Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 30 września 2012

"Hope keeps things alive II"


                                                                   ***

Kilkanaście minut później do szpitala przyjechali zdenerwowani rodzice Alex. Polie krzyknęła i rzuciła się do łóżka dziewczyny.
- Alex, córeczko! Jak się czujesz? –z trudem wymawiała słowa pozwalając łzom swobodnie spływać po bladych policzkach. 
- Nie bój się, wszystko jest w porządku – przemówiła do niej łagodnie Alex, gładząc ją uspokajająco po ręce. John milczał patrząc to na Alex, to na towarzyszącego im Rossa.
- Kto spowodował ten wypadek? Niech ja dorwę tego gnojka... – Polie zacisnęła pięści.
- Dobrze wiem, kto jest wszystkiemu winny! – rzekł przez zaciśnięte zęby John. Wszyscy spojrzeli na niego ze zdziwieniem.
- Tato, o  co ci chodzi? – spytała Alex.
Mężczyzna skierował wzrok na Rossa i wycedził:
- Masz nam coś do powiedzenia, chłopcze?
- Ja..jja nie wiem, o czym pan mówi. – jąkał się Ross.
- Od początku wiedziałem, że nie można ci ufać – wycelował palec w kierunku chłopaka -  Cały ten wypadek jest twoją, tylko i wyłącznie twoją winą! Podobno rozmawiałeś przez telefon w trakcie jazdy. Nie uważałeś na drodze i zderzyłeś się z innym kierowcą. Naraziłeś moją córkę na niebezpieczeństwo, przez ciebie mogła zginąć!
- Tato! Uspokój się! To nie tak – zawołała Alex próbując wstać. Po raz kolejny poczuła, jakby w jej głowie wybuchł dynamit. Syknęła z bólu i opadła z powrotem na poduszki.
- John, nie denerwuj się! Nie ma dowodów na to, że to Ross spowodował wypadek!
- Zderzyliśmy się z piratem drogowym, facet złamał przepisy i wymusił pierwszeństwo – dodała Alex.
Ross zwiesił głowę ukrywając łzy. Nie mógł pozbyć się natrętnej myśli, że zawinił i stracił zaufanie rodziców Alex.
Całe zamieszanie przerwała pielęgniarka:
- Proszę wyjść, pacjentka musi odpoczywać. Wszelkie awantury przy jej stanie zdrowia nie są wskazane – tu spojrzała znacząco na dorosłych.
John westchnął i wychodząc rzucił chłopcu groźne spojrzenie. Mama Alex jeszcze przez chwilę siedziała przy łóżku dziewczyny, mocno ściskając jej ręce. W końcu wstała, podeszła do Rossa i szepnęła mu parę słów do ucha, na tyle cicho, by tylko on mógł je usłyszeć:
- Ufam ci. Obiecaj mi tylko, że będziesz się nią opiekował. Ona cię potrzebuje.
- Obiecuję – odrzekł Ross z powagą w głosie. Polie uśmiechnęła się i położyła przez chwilę rękę na jego ramieniu. Po chwili dodała:
- Jutro znów tu przyjedziemy, ale tym razem postaram się przemówić mojemu kochanemu mężowi do rozsądku. Do zobaczenia!

Kiedy kobieta wyszła z sali, Ross zbliżył się do łóżka Alex.
- Co ona ci tam nagadała do ucha? – spytała z ciekawością dziewczyna.
- Kiedyś się dowiesz – odparł tajemniczo Ross.
- Ostatnio masz coraz więcej tajemnic przede mną, blondasku.
- Aha, czyli bawimy się w przezwiska, tak? No dobrze, mała.
- Nie no błagam.
- Sama zaczęłaś.
- Ross, po pierwsze nie jestem mała.
- A no faktycznie, zapomniałem. Jesteś niska.
- Za to ty głupi.
- Dzięki.
- To nie był komplement.
- Dla mnie był.
- Skończysz?
- Co mam skończyć? To ty czegoś nie skończyłaś.
- Bo mi przerwałeś.
- Dobra, teraz nie będę przerywał.
- Po pierwsze, nie jestem mała. A po drugie w moim stanie nie mogę się denerwować.
- Ooo. Czyżbym ci działał na nerwy?
- Troszeczkę.
- Troszeczkę?
- Mhm. Tak, że gdyby nie ten potworny ból głowy, już bym cię dawno znokautowała moją pięścią.
Ross prychnął pogardliwie.
- Ty? Taka mał… to znaczy.. taka kruszynka?
- Nie wierzysz, że mogłabym to zrobić?
- Hmm słuchaj Alex. Nie to, że coś, ale…Wydaje mi się, że akurat mnie..
- Nie dam rady uderzyć? To, że się przyjaźnimy w niczym cię nie usprawiedliwia.
- Ah tak? Bynajmniej nie o to mi chodziło. Po prostu jestem dla ciebie za ładny.
Alex wybuchła śmiechem.
- Przechodzisz samego siebie, Ross.
- Kolejny komplement?
- Może być.
- Czuję się adorowany.
- Weź, bo zaraz umrę.
- Ze śmiechu?
- Mhm.
- Ale przyznaj.. Mam w sobie to coś.
- To coś niewyobrażalnie irytującego? O tak.
- Naprawdę tak uważasz? – spytał Ross lekko urażony.
Alex spoważniała.
-  Nie. Jesteś strasznie kochany, wiesz?
- NO. I to chciałem usłyszeć!
Usiadł na łóżku i złapał jej rękę.
- Wiesz co? Bez sensu. Gdyby nie ten twój ból głowy, to mógłbym cię przytulić. A teraz nie mogę.
- Zaraz znów umrę. Tylko że tym razem ze słodyczy.
- Nie! Nie umieraj w ogóle – krzyknął Ross i pocałował ją w rękę. Alex zarumieniła się. Już otwierała usta w odpowiedzi, kiedy nagle na  salę wpadł lekarz, i oznajmił im radosnym tonem:
- Słuchajcie! Laura się obudziła!

                                                                         ***

Nareszcie jest. Przepraszam, przepraszam, przepraszam. jestem głupia i w ogóle się Was nie słucham. miałam dodawać często długie rozdziały, a tu wyszło takie coś. :( mam nadzieję że rozdział się spodoba, proszę jak zwykle o duuuużo komentarzy.

w kwestii ankiety wyszło oczywiście 9 do 9 więc zdecydowałam, że o tym, kto będzie z kim dowiecie się w następnych rozdziach (wybrałam jedną z opcji, mam nadzieję, że część osób mnie za to nie znienawidzi)

i dziękuję za wsparcie i cierpliwość! :) 

PS: do pies99, dzięki za pomoc, pomysł się przydał! 
~`BabyBlue       


piątek, 28 września 2012

"Hope keeps things alive"


                                                                        ***

   Przed jej oczyma tańczyło mnóstwo czarno-białych plamek, które stopniowo zaczęły się przekształcać w rozmazane kształty. Kręciło się jej w głowie i z trudem otwierała oczy. Powoli otaczająca ją przestrzeń nabierała kolorów i ostrości. Już po chwili zdziwiona Alex patrzyła na przyglądające się jej z uwagą twarze – dorosłego mężczyzny i młodej kobiety.
- Budzi się…Puls w normie… - dochodził do niej szmer rozmowy.
Próbowała się podnieść, ale gdy tylko lekko uniosła głowę, piekący ból przeszył jej skronie. Młoda kobieta natychmiast zareagowała:
- Leż spokojnie, odpoczywaj – powiedziała delikatnie gładząc ją po ramieniu.
- Gdzie ja jestem? – spytała słabym głosem Alex rozglądając się nieprzytomnie dookoła.
- Obecnie znajdujesz się w szpitalu na Crossing Street – wtrącił się mężczyzna – Wczoraj mieliście wypadek…
- Ross! Laura! – przerwała mu Alex.
- Żyją. Chłopiec ma zwichnięty nadgarstek i parę zadrapań. Niestety, z twoją koleżanką jest trochę gorzej, jest w śpiączce, ma rozbitą głowę i połamane żebra.
Alex z przerażeniem przypomniała sobie, że Laura zapomniała zapiąć pasy w drodze do szpitala.
- Czy.. Mogę do nich pójść? – spytała powoli odzyskując trzeźwość umysłu i kolory na policzkach.
- Niestety, jeszcze jesteś za słaba. Ale Ross czuje się na tyle dobrze, że może cię odwiedzić, oczywiście jeśli tego chcesz.
- Tak, proszę. Chciałabym go zobaczyć – nalegała Alex.
Lekarz kiwnął głową i już po chwili wrócił na salę w towarzystwie wysokiego blondyna.
- Jak się czujesz, mała? – spytał i usiadł na krześle obok niej.
- Hmm. Pomijając fakt, że kompletnie nic nie pamiętam, ból rozsadza mi czaszkę i nie mogę się nawet podnieść… Nie najgorzej – mruknęła pacjentka.
-  Wiedziałem, że wszystko gra – zaśmiał się Ross - Lekarze wszystko mi powiedzieli. Mieliśmy wypadek. Kiedy sięgałem po dzwoniącą komórkę, na skrzyżowanie wjechał jakiś pirat drogowy. Wymusił pierwszeństwo. Nie zdążyłem go wyminąć i się zderzyliśmy.
- Na szczęście wszyscy jesteśmy cali i zdrowi.
- Noo.. Nie do końca. Słyszałaś, co z Laurą?
- Tak, nieciekawa sprawa. Śpiączka nie wróży niczego dobrego.
- Alex, bardzo się o nią boję – rzekł  Ross i cicho westchnął.
Dziewczyna poczuła dziwne ukłucie w sercu. Czy to była zazdrość?! Nie, to niedorzeczne. Przecież Laura była tylko przyjaciółką Rossa. TYLKO przyjaciółką…     
- Nie martw się…
- Czuję, jakby cały ten wypadek był moją winą. Nie mogę wybaczyć sobie, że wtedy zamiast skupić się na jeździe, odebrałem tę cholerną komórkę.
- Ross, co ty wygadujesz? – zawołała Alex – Jesteś ostatnią osobą, którą mógłby ktokolwiek oskarżyć o spowodowanie wypadku. Winny jest kierowca, który wymusił pierwszeństwo. A właśnie, co z nim?
- Nic mu się nie stało, miał ledwie parę zadrapań, dziś go wypisali. Twoi rodzice już tu jadą.
- A co z twoimi?
- Nie sądzę, by opłacało im się przyjeżdżać. Są w Colorado, szmat drogi stąd.
- Mówiłeś już o wszystkim Jessy i Tomowi?
- Tak, za chwilę powinni być. Wszystko im wyjaśnimy… - tutaj głos mu się załamał. Spuścił głowę i znów westchnął.
- Ejj, nie martw się, blondi – rzekła Alex i zmierzwiła mu włosy na głowie.
Ross słabo się uśmiechnął.
-  Myślisz, że Laura dojdzie do siebie?
-  Jasne.
-  I że nie będę miał kłopotów, kiedy wezwą mnie na komisariat?
-  Oczywiście.
-  I  że ten facet nie oskarży mnie o spowodowanie wypadku?
-  Ross…
-  I że wszystko będzie tak, jak należy?
Alex wywróciła oczami.
- I, że…. – tu dziewczyna błyskawicznie zatkała mu usta ręką.
- Tak! Wszystko się ułoży, zobaczysz.
- Skąd ta pewność? – rzekł po chwili, utkwiwszy niej wzrok Dziewczyna zauważyła, że w jego brązowych oczach tli się iskierka nadziei. Rozkładając ręce uśmiechnęła się rozbrajająco:
- Bo ja ZAWSZE mam rację.
  

                                                                   ***
Pam para paaaaam:
Ogłaszam wszem i wobec, że w końcu napisałam ten nieszczęsny rozdział :)
Nie martwcie się, że krótki, jutro  dodam następną część. Bardzo przepraszam, że to wszystko tak długo trwa.  

proszę jak zwykle o wspracię. mam prośbę - nie piszcie jako anonimy, podpisujcie się imieniem lub pseudonimem, żebym mogła rozróżnic kto co pisze. z góry dzięki :)

kocham Was!!
~`BabyBlue 

wtorek, 25 września 2012

NOTKA

Słuchajcie. Na początku chciałabym BARDZO BARDZO BARDZO mocno podziękować za wszystkie komentarze i wyświetlenia. Pod ostatnim rozdziałem pojawiły się 32 nowe komentarze i prawie rozpłakałam się ze szczęścia! serio ;)

niestety kompletnie brak mi czasu na napisanie nowego rozdziału, dziś zaczęłam, ale nie wiem kiedy skończę :(
mam mnóstwo kartkówek i sprawdzianów, w tym potworna fizyka i matma ( a z tych przedmiotów nie jestem mistrzem)
ale w przyszłym tygodniu trochę luzu, bo mamy wycieczkę.

proszę Was o jedno - nie zrażajcie się długim czekaniem, nadal komentujcie i po prostu - bądźcie. Wy i Wasza opinia to dla mnie dwie bardzo ważne sprawy.

przepraszam, że tak wyszło, ale obiecuję, że dodam najszybciej jak tylko będę mogła.
jeśli chcecie, napiszcie mi w komentarzach swoje maile, GG bądź Twittera. będę informować Was o nowych rozdziałach

no to do zobaczenia! (: <3
~BabyBlue  

piątek, 14 września 2012

"Fate is not always so generous..."

                                                                       ***

 - Jordan…Zostajesz w Miami, prawda?
-  Wiesz, że nie mogę, Austin. Muszę wracać do Londynu.
- Ale..
- Tak będzie najlepiej. Nie chcę psuć tego, co jest między tobą a Ally...
- O czym ty mówisz?! Nic nas nie łączy! Tylko się przyjaźnimy.
- Widzę jak na ciebie patrzy. I absolutnie nie mam jej tego za złe. To wspaniała dziewczyna.
-  Może i tak, ale...
- Muszę już iść.
- Hej, czekaj! Czy jest szansa, że kiedykolwiek cię zobaczę?
- Jasne, nie myślisz chyba, że dam o sobie tak szybko zapomnieć?  
- Trzymaj się, Joydy.
- Żegnaj blondasku. A raczej… do zobaczenia!

- Iiiiiii….CIĘCIE! – zawołała Jessy trzymając w ręce megafon. Alex odetchnęła z ulgą i podeszła do kobiety. 
- Jak było?
- No, no, całkiem nieźle, Alex. Oby tak dalej! – uśmiechnęła się Jessy - Powtórzmy jeszcze tę scenę przy sklepie. Zawołajcie Laurę. Laura! No gdzie się ta dziewucha podziewa?
- Jestem, jestem. Zrobiło mi się troszkę słabo, musiałam chwilę odpocząć – rzekła Laura łamiącym się głosem. Miała niezdrowe wypieki na twarzy i wydawała się przemęczona.
- Wszystko w porządku? – spytał zmartwiony Ross. W międzyczasie pojawiła się reszta obsady.
- Tak. Czuję się CUDOWNIE – odparła rozdrażniona dziewczyna. Jessy doknęła ręką jej czoła i z dezaprobatą pokręciła głową.
- Niedobrze, wygląda na to, że masz gorączkę. A myślałam, że jak Tom da wam dzień wolnego, poczujesz się lepiej.    
- Widocznie musi jeszcze trochę poleżeć, z dala od hałasu – powiedziała Raini posyłając przyjaciółce krzepiące spojrzenie.
- Dobra, ale co z tą sceną? Musimy ją nakręcić – Jessy nerwowo przygryzła wargi patrząc z uwagą na towarzyszy.
- Nie ma innego wyjścia, zrobimy to jutro. Jeden dzień zwłoki nie zaszkodzi programowi – wtrącił się Calum.
- Mogę odwieźć Laurę do domu – zaofiarował się Ross.
- Ty masz prawo jazdy? – spytała ze zdziwieniem Jessy.
- No jasne. Niedawno miałem kurs. Zdałem za pierwszym razem – odrzekł chłopak dumnie wypinając pierś.
- Laura, na twoim miejscu bym wróciła autobusem – rzekła z powagą w głosie Raini. Alex zachichotała.
- Skoro mam prawko, to chyba potrafię jeździć! – oburzył się Ross – Chodź, Laura. Alex, ty też.
- Ja? – zdziwiła się dziewczyna.
-  A masz coś ciekawszego do roboty?  - warknął chłopak wciąż jeszcze zły.
- Dobra, już idę. Chodź Laura, bo Ross wygląda, jakby miał zamiar nas udusić – zaśmiała się Alex i pociągnęła Laurę w stronę wyjścia ze studia. 

Parę minut później jechali fioletowym samochodem do domu Laury. Dziewczyna nie była zadowolona, kiedy usadzili ją na tylnym siedzeniu. Jęczała, że tam jej niewygodnie i ciasno.
Ross przewrócił oczami i włączył radio. Popłynęły z niego dźwięki doskonale im znanej piosenki – „Billion Hits” (Ross śpiewał ją jako Austin w pierwszych odcinkach serialu).
- O nieeee. Słyszałam ten kawałek przynajmniej trylion razy – narzekała Laura.
- „Yeah, coz I know I’ll make it, if I keep on workin’ it..” – śpiewał Ross nie zwarzając na słowa brunetki.
- Ross, ucisz albo siebie, albo radio. Wybieraj – rzuciła Alex krzyżując ręce.
- No co, nie lubicie moich piosenek? Co z was za fanki?
Laura parsknęła.
- Fanki? Twoje? Ja się dziwię, że jeszcze się do ciebie przyznajemy, oszołomie. Wyłącz to z łaski swojej, bo głowa mi zaraz eksploduje.
Ross niechętnie spełnił żądanie Laury. Przez chwilę jechali w milczeniu.
- Hej, a może zagramy w skojarzenia? – spytał nagle chłopak.
- Czy ty nie potrafisz zamilknąć choćby na sekundę, Ross? – jęknęła Alex.
- Ale po co milczeć? Mowa jest złotem, milczenie srebrem.
- Chyba na odwrót, geniuszu – odparła Alex kręcąc głową z politowaniem.
- Mała. Wytłumacz mi, czemu się mnie czepiasz.
- Nie mówi do mnie mała! Już tyle razy ci to powtarzałam.
- Ale ja lubię tak na ciebie mówić – przekomarzał się Ross patrząc w stronę Alex.
- Skup się na drodze, a nie na robieniu mi na złość.
- Nie odpowiedziałaś mi. Dlaczego się czepiasz?
- Nie czepiam się. Po prostu gadasz, gadasz i gadasz, a Laura jest zmęczona. Czy mi się wydaje, czy ty starasz się być złośliwy?
- Kto? JA? Nigdy w życiu. A jeśli nawet, to Laura się do tego przyzwyczaiła. Prawda? - zwrócił się do dziewczyny, ale nie usłyszał odpowiedzi. Spojrzał na lusterko i zobaczył w nim trupio-bladą brunetkę z zamkniętymi oczami i otwartymi ustami.
- Hej, Laura, śpisz? – spytała z niepokojem Alex, odwracając się w stronę dziewczyny. Złapała jej rękę. Była lodowata.
- Boże, Ross. Ona chyba straciła przytomność! Zatrzymaj się!
Chłopak usłuchał i zatrzymał się na pobliskiej stacji. Oboje szybko wyskoczyli z samochodu i pospieszyli na pomoc koleżance.
- Laura, słyszysz nas? Laura! Błagam, ocknij się! – wołał coraz bardziej przerażony Ross trzymając ją za rękę.
Alex sprawdziła tętno dziewczyny.
- Spokojnie, żyje. Ale trzeba szybko jechać do szpitala.
- Poczekaj – zatrzymał ją blondyn. Wyjął z kieszeni małą chusteczkę i delikatnie przytknął ją do nosa Laury.
- Co ty…
- Waleriana – przerwał jej ze zniecierpliwieniem chłopak – Ma mocny zapach, powinna ją ocucić.
I rzeczywiście, już po paru chwilach brunetka powoli otwierała oczy. Nadal była bardzo blada i słaba, ale z chwili na chwilę czuła się coraz lepiej.
- Uhhh, co to za smród? – jęknęła cicho i zmarszczyła nos. Alex i Ross jednocześnie westchnęli z ulgą.
- To waleriana. Straciłaś przytomność, już miałam dzwonić do lekarza, ale Ross wpadł na pomysł, żeby ci to przytknąć do nosa.
Laura spojrzała z wdzięcznością na chłopaka.
- Drobiazg – uśmiechnął się Ross. Zawsze noszę przy sobie dziwne rzeczy. Ludzie się śmieją, ale czasami, jak widać, taki sprzęt może uratować komuś życie.
- Musimy koniecznie zawieźć cię do szpitala. Jesteś osłabiona, w każdej chwili możesz stracić przytomność.
- Najbliższy szpital jest dziesięć minut drogi stąd. Jedźmy – skinął głową chłopak. Ponownie wsiedli do samochodu i zapięli pasy.
Właśnie wyjeżdżali na ruchliwe skrzyżowanie, kiedy przeraźliwie zadzwoniła komórka Rossa.
- Ja odbiorę – zawołał i wyciągnął rękę w stronę małego schowka. Nawet nie spostrzegł niebezpiecznie szybko kierującego się w ich stronę samochodu.

Pisk opon. Huk. Brzęk tłuczonego szkła. Ciemność.  
   

                                                                    ***

hohoho trochę dramaturgii :) mam nadzieję, że rozdział się spodobał. baaaardzo proszę o wsparcie i komentarze. 
jeszcze jedna sprawa. Jesteście za tym, żeby Ross był z Laurą czy z Alex? Zależy mi na Waszej opinii :)

xx ~`BabyBlue



poniedziałek, 3 września 2012

"It's time to face this challenge"

***
                                                            
  - Co? Zaraz… CO?!
- Nie cieszysz się?
- Czyś ty zdurniał?!
- Ale.. O co ci chodzi? – spytał zdezorientowany chłopak.
- Ross, w co ty mnie wpakowałeś?! Przecież ja za cztery dni wylatuję z Miami! Już zapomniałeś, że tu nie mieszkam? – wrzasnęła Alex wymachując rękami we wszystkie strony.
- Ej, wyluzuj. Wszystko załatwione, mała.
- Nie mów tak do mnie!
- Ale jak, mała?
- Grrrrr….
- No nie warcz na mnie. Mogę cię zapewnić, że wszystko dopiąłem na ostatni guzik.
- To znaczy?
- To znaczy, że twój pobyt zostanie przedłużony…
- Niby jak?
- Jak nie będziesz cicho…
- To co?
- Załaskotam cię na śmierć.
- No ale przecież ja jestem cicho. To ty ciągle przerywasz.
Ross przewrócił oczami i westchnął. Z kobietami to się jednak nie da normalnie gadać.
- StarWork Company zapłaciło za twój tygodniowy pobyt na planie. Jeśli spodoba im się twoja gra, to niewykluczone, że zostaniesz tu dłużej. Musisz pokazać na co cię stać. A wiem, że potrafisz, niezłe z ciebie ziółko.
- Zapłacą za mnie? To nie w porządku…
- Nic się nie martw, sponsorzy Austina&Ally to same grube ryby, twój pobyt na planie nie będzie ich dużo kosztował.
- Hmm. Ale co z moimi rodzicami?
- Będziesz musiała z nimi poważnie porozmawiać. Do nich należy decyzja, czy wrócą do Londynu, czy zostaną z tobą w Miami.
- Skąd ta pewność, że twój pomysł wypali?
- Bo ja to wszystko wymyśliłem. A moje genialne pomysły zawsze wypalają.
Alex uśmiechnęła się. Po chwili z wahaniem w głosie spytała:
- Ross, dlaczego…
- Ciii – chłopak delikatnie położył palec na jej ustach – Dlaczego to robię? Bo bardzo chciałaś poznać Laurę, Raini i Deza. A poza tym – dodał nieśmiało – nie chciałem, żebyś tak szybko wyjeżdżała.
- Ross. Jja nie wiem, co mam powiedzieć. – jąkała się Alex.
-  Zwykłe dziękuję wystarczy – zaśmiał się Ross.
Dziewczyna zignorowała tę odpowiedź i po prostu rzuciła się na niego. Chłopak ledwo utrzymał się na nogach. 
- JESTEŚ NAJSŁODSZYM I NAJUKOCHAŃSZYM STWORZENIEM JAKIE KIEDYKOLWIEK CHODZIŁO PO ZIEMI! – ryknęła Alex i zaczęła się głośno śmiać.
Ross zawtórował jej.
- Zejdź ze mnie wariatko! Ważysz jakieś sto kilo!
- Ejj! Bo odwołam moje słowa.
- Nawet się nie waż.
- Bo co?
- Bo to. – chłopak zaczął niemiłosiernie łaskotać Alex.
- AAA przestań – krzyknęła Alex wijąc się jak węgorz. W pewnym momencie dziewczyna straciła równowagę i wychyliła się do tyłu ciągnąc za sobą Rossa. W końcu oboje wylądowali na podłodze.
- Przestać? Ooo nie, moja droga. W końcu się doigrałaś – zawołał Ross naśladując głos taty Alex. Teraz łaskotał ją po brzuchu, ale dziewczyna nie miała siły się bronić. Machała bezradnie rękami i z trudem łapała oddech ze śmiechu. Ich zabawa zwróciła uwagę paru pracowników StarWork Company. Bo tak – Alex i Ross właśnie w tej chwili znajdowali się niemalże w samym centrum tego budynku! Recepcjonistka przyglądała im się z niesmakiem, zaś paru ochroniarzy wymieniając uwagi zaczęło się do nich zbliżać. Wśród nich na nieszczęście znalazł się Tom.
- Ross! Co ty tu.. -  zawołał z oburzeniem Tom ale urwał, gdy zobaczył Alex.
- Ja wszystko wytłumaczę. – chłopiec oblał się rumieńcem i szybko wstał – to właśnie jest moja koleżanka, o której panu mówiłem, Alex.
- Bardzo mi miło pana poznać – powiedziała cichutko dziewczyna i wyciągnęła rękę w stronę surowo wyglądającego mężczyzny.   
Tom nie odwzajemnił uścisku. Już otwierał usta, by w paru mocnych słowach powiedzieć, co sądzi o darciu się i łaskotaniu na podłodze tak poważnej placówki. W porę pojawiła się Jessy, wesoła i sympatyczna pani po czterdziestce ubrana w elegancką marynarkę i czarną spódnicę.
- Oh, co tu się stało, Tom? Co tu robi cały ten tłum? – spytała ze zdziwieniem rozglądając się dookoła.
- Jessy, dobrze, że jesteś. Ross…
- Znów nabroił, co? – rzekła kobieta i mrugnęła w stronę Rossa.
- My.. Przepraszamy, nie chcieliśmy się zachować niewłaściwie- odezwała się Alex niepewnie patrząc na Jessy.
- Tak. Straciliśmy kontrolę – dodał Ross. Tom nie wytrzymał i wybuchł:
- Czy ty wiesz, co oni robili?! Tu, właśnie tu, na oczach wszystkich zaczęli się drzeć w niebogłosy i tarzać po podłodze jak jakieś…dzikusy .
- To tylko łaskotki. - wtrącił nieśmiało blondyn.
- Chyba wiem, co widziałem?!
- Tom, uspokój się – zawołała Jessy z trudem powstrzymując się od śmiechu.
- Bawi cię to?! StarWork Company to nie miejsce do zabaw, tu się pracuje!  - ryknął Tom rozjuszony wesołością kobiety.
- No dobrze już, dobrze. Było, minęło. Nie ma co tego roztrząsać. Na drugi raz Ross poszuka innego miejsca do poflirtowania z koleżanką, prawda?
Ross zarumienił się i chciał zaprotestować, lecz Jessy nie dała mu dojść do słowa.
- Swoją drogą jak masz na imię, moja droga?  - zwróciła się do Alex.
- Jestem Alex. Ross przyprowadził mnie tu, bo.. – urwała patrząc niepewnie na towarzysza.
- Ma zastąpić Susan, przyszła na casting – pospieszył z pomocą chłopiec.
- Ah tak, Tom mówił mi o tobie. No dobrze, jesteś gotowa?
- Gotowa? – spytała ze zdziwieniem dziewczyna – Na co?
- Jak to- na co? Na casting oczywiście.
- To już teraz jest casting?!
- Tak, zaczynamy za parę minut. Więc prędziutko idź, przyszykuj się w garderobie. Ross cię tam zaprowadzi.
„Nie szkodzi, znam drogę” – chciała powiedzieć Alex, ale w porę ugryzła się w język. Była pewna, że Ross nie wspominał Tomowi o tym, że znalazł ją w swojej garderobie. Wydawało jej się, że od pierwszego spotkania z blondynem minęły wieki. A przecież to wszystko wydarzyło się zaledwie wczoraj!
Po chwili już wchodziła z Rossem na pierwsze piętro.
Uśmiechając się otworzył  jej drzwi do garderoby.
- Ale.. to twoja garderoba – powiedziała niepewnie sadowiąc się na krześle i wyjmując rzeczy ze swojej torebki.
- To nic, nie musisz się specjalnie charakteryzować, wystarczy trochę pudru i tego czegoś – złapał pierwszy z brzegu kosmetyk i przyglądał mu się ze zdezorientowaniem.
- To jest szminka, geniuszu.
- No przecież wiem – obraził się chłopak.
- Taaak. Jasne.
- Nie gadaj tyle, tylko się maluj. Chyba, że chcesz, żebym ja cię pomalował.
- Niezły pomysł, biorąc pod uwagę fakt, że nie znasz nazw połowy tych kosmetyków.
- Ej, nie prawda!
- Tak? Więc co to jest? – spytała z rozbawieniem Alex pokazując mu eyeliner.
- Pff. To jest zwykła kredka. Chyba nie masz zamiaru się nią malować?
Alex wybuchła śmiechem łapiąc się za głowę.
- No nie uwierzysz, ale właśnie tym dziewczyny malują sobie oczy.
- Co?!
- Ano. Przyjrzyj się – uniosła kredkę do oczu, zbliżyła się do lustra i zaczęła delikatnie malować sobie prawą powiekę.
Ross obserwował ją w osłupieniu. Gdy skończyła, gwizdnął z podziwem.
- Wow, wyglądasz zupełnie inaczej z tą…kredką na oczach.
- Eyeliner’em  - poprawiła go Alex – Ale to jeszcze nic, zobaczysz, jak będę wyglądać po nałożeniu podkładu, pudru, szminki, cienia do powiek, tuszu do rzęs…
- Powiem ci jak będziesz wyglądać. Sztucznie.
- Ej, przesadzasz, mnóstwo dziewczyn się tak maluje.
- Ale ty nie. Wczoraj przecież nie miałaś żadnego makijażu na sobie.
- Czasem po prostu mi się nie chce go nakładać.
- Ale po co w ogóle go nakładać? Uważam, że bez niego jesteś sto razy ładniejsza.
- Naprawdę? – zarumieniła się Alex.
- No ba. Wszystko to, co naturalne, jest piękne.
-  Często tak filozofujesz?
- Zdarza mi się.
- No więc dobrze, mądralo. Przestanę się malować, skoro ci to przeszkadza. Ale teraz muszę to zrobić, bo Jessy kazała.
- Pomóc? – spytał z nadzieją w głosie Ross trzymając w ręku szminkę.
Alex wywróciła oczami.
- No doooobra. Ale uważaj, bo to bardzo niebezpieczny przyrząd.
- Serio? – spytał Ross parząc z przerażeniem na kosmetyk.
Alex przejechała sobie ręką po twarzy i westchnęła z politowaniem.
- To taka kolorowanka. Musisz pomalować kontury moich ust, ale uważaj, żeby nic nie rozmazać i nie wyjść za linie.
Ross ostrożnie przysunął szminkę do twarzy Alex i w skupieniu przejechał nią po dolnej wardze.
- Całkiem nieźle – stwierdził z zadowoleniem.
- Halo? A co z drugą?
Ponownie pochylił się nad Alex, ale tym razem za mocno przycisnął szminkę, która rozmazała się na lewym policzku dziewczyny.
- Co robisz, idioto?!  - zawołała ze złością patrząc na Rossa.
- Przepraszam – powiedział cichutko i sięgnął po chusteczki – Daj, wytrę to.
Alex uspokoiła się nieco i pozwoliła mu zmyć z twarzy grubą, czerwoną kreskę.
Gdy skończył, skierował wzrok na Alex. Ich twarze przez cały czas były bardzo blisko siebie, ale dopiero teraz  spojrzeli sobie prosto w oczy. Alex poczuła, że jej serce znów zaczyna bić jak oszalałe. Często czuła się tak w towarzystwie blondyna. Dziwne.  
Nagle zadzwoniła komórka.  Ross zamrugał oczami i potrząsnął głową, jakby właśnie obudził się z jakiegoś snu. Złapał telefon i odebrał. Dzwoniła Jessy:
- No, co tak długo? Tylko nie mów, że znowu łaskoczesz swoją koleżankę.
- Nie no, skąd! – krzyknął z oburzeniem Ross.
- A więc pospieszcie się. Czekamy na was tam, gdzie zwykle – rzuciła Jessy i rozłączyła się.
- Chodź, wołają nas. – powiedział Ross i złapał Alex za rękę. Ta jednym ruchem prawej ręki pomalowała usta, czym wprawiła w podziw chłopaka.
- Tak to się robi, nowicjuszu.  – wzruszyła ramionami i wyszczerzyła zęby w uśmiechu.
- Dobra, dobra. Skończ tę gadkę, mała, bo na serio się spóźnimy.
- NIE MÓW DO MNIE MAŁA, JASNE?!
Sprzeczając się w końcu dotarli na piąte piętro, gdzie znajdował się plan serialu. Alex aż zaniemówiła – od razu poznała słynny sklep Sonic Boom, z radością oglądała także rekwizyty, które tak dobrze znała – sekretny zeszyt Ally, serową czapkę Trish, kolorowe spodnie Deza…
- Nie wierzę, że tu jestem – pisnęła kontynuując swoją krótką wycieczkę po planie. Zapatrzona w rekwizyty nawet nie zauważyła, że niechcący potrąciła wysokiego, piegowatego rudzielca.
- Ojejejej, przepraszam! – zreflektowała się natychmiast i spojrzała na niego – No nie wierzę! Stoi przede mną Calum Worthy! – zawołała i uśmiechnęła się szeroko.
- Miło mi poznać. Ty pewnie jesteś Alex, co? – spytał Calum podając jej rękę na powitanie.
- Skąd wiesz? – spytała ze zdziwieniem  - myślałam, że tylko Tom i Jessy wiedzą, kim jestem.
- Coś ty. Nie znasz Rossa? Godzinami nam o tobie opowiadał, mówił jak się spotkaliście, o czym gadaliście, opisywał nawet twoich rodziców, co wydało mi się lekko podejrzane…
Alex zarumieniła się. 
 - O widzę, że już poznałaś Caluma! – pojawił się ni stąd ni zowąd Ross przybijając piątkę koledze.
-  Szkoda tylko, że wiedział o mnie całkiem sporo, jak na osobę, która widzi mnie po raz pierwszy w życiu.
- No wiesz… Trochę mu o tobie opowiedziałem. Co w tym złego?
- Cześć wam. Ooo Alex, jeżeli się nie mylę? Jestem Raini, miło mi cię poznać – zawołała niska, korpulentna dziewczyna o długich, czarnych lokach i szerokim uśmiechu.
-  Rozumiem, że cały budynek już o mnie wie?  - spytała ze złością Alex. Uspokoiła się jednak, kiedy przywitała się z Raini. Od razu złapała z nią kontakt. Właśnie ucinały sobie miłą pogawędkę, kiedy zbliżyła się do nich średniego wzrostu brunetka o dużych, brązowych oczach. Była lekko blada i z trudem utrzymywała się na nogach.
- Hej Laura! Co ci się stało, kochanie? Wyglądasz jak trup – spytała Raini z troską w głosie.
- Dzięki za zgrabny komplement Rai. -  odparła powoli Laura i skierowała wzrok na Alex – A ty to pewnie…
- Alex, tak. Odnoszę wrażenie, że temu blondynowi buzia w ogóle się nie zamyka.
- Oj tak, żebyś wiedziała – zaśmiały się Raini i Laura.
- Hej, słyszałem to! – zawołał z oddali Ross.
- Jesteś gotowa na wystąpienie w naszym serialu? – spytała Raini.
- Nawet nie wiesz, jak bardzo! Chociaż to prawie niemożliwe, że mnie przyjmą, bo nie mam absolutnie żadnego doświadczenia w aktorstwie.
- O czym ty mówisz, Alex? Potrzebujemy cię, Susan zrezygnowała dosłownie w ostatniej chwili. Można powiedzieć, że niebiosa nam cię zesłały – stwierdziła ze śmiechem Laura.
- Albo Ross – dodała Raini uśmiechając się.
- Tak myślicie? Naprawdę nie wiem, jak sobie poradzę, skoro nigdy jeszcze nie grałam, nawet w przedstawieniach szkolnych.
-  No to będziesz miała okazję ocenić swoje możliwości – odparła Laura.
Jakby na potwierdzenie jej słów dało się słyszeć głos Jessy dochodzący z megafonu:
- Wszyscy na miejsca! Alex Jefferson, proszę za chwilę zgłosić się do mnie. Zaczynamy Scenę 5 ujęcie 3! 


     
                                                              ***
Publikuję już teraz zgodnie z życzeniem :) 
niestety, jestem zmuszona ogłosić, że teraz będę dodawać rzadziej kolejne rozdziały - raz na tydzień lub nawet na dwa. A wszystko przez naszą "kochaną" szkołkę :/ 
Ale obiecuję, że postaram się pisać sporo i jak najczęściej.  

dzięki za wyświetlenia i komentarze, w miarę możliwości proszę o jeszcze więcej.

wielkie podziękowania dla właścicielki tego niesamowitego bloga:
http://blow-kiss.blogspot.com/ za to, że "zareklamowała" moje opowiadanie. jest bardzo utalentowana, warto zajrzeć  się przekonać ;)

łojj ale się rozpisałam :D 
kocham Was wszystkich! xx
~`BabyBlue  


piątek, 31 sierpnia 2012

"It's hard to believe, but it's all happening"


                                                                         ***
Spała tak mocno, że obudziła się dopiero po dziesiątej. Ziewnęła potężnie i powoli otworzyła oczy…
- AAH! Mamo!! – krzyknęła z oburzeniem Alex patrząc na siedzącą na jej łóżku kobietę.
- Oj, przepraszam córeczko. Nie chciałam cię przestraszyć – odparła mama i pogłaskała ją po głowie.
W tym momencie dziewczynie stanął przed oczami obraz wczorajszego dnia. Czy i ona nie powiedziała wtedy do Rossa: „Nie chciałam cię przestraszyć”? A może całe to znaczenie było tylko pięknym snem? Nie, nie było. W tym przekonaniu utwierdziły ją słowa matki:
- A co tam porabia ten twój kawaler...to znaczy…Ross?
Alex uśmiechnęła się z rozmarzeniem na sam dźwięk jego imienia.
-  Niestety, jest bardzo zapracowany…
- Jak to – zapracowany? – przerwała jej mama - W wakacje? Co ty mówisz, dziecko?
  Dziewczynie przypomniało się, że nie Ross nie powiedział rodzicom prawdy o sobie.
- Wiesz… Tak naprawdę, to Ross jest…jest aktorem.
- Słucham?!
- Jest aktorem, gra w moim ulubionym serialu. „Austin&Ally”, mówiłam ci o nim pamiętasz?
- Dziewczyno. Umawiasz się z aktorem?!
- Tylko nie umawiasz, dobrze? Ross i ja się przyjaźnimy. A poznaliśmy się przypadkiem, w budynku StarWork Company.
- Miałaś wybrać się na krótki spacer, a poszłaś tam, gdzie pełno niebezpiecznych ochroniarzy? Czy ty postradałaś rozum? Przecież mogło ci się coś stać!
- Wiem, wiem, przepraszam. Naprawdę, nie chciałam zawieść twojego zaufania. Ale gdyby nie to moje wyjście, nigdy nie poznałabym mojego idola.
- A.. Czy on nie był ani odrobinę zaskoczony, jak cię zobaczył? Nie próbował wzywać ochrony? – spytała mama spokojniejszym już tonem.
- Nie, był bardzo miły, i od razu zrozumiał, że się zgubiłam. Kiedy zobaczyłam wiele połączeń nieodebranych od ciebie, postanowił, że mnie odprowadzi. No i uparł się, żeby koniecznie iść ze mną do hotelu, żebym nie musiała się przed wami tłumaczyć – zakończyła ze śmiechem Alex.   
-  Hmm… Czy jesteś pewna, że to tylko twój przyjaciel? – spytała ostrożnie Polie.
-  Mamooo!
-  Dobrze, jak nie chcesz, to nie mów. Jazda, ubieraj się, idziemy na śniadanie.

Alex westchnęła i ociągając się zaczęła szukać swoich ubrań w szerokiej, białej szafie. Po paru minutach jechała z rodzicami windą do restauracji, gdzie mieli zjeść posiłek. Zamówili obfite śniadanie składające się z dwóch kaw, czterech rogalików z czekoladą, dwóch maślanych bułeczek, słoika miodu, dzbanka z mlekiem, płatków zbożowych i trzech jabłek.
Wszystkie te rzeczy wyglądały przepysznie, ale dziewczyna nie była głodna. Z trudem przełknęła kęs maślanej bułeczki i wypiła mleko. Mama spojrzała na nią z troską w oczach.
- Córciu, czy wszystko w porządku? Prawie nic nie zjadłaś.
- Słucham?...Nie, wszystko okej. Po prostu nie jestem głodna – odparła Alex. Ale to nie była prawda. Przed jej oczami wciąż pojawiała się ta sama twarz uśmiechającego się chłopca. Sama nie wiedziała czemu, ale chyba za nim tęskniła! Widziała go przecież kilkanaście godzin temu, a teraz czuła, jakby nie rozmawiała z nim przez cały miesiąc! Jak on to robi, że tak na nią wpływa? Alex nie mogła tego pojąć. Wiedziała tylko, że dzień, w którym wyjedzie z Miami będzie najsmutniejszym dniem w jej życiu…
- Hej, czy ty mnie w ogóle słuchasz?
Dziewczyna wzdrygnęła się. Dopiero teraz uświadomiła sobie, że mama coś do niej mówiła.
- Hę? Mogłabyś powtórzyć?  - spytała Alex niepewnie.
Rodzice wymienili ze sobą znaczące spojrzenia.
- Pytałam się ciebie, czy masz dzisiaj jakieś plany z Rossem?
- Co? Z Rossem? Nie, dlaczego miałabym mieć z nim jakieś plany?
- Hmm.. Myślałam, że się zaprzyjaźniliście ze sobą…
- Tak, ale to nie znaczy, że mamy się widywać codziennie.
- A nie będziesz się nudzić spędzając cały dzień tylko z nami?
- No cóż. Jesteście moimi rodzicami, powinnam spędzać z wami jak najwięcej czasu- uśmiechnęła się Alex.
Rozmawiali jeszcze przez dziesięć minut. W końcu leniwie podnieśli się z krzeseł i skierowali się do windy.
Podchodząc do drzwi apartamentu dziewczyna zauważyła małą karteczkę z napisem „Alex” przyklejoną do drzwi. Jednym ruchem zerwała ją i dyskretnie schowała do kieszeni. Kiedy znalazła się w swoim pokoju wyjęła ją i czym prędzej przeczytała:
„West Wood. Punkt 13:00. Koniecznie przyjdź! ~Ross”
Pod spodem widniała mała, zabawna karykatura Toma. Obok niego stał Ross, który groził mu palcem.  Alex zachichotała pod nosem i wyszeptała:
- Wygląda na to, że jednak mam plany na dzisiejszy dzień.


                                                                      ***

 Dziewczyna zdecydowała, że powie rodzicom o spotkaniu z Rossem. Nie chciała po raz kolejny ich okłamywać.
- O, czyli jednak się z nim zobaczysz? – ucieszyła się mama – Dobrze, to bardzo porządny chłopak.
Alex przewróciła oczami.
- Mamooo. Odnoszę wrażenie, że chcesz mnie z nim wyswatać!
- Co? Nieprawda! – oburzyła się Polie, ale zaraz umilkła widząc pobłażliwą minę córki.
- W każdym razie wychodzę, wezmę ze sobą komórkę, żebyście się nie martwili, jeśli znów przypadkowo się spóźnię.
- Przypadkowo?! – wyrwało się mamie.
- A może tym razem postarasz się odebrać telefon, co? – wtrącił się tata z nutką ironii w głosie.
-  Jasne, że tak, tato. Czy ja kiedykolwiek zawiodłam wasze zaufanie? – odpowiedziała Alex szczerząc zęby w uśmiechu.
Rodzicom już cisnęła się na usta odpowiedź, ale dziewczyna w porę zamknęła za sobą drzwi.

Zjechała windą na sam dół i czym prędzej skierowała się pod znany już jej adres. Im bliżej była miejsca, w którym wczoraj się spotkali, tym jej serce mocniej biło. Dotarłszy na West Wood spojrzała na zegarek i rozejrzała się. 13:05. Ani śladu Rossa.
Nagle ktoś złapał ją od tyłu za ramiona i wrzasnął 
- BUU!!  
Alex pisnęła z przerażenia i wolno odwróciła się… przed nią stał kto? Oczywiście szeroko uśmiechnięty blondyn.
- Boże, Ross!
- Przestraszyłem cię?
- No chyba! Nie rób tego więcej.
- Czemu?
- Bo nie lubię, jak ktoś mnie straszy.
- Łoł, nie wiedziałem, że z ciebie taki tchórz.
- Ej! Nie jestem tchórzem!
- Nie? To czego piszczałaś jak mała dziewczynka?
- Bo mnie przestraszyłeś!!
-  No właśnie, czyli jesteś tchórzem. A poza tym, Alex, czy ja ci wyglądam na jakiegoś ducha?
-  Bynajmniej nie.
- Więc dlaczego mówisz, że cię przestraszyłem?
- Dobra, powiedzmy, że mnie zaskoczyłeś, jasne?
- No, na to się mogę zgodzić – Ross uśmiechnął się triumfalnie i dodał – A tak w ogóle to miło cię widzieć.
Alex prychnęła:
- Ty to umiesz się przywitać z dziewczyną.
 Mimo wszystko cieszyła się, że znów mogła go zobaczyć. Przekomarzając się, weszli do budynku StarWork Company.
- Więc… Dlaczego chciałeś się ze mną spotkać? – spytała Alex po chwili milczenia.
- A czy musi być jakaś specjalna okazja, żeby cię zobaczyć? – uśmiechnął się Ross.
Alex odwzajemniła uśmiech.
- Pytam, bo troszkę się zdziwiłam tym komunikatem „Przyjdź koniecznie!”.
- Prawdę mówiąc, faktycznie. Jest sprawa, o której chciałem z tobą pomówić. Zauważyłaś ten rysunek pod napisem?
- No jasne! – zaśmiała się dziewczyna.
- Otóż rozmawiałem z Tomem..
- Z Tomem Godżillą? –przerwała Alex.
- Tak. Rozmawiałem z nim o tobie.
- Co?! O mnie?! Ross, zwariowałeś?!
- Spokojnie, mała. Możesz mi nie przerywać? Susan, dziewczyna, która miała zagrać w następnym epizodzie w ostatniej chwili zrezygnowała z roli. Właśnie wczoraj późnym wieczorem zadzwoniła do Toma, by mu o tym powiedzieć. Oj, wściekł się. Nie na żarty. Starając się go uspokoić wpadłem na genialny pomysł. Opowiedziałem mu tobie, wspomniałem też, że jesteś wielką fanką naszego serialu. Długo go musiałem przekonywać, ale, wyobraź sobie, w końcu się zgodził!
- Ross, o czym ty gadasz? Na co się zgodził? – zawołała Alex nic nie rozumiejąc.
- Na twój gościnny występ w kolejnym odcinku Austina&Ally!


                                                              *** 

No i napisane, wiem, że krótkie i dziwne, ale mam nadzieję że się wam spodoba :)
btw WOW prawie 300 wyświetleń! Ludzie nie wiem, jak to robicie, ale jesteście niesamowici !
proszę o komentarze, to dla mnie naprawdę ważne. kocham was! <3
~`BabyBlue




piątek, 24 sierpnia 2012

"Everything looks perfect, everything looks fine"


                                                                                 ***

Nie minęło pół godziny, kiedy usłyszała szczęk kluczy w zamku. Zdecydowała, że nie będzie się dłużej chować i otwarcie przyzna się do winy. Stanęła na środku pokoju i z bijącym sercem oczekiwała na wejście Rossa. Drzwi otworzyły się i stanął w nich uroczy, wysoki blondyn. Trzymał w rękach mnóstwo paczek z cukierkami, żelkami i innymi słodyczami. Ujrzawszy Alex aż podskoczył. Na podłogę spadło parę paczek z karmelkami.
- Boże! Co ty tu robisz? Kim jesteś?
- Przepraszam, jja nie chciałam cię przestraszyć. Jestem turystką, przypadkowo weszłam na to piętro. Usłyszałam rozmowę i…i – jąkała się Alex
- Jaką rozmowę? – pytał Ross patrząc na nią podejrzliwie.
- Nie wiem, to był jakiś mężczyzna imieniem Tom. Rozmawiał z kobietą, którą nazywał Jessie. Usłyszałam, jak się zbliżają i od razu weszłam do pierwszej lepszej garderoby. A potem jedno z nich zauważyło, że garderoba była otwarta i zamknięto mnie na klucz – tłumaczyła drżącym  głosem Alex.
Ross cały czas uważnie jej słuchał, a gdy skończyła, odrzekł spokojnie:
- No cóż. Znalazłaś się w średnio korzystnej sytuacji. Ale miałaś szczęście, że natknęłaś się na mnie, a nie na Toma. Nieźle by się wkurzył, jakby cię zobaczył. Pewnie zostałabyś wyrzucona.
- A ty mnie nie wyrzucisz? – spytała natychmiast Alex.
Ross uśmiechnął się.
- Chyba nie. Nie wyglądasz na jakąś psychofankę. Jestem Ross – powiedział i wyciągnął rękę w kierunku dziewczyny.
- Alex, bardzo mi miło. Czy to oznacza, że mi wierzysz? – spytała Alex i uścisnęła dłoń chłopaka.
- Tak. Wiesz, bardzo łatwo poznać, czy ktoś kłamie, czy mówi prawdę.
- W twoim przypadku to nie takie proste, w końcu jesteś doświadczonym aktorem.
Ross zaśmiał się.
- Może masz rację, ale i ja nie  jestem dobry w okłamywaniu ludzi. Kłamstwo można wyczytać w oczach każdego człowieka. Patrzyłem prosto w twoje oczy…
- I co wyczytałeś?
- Że mówisz prawdę i nie warto cię wyrzucać.
Alex uśmiechnęła się. Od razu polubiła Rossa. Teraz nie była tylko jego fanką. Trafiła jej się jedyna w życiu szansa, żeby porozmawiać z nim, jak ze zwykłym chłopakiem. Bo w gruncie rzeczy Ross nie sprawiał wrażenia zadufanej w sobie gwiazdy – wprost przeciwnie. Był zwyczajnym szesnastolatkiem, który tak jak ona spełnił swoje marzenie.
- Masz trochę dziwny akcent. Gdzie mieszkasz? – spytał Ross po chwili milczenia.
- W małej miejscowości pod Londynem – odparła Alex i rozejrzała się – Ładnie się urządziłeś.
- Dzięki. Lubię tu przesiadywać po kręceniu odcinków. Ostatnio jestem strasznie zapracowany.
- Wiem, słyszałam. Jessie mówiła, że Laura jest chora. Stwierdziła też, że Tom chce, żebyście się zapracowali na śmierć.
- To nieprawda. Tom to porządny facet… - odparł Ross z wahaniem w głosie.
- Faktycznie, miałeś rację mówiąc, że nie umiesz kłamać.
- Ej! Ale ja mówię prawdę! – zawołał Ross z oburzeniem ale pod wpływem ironicznego spojrzenia Alex skapitulował – No dobra, przyznaję. Tom jest ostatnią osobą, o której można powiedzieć, że jest porządna.
- Też tak myślę. I trochę się boję, że jak mnie zobaczy, to faktycznie mnie wyrzuci.
- Nic się nie bój. Jesteś ze mną, więc Tom nie ma nic do gadania – uśmiechnął się Ross i mrugnął do Alex. Dziewczyna zaczerwieniła się i ze zmieszaniem odwróciła głowę.
- Lubisz oglądać nasz serial? – spytał jak gdyby nigdy nic Ross.
- Jasne! – Alex ożywiła się nieco – Znam każdy odcinek na pamięć. Ale nie jestem w stanie wskazać ulubionego, bo wszystkie są przezabawne.
- Naprawdę tak uważasz? Miło to słyszeć. A podoba ci się moja postać?
- Bardzo – odparła bez namysłu Alex i znów się zarumieniła.
- A może chcesz poznać resztę? Laurę, Caluma i Raini? – zapytał Ross.
- No oczywiście! Od zawsze chciałam ich spotkać! – zawołała radośnie dziewczyna.
- Choć, zaprowadzę cię do nich – odparł chłopak i złapał ją za rękę. Naraz Alex z przerażeniem przypomniała sobie, że od dawna powinna być w hotelu.
Wyjęła z kieszeni komórkę. 5 połączeń nieodebranych od mamy!
- Oż w mordę – wyrwało się Alex. Ross spojrzał na nią ze zdziwieniem, puszczając jej rękę.
- Czy coś się stało? – spytał.
- Poprosiłam rodziców, żeby mnie puścili na krótki spacer po okolicy. Zgodzili się pod warunkiem, że będę z powrotem punktualnie godzinę później. A tymczasem jestem spóźniona o prawie 2 godziny!
- Spokojnie, zaraz coś wymyślimy. W którym hotelu mieszkasz?
- „Sunshine”, blisko Miami Beach. Ale dokładnego adresu nie znam.
- Nie szkodzi, wiem który to. W końcu to najdroższy hotel w mieście. Masz bogatych rodziców, co?
- Eh.. to nie tak. Wytłumaczę ci później, obiecuję. Pomóż mi tylko się stąd wydostać.
- Jasne, chodź. Ale staraj zachowywać się naturalnie.
- Naturalnie? – prychnęła rozzłoszczona Alex, ale szybko się uspokoiła pod wpływem spojrzenia Rossa.         
 Szybko zeszli po schodach na parter. Na szczęście Toma nie było w pobliżu. Bez niespodzianek wyszli z budynku i skierowali się do przejścia dla pieszych. Alex wciąż nerwowo patrzyła na zegarek na ręce Rossa. W końcu dotarli pod hotel „Sunshine”.
- Dziękuję za wszystko. Szkoda, że nie mogłam zobaczyć Laury, Raini i Caluma – powiedziała ze smutkiem dziewczyna.
- Ej, czy ty naprawdę myślisz, że się więcej nie zobaczymy? – uśmiechnął się Ross. – Jeszcze będziesz miała okazję ich spotkać. I to nie jeden raz.
- Ale jak? Tom ma prawo w każdej chwili mnie wyrzucić.
- Mówiłem ci już, że jesteś ze mną. A mi Tom nie może nic zrobić.
- A jak zaczną się pytać kim jestem? Co im powiesz?
- Powiem, że jesteś moją daleką kuzynką. Albo po prostu koleżanką.
- Jesteś dla mnie taki miły. Ale czy ja na to zasługuję?
- Dlaczego miałabyś nie zasługiwać? Wydajesz się fajną dziewczyną. I wspaniałą fanką, która nie piszczy i nie mdleje jak mnie widzi – odparł Ross ze śmiechem.
Alex pokazała mu język. Pożartowali jeszcze przez chwilę. Rozmowę przerwała brzęcząca komórka w kieszeni dziewczyny.
- To mama. Aż boję się odbierać.
- Nie odbieraj. Zaraz pójdziemy i wszystko jej wyjaśnimy.
- Pójdziemy? Chcesz iść ze mną? – spytała Alex i spojrzała z nieukrywanym zdziwieniem na Rossa.
- To chyba jasne. Nie pozwolę, żebyś sama musiała tłumaczyć się przed rodzicami.
- Nawet nie wiem, czy by mi uwierzyli.
- No właśnie. Może moje argumenty zadziałają?  - zaśmiał się chłopiec.
Alex spojrzała na niego z wdzięcznością. Po chwili wahania przysunęła się do niego i go przytuliła. Natychmiast poczuła na plecach jego ciepłe, muskularne ramiona. Czuła się w nich bardzo, bardzo bezpiecznie. Ale kolejny telefon od zdenerwowanej mamy dał sygnał, że najwyższy czas iść na spotkanie z rodzicami. Po chwili jechali już windą na dziewiąte piętro. Stanęli przed drzwiami pokoju Alex. Dziewczyna z trwogą spojrzała na Rossa, który przesłał jej krzepiący uśmiech. Zapukali do drzwi i w napięciu czekali na ich otworzenie.
- Alex!! Jesteś wreszcie! Jezus Maryjo, gdzie ty byłaś? Wiesz jak się martwiłam?! – mama po otwarciu drzwi natychmiast rzuciła się obcałowywać córkę. Rossa zauważyła dopiero po chwili.
- A kim jest ten młody dżentelmen?  - spytała patrząc uważnie na chłopca.
-  Dobry wieczór, nazywam się Ross Lynch. Towarzyszyłem pani córce podczas spaceru po okolicy. Przepraszam, to moja wina, że się spóźniła. Zagadaliśmy się i kompletnie straciliśmy poczucie czasu.
Alex przeczuwała, że po słowach Rossa zaraz zaczną się głupie docinki ze strony mamy. I nie myliła się.
- Aaa rozumiem, rozumiem. To wiele wyjaśnia, kawalerze. Spodobała się panu moja córcia, co? – mrugnęła do Rossa i spojrzała znacząco na córkę.
- Mamoooo – powiedziała z wyrzutem w głosie Alex. To nie tak, jak myślisz. Zamiast gadać, może byś nas wreszcie wpuściła do mieszkania.
- A, faktycznie, gdzie ja mam głowę? Wejdźcie, wejdźcie – stropiła się kobieta i wpuściła dwoje młodych do środka.
Ross wydawał się rozbawiony całą sytuacją. Z sypialni wyszedł tata i  rzucił córce poważne spojrzenie.
- W końcu jesteś, młoda damo. Spóźniłaś się. A na dodatek przyprowadziłaś jakiegoś…podejrzanego delikwenta – mówiąc te słowa tata zlustrował „delikwenta” od stóp do głów, po czym ponownie przeniósł wzrok na Alex.
- Tato.. – jęknęła błagalnie dziewczyna.
Ross wyglądał, jakby z trudem powstrzymywał się od śmiechu. W końcu wyprostował się i powiedział uroczystym tonem:
- Proszę państwa, oboje źle mnie posądzacie. Nie jestem zakochamy po uszy w Alex. Nie jestem też typem spod ciemnej gwiazdy. Nie mam wobec pańskiej córki złych zamiarów, proszę mi wierzyć To nie zmienia jednak faktu, że zawiniłem i przeze mnie się spóźniła, za co serdecznie przepraszam. Proszę jej nie winić za mój błąd – zakończył.
I byłby zachował powagę do końca, gdyby nie miny rodziców dziewczyny. Mama aż otworzyła buzię ze zdumienia, zaś tacie oczy mało nie wyszły z orbit. Ross nie wytrzymał i wybuchnął zaraźliwym śmiechem. Alex spojrzała niepewnie na rodziców, którzy – o dziwo! również zaczęli się śmiać. Po chwili wszyscy już trzymali się za brzuchy lub poklepywali po ramionach.
- No, już dosyć, dosyć – zawołała mama śmiejąc się i z trudem łapiąc oddech.
- Zjesz z nami kolację delikw….eee, to znaczy… możesz przypomnieć mi swoje imię, chłopcze? – spytał ze zmieszaniem tata.
- Ross. Niestety, ja już muszę lecieć. Dziękuję za zaproszenie, na pewno kiedyś z niego skorzystam.
- Przepraszam, że przerwę tę ciekawą konwersację, ale co tu tak śmierdzi?
- Boże! Żelazko! – zawołała kobieta i pobiegła do pokoju obok.
- Twoja mama uparła się, że koniecznie musi pożyczyć od serwisu żelazko i deskę, żeby przeprasować moje koszule – zaśmiał się i pokręcił głową tata Alex.
- John!!! Choć tu natychmiast!!! – zawołała z głębi pokoju mama.
- Przepraszam was na chwilę – stropił się tata i czym prędzej pobiegł na pomoc  małżonce. Młodzi  zostali sami. Spojrzeli na siebie i znów wybuchli śmiechem.
- Masz bardzo sympatycznych rodziców – stwierdził Ross.
- No cóż. Różnie to z nimi bywa. Raz są poważni, raz nadopiekuńczy, ale najczęściej zachowują się jak dwóje wariatów.
- Chciałbym mieć tak dobry kontakt z moimi rodzicami – westchnął chłopak – Nie widuję się z nimi zbyt często. Mieszkają w Colorado.
- Oh, przykro mi. A czy oni przyjeżdżają do ciebie?
- Bardzo rzadko. Nie mają czasu, bo pracują. Na szczęście odwiedzają mnie dosyć często moi bracia i siostra.
- Grasz z nimi w zespole, prawda? Bardzo podoba mi się wasza muzyka.
- Niedługo wyjdzie nasza pierwsza płyta! – rzekł z dumą Ross.
- Naprawdę? Nie widziałam żadnych informacji w Internecie.
- Bo na razie trzymamy to w tajemnicy. Będziesz pierwszą osobą, której ją wręczę.
- Oh Ross, nie trzeba. I tak już wiele dla mnie zrobiłeś – odparła ze zmieszaniem Alex.
- Nie ma o czym mówić. Lubię obdarowywać ludzi – uśmiechnął się Ross.
- Jak to jest, że znam cię od paru godzin, a wydaje mi się, jakbym cię znała dobrych parę lat?
- No wiem. Mam w sobie „to coś” – chłopiec zabawnie przejechał sobie ręką po włosach i przyjął pozę modela. Alex roześmiała się serdecznie. Kiedy ich spojrzenia się spotkały, Ross natychmiast spoważniał. Nieśmiało zaczął zbliżać się do Alex. Wkrótce był już tak blisko, że dziewczyna czuła jego lekko przyspieszony oddech i wyraźnie widziała jego magiczne, czekoladowe oczy. Wyglądał, jakby miał zamiar coś jej powiedzieć, ale nie wydobył z siebie ani jednego słowa.
- No, wszystko w porządku. Na szczęście nie zrobiłaś dziury w mojej ukochanej koszuli – powiedział tata i westchnąwszy z ulgą skierował się na korytarz. Ross natychmiast odsunął  się od Alex.
- Muszę już iść, nie chcę wam siedzieć na głowie – powiedział chłopak. Już się nie uśmiechał, co nie było do niego podobne.
- Ależ o czym ty mówisz, Ross. Zostań jeszcze choć chwilę – odparła mama pogodnie.
- Dziękuję, ale powinienem już być w studiu. To znaczy, w domu.
- Skoro nalegasz. Szkoda, że jesteśmy tu jeszcze tylko tydzień. Chętnie zostałabym tu na zawsze. Ale wpadaj, kiedy tylko znajdziesz czas.
- Oczywiście. Do zobaczenia – spojrzał przyjaźnie na rodziców i otworzył drzwi.
Alex nie była pewna, co ma zrobić. Nie chciała, tak jak i jej rodzice, by Ross odchodził. Ale wydawał się dziwnie smutny i nieobecny…
Długo stała w miejscu, kiedy zamknął za sobą drzwi. Podjęła decyzję. Włożyła trampki i zawołała:
- Wychodzę!
- Co się stało? – spytał tata ze zdziwieniem.
- Ross zapomniał wziąć jednej rzeczy, muszę mu ją oddać – skłamała Alex i szybko wyszła.
Niestety, zdążył już wejść do windy. Pozostały jej schody. Ile sił w nogach pognała w dół. Gdy wreszcie znalazła się na parterze, rozejrzała się dookoła. Rossa nigdzie nie było. Wyszła na zewnątrz, ale tam też nie mogła go znaleźć. Już traciła nadzieję, gdy zauważyła wysoką postać z charakterystycznymi, rozczochranymi blond włosami. Opierała się o ścianę hotelu i patrzyła w dal.
- Ross! – krzyknęła Alex z mieszaniną ulgi i radości w głosie.
- Alex! – chłopak rozpromienił się.
- Dobrze, że jeszcze nie poszedłeś. Chciałam się ciebie spytać..
- Tak?
- Czemu byłeś taki smutny?
- Ja? Smutny? Kiedy?
- Kiedy…Kiedy moi rodzice wyszli na korytarz.
- Aa, wtedy. To nic ważnego, nie martw się. Kiedyś ci opowiem.
- Obiecujesz?
- Obiecuję. Przypomniało mi się, że miałaś mi powiedzieć o swoich rodzicach i o pobycie w tym hotelu. Są bogaci, prawda?
- Nie. Miałam po prostu szczęście i wygrałam ten wyjazd w loterii. Mieliśmy zapewnione 2 tygodnie darmowego pobytu w hotelu „Sunshine”.        
- To byłaś ty?! Czytałem o tobie w Internecie!
- Tak – uśmiechnęła się Alex – Cieszyłam się jak dziecko, bo to było moje marzenie, a rodziców nie było stać na tak kosztowny wyjazd. W Miami jest wspaniale i naprawdę żałuję, że za tydzień wyjeżdżam.        
 - Ja też żałuję – westchnął Ross. Spojrzał na zegarek na swojej ręce i podskoczył.
- Oj, muszę już iść. Tom mnie zabije. Nie wiem, jak się wytłumaczę.
- Może tym razem ja cię odprowadzę i użyję swoich argumentów? – spytała Alex ze śmiechem.
- Nie trzeba. Jeszcze by ci krzywdę zrobił. Po nim to się można wszystkiego spodziewać.
To powiedziawszy podszedł do dziewczyny, spojrzał jej w oczy i mocno ją przytulił.
Alex znów poczuła się bezpieczna. Ross zaś czuł, że oto trzyma w ramionach małą, kruchą istotkę, która potrzebuje ochrony. Oboje wiedzieli, że łączy ich silna więź. Ale to, czy nadal będą się przyjaźnić, lub czy będą kimś więcej niż tylko przyjaciółmi mogło zależeć tylko od nich. Stali przytuleni jeszcze przez jakiś czas. W końcu chłopak odsunął się i powiedział:
- Mam nadzieję, że uda mi się jutro ciebie zobaczyć.
- Ale jak mam się z tobą skontaktować? Nie mam nawet twojego numeru.
- Zawsze możesz przyjść pod znany ci adres, prawda?
Mrugnął do Alex swoim zwyczajem i ruszył w drogę. W oddali pomachał jej jeszcze krzycząc jakieś niezrozumiałe słowa. Roześmiała się. Szkoda, że była za daleko, żeby je usłyszeć. W końcu wróciła do pokoju. Mama widząc ją rzuciła jakby od niechcenia:
- Coś długo oddawałaś mu tę jego zgubę, córciu.
Alex zignorowała tę uwagę i czym prędzej poszła do swojej sypialni. Chciało jej się krzyczeć z radości! Tyle wspaniałych rzeczy wydarzyło się jednego dnia! I poznała uroczego chłopca, którego dotychczas znała tylko jako członka zespołu R5 i bohatera amerykańskiego serialu. Nie mogła uwierzyć, że los dał jej tak wiele. Właśnie teraz spełniały się wszystkie jej marzenia. A działo się to tak szybko, że przyprawiało ją o zawrót głowy. Jedyne, czego się bała to tego, że lada chwila może wybudzić się z tego bajkowego snu i powrócić do szarej rzeczywistości. „Chwile są bardzo ulotne. Trzeba wykorzystać każdą sekundę życia na spełnianie marzeń” pomyślała Alex i zasnęła z uśmiechem na ustach.
                                                                          
                                                                      ***