Łączna liczba wyświetleń

poniedziałek, 25 marca 2013

"The new girl in town"


***
- Eee… cześć? – odezwał się po chwili wahania.
Stojąca naprzeciwko dziewczyna uśmiechnęła się, ukazując szereg ładnych, białych ząbków. Miała rude, lekko pofalowane włosy i duże, niebieskie oczy. Od razu zrobiła na chłopcu spore wrażenie.
- Cześć, jestem Gemma. Ale mów mi Gem, będzie krócej – wyciągnęła rękę w stronę Rossa.
- Ee.. Miło cię poznać, Gem.. –  blondyn odwzajemnił uścisk – Ja jestem Ross… Co cię do nas sprowadza?
Dziewczyna już miała zamiar odpowiedzieć, ale w tym momencie oboje usłyszeli donośne „kto przyszedł kochanieeeeee?”  z wnętrza domu.
Ross ze zmieszaniem podrapał się po karku.
- To pewnie Laura, zgadłam? – puściła mu oko rudowłosa.
- Skąd wiedziałaś? – zdziwił się nastolatek.
- Hmm…O waszym związku plotkują wszystkie gazety. A przecież mam świadomość, kim jesteście – odparła wzruszając ramionami.
-   Racja – kiwnął głową Ross – To.. co cię do nas sprowadza?
- Wiesz, że już mnie o to pytałeś? – parsknęła śmiechem Gem, po czym pośpieszyła z wyjaśnieniem – Jestem koleżanką Raini, poznałyśmy się na premierze „The Muppets”. Myślałam, że zastanę ją u was, bo czytałam jej wczorajszy wpis na Twitterze  mówiący o tym, gdzie się wybiera. Muszę się z nią pilnie skontaktować, a ona od rana nie odbiera telefonów.
- Cała Raini – mruknął cicho Ross, po czym dodał nieco głośniejszym tonem – To może wejdziesz? Zapraszam.
- Nie, dzięki. Widzę, że chyba wam w czymś przeszkodziłam – wyszczerzyła się Gemma.
Blondyn zaczerwienił się i odchrząknął:
- Coś ty, nie gadaj głupot. Nie wiadomo kiedy znów się spotkamy.  A przecież nic o tobie nie wiem. Poza tym, że masz na imię Gem.
- No dobrze  - zaśmiała się rudowłosa. Chłopak poprowadził ją do kuchni.
- Poczekaj tutaj chwilkę, ok.?  – rzucił i pobiegł do sypialni Laury.
- Kto to był i czemu tak długo zajęło ci spławianie tego kogoś? – w głosie brunetki słychać było nutkę wyrzutu.
- Kotku, sprawa jest troszkę bardziej skomplikowana – zaczął niepewnie Ross – przyszła do nas w odwiedziny koleżanka Raini. Ma na imię Gemma, i…
- Iiiii?  - spytała podejrzliwie nastolatka, krzyżując ręce na piersiach.
- I… zaprosiłem ją do nas. Na chwileczkę…
- DO NAS?!
- Ciiiii, nie krzycz, kochanie. Przecież nic się nie stało.
- Ross! Kompletnie ci mózg przegrzało? Po pierwsze, jeśli już, to nie DO NAS, ale DO MNIE. A po drugie, ty jesteś prawie nagi! I tak się przed nią pokazałeś?!
Chłopak spojrzał na dziewczynę jak na idiotkę. Potem przeniósł wzrok na lustro i ryknął:
- CHOLERA JASNAAAAAA!!!  JAK JA WYGLĄDAM??!
Istotnie, idąc w pełnym wzburzeniu do drzwi, nie zwrócił uwagi na to, w co był ubrany. Jeansy prawie spadające z bioder odsłaniały żarówiasto-różowe bokserki. Nie pofatygował się też, by założyć koszulkę. Jednym słowem – diabli mogli wiedzieć co w tej chwili myślała o nim siedząca w kuchni Gemma.    
Laura na początku zła, zaczęła rozumieć cały komizm sytuacji. Parsknęła głośnym śmiechem.
Ross zgromił ją wzrokiem i począł szukać swojej zielonej koszulki. Znalazłszy zgubę pod łóżkiem, czy prędzej ją nałożył. Zapiął spodnie, poprawił fryzurę i wypił łyk wody mineralnej.
- Może też byś się ubrała?  - burknął do brunetki.
- Wiesz co? Chyba nie byłaby już tak bardzo zdziwiona, jakbym wyszła jej na przywitanie w samej bieliźnie  - stwierdziła Laura i zachichotała.
- Baaaaaaardzo śmieszne. Naprawdę.  – przewrócił oczami Ross i wyszedł z pokoju - Przepraszam, że to tak długo zajęło – zwrócił się do Gem.
Niebieskooka wyglądała, jakby z trudem powstrzymywała się od wybuchnięcia śmiechem.
- Nic się nie stało, aczkolwiek już miałam wzywać policję. Zdawało mi się, że kogoś mordowano w tamtym pokoju – odrzekła niewinnie, pokazując kciukiem sypialnię Laury.
- Taaak.. Wiesz… Przepraszam, że ten… no.. zachowuję się jak pajac – plątał się blondyn.
Gemma obdarzyła go uroczym uśmiechem.  
 - I za to, że paradowałeś bez koszulki też pewnie przepraszasz?
- Zgadłaś. I za to, że musiałaś oglądać moje różowe bokserki – dodał nastolatek.
- A ja przepraszam za całokształt twórczości tego geniusza – w kuchni pojawiła się Laura, oczywiście  ubrana już w kompletny strój.
Ross już miał zamiar się odgryźć, ale nie pozwoliła mu na to, całą swoją uwagę skupiając na gościu.
- Jestem Laura Marano. Gemma, prawda? Miło mi cię poznać. Słyszałam, ze kolegujesz się z  Raini?
Gemma skinęła głową odwzajemniając przyjazny uśmiech.
- Cóż. Koleżanka Raini jest i moją koleżanką. Czego się napijesz?
- Oh nie, ja muszę już lecieć. Tak naprawdę wpadłam tylko sprawdzić, czy jej tu nie ma. Mam do niej pewną sprawę nie cierpiącą zwłoki. Wiecie, jak mogę ją złapać?
- Zadzwonię do niej, jeśli chcesz – zaproponował Ross, wyciągając telefon.
- Nie, nie trzeba. Dzięki – zaprotestowała Gem kładąc rękę na jego dłoń  - spróbuję jeszcze raz do niej zadzwonić. Najwyżej później się z wami skontaktuję.
Po krótkiej wymianie numerami telefonów z parą, Gemma spojrzała na zegarek.
- Oj kurcze, muszę już lecieć, następny autobus mam dopiero za 20 minut. Do zobaczenia! Bo mam nadzieję, że się jeszcze spotkamy – swoje słowa skierowała do obojga, ale patrzyła tylko na blondyna. Jeszcze raz uścisnęła ich dłonie i pośpiesznie wyszła, zatrzaskując za sobą drzwi.
Ross westchnął, patrząc w kierunku odchodzącej. Laura spojrzała na niego podejrzliwie.
- A ty co tak wzdychasz?
- Ja? Ee wydaje ci się – mruknął, nie odrywając wzroku od okna.
- Czyżby spodobała ci się ta ruda małolata?
- Czyżbyś była zazdrosna? – rzucił Ross, patrząc triumfująco na swoją dziewczynę – Poza tym, nie taka małolata. Wygląda na starszą od nas.
Brunetka wzruszyła ramionami i udała się z powrotem do sypialni.
Chwilę potem chłopak wyjął komórkę i przyglądając się numerowi Gemmy, szepnął sam do siebie:
- To nie będzie zwykła znajomość.


***

WOHOOO mam rozdział!! :)
nie rozpisałam się, bo nie miałam czasu na pisanie długaśnego rozdziału, ale spokojnie, mam zamiar napisać następny już za dwa dni. wreszcie mam pomysły!
jak zwykle proszę o dużo komentarzy, a za wszystkie dotychczasowe baaaaaardzo dziękuję ;)

tytuł rozdziału od piosenki z musicalu Hairspray (kocham):



a oto Gemma, żeby łatwiej Wam było ją sobie wyobrazić:

 do zobaczenia:*
~`BabyBlue

piątek, 15 marca 2013

notka notka notka

Tak, zauważyłam, że ostatnio piszę więcej notek niż rozdziałów... Kolejny raz muszę Was przeprosić, że tak długo czekacie. Zapomniałam napisać, że w międzyczasie dostałam karę na komputer (rodzice zabrali mi laptopa bo muszę się uczyć do testów próbnych -.-)  i jestem tu tylko przelotem. Nie mam pojęcia, kiedy dodam rozdział, ale pewnie będzie to dopiero po 20 marca.

pozdrawiam i bardzo proszę, czekajcie cierpliwie. nie opuszczajcie mnie ;)
~`BabyBlue

wtorek, 5 marca 2013

"Want you bad"


UWAGA! ZAPRASZAM DO CZYTANIA NOTKI POD ROZDZIAŁEM:)         

                                                            ***

- No to do zobaczenia, widzimy się za dwie godziny – żegnała się z przyjaciółmi Laura. Raini, Calum, Rydel i Ell jeszcze raz podziękowali za gościnę, parę chwil później drzwi się za nimi zamknęły.  Brunetka okręciła się na pięcie i wpadła prosto w objęcia wyszczerzonego Rossa.
- Oo, co ty tu robisz? Powinieneś wyjść razem z nimi – zdziwiona dziewczyna wskazała kciukiem na zamknięte drzwi.
- Taaaaak. Ale zostałem. Z tobą. Sam na sam – na twarzy blondyna pojawił się dobrze jej znany uśmieszek.
- Chyba nie myślisz o.. – Laura oczywiście nie mogła dokończyć, bo chłopak zasypał ją gradem pocałunków.
- Ale kotek.. Musimy iść do studia. –  udało się jej wyrwać z uścisku ukochanego.
- Mamy całe dwie godziny – mruknął, znów przybliżając się do brunetki. Objął talię nastolatki, pochylił się i wyszeptał jej do ucha – A wiesz, że masz nieziemsko piękne oczy?
- Mhm – uśmiechnęła się lekko Laura - Zawsze mi to powtarzasz. Nie wiem, czy to wystarczy…
Ross cały czas nie odrywał wzroku od jej oczu. Dotknąwszy policzka dziewczyny, powoli schylił się… i złożył na jej wargach delikatny pocałunek. Oboje uśmiechnęli się do siebie w tym samym momencie.
- A teraz?  - spytał chłopiec.
- Teraz mnie przekonałeś  - kiwnęła głową i puściła mu oczko.
Rozpromieniony nastolatek z łatwością podniósł swoją dziewczynę i skierował się do jej pokoju. Nie przerywając pocałunków, ostrożnie położył ją na szerokim łóżku z różowym baldachimem.
-  Śpisz jak księżniczka – roześmiał się Ross. Powoli zdjął z ramion Laury sweterek. Następnie pozwolił by brunetka rozpięła jego bluzę.
- Twoja kolej – powiedziała cichutko. 
Chłopakowi nie trzeba było dwa razy powtarzać – po minucie biało-niebieska bluzka Laury leżała na podłodze.  To samo się stało z jego zielonym podkoszulkiem i spodniami.  Dziewczyna lekko popchnęła ukochanego i wylądowała  na jego torsie.
- Cały czas nie mogę się napatrzeć na twoją klatę. – mruknęła z uznaniem.
Ross zrobił tylko minę mówiącą „No cóż mam poradzić, jestem po prostu boski”.
Przekręcił się – teraz to on pochylał się nad Laurą. Całując jej szyję, powoli zbliżał się do dekoltu…dziewczyna poczuła przyjemne drgawki na całym ciele. Blondyn postanowił pozbyć się przeszkody w postaci stanika i zaczął mocować się z klamerką.
- Ja to zrobię, kochanie – uśmiechnęła się nastolatka i złapała za końce biustonosza. Już go miała zdejmować, kiedy przeraźliwy dzwonek do drzwi sprawił, że oboje podskoczyli w miejscu. 
- Noż cholera jasna! Kogo niesie o tej porze?!
- Emm.. Ross, dopiero co wybiło południe.  – Laura była wyraźnie rozbawiona, ale też lekko przestraszona, więc w pośpiechu nakładała na siebie ubrania.
- Trzeba nieźle ochrzanić tego „kogoś” – burknął z niezadowoleniem chłopak.

Podbiegł do drzwi i gwałtownie je otworzył. Widok osoby stojącej przed nim całkowicie go zaskoczył…

 ***
Jest to króciutki rozdział bonusowy, na prośbę pewnej WREDOTY która nie dała mi żyć dopóki go nie napisałam :p  


A teraz zadanie dla Was. Wiem, ze powinnam pisać po swojemu, wedle własnych pomysłów, ale... problem w tym, ze trudno mi wymyślić, co będzie dalej. Jeden wątek do rozwinięcia pozostawiam Wam, bardzo mi w ten sposób pomożecie ;)

Chodzi mi przede wszystkim o pojawienie się nowej postaci. w związku z tym mam parę pytań:
1) czy ma to być chłopak czy dziewczyna?
2) czy ma to być osoba starsza czy w wieku bohaterów?
3) czy ma być postacią pozytywną, czy ma nieźle "namieszać"?

Z góry dziękuję za odpowiedzi, mam nadzieję, że będą one nie lada wyzwaniem dla mnie, bo o to przecież chodzi w pisaniu ;) 

~`BabyBlue



niedziela, 3 marca 2013

:)

Chciałam Wam bardzo podziękować, za wszystkie komentarze. Jednocześnie też muszę Was przeprosić. Faktycznie, trochę za bardzo się przejęłam i niepotrzebnie na Was naskoczyłam.

Cieszę się, że mnie rozumiecie i wspieracie mnie dobrym słowem :) naprawdę jestem Wam wdzięczna i jeszcze raz przepraszam za swoje zachowanie, tym bardziej, jeśli kogoś uraziłam albo obraziłam.

jeśli chodzi o rozdział, na pewno będzie w tym tygodniu, jutro albo we wtorek. miałam zamiar dodać dzisiaj, ale miałam za dużo rzeczy do zrobienia związanych ze szkołą :/

a jutro masakryczny sprawdzian z matmy :(  trzymajcie kciuki.

do zobaczenia (:
~`BabyBlue


poniedziałek, 25 lutego 2013

!!!

Wiecie co? Przepraszam za to, co powiem, ale już cholera mnie bierze jak czytam Wasze komentarze..

Dlaczego?
Bo najpierw przez parę rozdziałów męczyłyście mnie, żeby Ross i Laura się ze sobą zeszli. Sama chciałam najpierw zrobić inaczej i połączyć Alex i Rossa, ale poszłam Wam na rękę. Zrobiłam ankietę i WIĘKSZOŚĆ zaglosowała na Laurę i Rossa.

Teraz, kiedy rozwinęłam fabułę i wszystko jest ok, nagle Wam się odwidziało i prosicie, żeby zrobić "chaos" i żeby Ross i Alex do siebie wrócili.. -.-

Co z Wami nie tak?!

celowo nie robię wielu scen z Rossem i Laurą, tylko krótkie dialogi pomiędzy nimi, więc dziwię się, czemu niektórym z Was się "nudzą" jako para.

nie wiem już, co mam robić, ale fakt faktem że się wkurzyłam.
Szanuję Waszą opinię itd, ale ludzie, nie rujnujcie mi opowiadania!

~`BabyBlue

niedziela, 17 lutego 2013

"Are you ready for a shock?"


                                                                        ***
- Śniadaaaaaaanie! – Laura próbowała zgromadzić całe towarzystwo w kuchni by wspólnie zjeść posiłek. Odpowiedziała jej jednak głusza cisza. Brunetka westchnęła i poszła do pokoju, w którym spał Ross, Calum i Ellington.
- Wstawać, śpiochy. I to już! Jajecznica zaraz wystygnie – dziewczyna brutalnie ściągnęła kołdrę z blondyna i szturchnęła w ramię nieprzytomnego Caluma.
-Eghemmmm… - mruknął rudzielec przewracając się na drugi bok.
Ross próbował po omacku znaleźć kołdrę, którą niespodziewanie mu zabrano. Natrafiając na przeszkodę w postaci Laury w końcu  otworzył oczy.
- Kochhhhhanie? A co ty tuuu.. – ziewnął przeciągle – Robisz?
- Mogłabym się spytać, co TY tu robisz, ale dobrze znam odpowiedź na to pytanie. Sama was tu zaprosiłam i teraz żałuję mojej decyzji – mruknęła brunetka. Ross posłał jej chytry uśmieszek i cmoknął ją w policzek.
- Tak to już z nami bywa – westchnął rozkładając ręce – Panoszymy się po całym domu, a potem budzimy się zastanawiając, co robiliśmy poprzedniego dnia.
- Ale przecież niczego nie piliśmy – zdziwiła się Laura.
- Nie potrzeba alkoholu, żeby się dobrze bawić, nie? – wtrącił Calum, przeciągając się.
- Racja. Ale ja też mało co pamiętam. Wiem tylko, że graliśmy do późna w pytanie i wyzwanie  - stwierdził Ross.
- No dobra, my tu gadu gadu, a tam na stole czeka śniadanie. Chodźcie, bo już całkiem wystygnie – Laura wstała z łóżka i skierowała się do kuchni, dając znak chłopakom, aby poszli za nią.
- Ej, chwila – Calum zatrzymał się i rozejrzał po pokoju – A gdzie jest Ell?
- Właśnie – Ross podrapał się w tył głowy – Przecież spał obok mnie.
Laura chwilę rozmyślała nad tym, gdzie może być Ratliff. Na jej twarzy pojawił się uśmieszek.
- Ohoo, ty chyba wiesz, gdzie on jest, co? – powiedział Calum zauważywszy zmianę na twarzy koleżanki.
- Taaaak – uniosła dwukrotnie brwi brunetka – Chyba wiem.
Skierowała się do pokoju obok i delikatnie zapukała. Nikt nie odpowiedział. Powoli nacisnęła klamkę i weszła do środka. 
To, co zobaczyła, wcale jej nie zdziwiło. Po prawej stronie, na dużej kanapie chrapała Raini. Trochę dalej, na niebieskim, dmuchanym materacu spała Rydel. A tuż obok niej, zwinięty w kłębek leżał… Ellington.
- Aww ale słodko wyglądają  - uśmiechnęła się Laura.
Ross i Calum wymienili znaczące spojrzenia.
- No nooo.. Nie spodziewałem się tego bo Ratliffie. Żeby tak od razu do mojej siostry? – zdziwił się blondyn.
- Ee, przesadzasz. Co w tym złego, że się położył koło niej? To jeszcze o niczym nie świadczy – tłumaczyła mu nastolatka – Z resztą obudźmy ich, to może sami nam powiedzą.
- Nie, to zły pomysł. Lepiej udawajmy, że nic nie widzieliśmy. Przyjdzie w końcu czas na wyjaśnienia – zaproponował Calum.
- Dobra. No to pora obudzić Raini. A to nie będzie łatwe zadanie – stwierdziła Laura.
Rzeczywiście, przyjaciele próbowali wszystkich sposobów, aby wyrwać czarnowłosą z objęć Morfeusza. Przemawiali do niej, najpierw czule i cicho, potem trochę głośniej. Szturchali, ciągnęli na nogi, zabierali kołdrę, włączali głośną muzykę, śpiewali, krzyczeli, łaskotali.  Na nic – Raini dalej spała snem kamiennym. Naraz Laura palnęła się w czoło – przecież doskonale znała sposób na rozbudzenie przyjaciółki! Pognała do kuchni, złapała patelnie z jeszcze ciepłą i pachnącą jajecznicą, po czym usiadła z nią na kanapie Raini.
- Co ty robisz? Chcesz ją tym walnąć?! – Ross i Calum patrzyli na nią jak na wariatkę. Uciszyła ich psyknięciem i powoli przystawiła patelnię do twarzy czarnowłosej. Ta zaś, gdy tylko poczuła zapach jajecznicy, natychmiast otworzyła oczy.
- Mmmmm….śniadaaanieee – mruknęła sennie i usiadła, patrząc jak zahipnotyzowana na patelnię.
- Chodź do kuchni, Raini. Nałożę ci do miseczki – Laura wstała. To samo, aczkolwiek o wiele wolniej zrobiła jej przyjaciółka. Podążając za zapachem jajecznicy w końcu dotarła do kuchni. Ross i Calum z rozdziawionymi ustami obserwowali poczynania koleżanek. 
Po paru minutach towarzystwo w końcu zjadło śniadanie. Pozostało tylko czekać na przybycie Ellingtona i Rydel.

W tym samym czasie Alex leżała na hotelowym łóżku, zastanawiając się, co począć. Żałowała tego, że tak ostro zareagowała. W gruncie rzeczy to prawda, że Charlie zepsuł jej urodziny, ale cała ta sprawa wydawała się drobnostką w porównaniu do tragedii, którą właśnie przeżywał. Nie powinna tak na niego naskoczyć, a potem niespodziewanie – zniknąć.
Wiedziała, że prędzej czy później będzie musiała z nim poważnie porozmawiać i przeprosić go za swoje zachowanie.
Ale teraz miała co innego do załatwienia. Coś, co od paru godzin nie dawało jej spokoju. Podniosła komórkę i wybrała numer do swojej „przyjaciółki”. Nie wiedziała, czy może jeszcze tak nazwać Jennifer. Po tym, co jej zrobiła? Trzeba wyjaśnić sobie parę rzeczy. Odezwała się automatyczna sekretarka. Alex zostawiła po sygnale długą wiadomość…

Charlie zaś rozglądał się po dawnym pokoju babci. Na parapecie umieszczone były stare zdjęcia w zakurzonych ramkach. Na każdej zaś półce stało parę małych, porcelanowych żabek. Pani Herstwish uwielbiała je kolekcjonować. Bardzo lubiła te małe, śmieszne stworzonka. Dlatego właśnie jej pokój pomalowano na zielono, a różne jego zakamarki zapełnione były figurkami. Fred, rudy kocur babci leniwie przeciągnął się i usiadł obok Charliego. Chłopiec wziął go na kolana i podrapał za lewym uchem. Zwierzątko zamruczało i skuliło się w kłębek. Fred miał niecałe dwa lata. Należał do przyjaciółki babci, pani Portrice. Kobieta ta była w podeszłym wieku i zmagała się z ciężką chorobą. Poprosiła babcię Herstwish, aby zaopiekowała się Fredem. Niedługo potem zmarła, a kot na stałe zamieszkał na Cranberry Street. Nie odstępował gospodyni na krok. Do Charliego przekonał się dopiero niedawno. Być może zrozumiał, że miła, starsza pani już odeszła, i  teraz ten chłopak będzie jego panem…
Wzrok nastolatka padł na zniszczoną fotografię przedstawiającą jego dziadka. Poważny wzrok, mocne rysy twarzy, wąskie usta bez śladu uśmiechu. Nigdy go nie poznał – podobno parę lat po ślubie z babcią wyruszył na wojnę i słuch po nim zaginął. Staruszka zawsze wspominała go ze łzami w oczach. Obok portretu dziadka stała ramka z fotografią ślubną rodziców Charliego. Chłopiec dosyć często wpatrywał się w to zdjęcie. Był tak bardzo podobny do mamy – miała tak samo jak on zielone, roześmiane oczy, delikatnie zadarty nos i szeroki uśmiech. No właśnie. Kiedy ostatnio zdarzyło mu się szczerze roześmiać? Ucieszyć z czegoś? Dotychczas uśmiech pojawiał się na jego twarzy codziennie. Teraz czuł się bardzo samotny. W domu panowała przeraźliwa cisza. Słychać było tylko bicie starego zegara i pomruki Freda. „Tu jest zdecydowanie za spokojnie” – stwierdził Charlie.

Rydel w końcu otworzyła oczy. Ziewnęła przeciągle i powoli uniosła głowę. Spostrzegłszy obok siebie Ellingtona omal nie pisnęła ze  strachu. Naraz jednak przypomniała sobie cel nocnej wizyty przyjaciela. Uśmiechnęła się i delikatnie dotknęła ramienia Ratliffa.
- Hę? – obudził się natychmiast. Dotyk zawsze działał na niego rozbudzająco.
- Spokojnie, to tylko ja – rzekła cicho blondynka – Czas wstawać, chyba jest już dziesiąta. A wiesz, że ja nie cierpię późno wstawać.
- Wiem – westchnął brunet – i nadal nie potrafię tego pojąć. Jak można nie lubić spać?
Rydel prychnęła.
- A czy ktoś powiedział, że nie lubię? Po prostu wolę wstawać wcześnie rano, żeby… dzień był dłuższy. A w ogóle, jak ci się spało?
- Hm, nie najgorzej. Pomijając fakt że mnie cały czas spychałaś z materaca...- Ell przeciągnął się i przejechał ręką po włosach.
- Spadaj – nastolatka pokazała mu język – Myślisz, że… będą się pytać, czemu tu przyszedłeś?
- Myślę, że oni nawet o tym nie wiedzą. Pewnie jeszcze śpią.
Ryd pokręciła głową
- Nie, słyszałam, jak jedli śniadanie w kuchni. Poza tym, nie ma tu Raini, a chyba nie wyobrażasz sobie, żeby się wymknęła cichcem do chłopaków?
Ratliff zachichotał i rozłożył ręce z miną mówiącą „wszystko możliwe”.
- Powinniśmy im powiedzieć, czemu tu przyszedłeś. Żeby nie było głupich docinków ze strony mojego kochanego braciszka. – rzekła Rydel przeglądając się w lustrze.
- Dobra  - skinął Ell – Ale chyba i tak ich nie unikniemy. Ross to podła bestia, a takiej okazji nie przegapi.
- Damy radę – blondynka uśmiechnęła się krzepiąco i skierowała się do salonu, skąd dobiegał odgłos rozmów.

- Ooo proszę, kogo moje piękne oczy widzą – ucieszył się Ross i mrugnął do siostry.
- Właśnie, już myślałam, że nie wstaniecie – dodała Laura – śniadanie jedliśmy już dawno temu, ale jak chcecie, mogę zrobić jeszcze jedną jajecznicę.
- No jakbyś mogła – uśmiechnął się do niej prosząco Ell.
Wkrótce potem para zajadała się późnym śniadaniem.
- Co to mamy dziś za dzień? Aa tak. Poniedziałek. No, a więc to już oficjalne – Raini zatarła ręce.
- Co jest oficjalne? – spytali jednocześnie Ell i Rydel.
- To, że jesteście parą. Już zapomnieliście? – wtrącił Calum.
Ryd zachłysnęła się herbatką malinową.
- O Boże, faktycznie! Zapomniałam!
- Nie byłbym tego taki pewien – wyszczerzył się złośliwie Ross – Szybko przystąpiliście do akcji. Nawet przed czasem.
- Ccco? O czym ty mówisz? – Ell rzucił mu zdziwione spojrzenie.  
- A o tym, że wzięliście zadanie całkiem na serio, skoro spaliście dziś w jednym pokoju – uniósł znacząco brwi blondyn.
- Aaaaa, o tym mówisz – odetchnął Ratliff – Ależ to żadna tajemnica. Słyszałem, jak Rydel krzyknęła. Przyszedłem zapytać, czy wszystko w porządku. Okazało się, że miała zły sen.  Pogadaliśmy jeszcze trochę, a że byliśmy zmęczeni, pewnie nawet nie zauważyliśmy, kiedy zasnęliśmy.
- I…to wszystko? – Laura i Raini wydawały się zawiedzione. Tak samo reszta towarzystwa.
Widząc ich miny Ell i Rydel wybuchli śmiechem.
- No, ale z zadania się nie wywiniecie. A że macie udawać parę… - zaczęła Raini i zachichotała.
- To co? -  spytał natychmiast Ell, krzyżując ręce na piersiach.
- To będziecie musieli trzymać się za ręce.
- Nie ma problemu – uśmiechnął się brunet.
- Będziecie musieli przytulać się i prawić sobie komplementy – nie dawała za wygraną czarnowłosa.
- Spoko – wzruszył ramionami Ratliff.
-  I będziecie musieli się całować – dodał z uciechą Ross.
Wszyscy momentalnie zamilkli i spojrzeli na niego.
- No co? – obruszył się – Umowa, to umowa.
- Nooo to będzie niezłe widowisko – stwierdził Calum patrząc na nową „parę”.
Brunet usłyszawszy jego słowa niespodziewanie objął siedzącą obok niego Rydel i cmoknął ją w policzek.
- Damy radę…."kochanie" – uśmiechnął się do niej.


 Rozległo się pukanie do drzwi. Alex z ociąganiem podeszła do nich i nacisnęła klamkę. Przed nią stał wysoki szatyn.
- Charlie!  - uśmiechnęła się na jego widok - Wiesz, właśnie miałam do ciebie dzwonić.
- Byłem szybszy – mruknął chłopiec – Mogę wejść?
- Eeem ..Jasne – Alex wpuściła go do środka. Wskazała mu kanapę do spoczynku, sama też zagłębiła się w miękki fotel.
Zapadła między nimi cisza. Było to całkiem nowe odczucie, bo zazwyczaj nie mogli się ze sobą nagadać, a tematy do rozmowy wydawały się być niewyczerpane.
- To.. Co cię do mnie sprowadza? – przerwała milczenie dziewczyna.
- Chciałem.. To znaczy…Mam ci coś do powiedzenia. Długo nad tym myślałem i… wiem, że to trochę nienormalne, ale… z mojej perspektywy… - plątał się nastolatek.
Alex przewróciła oczami
- Do rzeczy, Charlie.
Chłopak skinął głową, wziął głęboki oddech i zadał pytanie, którego kompletnie się nie spodziewała:
- Czy chciałabyś ze mną zamieszkać?
                                                                   ***

mam nadzieję, że ten rozdział wywarł na Was choć trochę emocji ;D 
boję się, że moje opowiadanie zaczyna być nudne, stąd wymyśliłam taki wątek. 

i pioseneczka. nijak się ona ma do tytułu i rozdziału, ale nie mogłam znaleźć niczego co by pasowało 
z resztą po prostu kocham tę piosenkę.:3


dzięki za wszystkie komentarze i wyświetlenia :) 
następny rozdział już niedługo (taaaaak mam ferie ;))
trzymajcie się :*
~`BabyBlue                                  


poniedziałek, 4 lutego 2013

"It's time to begin, isn't it?"


*** 
Butelka przez chwilę kręciła się wokół własnej osi. W końcu zwolniła tempo i zatrzymała się przed kolanami Raini.
- O nieeee – jęknęła czarnowłosa wpatrując się z lękiem w chichoczące towarzyszki.
- Umowa to umowa, kochanie – Laura rozłożyła ręce.
- Dobra – westchnęła ze zrezygnowaniem nastolatka – Zadajcie mi ten cios.
- Pytanie, czy wyzwanie? – spytał Ross kryjąc uśmiech.
- Wyzwanie! – odezwał się niespodziewanie Calum.
Raini rzuciła mu zaskoczone spojrzenie.
- Od kiedy to podejmujesz za mnie decyzje, rudzielcu?
- A co w tym złego? W końcu jesteście razem w parze i to wam zadajemy pytanie lub wyznaczamy zadanie – zauważyła Rydel bawiąc się kosmykami włosów.  
- Właśnie. – kiwnęła głową Laura.
– No dobrze, czyli chcecie wyzwanie?  - upewnił się Ross i nie zważając na protesty czarnowłosej, wyrzekł uroczyście – Każde z was ma powiedzieć swojemu towarzyszowi przynajmniej trzy komplementy!
Ellington prychnął z pogardą.
- To ma być wyzwanie?
- A co, znasz może lepsze? – spytał chytrze blondyn.
- No jasne. Chociażby takie: Raini ma powiedzieć Calumowi, że ma piękne włoski, a Calum ma jej podziękować całusem w policzek.
- CO?! – zawołali jednocześnie wyżej wymienieni. Pozostałe towarzystwo wybuchło śmiechem.
- Bardzo dobry pomysł, Ell! – przybiła mu piątkę Rydel.
- Taki jesteś mądry? To może ja ci wymyślę jakieś wredne zadanie?  - obraziła się Raini.
- Czemu nie, dajesz – zaśmiał się Ellington.
- O nie nie, teraz kolej Raini i Caluma. Mają wykonać to, co im zleciłem – stwierdził stanowczo Ross.
Po wielu namowach, z wielkim ociąganiem i narzekaniem para wykonała to,  co do nich należało.
- No to teraz pora na moją zemstę – czarnowłosa klasnęła w dłonie rzucając Ratliffowi złowieszcze spojrzenie – Powiedzmy, że ty i Rydel…. macie udawać przez tydzień, że jesteście parą!
Ryd podskoczyła w miejscu i omal nie wypluła oranżady, którą właśnie piła.
- Ej no, bez żartów – rzekła, patrząc z przestrachem na ucieszonego całym zdarzeniem Rossa.
- Racja, nie mogą tego zrobić – poparła ją Laura – Chociażby dlatego, że Ell ma dziewczynę. Prawda?
Ratliff wyraźnie posmutniał.
- Przepraszam was, zaraz wracam  - rzekł cicho i wstał. Skierował się wyjścia. Przyjaciele już po chwili słyszeli trzask zamykanych drzwi.
- Co mu się stało? – zdziwiła się Raini. Wszyscy oprócz Rydel wzruszyli ramionami. Blondyna wahała się, ale w końcu podjęła tę ważną dla niej decyzję. Wstała bez słowa i podążyła śladem Ellingtona.


Charlie nie mógł się pogodzić ze smutną myślą, że wciąż tracił tych, którzy byli dla niego ważni. Najpierw odeszli rodzice. Tak bardzo żałował, że nie miał nawet okazji z nimi porozmawiać – w końcu, kiedy zginęli w wypadku samochodowym, miał zaledwie dwa lata.
Pozostały tylko stare fotografie i opowieści babci. To ona przez prawie 15 lat zajmowała się małym Charliem – gotowała mu pyszne obiady, pomagała w nauce, szyła ciepłe szaliki. Zawsze miała czas i chęci na to, aby go wysłuchać, toteż często zwierzał się jej ze wszystkich problemów związanych ze szkołą. Dawała mu mądre rady i pocieszała w chwili zwątpienia. To po niej chłopiec odziedziczył poczucie humoru i upór w dążeniu do celu. Teraz także nie miał zamiaru się poddawać. Dobrze wiedział, że zawinił i bardzo trudno będzie mu na nowo zdobyć zaufanie Alex. W głębi serca miał jednak nadzieję, że wszystko się ułoży.
„O miłość trzeba walczyć. To jedyne uczucie warte ogromnego poświęcenia”  - mówiła mu babcia. Tak bardzo brakowało mu jej ciepłego, miękkiego głosu. Brakowało tego, jak każdej nocy przychodziła do niego z kubkiem pysznego kakao by pogadać na zwykle i niezwykłe tematy lub by pożartować z sąsiadów. I tych pysznych naleśników, których robiła cały stos w każdy piątek. I tych wspólnych wyjazdów nad jezioro. I tych śmiesznych i tych smutnych chwil. I słów pocieszeń i kłótni o głupoty. I tych sobót, kiedy grał jej na gitarze, a ona poklaskiwała w rytm piosenki. I tych niedziel kiedy szli do kościoła, by dziękować Bogu za to, że mają siebie…
„Babcia chyba polubiła Alex. Zawsze znała się na ludziach”  - myślał Charlie patrząc z zadumą na rozgwieżdżone niebo. Szkoda, że nie miała okazji jej poznać. Chłopiec podczas pobytu w szpitalu opowiadał jej nie raz o nowo poznanej dziewczynie. Staruszka była wyraźnie uszczęśliwiona, że znalazł miłe towarzystwo. Teraz pewnie też by nie chciała, aby stracił kontakt z Alex. A więc co należy zrobić?
- Trzeba działać – rzekł szatyn i uśmiechnął się do przyjaznego, rozjaśniającego mroki nocy Księżyca.


- Ell? Wszystko w porządku? – spytała cicho Rydel stając obok wysokiego bruneta.
- Tak….Nie – westchnął Ratliff – Nic właściwie nie jest w porządku.
- Czemu tak mówisz? – badała dalej blondynka.
- Bo…bo…  - chłopak przestępował z nogi na nogę – nie powiedziałem wam czegoś ważnego… Rozstałem się z Kelly.
Rydel miała mieszane uczucia. Z jednej strony bardzo współczuła przyjacielowi, z drugiej…odczuwała dziwną ulgę na sercu. Odgoniła od siebie niemiłe myśli i przytuliła towarzysza.
- Nawet nie wiesz, jak mi przykro. A… kiedy dokładnie to się stało?
- Parę tygodni temu – westchnął Ell -  Nie wiem, dlaczego ukrywałem to przed wami. Może po prostu nie mogłem się zdobyć na wyjawienie prawdy?
- Rozumiem. Ja nie mam ci tego za złe, chłopaki też pewnie się na ciebie nie obrażą. Chyba, ze nie chcesz im na razie o tym mówić.
- Sam nie wiem, Rydel. Ciężko mi z tym, ale może kiedy się komuś zwierzę, poczuję się lepiej – Ellington nabrał powietrza w płuca – Chodzi o to, że Kelly mnie zdradziła. Przyłapałem ją na tym, jak całowała się z jakimś starszym od niej facetem. Nawet się tego nie wypierała. Nie przeprosiła. Nie błagała o drugą szanse. Przestała się do mnie odzywać, nie odpisuje na smsy. Tak jakbym zupełnie przestał dla niej istnieć.
W tej chwili głos mu się załamał, a oczy - zaszkliły od łez. Jednak dzielnie powstrzymał się od płaczu  i zagryzł wargi. Rydel położyła dłoń na jego ramieniu.
- Ell – wyszeptała – Ell, spójrz na mnie. Jeszcze  wszystko się ułoży. To, że teraz nie jest najlepiej, nie znaczy, że zawsze tak będzie. Jesteś wspaniałym chłopakiem i kiedyś znajdziesz wspaniałą dziewczynę. Tak do kompletu – dodała i posłała mu krzepiący uśmiech.
- Dzięki za pocieszenie, jesteś taka kochana – Ratliff z całych sił uściskał przyjaciółkę – A co do tego wyzwania… Czemu nie mielibyśmy spróbować? W końcu to tylko zabawa.
- Chodzi ci o udawanie pary? – zmieszała się blondynka – Nie wiem, czy to jest dobry pomysł.
- Daj spokój, to tylko tydzień. Poza tym nie mogę pozwolić na to, żeby Raini miała powody to złośliwości. 
- Racja, ona potrafi człowiekowi dokopać – zaśmiała się Rydel – No dobrze, można spróbować. Ale to nie będzie dla ciebie takie… dziwne?
- Czemu? – mrugnął do niej Ell – I tak nie możemy bez siebie żyć, co nie?
Przyjaciele jeszcze chwilę rozmawiali na ganku.  W końcu wrócili do reszty towarzystwa. Ratliff jeszcze raz opowiedział swoją historię, tym razem już bez niedomówień i łez. Atmosfera się oczyściła – żartom i wygłupom nie było końca. Wszyscy (zwłaszcza Rydel) we wspaniałych nastrojach udali się na spoczynek. Na szczęście dom Laury był  przygotowany na taką ewentualność – starczyło miejsca dla każdego gościa.
 
                                                                          *** 

YAY! Wreszcie napisałam ten rozdział. Nawet nie wiecie, przez ile dni się do niego przymierzałam :D 
ale jestem dumna że wyszedł dosyć długi, bo bałam się, że po przerwie od pisania zabraknie mi pomysłów. 

mam nadzieję, że wam się sposoba. co myślicie o wątku Rydel i Ellingtona? nie macie nic przeciwko? ;)

zapraszam do czytania i proszę o szczere opinie (:
a na koniec piosenka, którą kocham <3 

 pozderki:*
~`BabyBlue