpitala, zauważyła uśmiechniętego triumfalnie szatyna. Nie domyślał się zapewne,  że nastolatka nie wraca do Londynu, tylko zostaje właśnie tutaj, w Miami. Na próżno szukała go w szpitalu i  okolicy – Charlie znikł z jej życia równie szybko, jak się pojawił. Szkoda…
Kręcenie kolejnych odcinków Austina i Ally sprawiało jej mnóstwo radości. Była jedną z głównych bohaterek, więc na bieżąco musiała się uczyć na pamięć roli. Zaprzyjaźniona, młodziutka charakteryzatorka Marchie dobierała jej znakomite, stylowe ciuchy, układała  jej fryzurę i nakładała makijaż. Po pracy na planie cała obsada serialu tradycyjnie szła na ciastka do pobliskiej cukiernii. W tej chwili Alex właśnie zajadała się przepysznymi rurkami z czekoladowym kremem, gdy rozległ się dźwięk znanej wszystkim piosenki zespołu R5 – Crazy for you.
- O to moje! – zawołał Ross i zanurkował pod stół, gdzie miał położony plecak.
- Niee, stój! Ja mam taki dzwonek – powstrzymała go Alex i zajrzała do swojej torebki.
- Serio?  - zdziwił się blondyn -  bo ja mam taki sam.
- Już nie, geniuszu. Nie pamiętasz, że zmieniłam „Crazy for you” na „Shine”? – odezwała się Laura przewracając oczami.  
- Ah oczywiście, bo to teraz twój „wielki hit” – obraził się Ross.
- Jak ja lubię, jak wy się kłócicie – zaśmiała się Raini i wypiła parę łyków koktajlu truskawkowego.
- My się kłócimy?! – odparli jednocześnie Ross i Laura.
- Eee, halllo? Może ktoś wreszcie odbierze ten telefon? – spytał Calum jadąc sobie ręką po twarzy.
Alex wreszcie wydobyła komórkę z torebki. To pewnie rodzice. Zaraz… nie, to nie oni. Na ekranie wyświetlił się nieznany numer.  „Kto to może być” – zastawiała się Alex.
Nacisnęła zieloną słuchawkę i przyłożyła telefon do ucha.
- Tak słucham?
- Cześć Alex – rozległ się cichy, niewyraźny głos - Tu Charlie...


***

Uh wiem wiem, iż rozdział jest beznadziejny i krótki, ale musicie mi wybaczyć. dzisiaj ni z gruszki ni z pietruszki odwiedził mnie Charlie. To znaczy kolega, który podobny jest do Charliego ( pisałam w suplemencie) i byłam tak zszokowana, że nie mogłam się skupić :D


być może jutro dodam kolejną część, ale nie wiem, czy się wyrobię. 
pozderkii :]
~`BabyBlue

wtorek, 20 listopada 2012

MINI suplement :)





Tak jak obiecywałam w końcu dodaję mały bonus :p
zacznijmy od wszystkich nieścisłości w moim opowiadaniu (a jest ich parę)

1)     przede wszystkim pogubiłam się trochę w czasie. Kiedy Alex poznała Rossa, został jej tydzień do wyjazdu do Londynu. A wszystkie opisane wydarzenia (wypadek, szpital) trwały najwyżej 5 dni. Ale to może dlatego, że bardziej skupiłam się na bohaterach, niż na czasie akcji. ;)
2)     Stan Laury był dosyć poważny – miała złamane żebra  i zapadła w śpiączkę. Trudno więc wyobrazić sobie, że czuła się na tyle świetnie, by po paru dniach wyjść ze szpitala. to dosyć spory błąd merytoryczny, za który przepraszam. nie chciałam po prostu na bardzo przedłużać ich pobytu w szpitalu, dlatego Laura „cudownie ozdrowiała” :D 
3)     niestety, w opowiadaniu często pojawiały się te same motywy (Charlie zachowaniem trochę przypomina Rossa, a Laura – Alex. niektóre dialogi pomiędzy bohaterami są identyczne). Czasem też nie umiałam zastąpić danego wyrazu dobrym synonimem. Na przykład dla Alex miałam tylko określenie „dziewczyna”, a dla Rossa - „blondyn” „chłopak”, „chłopiec” itp.


Teraz trochę ciekawostek i sprostowań :]
1)     Charlie – wybrałam to imię, bo bardzo podoba mi się piosenka Ani Dąbrowskiej o tym samym tytule. Sam Charlie wyglądem i zachowaniem przypomina mojego kolegę ze szkoły. (a on nawet nie wie, że występuje w tym opowiadaniu) :D
2)     Alex  - nigdy dokładnie nie opisywałam jej wyglądu, ale przypomina mnie. Szczupła, włosy ciemny blond. Tylko kolor oczu mamy inny. Ja mam niebieskie, ona – brązowe.
      Z charakteru też jesteśmy podobne – Alex jest tak samo jak ja złośliwa, wybuchowa i         czasem trochę dziwna ^^
3)     Napisałam, że Austin&Ally kręcony jest w Miami w budynku StarWork Company. Zmyśliłam ten adres, bo  wtedy jeszcze nie wiedziałam, że w rzeczywistości serial filmują w Los Angeles w Kalifornii. to dokładnie ten budynek:
4)      Przyjaciółka Laury, Daphne, jest postacią fikcyjną
5)     Laura nie chodziła z Rossem do jednej szkoły. Właściwie Ross w ogóle nie chodził do szkoły – miał i nadal ma nauczanie indywidualne. Mieszkał razem z rodziną przez parę lat w Colorado, potem się przeprowadzili do Los Angeles.
6)     Ross i Laura NIGDY NIE chodzili ze sobą. Połączyłam ich na potrzebę opowiadania. ale… kto wie czy nie będą razem w prawdziwym życiu, wszystko przed nami ;)
7)     Starsza siostra Laury – Vanessa to postać prawdziwa. także zajmuje się aktorstwem, gra w serialu Without a Trace.
8)     Jaki był główny powód do napisania opowiadania? Hmm, zauważyłam, że mało jest blogów poświęconych serialowi bądź Rossowi. Dziewczyny głównie piszą fun fiction o One Direction albo o Justinie…. Chciałam coś zmienić i zaczęłam pisać J
9)     Czasem zdarzy się jakaś fajna sytuacja, która mnie zainspiruje do napisania kolejnego rozdziału. Również fragmenty niektórych rozmów ze szkoły są wplecione w fabułę ;) 
10)  Bloga mam zamiar poprowadzić do końca tego roku. Mam coraz mnie pomysłów.


kilka fotek:













Rozdział dodam w piątek bądź sobotę :)

pozderki!
~`BabyBlue