Łączna liczba wyświetleń

piątek, 7 grudnia 2012

"Maybe he's right, maybe he's just jealous"



*dwa dni później*
Grupa przyjaciół z serialu „Austin i Ally” znów spotkała się w garderobie Caluma.
- Okej. Każdy wie, co ma robić? – spytała  Laura.
- Taaak kochana – Raini ziewnęła i leniwie się przeciągnęła– powtarzaliśmy to już z tysiąc razy. Spokojnie, wszystko się uda.
  - Racja, nie ma się co przejmować. Poza tym to tylko mała impreza urodzinowa – uśmiechnął się Calum.
- Eh, szkoda tylko, że Ross.. chyba nie przyjdzie na przyjęcie dla Alex. Coś mu strzeliło do głowy, nie wiem, może znów się pokłócili? – zastanawiała się brunetka.
Raini i Calum wymienili między sobą spojrzenia.
- Laura… nie chcę ci sprawić przykrości, ale.. –zaczęła niepewnie czarnowłosa.
- Ale co? – przerwała przyjaciółce Laura, zakładając ręce na biodra.
- Eemm… RossjestchybazazdrosnyoCharliegoiAlexdlategotaksiędziwniezachowywał – wyrecytowała bez tchu nastolatka.
- CO?
- Raini chodziło o to, że Ross nie lubi, kiedy Alex spotyka się z Charliem – wspomógł ją Calum.
- Dlaczego tak sądzicie? – spytała ostro Laura – Przecież ona jest tylko jego przyjaciółką, nigdy nic ich nie łączyło!
- Nie denerwuj się, nie chciałam cię rozzłościć – próbowała załagodzić sprawę Raini.
- Nie rozzłościłaś mnie, ale na pewno popsułaś mi humor – odparła brunetka, i posyłając jej pewne wyrzutu spojrzenie,  wyszła z garderoby.
Tymczasem Ross przebywał wraz ze swoim rodzeństwem w ich ulubionej kawiarence - „The Griddle”.
- Jak tam się mają sprawy z Laurą? – zagadnął go Rocky, dwuznacznie poruszając brwiami.
- Eee..Dobrze, wszystko okej – odparł niezbyt przytomnie Ross, gapiąc się w okno. Cały czas rozmyślał o tym, co się stało przed dwoma dniami. Znów zachował się kretyńsko.  Nie dość, że pokłócił się z Alex, to jeszcze obraziła się na niego jego dziewczyna. Ale on przecież nie jest zazdrosny! Po prostu… denerwuje go towarzystwo Charliego. Podświadomie czuł, że ten chłopak sprowadzi na nich niemałe kłopoty….
- Hekhem, Ross? Mówię już do ciebie szósty raz, a ty nawet łaskawie nie spojrzysz w moją stronę  - stwierdziła Rydel robiąc obrażoną minkę.
- Cco? Przepraszam, zamyśliłem się.
- Na pewno wszystko gra? – badał jak zwykle troskliwy Riker.
- Tak, na pewno. A właściwie, gdzie jest Ellington?
- No, jak to gdzie. Na randce z piękną Kelly – uśmiechnął się Rocky.
- Ehh te słitaśne gołąbeczki – westchnął Ryland czym wywołał gromki wybuch śmiechu. Tylko Rydel zdawała się być jakaś smutna. Potrząsnęła głową i zwróciła się do Rossa:
- Ej, może się przejdziemy? Chciałabym z tobą pogadać.
- Jasne – blondyn zrozumiał proszące spojrzenie siostry i wstał z krzesła.
- A niby kto zapłaci za kawę, przepraszam bardzo? – wykłócał się Rocky.
- No masz, niech ci będzie – Rydel rzuciła na stół parę banknotów i złapała swoją białą bluzę w różowe paski. Już po chwili razem z bratem przechadzała się jedną z ulic Miami.
- To o czym chciałaś pogadać? – spytał się Ross patrząc z wyczekiwaniem na blondynę.
- O tobie. O Laurze. O Alex. I o Charliem.
- Skąd  wiesz o Charliem? Alex ci o nim opowiadała?
Rydel skinęła głową.
- Cudownie, a wspominała już, że się całowali?! – wybuchł Ross.
- Jesteś zazdrosny, że się tak złościsz?
- NIE! – krzyknął blondyn, ale potem dodał nieco łagodniejszym tonem – Nie, to nie tak. Po prostu.. nie umiem tego wytłumaczyć, ale czuję, że on coś knuje przeciwko Alex.
- Oo, od kiedy jesteś takim czarnowidzem? – spytała ironicznie Rydel – Nie martw się, dziewczyna wie, co robi. Jest rozsądna i nie da się po raz drugi wykorzystać.
- Po raz drugi? 
- Tak, bo to ty pierwszy ją zraniłeś.
- Ale to już przeszłość! Wszystko sobie przecież wyjaśniliśmy. Dziwne, że z nią tak szybko się zaprzyjaźniłaś, a Laury nie potrafisz nawet polubić.
-Mogłabym ją polubić, tylko że nie potrafię. No nic,  ważne, że znów jesteś szczęśliwy. Szkoda tylko, że kosztem Alex…
- Nigdy mi tego nie wybaczysz, prawda?
- Ja już ci wybaczyłam  - uśmiechnęła się Rydel – Każdy ma prawo popełnić błąd. Tylko obiecaj, że nigdy więcej tak nie postąpisz.
- Obiecuję siostrzyczko. A teraz… Masz mi coś do powiedzenia?
- Ja? O co ci chodzi? -   zdziwiła się dziewczyna.
- No jak to, o co. A może raczej: o kogo.
- Nie rozumiem, do czego zmierzasz.
Ross przejechał sobie ręką po twarzy.
- Ratliff. Mówi ci to coś?
 Rydel zarumieniła się.
- Wiesz, że to bez sensu.
- Niby dlaczego?
- Bo on ma DZIEWCZYNĘ, Ross. I to piękną, mądrą, słodką…
- Eej siostra, nie poznaję cię. Ty się poddajesz? TY?!   - przerwał jej blondyn kładąc ręce na jej ramionach.
- Nie mogę postąpić inaczej. Chcę, żeby był szczęśliwy – westchnęła Rydel.
- Jeśli się kogoś naprawdę kocha, nie można się poddawać. Spójrz na mnie i na Laurę  - po  tylu latach znów jesteśmy razem, i mimo, że się czasem kłócimy, nie możemy bez siebie żyć.
- Zupełnie jak stare dobre małżeństwo – zaśmiała się dziewczyna.
- Obiecałem ci coś. Teraz ty mi obiecaj, że przynajmniej spróbujesz o niego zawalczyć.
- Dobrze, Ross. Obiecuję. Chociaż wiem, że nic z tego nie będzie.
- No i kto tu jest czarnowidzem, co? – zauważył Ross.
- Nie lubię, jak łapiesz mnie za słówka  -pokazała mu język i uśmiechnęła się – Ale dziękuję za pomoc, jesteś kochany.
- No, to to ja wiem – machnął ręką blondyn.
- I jak zwykle skromny.
- To też wiem, zaskocz mnie czymś.
- I…najlepsiejszy – przytuliła brata i cmoknęła go w policzek.
- Dla ciebie wszystko, głupolu – zaśmiał się chłopak i poczochrał jasne włosy Rydel.
- Eej! Szacunku trochę, jestem starsza  - nastolatka chichocząc szturchnęła go w bok.
- AU! Żebro mi chcesz złamać?!
Przekomarzając się w końcu wrócili do restauracji.
- No dobra, Ryd. Lecę teraz przeprosić Laurę i Alex. A ty.. wiesz, co masz robić – uśmiechnął się Ross, znacząco unosząc brwi.
Pożegnali się i każde ruszyło w swoją stronę – Ross do StarWork Company, a Rydel do hotelu, gdzie na czas pobytu w Miami mieszkała razem z Rockym Rikerem, Rylandem i Ratliffem.

Laura właśnie kończyła przystrajać kolorowymi serpentynami salę, gdzie kręcone są odcinki serialu. Naraz zadzwonił jej telefon. Szybko wyjęła go z kieszeni, ale zawahała się przed odebraniem – na ekranie wyświetlił się napis „Ross dzwoni”.
- Hmm, może wreszcie zmądrzał -  mruknęła do samej siebie i nacisnęła zieloną słuchawkę.
- Hallo, Laura?
- Nie, Święty Mikołaj.
- Gdzie jesteś?
- A gdzie mogę być?
- Emm… Na planie?
- Brawo. Robimy dekoracje na przyjęcie. Może przestaniesz się obrażać i przyjdziesz nam pomóc?
- To ty się obraziłaś, nie ja. Zaraz… czy ty powiedziałaś  PRZYJĘCIE?
- No tak, przecież dziś są urodziny Alex.
- Oż Cholera! Zapomniałem !
- Ross!  Planowaliśmy imprezę dwa dni temu! Jak mogłeś zapomnieć?
- Uh, nie wiem. Muszę kupić jakiś prezent, i to szybko.
- Boże, ale z ciebie patałach.
- Przepraszam, skarbie. W ogóle… przepraszam, że taki byłem.
- Zostaw przeprosiny na później, leć po prezent. Przyjęcie zaczyna się za dwie godziny – ucięłą Laura i się rozłączyła.

 Ross złapał się za głowę.Co kupić Alex? Tylko jedna osoba będzie to  wiedziała. I nie, bynajmniej nie miał na myśli Charliego. Złapał za komórkę i zatelefonował do Rydel.
- Ross? – spytała lekko zdziwiona siostra.
- Sooorki, ale znów potrzebuję twojej pomocy.
- Jasne,  mow o co chodzi.
- Tak jakoś.. zapomniałem o urodzinach Alex.
- Ross! Boże, ale z ciebie patałach!  - zawołała Rydel.
- Już to dzisiaj słyszałem
- I co, pewnie nie masz dla niej prezentu?
- Nie mam. A że się przyjaźnicie, pomyślałem, że pomożesz mi wybrać dla niej upominek .
- Dobra, pomogę. Ale następnym razem zapisuj sobie takie rzeczy, geniuszu.
- Trzeba było mi przypomnieć! – obraził się Ross.
- Myślałam, że to oczywiste. No nic, spotkajmy się za pół godziny w centrum handlowym „City Shopping”  - zarządziła blondyna.
- OK, do zobaczenia – rzucił Ross i się rozłączył.

 Po godzinie wszystko już było gotowe. Plan serialu pięknie udekorowano, a nad drzwiami makiety budynku Sonic Boom zawieszono wielki napis „ Wszystkiego Najlepszego, Alex!”. Czekano tylko na powrót Alex i Charliego, który był wtajemniczony w całe przedsięwzięcie. Miał wybrać się z solenizantką na spacer i wrócić dopiero wtedy, kiedy Laura wyśle mu SMS.    


- Poczekaj na chwilkę,  zaraz wracam – powiedział Charlie i zniknął w ciemnościach korytarza. Wszedł do garderoby Caluma.
Tam przekazał Laurze wieści, że solenizantka już jest na miejscu.
- Ok, na planie są wszystkie prezenty. Leć tam po cichu i połóż mój i swój upominek obok nich. Tylko ciii – położyła palec na ustach  i wręczyła mu dosyć ciężką torbę.
- Uhh co ty tam włożyłaś? Stu kilowy głaz czy słonia? – jęknął Charlie.
- Ciiiicho! Idź na plan, ostrzeż pozostałych i  czekajcie na sygnał. Ja postaram się ją zatrzymać.   
Charlie posłusznie wyszedł z pomieszczenia  i skierował się na plan.
Laura pobiegła do Alex.
- Heeej – zawołała i przyjacielsko otoczyła ją ramieniem – co słychać?
 - Laura, co się dzieje, ledwo cię widzę. Czemu tu tak ciemno i cicho? – pytała zdezorientowana Alex.
- No wiem, że zazwyczaj jest zupełnie na odwrót, ale po prostu wyłączono nam prąd i wszyscy wcześniej poszli do domów – skłamała brunetka.   
-  Rozumiem. A Charlie?
- Był tu gdzieś przed chwilą, ale chyba też poszedł. Mówił, żeby ci przekazać, że przeprasza, ale coś mu wypadło i musi wracać.
Alex skinęła głową i posmutniała.
- Ej! Słyszałaś to? – Laura zastrzygła uszami.  
- Co?
- No, ten dźwięk. Jakby ktoś coś przesuwał.
- Nieee, nic nie słyszałam…
- O! Znowu! To chyba dobiega z sali, gdzie kręcimy odcinki!
- Laura, nie sądz…
- No chodź, musimy to sprawdzić – przerwała jej brunetka i pociągnęła ją wgłąb korytarza.
    
Tymczasem Charlie przytaszczył oba prezenty na plan i kazał wszystkim zająć miejsca. Sam zaś podszedł do dużej, żółtej torebki , z której wychylała się głowa misia. Widział, jak Ross trzyma ją w rękach, więc domyślił się że to on kupił pluszaka Alex. Uśmiechnął się złośliwie. Sprawdził, czy nikt nie nadchodzi i  schylił się w poszukiwaniu Pixie.
- Piiixieeeee, chodź tu, piesku. No chooodź.
Znalazł ją – siedziała w kącie i przyglądała mu się z zaciekawieniem, zabawnie przekrzywiając główkę. Wziął ją na ręce i zaprowadził do do sterty prezentów.
- Ojoj, chyba dzisiaj nikt cię nie wziął na spacerek i chce ci się siusiu – stwierdził Charlie głaszcząc jej futerko – Ale wiesz co? Chyba mam rozwiązanie.
To mówiąc wsadził pieska do żółtej torby. Nie musiał długo czekać – zrobiła to, co miała zrobić. W końcu była jeszcze bardzo mała, a cała sytuacja z przyjęciem bardzo ją stresowała.
- Brawo Pixie, o to mi chodziło – zachichotał Charlie i oddalił się na swoje miejsce.
- EJ UWAGA, NA MIEJSCA! IDĄ TU!! –zawołała Raini. Ktoś zgasił światło i wszyscy z napięciem wyczekiwali dziewczyn.
-  Laura? Gdzie ty się podziałaś? – wyszeptała zdezorientowana Alex. Naraz wszystko się rozjaśniło, przyjaciele wyskoczyli z ukryć i wrzasnęli:
- WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO !!!

***

przepraszam że dopiero teraz łaskawie dodaję, ale na serio tak mi się ciężko pisało, że coś okropnego :/   jutro jadę do Wawy a w przyszłym tygodniu testy gimnazjalne (znowu -.-) więc niestety, następny rozdział dopiero za tydzień. :(  

na pocieszenie piosenka, która utkwiła mi w głowie  (sorki DarkAngel, mam nadzieję że nie masz mi tego za złe,  ale chyba pomałpuję od Ciebie od czasu do czasu  dodawanie piosenek;))



~BabyBlue

niedziela, 2 grudnia 2012

Cause he had a bad day and they didn't know, why...




Następnego dnia obsada serialu „Austin i Ally” zebrała się w garderobie Caluma, by omówić szczegóły  przyjęcia dla Alex. Solenizantka była właśnie na spacerze z Charliem, więc mieli sporo czasu na zaplanowanie urodzinowej niespodzianki. 
- To już za dwa dni  - odezwała się Laura – Gdzie robimy imprezę?
- Może tutaj? – spytał Calum rozglądając się dookoła.
- Brawo, bardzo mądry pomysł, rudzielcu – odparła ironicznie Raini – ciekawe, jak my się tutaj wszyscy pomieścimy?
- A niby kto jeszcze ma być na przyjęciu oprócz naszej piątki? – zapytał lekko obrażony chłopak.
- Noo, rodzeństwo Rossa, Charlie… - wyliczała Laura.
- O nie! Tylko nie ten idiota – przerwał jej  blondyn.
- Ross, o co ci chodzi, przecież już się z nim pogodziłeś – westchnęła Raini.
- Tak, ale...nie przepadam za tym gościem – przyznał nastolatek rozkładając ręce – Przez niego nie mogę normalnie mówić, bełkoczę jak jakaś koza.
- To akurat jest nawet zabawne – zachichotała Raini, ale umilkła pod groźnym spojrzeniem Rossa. 
- Mimo wszystko uważam, że Charliego trzeba zaprosić. W końcu to „bliski kolega” Alex – kontynuowała Laura - A właśnie, gdzie oni w ogóle są?
- Na spacerze – mruknął Ross – Skoro już tak mają zamiar gdzieś łazić, mogliby wziąć Pixie, przynajmniej byłby z tego jakiś pożytek.
- Wystarczy, że już ja wychodzę z nią regularnie na spacery, oni nie muszą – zauważyła brunetka – Ross, czemu właściwie się wściekasz? Co cię ugryzło?
- Ja się nie wściekam, Boże drogi, nie można słowa powiedzieć – burknął chłopak.
Raini, Laura i Calum wymienili pomiędzy sobą porozumiewawcze spojrzenia.
- Okeeej, wiesz co, mam propozycję. Idź do siebie, już cię nie męczymy. Damy sobie radę z planowaniem tej imprezy – rzekł Calum.
- Dobra, jak chcecie – wzruszył ramionami blondyn i szybko wyszedł garderoby. 

* myśli Rossa*
„Nie chcą mojej pomocy? To nie, proszę bardzo. Łaski bez. Mogę w ogóle nie uczestniczyć w tym cyrku. Bynajmniej nie mam zamiaru po raz kolejny spotkać się z Charliem. Ależ on się przylepił do Alex! Cały czas za nią łazi, docina, dokucza, a ona jak gdyby nigdy nic się z tego śmieje. I śmiał ją pocałować, wtedy, kiedy byliśmy w cukierni! Ughghh miałem ochotę mu oderwać głowę, ale na szczęście się powstrzymałem. Co ta Alex robi? Nie widzi, że to nie jest facet dla niej? A co będzie kiedy zaczną ze sobą chodzić? Bo to już tylko kwestia czasu.”

Tymczasem Alex i Charlie idąc długą, szeroką Lastonbury Alley zajadali się lodami waniliowo-czekoladowymi. Nie przeszkadzało im to, że tego dnia znów nie było za ciepło – Miami spowite było mgłą, tylko gdzieniegdzie przez chmury prześwitywały promienie Słońca.
Kiedy przechodzili obok wielkiego billboardu z informacjami dotyczącymi koncertów R5, Alex mimowolnie westchnęła.
- Coś się stało?  - spytał Charlie przyglądając się jej z uwagą.
- Eh nie, tylko… Tęsknię za rodzeństwem Rossa. A zwłaszcza za Rydel.
- Hmm, Rydel? – spytał podejrzliwie chłopak.
- Taak, to osoba, na którą zawsze mogę liczyć – uśmiechnęła się Alex.
- A jak wygląda?
- Blond włosy, brązowe oczy. Zawsze nosi różowe ciuchy.
- Eee.. dobra… To trochę dziwne.
- Czemu? – dziwiła się Alex.
- Aż tak lubi kolor różowy?
- Żebyś wiedział. Aha, no i uwielbia Hello Kitty.
- Z kim ty się do licha zadajesz?! – zawołał z oburzeniem Charlie.
- Ale o co ci chodzi?
- Lubi róż i  Hello Kitty. To jakiś gej czy szaleniec?!
- GEJ?! Rydel to DZIEWCZYNA, młotku!
- Aaaaaaa – Charlie złapał się za głowę. Kiedy dotarło do niego, że jego podejrzenia były bezsensowne zaczął się głośno śmiać. Alex mu zawtórowała. Do końca drogi nie mogli się uspokoić – kiedy jedno się uciszało, drugie zaraz wybuchało rechotem. Wreszcie dotarli do budynku StarWork Company. Charlie spoważniał.
- No,  ja już muszę lecieć, do babci.
- O właśnie, pozdrów ją ode mnie.
- Jasne.
Przez chwilę stali w milczeniu mierząc się spojrzeniami. W końcu Charlie odwrócił się  i już, miał odchodzić, kiedy drogę zagrodziła mu Alex.
- Czekaj, nie tak prędko. Nadal nie odpowiedziałeś mi, skąd masz mój numer.
- Yyy…Może innym razem o tym pogadamy, naprawdę muszę iść – wykręcał się szatyn.
- Nie! Proszę, powiedz mi. Po prostu chcę wiedzieć.
- Słuchaj, Alex – Charlie złapał ją za ramiona – Obiecuję, że kiedyś ci wszystko wyjaśnię. Tylko nie teraz, nie dzisiaj. Dobra?
- Ale…
- Obiecuję, kotku. Tylko już mnie nie męcz.
- No no, nie pozwalaj sobie z tym kotkiem – Alex położyła ręce na biodrach.
- Hmm masz jeszcze do wyboru żabkę, myszkę i skarba – zachichotał chłopak.
-  A jest opcja: po prostu Alex?
- Obawiam się, że nie.
- Eh, nie miałeś już iść do babci?
- O, czyli mnie wyganiasz? No dobra, to może buzi na pożegnanie?
- CHARLIE!
- No żartuję, żartuję. Ale w sumie racja, bo znów byś mnie „niechcący” kopnęła, albo dała z liścia…
- Jeszcze mi tego nie wybaczyłeś?
- A wiesz że masz cholernie mocne uderzenie?
- Hehe, sorki.
- Bawi cię to?
- No bo teoretycznie zasłużyłeś.
- Dobra, ale nie rób tak więcej, bo mnie wykończysz psychicznie.
- Charlie…
- Co?
- IDŹ JUŻ.
- Aaa no tak. Papaaaa. – mocno złapał Alex za talię i podniósł do góry, na wysokość kilkudziesięciu centymetrów.
- No puść mnie, wariacie – śmiała się nastolatka.
Charlie spełnił żądanie koleżanki.
 - To do zobaczenia – rzucił jeszcze, posyłając jej uśmiech i pobiegł na drugą stronę ulicy.

Całe zdarzenie obserwował Ross, który z pierwszego piętra budynku miał doskonały widok na plac wokół StarWork Company. Blondynowi momentalnie pogorszył się humor – nie mógł zrozumieć, dlaczego Alex jest taka ufna i łatwowierna. Co, jeśli Charlie okaże się oszustem i zrani jej uczucia? „A czy ja nie zrobiłem tego samego?” – rozmyślał Ross. Nagle poczuł, że czyjeś ręce zaciskają się wokół jego talii. Odwrócił się gwałtownie.
- Laura!
- Przestraszyłam cię? –spytała brunetka i przekrzywiła głowę.
- Niee – uśmiechnął się sztucznie Ross.
- Wszędzie cię szukałam. Co ci jest, kochanie?  - zmartwiła się dziewczyna – Od rana jesteś zdenerwowany.
- To tylko przemęczenie, skarbie, nic mi nie jest – zapewniał ją Ross.
- Przecież widzę, że chodzi o coś innego. A może o kogoś? – badała dalej Laura.
- Ehh, bo widzisz. Nie przepadam za Charliem…
- To już wiem – zaśmiała się brunetka.
- Widzę, że on i Alex coś do siebie czują, ale…
- Uważasz, że on nie jest odpowiedni? – przerwała mu Laura.
- Tak. I że nie zasługuje na to, żeby być z Alex.
Zapadła cisza. Dziewczyna w milczeniu przyglądała się blondynowi. Nie podobał mu się sposób, jaki w niego patrzyła – tak jakby się na nim zawiodła.
- Nie przejmuj się, skoro go lubi, to czemu jej bronisz szczęścia?
- Sam nie wiem, Laura. Może niepotrzebnie się przejmuję? W każdym razie, dzięki za radę – chciał ją przytulić, jednak brunetka szybko wyszła, rzucając krótkie „nie ma za co”.
W Rossie znowu wezbrała złość. Kopnął krzesło i ukrył ręce w dłoniach.

Tymczasem Alex po krótkiej pogawędce z sekretarką skierowała się na pierwsze piętro. Zauważyła, że garderoba Rossa jest niedomknięta. Zapragnęła wejść do środka i porozmawiać z kolegą.
- Puk Puk. Hallo? Jest tu kto? – spytała wchodząc do zaciemnionego pokoju.
- Alex ? Co tu tu robisz?
- Stoję i z tobą rozmawiam - odparła bystro dziewczyna – czego siedzisz po ciemku jak jakiś nietoperz?
- Bo lubię mrok – odpowiedział obojętnie blondyn. Podszedł to włącznika i zapalił światło.
- ŁAŁ co z twoim nosem?! – zawołała z przestrachem w głosie Alex.
- Jak to, nic nie wiesz? Ten twój kochaś mi to zrobił – rzekł z przekąsem Ross.
- Charlie?! On cię uderzył?
- Tak, dziwne, że nie zauważyłaś już wczoraj, że mój nos wygląda jak czerwona bulwa.
- Jakoś nie zwróciłam uwagi.
- No oczywiście, bo po co.
- Poza tym,  niby czemu Charlie miałby cię uderzyć?
- Nie wiem, widocznie miał jakiś powód. Po tym, jak wybiegłaś z tej cukierni, podszedł do nas i bez ceregieli mi przyłożył.
- Nie wierzę ci.
- A co, sam sobie złamałem nos?!
- Charlie nigdy by czegoś takiego nie zrobił!
Alex coraz bardziej podnosiła głos, a Ross wpadł w furię.
- Oooo, już go tak dobrze poznałaś? Przez mniej niż tydzień?
- Widziałam go już wcześniej, w szpitalu. Kiedy potrzebowałam pomocy to przy mnie był i mnie wspierał!
-  Jakie to słodkie. Szkoda tylko, że  postanowił się mścić na mnie w twoim imieniu!
- Sugerujesz, że go nastawiłam przeciwko tobie?!
- A kto inny mógł to zrobić? To ty byłaś na mnie wściekła i pragnęłaś zemsty.
- Byłam wściekła, bo mnie zraniłeś!!! Ale nigdy, przenigdy nie chciałam się za to mścić, zrozum to ! Chciałam wszystko naprawić i cię przeprosić. Dlaczego oskarżasz mnie o coś, co nie jest prawdą?   
- Bo mam już dosyć tego, że chcesz po raz kolejny popełnić ten sam błąd! Zaufałaś chłopakowi, którego nawet nie znasz. Nie wiesz co zamierza, nie wiesz jaki on jest. Już wystarczy, że ja raz spieprzyłem sprawę. Nie chcę, żebyś znowu cierpiała przez swoją naiwność. 
- TO MOJE ŻYCIE, JASNE?! ZROBIĘ TO, CO ZECHCĘ, A TOBIE NIC DO TEGO – krzyknęła na całe gardło Alex. Z jej oczu wypłynął potok łez. Szybko wybiegła z pomieszczenia i zamknęła się w swojej garderobie.
Ross głośno klnąc rzucił się na łóżko. Zamknął oczy i próbował się uspokoić.
- Co za chory dzień !  - zawołał i ze złością cisnął poduszką w drzwi.

 ***

hej :) cieszę się,  że dałam radę napisać, bo nie było łatwo. mam nadzieję że nie przesadziłam z tymi emocjami haha :D

błagaaaam piszcie jak najwięcej komentarzy, bo ich liczba za każdym rozdziałem spada :(
dla zachęty dodam parę cudowych fotek:)








czy on tu mówi "stop it"? czy mi się zdaje? :D  ahaaa i trzymajcie za mnie kciuki, jutro mam sprawdzian z fizy i nic nie umiem :/
 ~BabyBlue